poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział 7

 - Hallo? - mruknęłam zaspanym głosem, była 3,23
 - Tu Zayn... - nosz kur...
 - Domyśliłam się... - odparłam - a czy wy wg śpicie?
 - Uwierz nie jesteśmy kosmitami...
 - Dobrze, że to sobie wyjaśniliśmy. - odparłam.
W cholere chciało mi się spać... Normalnie o tej porze się kłade, a później odsypiam do13,00, ale dziś tak nietypowo poszłam szybciej spać.
 - Chciałem cie przeprosić za... - nagle ożywiłam się.
Nie byłam zwolenniczką szczerych rozmów przez telefon, ani zrywania. Jak chciał mnie przeprosić to miał mi spojrzeć prosto w oczy!
 - Zwolnij. - przerwałam mu. - jak chcesz mnie przepraszać to zrób to porządnie w realu... Nie nawidzę takich płytkich osób jak ty, które uważają że najlepiej sprawę załatwić przez telefon. - nawet nie zauwazyłam gdy słowa wyleciały mi z ust.
 - Nie gniewaj sie na mnie... ale... zawsze gdy chciałem z tobą pogadać, to zawsze mi docinałaś i wg... - zaczął usprawiedliwiać się.
 - A ty jak byś postąpił na moim miejscu? - prawie krzyknęłam - Najpierw prawie nas potrąciłeś.... przez ciebie Liv trafiła do szpitala... później ten cały samochód... jeszcze na dodatek mój motor! ... nie wspomnąć już o moich włosach! a i jeszcze ten cholerny artykuł po którym mój własny ojciec uważa mnie za dziwkę! Jestem bardzo ciekawa jak ty byś zareagował! - to mówiłam juz ciszej.
Przez chwile słyszałam tylko oddech Zayna w słuchawce.
 - Uwierz ja nie chciałem... tak jakoś samo wyszło. - zaczął sie bezradnie usprawiedliwiać.
 - Jakoś lepiej mi się żyło gdy was nie znałam... nie miałam na głowie tyle problemów co teraz! Więc z łaski swojej się odczepcie się odemnie i Livi! - rozłączyłam się.
                       Jakoś nie chciało mi się już spać. Ubrałam się w czarne spodnie i szarą bluzę i poszła do warsztatu, który mieścił sie dosłownie ulicę za domem. Musiałam wyłączyć alarm którego jeszcze nie znałam i wróciłam się do domu po notatnik od taty.
Przy okazji wzięłam ze sobą Sabe aby mieć kogoś do towarzystwa.
Wyłączyłam alarm i weszłam.
Nocą było tu upiornie. Różne cienie rzucały się na ściany... uwielbiałam takie klimaty. Weszłam do ostatniego hangaru, przebrałam sie w strój " roboczy" i zaczęłam grzebać w samochodzie.
Gdy nareszcie go skończyłam, byłam tak zmęczona, że poszłam do gabinetu taty i zasnęłam na jego sofie.

Poczułam coś zimnego na twarzy i ocknęłam sie.
Tata stał nademną z wiadrem wody.
 - Pogięło cię?!  - wrzasnęłam na niego oburzona.
 - Budzę cie od pół godziny! - powiedział tata odkłądając wiadro na ziemie i podając m ręcznik. - dzwoniła Livia i pyta się czy możesz jej przywieźć laptopa.
 - Która godzina? - wychrypiałam
 - 9,40 - odparł spokojnie tata.
 - Oszalałeś?! Jest środek nocy! Daj mi spać! - obróciłam sie na drugi bok.
Nagle znalazłam się na podłodze.
Dopiero teraz sobie uświadomiłam, ze jestem na sofie, a nie w swoim pokoju. Wstałam niechętnie i powlokłam się do domu.
Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w czarną bokserkę, czarne krutkie spodenki, bo na dworze jest hyc, a na to włożyłam białą koszule. Wzięłam na głowę kapelutek i czarną torebke.
Zrobiłam sobie śniadanie i wyszłam z domu.
Poszłam do gabinetu taty i zapukałam i jak to mam w zwyczaju weszłam.
Akurat miał spodkanie.
W gabinecie siedziało 8 osób. Wszystkie głowy zostały zwrucone w moją stronę.
Tata był troche zakłopotany... a je nie wiedziałam co zrobić i palnęłam pierwszą lepszą rzecz jaką wpadła mi do głowy:
 - Dzień dobry. - powiedziałam ze sztucznym uśmiechem - bardzo przepraszam, że przerywam, ale mamy mały kłopot w garażu i muszę na chwile porwać pana Jons'a. - uśmiechnęłam sie do wszystkich serdecznie.
 - Przepraszam wszystkich... ale muszę to sprawdzić... - tata wyszedł zza biurka - Sally zaraz przyniesie poczęstunek... Już ide Alexandro - skinął na mnie.
Jak ja nienawidziłam jak mówił do mnie pełnym imieniem. Zawsze w tedy był w kurzony. Wyszłam z gabinetu bluzgając się w myślach za moją głupotę.
 Po chwili obok mnie pojawił sie tata. Był mocno wkurzony. 
 - Co cie ugryzło?! Chciałaś mi się odpłacić za wczorajszą rozmowę, czy za dzisiejszą pobudkę?! Przecież zostawiłem ci kartkę, że masz mi nie przeszkadzać bo mam spotkanie! - prawie krzyknął
 - Sory... nie wiedziałam! - powiedziałam - nie drzyj się po mnie!
 - Ktoś musi jak mamy nie ma! - odparł.
Miałam ochote mu przywalić.
 - Chciałam tylko pożyczyć Jeep'a. - powiedziałam urażona.
Tata wyciągnął kluczyki z kieszeni i podał mi je.
 - Masz. O 16,00 masz być po Emily w parku. Ma tam jakiś piknik czy coś. Do końca wakacji masz się niąm zajmować!  
 - Ale tato! - zaprotestowałam
 - Żadnego ale! Wystarczy, że musze znosić twoje wybryki. A teraz już idź!
 - Jesteś niesprawiedliwy! - odwróciłam się.
Od chodząc wywróciłam szafkę z narzędziami, która zrobiła dużo hałasu.
Wiedziałam, że później za to oberwę, ale teraz nie zważałam na to. Byłam wkurzona jak nigdy. Wzięłam swoje tymczasowe prawo jazdy i weszłam do Jeepa. Włączyłam na całego Linging Parka.
Poczekałam, aż się uspokoję i wyjechałam.
Do szpitala weszłam jak burza.
Szybko przeszłam przez całą odległość dzielącą mnie od Livi i po prostu wpadłam do jej sali. Leżał na łóżku, grając na gitarze.
 - Życie mi się sypie! - pożaliłam się.
 - Co się stało? - odłożyła gitarę i popatrzyła na mnie z troską.
 - Nie wytrzymuje psychicznie! - usiadłam obok niej na łóżku.
 - Opowiadaj...  - westchnęła.
                         Więc opowiedziałam jej wszystko począwszy od rozmowy telefonicznej z Harrym i Zayn'em, aż do mojej sprzeczki z tatą.
W kocu obie żeśmy uznały, że mam się iść leczyć.
Po 2 godzinach naszych rozmów zgłodniałam i musiałam iść coś zjeść. Zostawiłam Livie na chwile samą i poszłam do bufetu.
Wzięłam dwie powiększone porcje frytek ( wiem jak Livia uwielbia frytki) i dwie sałatki, torcik czekoladowy z napisem szybkiego powrotu do zdrowia i butelki coca coli. Miałam mały problem w przyniesieniu tego do sali Livi, ale w końcu mi się udało.
Jedna z pielęgniarek otworzyła mi drzwi i moim oczom ukazał sie mrożący krew w żyłach scena.
W sali znajdowała się Livia w otoczeniu piątki chłopaków i Danielle.
 - Nosz kurde... - powiedziałam - No i taki piękny dzień zjebany...
 - Tak my też cieszymy się, że cie widzimy. - przywitał mnie Louis.
Położyłam jedzenie na stoliku.
Nagle jakaś łapa sięgnęła po frytka, a ja w nią pacnęłam z całej siły.
 - Au! - powiedział blondyn. - no weź daj mi jedną! - zatrzepotał rzęsami.
 - Nie ma mowy! Jak chcesz frytkę to sam sobie kup! Są w bufecie...
 - Zaraz wracam... - powiedział wybiegając na korytarz - Jeszcze się zemszczę! - krzyknął.
O dziwo wybuchnęłam śmiechem.
Poczułam cmoknięcie na policzku. Już chciałam się odsunąć ale zauważyłam że to Danielle.
 - Hej kochana... - powiedziała
 - Hej - uśmiechnęłam się - a co wy tu robicie... - właśnie zauważyłam wielkie kolorowe balony w pokoju.
Poczułam, że ktoś mi zrywa kapelutek z głowy.
 - No ej! Oddawaj! - rzuciłam się na Harrego.
Był odemnie wyższy o prawie głowe i nie miałam z nim szans.
 - Jak mi go do trzech sekund nie oddasz to ucierpią na tym twoje genitalia! - zagroziłam            
O dziwo potraktował moją groźbę na serio i już w rękach miałam kapelutek.
 - Dzięki. - powiedziałam.
Usidłam na jedynym wolnym krześle jakie znalazłam i zaczęłam wcinać frytki. Po chwili wrócił blondasek.
Był cały zapakowany żarciem.
 - Co ty wykupiłeś połowę bufetu? - zapytałam.
 - Ty się do mnie nie odzywaj! Jestem na ciebie Fochnięty! - oburzył się.
 - Nie będę płakała. - odparłam nadal wcinając frydki.
                       Na całe szczęście Zayn się do mnie nie odezwał. Gdy w końcu skończyłam jeść Harry porwał mnie na zewnątrz. Z pretekstem, że idziemy kupić coś do picia.
 - Mam pomysł co możemy zrobić Zaynowi! - szepnął mi uradowany do ucha.
 - No to dawaj! - powiedziałam - mam nadzieje, że to będzie coś bardzo bolesnego!
Zaczał gorączkowo szeptać mi do ucha. Ogólnie pomysł mi sie podobał. Ale był troszeczke skomplikowany... ale realny w zrobieniu.
Wróciliśmy z automatu obładowani piciem. Byliśmy w świetnym humorze.
Weszliśmy do sali. Blondyn i Louis bili się, Livia patrzyła na to i cieszyła jape. Danielle stała w końcie i usiłowała rozmawiać przez telefon. A Liam... (chyba tak mu było) rozmawiał z Zaynem.
Położyłam napoje na łóżku Livi i oznajmiłam, że muszę już iść... była 15,00 a ja miałam Emilly odebrać z parku.
 - Możemy pogadać? - zapytał Zayn wychodząc za mną.
 - Mam mało czasu. Śpieszę się... - mruknęłam.
 - Chciałem cie za wszystko przeprosić... - powiedział, zatrzymując mnie i zmuszając bym patrzyła w jego oczy.
Patrzyłam na niego wyczekująco. Uniosłam brew.
 - I co to tyle? - powiedziałam z niedowierzaniem.
 - Yyyy... a miały być kwiaty? - zapytał speszony,
Puknęłam się dłoniom w czoło.
 - Kto mi się trafił? - wzniosłam oczy do nieba. - serio? Po naszej rozmowie wysiliłeś się na " chciałem za wszystko przeprosić "?
Sama nie wiedziałam do czego dążę.
Zayn patrzył na mnie znacząco.
 - Dobra ja już muszę lecieć. - strzepnęłam jego ręke z ramienia i podążyłam do drzwi.
 - Porozmawiajmy! - zawołał doganiając mnie.
 - Śpieszę się. - pchnęłam drzwi obrotowe.
Słońce grzało niemiłosiernie. Zaczęłam podążać do Jeepa. Zaparkowałam go praktycznie na samym końcu parkingu, obok mini parku dla pacjentów.
Ale Zayn szedł za mną. Przyczepił się mnie jak rzep psiego ogona!
 - To co mam jeszcze zrobić? Paść na kolana? Co dzień rano przynosić ci śniadanie do łóżka? - powiedział zaczepnie.
 - Z tym ostatnim by nie było trudno.. przeważnie wstaje po 13,00 - powiedziałam - Zostawiam to twojej inwencji twórczej.
Zbliżaliśmy się do Jeepa. Stał obok, różowego Mini Coopera. Wyciągnęłam kluczyki.
Zayn wyminął mnie i próbował jak "dżentelmen" otworzyć drzwi Coopera.
Oparłam ręce na biodrach.
 - Serio? - powiedziałam kręcąc głową.               
 - No co chce ci drzwi otworzyć... Znów coś źle zrobiłem?- powiedział unosząc brew.
Wyglądał tak słodko.
Puknęłam się dłonią w czoło.
Otworzyłam Jeepa i weszłam do niego.
Zayn patrzył na mnie z wielkim zdziwieniem. Nie zamknęłam drzwi.
 - Nie spodziewałem się - westchnął Zayn.
 - Powiedz mi jedno. Czy ty tak wolno czaisz, czy jesteś ślepy? - patrzył na mnie jak na wariatkę. Wskazałam na buty - glany, praca w warsztacie samochodowym... jeżdżenie na motorze. A ty myślałeś, że jeżdżę jakimś różową landrynką?  - wskazałam na Coopera.
 - Nie wiem... no sory ale nikt nie jest tak dobrym agentem, jak ty! - powiedział Zayn.
Ku mojemu zaskoczeniu ryknęłam śmiechem.
 - Jeszcze raz bardzo cię przepraszam za wczorajszy dzień... po prostu mieliśmy pecha... WIELKIEGO pecha.
Czułam się dowartościowana móc popatrzeć na niego z góry.
 - Z tym się zgodzę. - odparłam. Postanowiłam złożyć broń.
 - To co przymierz przeprosiny? Moge ci nawet załatwić bilety na nasz koncert...
 - Posłuchaj mnie uważnie - nachyliłam się nad nim - Nie słucham boy bendów... nie na widzę boy bendów... i nie znam waszego zespołu... a jak gracie inną mózykę niż rock, to możesz mieć pewność, że ja was NIE będę słuchać! - powiedziałam to bezbarwnym głosem. Tak... na bardzo długo złożyłam broń... - To cześć!
Zamknęłam drzwi.
Zayn był zaskoczony,
Załączyłam samochód.
Wyjechałam z parkingu omijając Zayna,
***
Po dwudziestu minutach parkowałam już przy parku. Zostawiłam wszystko w samochodzie. Zamknęłam go i wzięłam kluczyki. 
Z oddali słyszałam już krzyki dzieciaków. Podążyłam za nimi. 
Mieli mały turniej z grami i zabawami. 
Dzieci było wszędzie. 
Na dodatek były tak samo ubranie i nie miałam pojęcia jak miałam znaleźć moją małą siostrzyczkę. 
No ale słyszałam jak jakieś dziewczynki się kłóciły. Przepraszam dwie dziewczynki i jedna nastolatka. Megan. Wprost się uwielbiałyśmy. Kochamy się od pierwszej klasy podstawówki kiedy to podłożyła mi nogę. Jeszcze wtedy byłam grzeczną dziewczynką ale po spotkaniu tej diablicy wszystko się zmieniło. Nienawidziłyśmy się. Livia do naszej wojny została wplątana przez przypadek... ale mamy takie same zdanie na jej temat. Po prostu Megan Wighte zaliczyła wszystkich chłopców w naszej budzie. Na szczęście wyszła już ze szkoły. I krzyżyk na droge!
Megan była śliczną blondynką... uwielbiała róż i miała pudla imieniem Fifi. A także na swoim końcie miała dwie operacje plastyczne nosa...
Kiedyś grałyśmy w koszykówkę i tak jakoś mi się piłka wymsknęła z rąk... Złamanie nosa z przemieszczeniem...
Obok niej stał jej mały klon Betty. Była kropka w kropkę swoją siostrą.
Słyszałam tylko urywki ich rozmowy.
 - Ty mała smarkulo! - wydarła się na Emily - to jest zabawka MOJEJ siostry więc z łaski swojej oddaj jej ją! - powiedziała.
Miałam wrażeni, że chciała uderzyć Emily... ale jednak się powstrzymała.
Nie zauważyła mnie, stałam za jednym z drzew w cieniu. Zastanawiałam się gdzie jest przedszkolanka.
 - Nie oddam! To jest moje! - Emily schowała za plecy białego konika, którego dałam jej kiedyś na urodziny.
 - Nie kłam smarkulo! - Megan wydarła się na nią i po pchnęła ją.
Emily upadła
Zmartwiłam się. Gdzie jest przedszkolanka? - myślałam gorączkowo. Włączyłam telefon i zaczęłam nagrywać całą scenkę.
Było to trochę okrutne z mojej strony... ale musiałam nagrać Megan jak zachowuje się w pracy. Tak Megan była opiekunką grupy.
Dlatego, żadne z dzieci nie zareagowało. Bały się Megan. Po prostu ich terroryzowała.
 - Odczep się odemnie ty obłąkana wariatko! - krzyknęła na nią Emily.
Moja szkoła! - pomyślałam z dumą.
 - Nie będziesz się tak do mnie odzywać smarkulo! - ryknęła Megan.
Przez chwile myślałam, że żuci się na Emily. Ale nagle się uspokoiła.
 - Ty mała gówniaro! To ty nie wiesz, że Ja tu żądzę?! Jak ja cos powiem to masz się mnie słuchać! Więc ty mała suko oddaj tę zabawkę Betty!
Blondynka jednym szarpnięciem postawiła moją siostrę na nogi i wyrwała jej konia z rąk.
Tego już było za wiele.
Wyszłam zza drzew chowając telefon do kieszeni.
 - No proszę, proszę. - powiedziałam. - widze, że tyranię szerzysz nawet u przedszkolaków Wight. - jej nzwizko prawie wycedziłam przez zęby,
Megan jak oparzona podskoczyła i odwróciła się w moją stronę.
 - Czego chcesz Weslay? - wycedziła przez zęby.
 - Nie wiem czy wież ty różowa ropucho - warknęłam - ale dręczysz moją siostrę. I właśnie złamałaś kilka paragrafów... pomyślmy,,, - zaczęłam wyliczać na palcach. - przemoc, zastraszanie, kradzież... nie wypełnianie obowiązków opiekunki. - uśmiechnęłam się do niej perfidnie.
 - Ty się nie odzywaj KRYMINALISTKO! - warknęła przestraszona.
 - Tak?! O ile wiem mam prawo głosu... - no tak nie miałam czystych papierów - a po za tym, za pare mandatów nie idze się do więzienia. - powiedziałam
Podeszłam do Emily i podniosłam ją.
 - A teraz bardzo ładnie proszę - zwróciłam się do Betty - oddaj mojej siostrze jej własność. - nadstawiłam dłoń.  - drugi raz nie powtórzę.
Betty patrzyła na mnie z przerażeniem. Ale odała mi za zabawkę. Wręczyłam ją siostrze.
 - Grzeczna dziewczynka. - uśmiechnęłam się do niej. - a i jeszcze gdzie moge odpisać Emily z tego wariatkowa? - zapytałam Megan. - chyba możesz mi udzielić takiej informacji? - uniosłam brew.
 - Jedynie opiekuni moją odpisać dzieci. - warknęłą Megan.
 - Aaaa to pogadam z tatą... napewno się zgodzi po obejrzeniu tego. -  wyciągnęłam telefon i włączyłam filmik.
 - Cooo?? Allle allee... jak?! - Megan nie wiedziała co powiedzieć
 Zacmokałam.
 - No no no... takie rzeczy? W pracy?... uf... jeszcze prace przez znajomość.... a tak... zapomniałam przecież nie napisałaś matury... - pokręciłam głową  - no no lepszej prazy już możesz nie znaleźć.
                      Uśmiechnęłam się perfidnie do Megan i odeszłam z siostrą. Nie powiedziałyśmy do siebie ani słowa. Zapięłam jej pas.
Gdy już siedziałam w fotelu odetchnęłam z ulgą.
 - Byłaś niesamowita! - wy piszczała Emily.    
  - Dzięki! - poczochrałam ją po jasnych loczkach.
Tak jako jedynej w rodzinie trafiły się jasne włosy i loczki po mamie, Ja z moim rodzeństwem odziedziczyliśmy wygląd po tacie... a Emili była kropka w kropkę moją mamą.
Krótkie blond loczki i niebieskie oczy. Cała mama.
Włączyłam silnik i ruszyłyśmy.
 - Długo się nad tobą znęcała Megan? - zapytałam siostrzyczkę.
 - Nie dziś zmieniała Alice. Było nawet fajnie do puki przeczytała moje nazwisko. A później istny koszmar. - jak na pięciolatkę była strasznie wygadana.
 - Dałam jej popalić co? - powiedziałam uśmiechając się.
Włączyłam radio. Właśnie leciała jakaś piosenka Pop, śpiewana przez jakiś chłopaków. Przełączyłam, a Emily zaczęłą się drzeć.
 - Zostaw! To moi chłopcy! PRZEŁĄCZ! Bo zaczne piszczeć! - co za mała spryciula.
 - Dobra już dobra! Ale przestań się wydzierać! - włączyłam na nowo.
Moje uszy tego nie wytrzymią. Były bardzo delikatne.. nie lubiły słuchać jakiejś radiowej szmiry,
 - Boziu oni są boscy! - Emily zaczęła trajkotać - mieli w X factorze 3 miejsce.... ale piosenki miodzio! Uwielbiam ich.. są tacy przystojni... Harry, Louis, Liam, Zayn Niall... po prostu! Oni to Bogowie...
Coś mi świtało te imiona... O kurna!
Za gwałtownie zaparkowałam w garażu i troche nami szarpnęło.
 - Czy ty chcesz nas zabić? - zapiszczała przerażona Emily.
 - Jak ten zespół się nazywa?! - zapytałam gorączkowo.
 - One Direction. - Emily rozpięła sweterek.
Miała koszulkę ze zdjęciem chłopaków, których wczoraj poznałam.
O kurde... Moja siostra za nimi szalała... Boże dobrze, że nie czyta gazet.
 - Znasz Zayna!!! -wy piszczała - byłaś na pierwszych stronach gazet!! Ej załatw mi autograf.... albo nie bilety na ich koncert! Prosze prosze prosze! - zrobila minkę bezdomnego pieska.
Pobiła tym o głowę Louisa.
 - Nie ma mowy! -  zaprzeczyłam - to był przypadek! Ja go nie znam! - broniłam się
 - Załatw mi bilety... albo powiem tacie o imprezie... - to był ewidentny szantaż!
Zrobiłam kiedyś imprezę pod nieobecność taty... a teraz Emily mnie tym szantażuje!
 - Ty mała! - uczeń przerósł mistrza! -zaklęłam pod nosem.- dobra! wygrałaś!
Emily zapiszczała, cmoknęła mnie w policzek i dosłownie wyfrunęła z auta.
Ja natomiast nie miałam innego wyboru.
Wzięłam telefon i wybrałam numer Zayna.
 - Tak? - usłyszałam jego głos w słuchawce...
 - Hej... tu niedoszły agent... - tak zebrało mi się na dowcipy. Zayn parsknął śmiechem. - A w kwestii biletów....



No i kolejny rozdział. Troche długaśny i w niektórych miejscach zalatuje nudą... No ale cóż... Wielkim artystom tez się wena kończy:P
Chciałybyśmy wam wszystkim serdecznie podziękować, że chce wam się czytać naszego bloga:D Jesteśmy wam bardzo wdzięczne:* Dziękujemy wszystkim za komętarze i zachęcamy do dalszego komentowania:D Im więcej komentarzy tym szybciej bd notki:D
Dziękujemy wam serdecznie za ponad 1200 wejść!!!
Jeszcze raz wam dziękujemy, że marnujecie czas czytając naszą opowieść:D
Serdecznie pozdrawiamy!!
Zakręcony Duet:* <3  

niedziela, 8 kwietnia 2012

Rozdział 6

                     Obudziłam się. Moim oczom ukazał się mój pokój. Był cały poobklejany gazetami, tu i ówdzie znajdowały sie plakaty moich ulubionych zespołów np: Linking Park, Green Day, AC/DC, KoRn'a, Metallic'a, My Chemical Romance, Red Hot Chilly Peppers i wiele innych. Nad łóżkiem praktycznie cała ściana była obklejona zdjęciami w roli głównej ja z rodziną i przyjaciółmi. Pod oknem znajdowała się biała sofa, obok wielka szafa z garderobą drzwi do łazienki.
Ogólnie w moim pokoju panował burdel. Ciuchy walały się po ziemi. Walizki jeszcze nie schowane... a dwa dni wcześniej dopiero weszłam do pokoju. Ale ogólnie to był mój świat i ja go już nie zmienię. Wstając z łóżka potknęłam się na gitarze... posiadałam gitare, ale kiepsko mi szło granie na niej.   
Poczułam słodki zapach naleśników i od razu pędem zeszłam na dół przecież był wtorek... a to dzień w którym są naleśniki.. od razu wyczułam ich  przyciągający zapach. usiadłam jeszcze w piżamie do śniadania. -Dzień Dobry tatku. - powiedziałam pogodnie. Byłam wypoczęta i gotowa na zmagania, które czekają mnie w nowym dniu.
- Widzę że po wczorajszym zdarzeniu  masz lepszy humor  i tu właśnie córuś się różnimy ...
Podał mi gazetę i popatrzył na mnie znacząco, postanowiłam zajrzeć.. przetarłam oczy spojrzałam jeszcze raz potem jeszcze... raz... nie to sie nie mogło dziać! Pierwsze motor, potem włosy, a teraz jestem na 1 stronie gazety  na kolanach jak tu piszą "Wielkiej Gwiazdy Zayn'a Malika"
  - Czy chcesz mi coś powiedzieć? - powiedział oburzony - Wiesz nigdy nie uważałem Cie za taką otwarta na związki i to jeszcze z osoba starsza... Na dodatek gwiazdą - był wyraźnie załamany, a jednocześnie wściekły na mnie.
- Tato bo tak naprawdę nie jest... Po prostu auto było 2 osobowe no i musiałam...
 - Nie tak cie wychowałem z mamą. - uciął i wyszedł.
Łzy popłynęły same...  Zjadłam kilka naleśników i poszłam do pokoju. Zobaczyłam się w lustrze. Moje włosy były szczątkami dawnych, pięknych, długich włosów.  Po prostu musiałam się odegrać na Zayn"ie,
Nagle  zadzwonił telefon.
Na początku nie chciałam odbierać, ale jak popatrzyłam jeszcze raz  w lustro w końcu się przełamałam.
- Tak?
- Cześć tu ja Harry. Mam nadzieje ze chodź trochę ochłonęłaś  po wczorajszym zdarzeniu...
 - Tak bo ty wcale byś nie był wściekły jakby twoja fryzura w kila sekunt stała się jakoś jednolitą masą! - fuknęłam.
 - Yyyy.... tak jak obiecywałem mam dla ciebie fryzjerkę możemy przyjść tak za pół godziny?
-  Dobrze... ( wcale nie chciałam żeby przychodził   ale nie miałam większego wyboru).
Pierwsza  sie rozłączyłam.
Nie chciałam żeby zobaczył mnie w takim stanie postanowiłam wziąć  szybką kąpiel. Gdy zadzwonił dzwonek aż podskoczyłam.
Trochę się bałam  że moja nowa fryzura będzie jeszcze gorsza niż teraz...
Otworzyłam drzwi.
Od razu do holu wpażył Harry z bananem na twarzy
 -Cześć Alex! - powiedział uradowany. Chciał mnie przytulić, ale ja pokręciłam głową. Zrobił minę bezdomnego pieska i przedstawił mi fryzjerkę - To jest Emma  najlepsza fryzjerka pod słońcem!
- Nie przesadzaj aż taka dobra nie jestem - podałyśmy sobie ręce i zaprosiłam ich do środka - postaram się zrobić co w mojej mocy. Harryy opowiedział mi wszystko...
 - Kamień z serca. - odparłam i zaprowadziłam ich do mojej łazienki.
Emma wyciągnęła wszystkie przybory do włosów jakie miała w torbie... inponowało mi, że tego miała aż tak Dużo. Jak mini zakład fryzjerski w torbie.
 - No powiem szczerze, że to nie najlepiej wygląda.... dobra najpierw je umyje wysusze i później zaczniemy kombinować co dalej, ok?
 - No dobra... -odparłam bez przekonania.
Po piętnastu minutach, Em próbowała je rozczesać i dość marnie jej to wyszło.
 - Bd musiała ścinać... - powiedziała.
 - Niee... błagam!! Ale uratuj długość plisss... - pożaliłam się.
 - W najgorszym wypadku będziesz je miała do ramion
 - Nieee! - byłam zrozpaczona.
Po kilku minutach podłoga w mojej brązowo-beżowej łazience była czarna.
- A więc - Haryy nagle sie odezwał - ja proponuje  fryzurę... oo taką - pokazał na swoja głowe.
Byłam na prawdę rozbawiona.
 - W sumie jest mi to obojętne... może być nawet taka jaka ma Harry 
- Serio?! - Harry popatrzył na Alex  ze zdziwieniem.
 -Tak, nie widzisz moje włosy i tak dużo przeszły i przyda mi się jakaś nowa metamorfoza. - puściłam mu oko.
 Emma zaczęła, ciąć, czesać, ciąć czesać, później szła w ruch lokówka i tony lakieru do włosów. Po 15 minutach  fryzura była  gotowa.
Gdy  przejrzałam sie lustrze, wyglądałam tak jak Harry.
Zaczął się śmiać jak pojebaniec i stwierdził, że kiedyś mnie wypożyczy jako sobowtóra, gdy będzie o sobie kręcił film dokumentalny.
                    Po skończonej robocie Emma pożegnała się zemną i zostawiła swój numer telefonu n wypadek. Odprowadziłam ją do drzwi, dziewczyna pożegnała się z Harrym i tyle ją widziałam.
 - Wiesz Alex mam coś dla ciebie - zaczął Harry.
Wyjął z torby wielkie opakowanie żelek i dodał że to największa jaką znalazł w sklepie.
Popatrzyłam na niego z politowaniem.
- Ja nie lubię tych żelek.
- No co ty każdy je lubi!  - wyciągnął jednego misia i zaczął się nim bawić - no patrz! jestem słodkim misiem! - mówił cieniutkim głosem.
 - A ty uciekłeś z psychiatryka? - zapytałam.
Zszedł mu uśmiech z twarzy
 - Zayn mówił że jesteś wredna!
- Tak ci sie tylko wydaje...
- Dobra trudno - odparł urażony - Czy to oznacza że mogę je zjeść? - wskazał na żelki.
- Wiesz wydaje mi sie że od początku miałeś taki zamiar  - odparłam
- Aż tak to widać?  Ty rzeczywiście powinnaś zostać detektywem... jak to Zayn opowiadał.
Uniosłam brew.
- To on nie ma nic innego do roboty  tylko uprzykrzać mi życie! - odpowiedziałam.
- Wiesz on tego nie chciała po prostu zbieg okolicznośći. - usprawiedliwił go
- Trzy razy?? - odparłam
- Hm.. no tak jakoś wyszło - wzruszył ramionami.
 - Może lepiej zakończymy temat  na razie... - odparłam. 
Siedzieliśmy akurat w moim pokoju, gdy usłyszałam krzyk mojego ojca na dole, że wychodzi.
 - Mam do ciebie prośbę. - zwróciłam się szybko do Harrego.
Wiedziałam, że zaraz tata zacznie mnie szukać po domu, aby mi powiedzieć co i jak, a ja mu chciałam uprzykrzyć życie.
 - No? - powiedział Harry.
 - No to tak... zaraz przyjdzie tu muj ojciec... troche się z nim rano posprzeczałam i ogólnie mówiąc uznał mnie za kurwe... mam do ciebie proźbe - posłałam mu jeden z moich najsłodszych uśmiechów i zatrzepotałam rzęsami... o dziwo podziałało. - wejdź do łazienki... jak usłyszysz mojego ojca to krzyknij... cokolwiek... nie wiem... " moje już wyjść?"; ' poszedł sobie?"... no cokolwiek... Zobisz to dla mnie? - znów zatrzepotałam rzęsami.
 - ALEX! jesteś? - usłyszałam kroki na schodach.
Harry patrzył na mnie z niedowierzaniem, ale w końcu wślizgnął się do łazienki.
A w tym czasie otworzyły się drzwi do mojego pokoju. Najpierw do pokoju wpadł Saba, a zaraz za nim mój ojciec.
 - Nie słyszałaś jak cię wołam?! - zapytał surowo.
 - O dziwo nie. Słuchałam muzyki. - odparłam.
 - Ide z Emili na piknik. Nie martw się o nas... przyjdziemy późno bo idziemy później do parku z Sydney...
 - No oczywiście! Po co mnie brać... skoro i tak się mnie uwarza, ża pierwszą lepszą dziwkę? - odparłam sarkastycznie.
Ojciec patrzył na mnie z niedowierzaniem.
 - Przecież wież, że mnie poniosło! Ja tak nie myślę...
 - ALEX! PAPIER SIĘ SKOŃCZYŁ! - z łazienki dobiegł ryk Harrego.
Ja dupnęłam śmiechem. Akurat taki tekst sobie wybrał.... nie no z kim ja się zadaje?!
 - Eeee...? -na twarzy mojego ojca panowało zdumienie
 - TATO! - z dołu dobiegł nas słodki krzyk Emily - Bo się spóźnimy! - znów się wydarła.
 - Pogadamy jak przyjadę... - rzucił tylko i wyszedł. Słyszałam na dole trzaskanie drzwiami. 
Harry wyszedł z łazienki. Był tak samo rozbawiony jak ja.
 - Serio? " Alex papier się skończył?" Nie umiałeś wymyślić czegoś lepszego? - zapytałam.
 - No co? Spontan.... - nagle krzyknął - CO TO JEST?!
Wskazał na Sabe, który sobie grzecznie leżał na CAŁYM moim łóżku.
 - To jest moja mała psinka Saba. - podrapałam go po mordzie - słodki nieprawdaż?
 - Psinka? - uniósł brew
 - Psinka...
 - Ej dobra ja muszę już iść. - oznajmił Harry omijając moje łóżko szerokim łukiem.
  - Jasne... trafisz do drzwi.... - rzuciłam.
Było to troche niegrzeczne z mojej strony... no ale cóż. 
 - Cześć
Podeszłam do lustra i jeszcze raz popatrzyłam na fryzure.
 Postanowiłam się przebiec po parku i przemyśleć wszystko...
Ale najpierw umyłam włosy. Okazały się nie aż tak krótkie. Były do ramion, a lokówka i lakier zrobiły cuda.  Poczekałam aż wyschły. Przebrałam się i wyszłam. Włączyłam muzykę i zaczęłam biec  przed siebie.
Po 10 minutach  byłam już strasznie zmęczona  w końcu biegłam sprintem, gdyż postanowiłam się na sobie wyżyć.  Postanowiłam resztę trasy dojść i wejść przy okazji do sklepu . Kupiłam parę drobiazgów, batoników czekoladowych, gum do żucia. Gdy stałam już przy kasie  usłyszałm znajomy głos.
To był Zayn...
postanowiłam szybko zapłacić i wyjść  ze sklepu. Nie chciałam się z nim spotkać. Byłam pewna, że wytrapała bym mu oczy.  Niestety  zauważył mnie.
- Cześć Alexis czy jak Cię tam zwom. - powiedział. 
- Alex to nie jest trudne do zapamiętania. - odparłam
 usmiechnał się tylko i poczęstował mnie papierosem  ku jego zaskoczenu wzełam .. co parwda nie paliłam ale widziałam jak inni to robią ięc chyba sie nie wygłupię.
Podłożył mi ogień.
Nie chiałam wdychać tego świństwa do płuc, więc sie lekko zaciądłam.
Poczułam smak tego świństwa w ustach.
- Co to za cholersto? - zżuciłam go na ziemie i przydeptałam.
 - Wiedziałem. Jak chcesz moge cie nauczyć...
- wieszz co nie dziekiii, musze lecieć - odparłam.
- no własnie widze ze w strojuu sportowymm ja tez przed chwilą biegałem
- ( byłam na niego wkurzonnaa , ale skoroo on nie zaczał mi docinac to dlaczego ja bym miała , popatrzyłam na jego nogii  miał kródkie spodenkii ii naprawdee umieńśnionne nogii szybko odwróciłam wzrokk żeby nie wyjść na pedofila)
 -  tez biegaszz ? może się poscigamyy , dam ci foryy bo widze że  z tymii papierosamii to nie wydolisz za długoo..
- nie badz tego taka pewnaa ...  noo to co o co zakład ? proponujjee  randkee
-  ta chyba w ciemnoo skoro z tobą ( poprostu nie mogłam sie powstrzyma, ayn puścil to mimo uszu)
- Dobrze wiec od tej ławkii do mojego domuu okk?
- dobrze skoro chceszzz
-a więc trzy czteee
 no i wystartowilii napoczątkuu prowadził  zayn ale  najwidoczniej Alex miaął racje  niw ydolił zbyt długoo zatrzymał się po 5 minutachhh
- widze że wymiekaszzz ..-  powiedziała Alex wiążąc buta
-  żarujesz sobie ?
Alex nawet nie zawiaązła buta  z Zayna juz nie byłoo.
Jak on gra nie fair to ja tez. Pobiegłam na skruty. Przed moim domem go nie było. A wiedziałam ze mu to troche potrwa nim tu przjdzie. Wzięłam butelke wody i kartkę napisałam na niej " Cóż z naszej randki nici... nawet nie płacze Ps. masz tu coś na ostudzenie:P."
Poszłam wziąść prysznic. Postanowiłam ze wybiore sie Do livi. Ubrałam koszulke z Kings OfLeon, czarne krutkie spodenki i gitarę. 
Poszłam do sklepu kupiłam pare zeczy do Livi . Przy kasie napadł mnie harry. 
- a co ty tu robisz? 
- Sklepy są po to aby w nich kupowac różne produkty - odparłam - kupuje słodycze dla Liv
- My tez sie do niej wybieramy z Zaynem....
- Super
- Moze pojedziesz z nami? - zapytał
- Jak on bd prowadzić to napewno nie! 
- no zgódz się! - nie chiałam mu zrobic zawodu więc sie zgodziłąm
- Daj mi te koszulke....! - powiedizał Harryy.
- Ale ze teraz? - zapytałam
- ni nie... ale daj prosze to mój ulubiony zespół. 
- Mój i Liv też....
- To co jej kupiłaś? - zapytał zmieniając temat
- Słodycze a ty? 
- Dużego misia:D - usmiechnął sie - ale poczekaj musze jeszcze cos dokupić. 
Po 5 min siedzieliśmy juz w samochodzie z koszem słodyczy mi. żelków i czekoladek i z dużym misiem i najnowszą płyta Kings Of Leon.
- to dla mnie nie trzeba było - powiedział Zayn
- nie wygłupiaj się to dla Livii ,Harry wybierał
- nie watpieee, onn ma  rózne fobieee.. ale żeby az takiego dużegoo
- mi się podobbaaa
 no i dojechalismy do szpitala , Harry otworzył mi drzwii ,  poczułam się niezmieskoo , narawdee jak kobieta
 doszlismyy na pietroo gdzie lezała Liviiaaa gdy nas zobaczyła odrazuu próbowała wstaćć  jakk to onna....  zawszeee   była uparta
- cześć kochanieeee
- cześć - odpowiedział Harryy doskonale wiedział że to do Alex ale jak zawsze musiał  wykorzytać sytuacje  wszyscy wybuchnelii smiechemmm, Harryy podał jej misia
- oo jej nie trzeba byłooo  a co too ?? płytaaa  niiee. ja chyba snie najnowsza płytaaa??
- takk.. - odpowiedział Harry
- naprawde dziekuje  .. skad wiedziałeśś??
- Alex mi powiedziała ii nawet przyszła w twojej koszulce ..
 Nagle Livia zaczęła spiewać
  I've been roaming around, Always looking down at all I see
  Painted faces, fill the places I can't reach
  You know that I could use somebody
  You know that I could use somebody
  

  potem dołaczył się Harry a ja z Zaynem patrzylismy sie na siebie jak obłąkanii...
pierwszy raz rozumielismy sie bez słów ...podeszłam blizej Zayna   i powiedziałam po cichuu 
-moze stawimyy  gołabkii na chwile sameee 
- wieszz to samoo pomyslałemm
 wyszlismy z salii a onii nawet tego nie zauwazyliii ... naprawde dobrze się bawilii

- przyniesc ci cos do picia  - Zapytał Zayn
- wieszz nie chce sie otruć ... nie wiadomo co dosypieszz - powiedziałam żartobliwie 
- tobie to nawet trudka nie pomożeee
-  ty chyba juz brałeśś .. no nie mów mii że taka twarzz masz od urodzeniaaa
- fankii nie nażekają 
 odzszedł po picieee .. heh moglibysmy sie tak kłócic cały czasss .. nie powiem byłoo cos w nimm takiegoo pociagającegooo  ale nie chciałam przyjąc  tego do swojej wiadomościi ...

 gdy przyszedł trzymał w reku dwa sokii poamrańczoweee .. skad wiedział ze lubiiee... mniam miałam duzą ochotteee...
 oczywiście na sokk powtarzałam sobie w myslachh
podał miii butuelke
- dziękii... mam nadzieje że sie nie otrujjee a jesli nawet w koncuu jestesmyy w szpitaluuu...
 Zayn tylko popatrzył na mnie z ironicznym usmieszkiemm chyba nie chciał więcej się kłócić .. nagle wyszedł arryy 
- Alex Liviia chce z toba porozmawiać
 wstałam z krzesła i weszłam ocyzwiście zamknęłam za sobą drzwiii
- powtórzee to jeszcze razzz : cześc kochaniee..
- noo 
cześć przytuliłam ja  jka najmocniej umiałamm
- ejj bo mnie udusiszzzz ... haryy opowiadał mii  o waszych kłutniachh Z zaynem i włosachh  ale to zaóważyłamm juz jak weszłaśśś
- byłyy takie długiieee liczmyy na to ze to było niechcącyy.. myy  sie nie kklucimyy 

- i ja mam ci w to uwierzyćć wiemm jaka jestes upartaaa alee maszz to po mnieee
 dziewczyny zaczęły sie śmiaććć....
 nagle weszła pielegniarkkaaa .. niestetyy juzkoniec odiwedzinnn...
- oo nieee. przyjdeee tuu jeszczeee 
- mam nadzieje ai nie kupujj mii żadnych słodyczyy harry kupił że na miesiąc starczyy

- takk wiemmm ...  pomachałam jej i wyszłammm
  - gdy harry z Zaynem podwiezlii mnie pod sam dommm byłamm wykończonna w sumie nie wiem czymmmmm  ale postanowiłam cos zjesc ii połozyć sie i posłuchac muzykiii
- gdy sie obudziłam była 02,53 myslałam że sma wstałam ale nagle doszlo do mnie że ktos dzwoniii ... nie wiem dlaczegoo ale naprawde sie ucieszyłammm
- cześćć
- hejjj nie obudziłemmm ?
 - nieee costyy ( musialam sklamaćć )
- w ieszz po co dzoniieeee
- takk jak najbarziejjj.. i jak jakis pomysł wpadł ci do głowyy??
- no własnieee  jest parree alle nie zbytt dobrreee jeden nawett za bardzo ryzykownyyy 
- co rozumieszzz pod słowem ryzykownyy 
- nooo takii trochhe zagrażającyy zyciuu
- niie no to odpaddaa alboo wieszzz ....
obojee buchnelii smiechemm
- wieszz przyszedł mi do głowyy pewien pomysł onn ma takiei swojje ulubionne łózkoo , ogólnie lubii duz spaćc więc jak by tak go do niego przyszyćć... 
 nagle było slychac czyjś głosss: Słyszałemm powiedzz Alexx że to wam sie nie udaaa 
- uppsss.. powiedział harryyy .. no bo ja dzwonie ze stacjonarnegooo
 rozłaczył sięę
 ale skad wiedział ze my cos knujemyyy kurdee on jest lepszyy odemnie  ....   po 20 minutach  znowuu kos zadzonił ale numer nie wyświetlał sie na  telefonieee był prywatnyyy.. bałam się odebrać ale wkońcu się przełamalam 





Hehe... no i jest... Tak jak uprzedzałam notke pisała Oliwia, więc jest w niej troche zamętu błędów i tp:d Na początku ją poprawiałam ale po 2 godzinach straciłam na to cierpliwość:D 
Miłej lekturki:D
Zakręcony duet:D

sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział 5

Chłopak spojrzał na mnie pytająco.
 - Bo myślałem, że Zayn będzie sam. Nie powiedział, że bd z kimś... a ja chciałem poszpanować moją nową furą... - sięgnął do schowka samochodowego - trzymaj!
Rzucił Zayn'owi czarny t-shert. Chłopak od razu go na siebie wciągnął.
 - Dzięki stary... jesteś wieki...
 - Tak, tak... Eleonor nie przeczy... - mruknął
Zayn ryknął śmiechem.
Ja natomiast stałam i gapiłam się na nich jak na debili. Boże święty... kto mi się trafił?! - pomyślałam.
 - A wracając do tematu - zaczął Zayn - to co z tym fantem zrobimy?
Louis patrzył to na mnie to na Zayna, był wyraźnie rozbawiony.
 - Nie mam zamiaru siedzieć Zayn'owi na kolanach! - odparłam szybko.
Zayn uniósł brew. Ominął mnie i stanął przy drzwiach kabrioletu i oznajmił:
 - Super... będzie mi wygodniej - uśmiechnął się do mnie perfidnie - Lou jedziemy!
 - O nie, nie, nie! - zaprotestował szelek - dam nie wolno zostawiać w opałach!
 - Ja tu żadnej damy nie widzę! - zaprotestował Zayn.
 - Prawdziwy z ciebie "dżentelmen" - odparłam.
Louis znów parsknął śmiechem:
 - Widze, że bardzo się polubiliście.
 - Powtarzasz się. - odparłam.
Louis puścił moją uwagę po mimo uszu.
 - Dogadajcie się co w końcu robicie! Nie chce tu spędzić całego dnia!
 - Został jeszcze bagażnik. - powiedziałam
 - No i sprawa rozwiązana! - powiedział Zayn.
Znów patrzyłam na niego jak na debila.
 - Nie ogarniam cie chłopczyku! - odparłam
 - Bagażnik jest za mały, żebym się w nim zmieścił - odparł z perfidnym uśmieszkiem - więc wypadło na cb!
Musiałam mieć na prawdę głupi wyraz twarzy, ponieważ chłopcy ryknęli śmiechem .
 - Ja się tak nie bawię! - oburzyłam się.
 - Jesteście zabawni! - zachichotał Louis - dobra wsiadajcie! Ale jak nas policja złapie każdy płaci za siebie!
 - Fajnie... -mruknęłam.
                       Nie zbyt podobała mi się perspektywa siedzenia Zaynowi na kolanach... No cóż, ale im szybciej tym lepiej. Chłopak usiadł na fotelu, a ja z wyrazem twarzy męczennicy usiadłam na jego kolanach. Louis pomógł nam zapiąć pas i ruszyliśmy.
No cóż byłam w niekomfortowej sytuacji... postanowiłam umilić sobie życie, i oparłam się wygodnie na Zayn'ie..
 - Wygodnie? - zapytał.
 - Nie bardzo... jesteś strasznie kościsty. - odpowiedziałam bez ogródek.
Kierowca parsknął śmiechem.
 - Powinniście napisać książkę. - chichrał się jak jakiś ułomny.
 - Po jakiego kija mamy pisać książkę? - odparłam
 - Po to żeby było śmiesznie - chłopak pokazał mi język.
 - Ile ty masz lat? - zapytałam - bo zachowujesz się jak 10- letni dzieciak.
 - W tym roku skończę 20 - pokazał mi język.
No dobra spodziewałam się, że db odemnie starszy ale nie o 4 lata!
 - A ty Zayn? - zapytałam.
 - w Styczniu skończyłem 18... a co ty pismaków nie czytasz? - odpowiedział.
 - Od Grudnia nie było mnie w kraju.
 - To gdzie byłaś? - zapytał Louis
Czułam się jak na przesłuchaniu.
 - U dziadków w Polsce. Chodziłam tam do szkoły i zaliczyłam semestr.
 - Ej, ej, ej! - napalił się Louis - powiedz coś po polsku! No powiedz!
                      Spojrzałam na niego. Wyglądał słodko z miną bezdomnego pieska.  Postanowiłam się nad nim ulitować.
 - To co mam powiedzieć? - westchnęłam
 - Powiedz że Zayn to niezłe ciacho! - powiedział Louis
Spojrzałam na Zayna, był wyraźnie zakłopotany.
 - Nie, akurat tego nie powiem.  - odparłam po polsku.
Chłopcy popatrzyli na mnie, jakbym była z innego świata.
 - Ale dziwnie!! - ucieszył się Louis i próbował to powtórzyć.
 - Wasi... - zaczął Zayn - jak brzmi twoje nazwisko?
 - Wasilewska...
 - Że jak?! - zapytał podekscytowany Louis
Byłam poirytowana. Co ja jestem słownik?
 - Po prostu Wesley.
 - Powiedz coś jeszcze po polsku.... proszę!
Męczył mnie jeszcze z dobre 10 minut i w końcu się zgodziłam:
Wybrałam początek piosenki " Czerwony jak cegła" od Dżemu i zacytowałam piosenkę.
 - Nie wiem jak mam to zrobić, ona zawstydza mnie.
   Strach ma tak wielkie oczy, wokół ciemno jest.
   Czuję się jak Benjamin i udaję, że śpię.
   Może walnę kilka drinków, one nakręcą mnie,
   Nakręcą mnie!
Chłopcy patrzyli na mnie jakbym była jakimś eksperymentem naukowym.
Nagle samochód podskoczył na krawężniku. Zsunęłam się Zayn'owi z kolan, a pas samochodowy wżynał mi się w skórę.
Louis zapomniał o bożym świecie, gdy recytowałam po Polsku i wjechaliśmy na chodnik. Bogu dzięki, że był pusty. 
 - Louis! Czy ty z łaski swojej mógłbyś patrzeć na drogę! - powiedziałam.
Próbowałam wygramolić się z pod siedzenie. W końcu Louis stanął na " poboczu " i Zayn wysiadł z samochodu, umożliwił mi tym wyjście.
 - A co powiedziałaś? - zapytał Louis.
Najwyraźniej nic sobie nie robił z tego, że jestem cała poobijana.
Nie miałam ochoty się z nim kłócić, więc przetłumaczyłam mu to na angielski i już bez żadnych docinków rozmawiałam z nimi w drodze powrotnej.
 - To gdzie mieszkasz? - zapytał Louis.
Byłam zaabsorwowana rozmową o samochodach i nawet nie zauważyłam gdy przejeżdżaliśmy przez ulicę na której mieszkałam.
 - Za następnym domem bd musiał skręcić w lewo, później przejedziesz obok boiska do koszykówki i skręcisz w lewo, następnie na skrzyżowaniu skręcisz w prawo i dom na samym końcu ulicy to mój. - wyrecytowałam.
 - Czyli lewo, skrzyżowanie lewo i boisko prawo? - zapytał kierowca.
 - Nie... -powiedziałam spokojnie - tu w lewo - pokazałam, a chłopak skręcił - teraz za tym boiskiem w lewo, a następnie w prawo na skrzyżowaniu. Później możecie mnie wysadzić.
                       Po trzech minutach stałam już na podjeździe przy moim domu. Był pomalowany na kremowo, w dość nowoczesnym stylu. Przed domem znajdował się ogród, a styłu było małe pole na którym mieliśmy mini boisko do siatkówki i basen, zamykany na zimę. Moja rodzina była dość dziana więc mogłyśmy sobie na to pozwolić. Praktycznie wszystkie rodziny, które mieszkały w Londynie były dziane.  
Pożegnałam się z chłopakami krótkim cześć i przeszłam przez furtkę.
Powitał mnie Saba, wielki biało czarny Dog Niemiecki, którego mój ojciec kupił na 3 urodziny mojej siostry Emilki. Saba miał przesiadywać w warsztacie, ale okazał się bardzo wybredny i zamieszkał w pokoju mojej siostry.  To było wielkie i kochane psisko.
Psisko na dzień dobry, próbowało mnie przewrócić ale z odsieczą przyleciał tata:
 - Saba do siebie! - powiedział głosem nie znającym sprzeciwu.
Saba ostatni raz na mnie warknął i uciekł.
Tomas Jons, był to 45 letni ojciec 4 dzieci. Był wysokim barczystym mężczyzną, o czarnych włosach i latynoskich rysach twarzy. Prowadzi bardzo popularny w Londynie warsztat samochodowy.
Tata podrzedł do mnie i przytulił mnie:
 - Jezu tak bardzo się martwiłem! - westchnął prawie dusząc mnie.
 - Tato... zaraz połamiesz mi kości!
Tata puścił mnie i zaczął gadać jak na jęty:
 - Danielle dzwoniła i powiedziała, że jechałaś i pod twoje koła wpadł jakiś bezdomny pies... powiedziała, że próbowałaś go wyminąć i wtedy nie zapanowałaś nad maszyną... powiedziała, że jej koledzy zabrali ciebie i Livie do szpitala i...
 - LIVIA! Właśnie miałam zadzwonić do jej mamy i powiedzieć co się stało! Kompletnie o tym zapomniałam! - zaczęłam biec w stronę domu.
 - Ale... ALEX! - krzyknął za mną tata.
 - Później ci wszystko opowiem! - dosłownie przeszłam jak burza przez dom.
                    Wparowałam do pokoju i zaczęłam gorączkowo szukać ładowarki do telefonu, a przy moim artystycznym nieładzie, który panował w nim to nie było łatwe. W końcu znalazłam ją pod łóżkiem razem z tysiącami innych rzeczy.  Podłączyłam telefon i zadzwoniłam do may Livi.
Wcisnęłam jej tą samą bajeczkę, co Danielle, ale i dodałam, że Liv jest operowana bo ma złamanie z przemieszczeniem. "Ciocia" bo tak ją nazywałam bardzo się zmartwiła i od razu pojechała do szpitala. Ja natomiast wzięłam długi prysznic.
***
                   Po dwóch godzinach byłam już w warsztacie, który mieścił się dosłownie za domem.. Przywitałam się z 12 osobową ekipą mojego ojca, bo przecież nie widziałam ich od prawie pół roku i pobiegłam do gabinetu ojca. 
Zapukałam  i weszłam. 
Gabinet był pomalowany na niebiesko. Na ścianie znajdowała się wielka biała szafa z dokumentami i innymi pierdołami, na przeciwległej ścianie znajdowała się biała skórzana sofa. Na ścianach były rozwieszone fotografie różnych samochodów, certyfikaty i tym podobne. Mój tata siedział w bardzo wygodnym czarnym fotelu przed biurkiem,  nawiasem mówiąc fotel kompletnie nie pasował do wystroju gabinetu, ale jak mój ojciec się na coś uprze to nie ma miłuj się!
Rozsiadłam się na sofie i wzięłam garść cukierków dla gości. Czekałam, aż tatuś skończy rozmowę. Nic tu się nie zmieniło od czasu kiedy wyjechałam... no może pojawiły się nowe rysunki Emily. 
 - Sydney skarbie musze już kończyć... zaraz bd miał naradę rodzinną... no do zobaczenia... no papa - i się rozłączył. 
 - Sydney, skarbie! - sparodiowałam jego mowę - co to nowa dziewczyna? - uniosłam brew.
 - Twój staruszek jest już za starym dinozaurem, aby bawić się w coś takiego - zaprzeczył. 
 - Z grzeczności nie zaprzeczę. - odpowiedziałam .
Przewrócił oczami i wstał z fotela. Wykorzystałam okazję i usiadłam na jego miejscu. Włączyłam komputer i zaczęłam rozglądać się za nowym kompletem na motor. Mój Hayabusa był w odcieniach czarnego z namiastką czerwonego więc i w tych kolorach musiałam szukać stroju.
 - Opowiadaj co znów narobiłaś! Ledwie przyjechałaś do kraju, a już znalazłaś się w szpitalu. 
Wiedziałam, że w końcu o to zapyta, więc wcisnęłam mu troche bardziej podkoloryzowaną bajeczkę o tym że nie chciałam potrącić psa, gdy w końcu skończyłam tata pokiwał głową powiedział, że jest ze mnie dumny i oznajmił: 
 - Części do twojego motoru dojadą dopiero w następnej dostawie...
 - Co?! - prawie wydarłam się. 
 Miałam czekać pół miesiąca? no chyba nie! Czym ja bd do szkoły jeździć? 
 - Ale mam tez dobrą wiadomość. Przywieźli części do Dodge Charger'a wszystkie z 1971roku... 
Nie dokończył. Z mojego gardła wydobył się okrzyk szczęścia. Pocałowałam tatę w policzek 
 - Dzięki! - krzyknęłam i wybiegłam z gabinetu. 
Minęłam 6 stanowisk pracy i wprost wpadłam do ostatniego garażu gdzie znajdował się jeszcze nie dokończony czarny Dodge Charger z 71 roku. Wprost gustowałam w starych amerykańskich autach. Męczyłam mojego ojca tak długo, aż sprowadził mi jedno takie autko. Niestety cały samochód był cholernie drogi i tatuś kupił przestarzały model, którego już od roku tuninguje! W końcu przyszły mi ostatnie części i nareszcie mogłam go skończyć. 
Na wieszaku wisiały mój kombinezon, który zakładałam tylko wtedy gdy sanepid przyjechał, nie chodziłam w nim bo uważałam go za obciachowy i wg. Z szafy wydobyłam jakieś czarne spodnie, akurat to były stare poobdzierane rurki i czerwoną flanelową koszulę. Z pięłam włosy w koński ogon i zabrałam się do odpakowywania kartonów z częściami.
                      Po jakiejś godzinie grzebania w samochodzie usłyszałam jakieś krzyki i do garażu wszedł Max, był zaledwie rok starszy odemnie, najlepszy przyjaciel Alana, z którym znałam się od dzieciństwa, był również mechanikiem:
 - Alex, twój tata cie szuka... Ma klientów i masz się nimi zająć. 
 - Yhhy minutka. - powiedziałam. Czasem czułam się jak sekretarka taty. 
 - Masz ogarnąć ich auto. 
Na te słowa wyprostowałam się. Ja o auto chodzi to co innego. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam za Maxem, który prowadził mnie do taty.
Tata stał do nas tyłem i "zabawiał" gości. Przerwał jakiś żart gdy nadeszłam: 
 - Oaa. a oto nasz mechanik. - wskazał na mnie. 
Dopiero teraz zauważyłam z kim mój ojciec tak rozmawiał. W warsztacie mojego tatusia znalazł się Zayn Malik i jego kolega loczek. 
Chłopcy patrzyli na mnie ze zdumieniem, ja pierwsza się otrzeźwiłam i podałam i m ręce jakby nigdy nic. 
 - Alex. 
Na całe szczęście ogarnęli co chciałam im przekazać i podali mi ręce. Loczek przedstawił się jako Harry. Czyli znałam już Zayna, Louisa i Harrego. 
 - Tato poradzę sobie... idź się zająć papierkową robotą. - zwróciłam się to taty. 
 - Ok. 
I tyle go widziałam. 
Stanęłam ze skrzyżowanymi rękami na piersiach. I spoglądałam badawczo to na jednego to na drógiego z chłopców.
 - No prosze, prosze... nie spodziewałam się tu was. - uśmiechnęłam się do nich zuchwale
 - I vive versa. - odparł Zayn. 
 - Ty jesteś dziewczyną. - palnął Harry
 - No nie... Poważnie?! Przez 16lat się nie zorientowałam! - odparłam 
 - Ale że mechanik? - usprawiedliwił się
 - No cóż takie, życie. - odparłam obeszłam ich wóz, spojrzałam na deskę rozdzielczą - zatankowany - stwierdziłam zgryźliwie i popatrzyłam na Zayna. 
 - Odkryłaś Amerykę - mruknął 
Przyjrzałam się samochodowi. Miał jedno wielkie paskudne wgniecenie i kilka zadrapiań, ale to nic poważnego. Zaczęłam ogarniać wóz. 
Czułam się niezręcznie bo kolesię się na mnie patrzyli jak na jakiś okaz w muzeum, więc zaczęłam rozmowę. 
 - Skasowaliście mi motor na pół miesiąca. 
 - Już cie za to przeprosiliśmy - powiedział Harra
 - No właśnie nie. - odparłam. 
 - To było wielkie wyróżnienie siedzenie na kolanach słynnego Malika.  - powiedział Loczek. 
Ku mojemu zaskoczeniu wyciągnął z kieszeni żeli i zaczął je jeść.
 - Boże a wy o tym... - westchnęłam 
I na tym rozmowa się skończyła. 
Zayn wyciągnął z kieszeni szlugę i zapalił. 
Po chwile otoczył mnie dym z papierosa i zaczęłam kaszleć.  
 - Te świństwo jest szkodliwe dla otoczenia! - powiedziałam z wyrzutem.
 - Sorry, uzależnienie. - odparł i palił dalej przewróciłam tylko oczami. 
                      Nie dokońca wiem co się później działo. Ale pamiętam tylko tyle, że coś się zajarało i moje włosy na tym najbardziej ucierpiały. Oczywiście to wszystko było wina szlugi Malika. Gdy moje długie do pasa włosy się paliły, Harry ruszył z odsieczą i potraktował mnie z gaśnicy. Na całe szczęście wiedział ja to działa i obsypał mnie białą pianką. 
W garażu zrobił się wielki zamęt i ktoś inny zajął się samochodem, a ja zostałam doprowadzona do łazienki, abym się umyła.  
Tata nie był zadowolony całą tą sytuacją... ale musiał zachować zimną krew i tylko opowiedział chłopcą o zasadach BHP panujących w garażu i wytłumaczył im do czego służy informacja o zakazie palenia.
Ja natomiast byłam Wściekła na Malik, że skrócił mi włosy. 
Ale za to dostałam numer od Harrego. Miałam do niego zadzwonić aby mi podesłał jakąś fajną fryzjerkę.
Byłam tak na Zeyna wkurzona! Hodowałam włosy przez całe życie, a teraz musiałam je skrócić prawie do ramion! Zaczęłam już wymyślać jak mu się wrednie odpłacę!
Jeszcze przed snem, dużo myślałam nad tym co zrobię Zaynowi jak go spotkam. Położyłam młodszą siostrę spać i sama padłam ze zmęczenia na łóżko. Przyśniła mi się fajna teoria skrzywdzenia Zayna...   



Notka troche przynudza... przepraszam was za to. Ale chciałam w niej uwzględnić wiele, rzeczy i panuje w niej mały zamęt... Jeszcze raz waz za to przepraszam!!
ŻYCZYMY WSZYSTKIM WESOŁYCH ŚWIĄT, SMACZNEGO JAJKA I MOKREGO DYNGUSA! 
Ps. Następną notkę pisze Oliwia więc możecie, zacząć się bać:P <3 <3 <3

piątek, 6 kwietnia 2012

Rozdział 4

 Po wielu godzinnym rozważaniu... uznałyśmy, że ulitujemy sie nad wami i dodamy notkę. Dziękujcie za to Oliwii ( która mnie do tego przekonała ) i Kindze, która nas nawet w snach nawiedzała, abyśmy dodały tą notke... i o to jest:P  


 - Przez ciebie jakaś chora fanka ukradła mi beyzbolówke! - warknął
 - Oj tam, mam w domu kilka po moich braciach to ci przyniosę, w najgorszym wypadku ci odkupie... Ale nie rób sobie nadziei, bo nigdy więcej się nie spotkamy.
 - Z kąd masz taką pewność? - zapytał poirytowany.
 - Bo takich gejów jak ty, na co dzień się nie spotyka. - odparłam. Wcale nie myślałam, że on jest gejem, ale miałam takie przeczucie, że to trafi w jego czuły punkt. Nawet myślałam, że jest całkiem ładny, nie mówiąc już o jego mięśniach, prześwitujący przez podarty t-shert. 
-  Wiesz chyba nie mam wyboru  będę musiał ci udowodnić, to że nie jestem gejem...
Zaskoczył mnie tym wyznaniem. Chciałam zaprotestować, że nie musi tego udowadniać bo i tak mu się nie uda. Ale on odwrócił się do mnie puszczając kierownicę.
W pierwszej chwili nie wiedziałam co się dzieje, ale od razu zareagowałam instynktownie. Rzuciłam się na kierownice, aby nie doszło do żadnego wypadku. Chwyciłam kierownice i on wykorzystał okazję. Poczułam jego wargi na moich ustach. Zaskoczona odskoczyłam i dałam mu w twarz.
Tyle wystarczyło by się opamiętał, chwycił kierownice i dalej jechaliśmy w milczeniu. No prawie tylko ja co jakiś czas zwracałam mu uwagę, "że jest pedałem i że nie chce mieć z nim nic wspólnego." 
 - Kobieto, o ile tak cie można nazwać... po twoich humorkach widzę że masz okres...
 - A co ty mój kalendarz? - mruknęłam.
Chłopak zaczerwienił się i wyciągnął telefon. Wręczył mi go i już nic nie powiedział.
 - Po co mi go dałeś? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
 - Bo to twój telefon.   
 Nie wiedziałam o co mu chodzi, ale spojrzałam na obudowę komórki i mnie zatkało. Nie wiedziałam co się święci i postanowiłam nie przyznawać się że to mój telefon.
 - Skąd masz telefon Livi?! - skłamałam.
Zayn po patrzył na nią.
 - I miała by siebie w kontaktach? - zapytał podejrzliwie.
 - I co może jeszcze czytałeś moje wiadomości?!
 - HA! - krzyknął, a ja przestraszona podskoczyłam na siedzeniu - czyli to jednak twój telefon! - powiedział z satysfakcją.
                        Chciałam mu wygarnąć to iż jest wścibski i co myślę o takich osobach jak, on. Ale nie zdążyłam otworzyć ust, bo nagle samochód zaczął się dziwnie zachowywać i zatrzymał się na drodze.
 - Co jest? - powiedział Zayn.
 - Po takiej jeździe jak twoja, też bym się na cb obraziła, gdybym była samochodem.
Zayn popatrzył na mnie morderczym spojrzeniem, wychodząc z samochodu trzasnął drzwiami. Otworzył klapę i już go nie widziałam.
 - Nareszcie nie muszę patrzę na twoją twarz. - mruknęłam
 - SŁYSZAŁEM! - ryknął.
Byłam szczerze rozbawiona tą sytuacją. Spojrzałam na deskę rozdzielczą i zaśmiałam się.
 - Ty zajmuj się naprawianiem auta, tymczasem ja się zdrzemnę... Tylko niech ci żaden głupi pomysł nie wpadnie z moją osobą w roli głównej.
 - Możesz sobie pomarzyć! - krzyknął.
Coś trzasnęło a Zayn krzyknął.
 - Miałeś się zająć naprawą samochodu, a nie przeglądaniem się w lusterku.
 - Nie miałaś czasem spać? - odparł zgryźliwie.
                        Nie chało mi się z nim więcej kłócić. Zwinęłam się w kłębek na siedzeniu włączyłam iPoda i zastanawiałam się kiedy Zayn wpadnie na to, że nie ma bęzyny. Ale w końcu sen mnie zwiódł i zasnęłam.
Znalazłam się w szpitalu. W sumie nie pamiętam jak i po co. Weszłam do pierwszej lepszej sali i stanęłam jak wryta. Na łóżku leżała Livia, obok niej siedział chłopak z loczkami, którego poznały w czasie wypadku. Trzymali się za ręce i coś do siebie szeptali. W sali znajdowali się także inni chłopcy i Danielle. 
 - Co wy wyprawiacie?! - zapytałam oburzona. 
 - Co ty gadasz?!  Przecież od 2 miesięcy chodze z Harrym! - powiedziała obrażona Livia. 
 - Co? Jak to? przecież poznałaś go rano! - zaprzeczyłam. 
Arab podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. 
 - Co jest kotku? - powiedział.
 - Jakie kotku? co tu się dzieje? Liv przecież wyszłaś już ze szpitala 2 tyg temu! - nie wiedziałam z kąt to wiem, ale coś mi tu nie pasowało. 
 - Alex spokojnie... zaczynam się martwić o cb... Zapomniałaś, że jestem w ciąży z Harrym? 
Ugięły się podemną nogi i upadłam na ziemi. 
 - Alle... aalleee kiedy? Co? - nie dałam za wygraną. 
 - Uspokój się! - powiedział Liam - przecież już nawet uzgodniliście, że zostaniesz chrzestną i dziewczynka bd miała twoje imię! 
 - What the fuck? - odparłam 
 - A po za tym mają już dobrego ginekologa, którego im poleciłam - powiedziała Danielle
 - Tak - wtrącił się Louis -  Harry jest dobrym ginekologiem, leczył mnie. 
Wszyscy na niego znacząco popatrzyli. 
 - No co? - zaczął Lou - nie mogę sobie pomarzyć?
Poczułam ból i obudziłam się. Nie wiem jak ja to zrobiłam ale teraz leżałam na ziemi, a nademną
stał Zayn. Trzymał rękę na klamce od drzwi samochodowych.
 - Pogięło cię?!  - odparłam. Na pewno dość mocno obiłam sobie tyłek.
 - Nie umiałem cię obudzić i użyłem drastycznych metod. - odparł podając mi rękę.
Ona niechętnie ujęła jego dłoń. Podniósł mnie, i nagle krzyknęłam.
 - Co jest? - wydawał się przerażony.
 - Nic - odparłam - chciałam tylko zobaczyć czy się przejmiesz. - pokazałam mu język.
 - To nie jest śmieszne. - skarcił mnie.
 - Dobrze tato... - mruknęłam
 - O ile mi wiadomo dziewczyny krzyczą takie, rzeczy w łóżku.
Popatrzyłam na niego przerażona.
 - Zboczony jesteś...! A przy okazji, z kąt wiesz? - zapytałam niewinnie.
Zayn zrobił się czerwony.
 - Nie wiem co się stało z autem. Nie umiem go naprawić - zmienił temat.
                         Spojrzałam na niego. Był w okropnym stanie. Cały umazany od smaru. Jego biała bluzka nie dość, że podarta to ledwie trzymała się na nim. ( Lepiej by wyglądał jakby zdjął bluzkę... nie miałabym nic przeciwko).
 - To nie ładnie zmieniać temat... - chłopak znów zaczerwienił się - słodko się rumienisz.
Uniósł jedną brew.
 - Podobam ci się? - zapytał podejrzliwie.
 - Atrakcyjnością mogę porównać cię do szkieleta.
Ku mojemu zaskoczeniu Zayn zdjął koszulkę.
 - Nadal tak sądzisz? - zapytał - ty też słodko się czerwienisz.
Zakryłam sobie oczy ręką, odwróciłam się i powiedziałam. 
 - Ubierz się nie chce stracić wzroku.
 - Wredota! - powiedział - będę cię teraz prześladować do końca życia moją, jak to powiedziałaś nie atrakcyjnością.
 - Dobra wygrałeś, ale ubierz już tą koszulkę! - powiedziałam -  To co z tym autem?  Bo z właścicielem to już wiadomo...
 - Ale co wiadomo? - zapytał zaciekawiony.
 - Baranie benzyna się skończyła... - powiedziałam odwracając się z perfidnym bananem na twarzy.
 Zayn stał osłupiały.
 - Co?!  I ty to przez cały czas wiedziałaś?
 -  Kretynie to się patrzy na licznik. - odparłam
 - Mówił ci ktoś, że jesteś wredna?
 - Co dzień na pobudkę. - mam nadzieje że wyczuł w tym zdaniu ironię.
 - Jesteś niemożliwa! - odparł odwracając się, potrzedł do klapy z samochodu i zatrzasnął ją.
 - A ty nerwowy - odparłam
 - Boże jak z tobą ludzie umią wytrzymać? - zapytał zaczepnie.
 - Długie lata tresury. - odparłam.
 - Gdzie ja mam telefon? - zapytał Zayn - Musze zadzwonić do Louisa, aby nas z tąd zabrał... a mam był w kiszeni.
 - Dobrze, że do tego nie zatrudniłeś detektywa. - bluzgałam go.
 - Jesteś niemożliwa.
Chłopak zrobił krótką rozmowe telefoniczną.
Przez najbliższą godzinę siedzieliśmy w milczeniu, obrażeni na siebie. 
W końcu na horyzoncie pojawił się czerwony kabriolet. Wstaliśmy. Pan od szelek siedział w samochodzie z perfidnym bananem na twarzy.
 - Co porabialiście dzieciaczki? Mam nadzieje, że nie zostanę wujkiem.
 - Akurat o to nie musisz się martwić - warknęłam - jest sztywny jak deska rozdzielcza.
 - Nie bądź taka do przodu, bo cię z tyłu zabraknie. - odparł Zeyn - albo i nie bo tyłek masz dosyć opszerny. 
 -  Czy to miał być komplemęt bo jakoś ci nie wyszedł. - odpłaciłam mu pięknym za nadobne.
Louis parsknął śmiechem.
 - Widze, ze się bardzo polubiliście. - zaśmiał się szelek.
Spojrzałam teraz na samochód. I zaklęłam.
 - Chyba cie pojebało! Przecież tu jest tylko jedno miejsce! - fuknęłam.


Sen troche się nie trzyma kupy... no ale cóż moje tez się nie trzymią i nic z nich nie wiem:D Mam nadzieje że notka się podobała:D
Pozdrawiamy!!
Zakręcony duet:D :* <3 

środa, 4 kwietnia 2012

Rozdział 3

                     Na całe szczęście byłam trochę poobijana i miałam zwichnięte ramie. A tak pare siniaków... które zapewne nie łatwo bd zasłonić pudrem. Do tego dostałam po głowie za to, że nie chciałam powiadomić ojca, o tym co się stało. No tak... i jeszcze, na do widzenia lekarka powiedziała mi, abym dziś w nocy zaprzestała z moim chłopakiem nocnych igraszek. Czy tylko mi sie zdaje, że każdy dziś próbuje mnie wysfatać z kolesiem, którego znam od 2h? Czy raczej ubieram sie jak pierwsza lepsza dziwka? Włożyłam na siebie białą bokserkę i szarą bluzę, którą wzięłam z plecaka nim wyruszyli na bardzo ekscytującą podróż do szpitala. W kieszeni znalazłam iPoda, ale telefonu już nie... Musiał zostać w torbie... a w najgorszym wypadku leży sobie k kilku częściach na jezdni. Bardziej bym chciała, aby był rozwalony, bo ojciec obiecuje mi nowy telefon od kilku miesięcy. Wyszłam na korytarz.
Nie widziałam w pobliżu Zayna. Chciałam przed nim uciec. Założyłam kaptur na głowę, słuchawki wsadziłam do uszu i włączyłam iPoda. Włączyłam na ścieżkę dźwiękową z Iron Mena 2 od AC/DC i weszłam do windy. Kontem oka zauważyłam Zayna, który próbuje porozmawiać z lekarką, która mnie badała, ale nie pozwalały mu na to fanki.
                      W windzie znajdowały się jeszcze dwie osoby. Jakiś starszy pan, który był ubrany w garnitur, a w ręku trzymał gazetę. Zalatywało od niego kawą... Boże jak ja nienawidziłam kawy! A drugą osobą była Mała dziewczynka, miała może z 6-7lat. Była strasznie blada. Miała na sobie niebieską piżamkę w dalmateńczyki, a na głowie chustkę zakrywającą głowę.
 - Znasz Zayna Malika? - zapytała. Była taka śliczna.
 - Poznałam go dzisiaj... a ty możesz tak tu sobie chodzić? Bez opieki? - chciałam ominąć temat Zayna.
 - Nie. - odpowiedziała dziewczynka bez ogródek - i jaki on jest?
Boże... ta dziewczynka nadal drążyła ten temat.
Wzruszyłam ramionami.
 - Mówiłam ci skarbie... poznałam go dzisiaj - uśmiechnęłam się - ale powiem ci w sekrecie - przykucnęłam do niej - że Zayn ma obsesję na punkcie przeglądania się w lustrze, przez cały czas spogląda tylko w lusterko. - dziewczynka wydawała się uradowana - Jak się nazywasz?
 - Kim.
 - Cześć, a ja Alex - podałam jej dłoń. Dopiero teraz zauważyłam, że nie miała wg włosów... musiała być ciężko chora... tak jak mama...- co tutaj robisz sama?
 - Dowiedziałam się od koleżanki że właśnie jest tutaj Zayn i chciałam z nim porozmawiać. - powiedziała.
Taka mała słodka istotka. No po prostu wzruszyła mnie.
 - A nie bd się o ciebie martwić? - zapytałam
 - Nie. Często uciekam.
Powiedziała bez ogródek. U małych dzieci najbardziej lubiłam to, że mówiły prawde na każdy temat.
Winda stanęła i otworzyły się drzwi.
 - Dawaj łapkę. - powiedziałam do Kim - odprowadzę cię do sali, zanim zaczną się o cb martwić.- znów się nad nią nachyliłam i szepnęłam - a może akurat zobaczysz Zayna Malika.
Dziewczynka az zapiszczała.
Wyszłyśmy z windy i szłyśmy przez korytarz. Nagle wpadłyśmy na tą samą dziewczynę co wskazała mi drogę do Livi.
 - Kimi! - powiedziała - tutaj jesteś! A ja cie wszędzie szukam!
 - Przepraszam... ale chciałam zobaczyć Zayna!
Siostra obdarzyła mnie uśmiechem.
 - Dziękuje, że ją przyprowadziłaś
 - Nie ma sprawy! - odpowiedziałam - No cóż do zobaczenia Bąblu! - zwróciłam się do Kim puszczając jej rękę.
. - Dziękuje, że opowiedziałaś mi o Zaynie! - przytuliła mnie. Trochę mnie zaskoczyła - Odwiedzisz mnie kiedyś? - spojrzała na mnie
 - Jasne! - nie umiałam jej się oprzeć.
 - No chodź już Kimi! - ponaglała pielęgniarka  
I już ich nie było. Spojrzałam na ziemię. Pod moimi nogami leżała mała maskotka króliczka. Musiała należeć do dziewczynki. Nie miałam pojęcia jak mogłam go oddać dziewczynce. Postanowiłam go wziąść.
Wyszłam ze szpitala.
I stanęłam jak zamurowana. Przed szpitalem znajdowały się co najmniej 20 dziewczyn w koszulkach chłopaków, którzy mnie dziś potrącili. Postanowiłam nie zwracać na nie uwagi i iść dalej. Miałam plan aby poczekać na jakiegoś autobusa. Miałam troche drobnych więc nie miałam nic do stracenia.
Minęłam grupkę dziewczyn i zaczęłam iść. Czułam się troche jak w jakimś filmie o agentach. Za wszelką cenie chciałam uniknąć spotkania z chłopakiem.
No ale mój idealny plan szlag trafił bo właśnie przez boczne drzwi wychodził nie kto inny jak Zayn Malik. Znajdowałam sie 2 metry od niego, a on był obrócony do mnie plecami. Cholera! nie miałam się nawet za czym schować! Stałam wystawiona jak na patelni. Jedyne co mogłam zrobić to obrócić się i modlić się aby uznał mnie za jakąś fankę, może ucieknie.
Odwróciłam się.
 - Stój! - usłyszałam głos chłopaka - ani kroku dalej!
Zamarłam w miejscu.
Czułam się jakby mnie nakryli na gorącym uczynku.
Zayn Wziął mnie za rękę i zacząl prowadzić ku samochodzie.
 - No i moją karierę szpiega szlag trafił - mruknęłam
Zayn parsknął śmiechem, ale zaraz się opanował.
 - Zachowujesz się jak rozwydrzony bachor! - powiedział
 - A nie prosiłam cie o pomoc! - warknęłam - jakbyś chodź trochę bardziej uważał całego zajścia by nie było!
 - Wiesz może co to jest poczucie winy ?  Bo właśnie chce coś naprawić, co zepsułem moją głupotą! - powiedział. - i przestań się zachowywać jak rozpieszczone dziecko!
Byliśmy już na parkingu, zaledwie kila metrów od nas stały fanki niczego niespodziewające się.
Zayn troche przegiął i musze go nauczyć posłuszeństwa!
 - AAAA! - wydarłam się - to ZAYN MALIK! - miałam nadzieje, że nie przekręciłam jego nazwiska.
Wyrwałam się chłopakowi i uciekłam za najbliższe drzewo, abym nie została staranowana przez fanki.
                   Widziałam jak fanki oblepiają Zeyna. Pozują z nim do zdjęć i wg. Chciało mi się śmiać. Wyszłam zza drzewa i jakby nigdy nic wyszłam na ulice. Nie była już aż tak zatłoczona. Szłam sobie kulturalnie chodnikiem jakby nigdy nic, słuchając AC/DC.
Nagle Zayn wyskoczył z czarnego auta. Nie miał już na sobie baysbolówki, jego fryzura była cała poczochrana. Wyglądał jak siedem nieszczęść.
Dosłownie bez słowa wrzucił mnie na przednie siedzenie samochodu i zamknął drzwi. Sam usiadł na miejsce kierowcy i odpalił silnik. Jęknęłam.
 - Już drugi raz w tym dniu moja kariera agenta legła w gruzach! - pożaliłam się.
Zayn nie odezwał się do mnie..
Jechaliśmy w kompletnej ciszy. Nawet wyłączyłam iPoda bo kultura tego wymagała.
Nagle chłopak wybuchnął.
Ciąg dalszy nastąpi...

Następną notkę dodamy ja bd 15 komentarzy:D
     

Rozdział 2


 - Porysowałyście mi wóz! - krzyknął
 - Wesz... jak dla mnie było lepiej porysować wóz niż zderzyć się z nim czołowo! - warknęłam.
 - To po jaką cholerę ryjesz mi się pod koła?! - odparł chłopak.
Czułam, że trace panowanie nad sobą.  Podeszłam do chłopaka i stanęłam przed nim.
 - Patrzy Harry! zaraz wskoczą sobie do gardeł! - usłyszałam szept tego w szelkach.
 - Tak jak na Animal Planet?! - powiedział loczek.
Spojrzałam w ciemnobrązowe oczy chłopaka.
 - O ile się orientuję to JA miałam zielone światło! - warknęłam, ale teraz już dużo bardziej spokojnie (uwielbiam ciemny kolor oczu!).
 - Przestańcie się kłuci... AU!!
Na krzyk przyjaciółki odwróciłam się. Livia leżała na ziemi trzymając się za nogę. Mniej więcej na środku łydki było widać bruzdę, która nie pasowała do proporcji ciała.
 - Liv co jest? - zapytałam, podbiegając. Dopiero teraz zauważyłam, że z jej nogawki spływa krew.
 - Kurwa!- przeklęła   po polsku, (zawsze w kryzysowych sytuacjach, mówiłyśmy w naszym ojczystym języku... po prostu taki nawyk ) - boli!
 - Co ona powiedziała? - zapytał się chłopak Dnielle.
 - Pierwszego nie powtórzę... - mruknęłam - ale w drugim, że ją boli! - przetłumaczyłam.
 - Ona krwawi! - zapiszczał Niall
 - Poważnie?! Jakoś nie zauważyłam... - Boże! jego głupota mnie dobija!
 - Pokaż! Doktor Styles zaraz ją obejrzy. - powiedział laczek kucając obok mnie.
Chłopcy i Danielle  wybuchnęli śmiechem.  Jak oni w takiej sytuacji mogli się śmiać?! - pomyślałam.
Przez chwile chłopak dziwnie przyglądał się Livi. Widziałam jak spływają jej łzy po policzkach. Otarłam je dłonią. Chłopak popatrzył na mnie poważnie.
 - Ma złamaną nogę.
Wybuchłam śmiechem. Cała ta sytuacja mnie mocno irytowała.
 - No nie... Nobla ci! Odkryłeś Amerykę! - powiedziałam ironicznie. - tyle to ja sama wiem!
 - Alex... zrób coś boli! ... proszę... - jęczała Liv.
Nagle obok mnie znalazł się Zayn. Wziął Livie na ręce jakby była lekka jak piórko i zaniósł ją na tylnie siedzenie samochodu.
 - Lepiej będzie jeśli ja będe prowadzić! - powiedziałam. Nie chciałam po drodze do szpitala zaliczyć kolejnego wypadku.
 - Mam cie tu zostawić? - zmierzył mnie spojrzeniem - Jadę z dziewczynami do szpitala. - powiedział chłopak siadając przed kierownicą.
 - Taaa... wszystko pięknie - zaczął szelek - A co z nami?! 
 - Zostaniecie tu. - odparł  szatyn zamykając drzwi.
 - Danielle! - zawołałam siadając obok Livi - zadzwoń po mojego ojca! Wytłumacz mu co sie stało...! - chłopak ruszył gdy miałam jeszcze otwarte drzwi - on was odwiezie! - krzyknęłam, trzasnęłam umyślnie drzwiami.
Zapięłam pas Livi i sobie. No nie powiem, że chłopak jechał przepisowo. Licznik wskazywał ponad 150km/h. Livia leżała i jęczała. Nie umiałam ją pocieszyć, a jej ból mnie dobijał. Więc postanowiłam nawiązać niewinną rozmowę z chłopakiem:
 - Zayn... tak? - zapytałam
 - yhyymm- mruknął zaabsorbowany jazdą.
 - Gdzie zdawałeś na prawo jazdy?
 - W Bradford, a co? - zapytał.
 - Bo chce wiedzieć, gdzie mam jechać jechać, ochrzaniać urzędników za to, że dają nieodpowiedzialnym dzieciakom prawo jazdy.
 - A ty czasem nie jesteś za młoda na jazdę na motorze, dziewczyneczko? - zapytał mnie.
 - Bardziej bym się obawiała o twoją jazdę. Mówisz właśnie z  najlepszą zawodniczką klubu rajdowego w Londynie. - warknęłam.
Liv wbijała mi paznokcie w ręce. W niektórych miejscach widziałam już krew.
 - A klub składa sie tylko z ciebie? - powiedział zgryźliwie.
No i nerwy mi puściły.
 - Czysty pedał z ciebie, że bardziej się przejąłeś wgnieceniem w aucie, niż żywymi ludźmi! 
Poczułam, szarpnięcie i wrzynający się w skórę pas bezpieczeństwa. Samochód zatrzymał sie na środku drogi. Bogu dzięki, że żadne go auta nie było na drodze. Chłopak wysiadł z samochodu i otworzył drzwi z mojej strony.
 - Wysiadaj. - powiedział to zirytowany.
 - No chyba cie pojebało! - warknęłam
 - Zayn... prosze... jedźmy już! - jęknęła Liv.
                   Chłopak zdenerwowany trzasnął drzwiami. Wsiadł do wozu i dalej jechaliśmy w milczeniu.
Rozumiałam, że chłopak sie zdenerwował, ale żeby od razu wywalać mnie z auta?! Jeszcze tak daleko od głównej drogi? No dobra to fakt, że gdy jestem zła trudno ze mną wytrzymać, ( czasem ja nie umiałam z sobą wytrzymać ) ale to nie moja wina! Taką już mnie Bóg stworzył i raczej się nie z mienie!          
 - Alex... długo jeszcze? - zapytała Liv.
 - Nie... już dojeżdżamy. - o dziwo jak na kłamstwo powiedziałam to spokojnie.
W końcu wjechaliśmy na główną ulice. Cholernie była zatłoczona. Staliśmy w korku przez dobre 5min, a ja już nie wytrzymywałam psychicznie. Wszystko mnie bolało i teraz, jak juz adrenalina spadła świat zaczął wirować mi przed oczami.
 - Długo jeszcze?! - jęknęła Liv.
Nie umiałam na nią patrzeć. Widziałam jak cierpi, a ja nie mogłam jej pomóc Czułam się tak jak przy mamie, Wróciłam myślami pięć lat przed jej śmiercią... pamiętam jak leżała w łóżku i krzyczała o zwiększenie ilości morfiny, bo ta już jej nie wystarczała. Ja stałam bezradnie przy jej łóżku. Nie mogłam nic zrobić. Do teraz pamiętam jak patrzyłam, na nią kiedy konała i mówiła do mnie " abym była dzielna, spełniała swoje marzenia i cieszyła się życiem".
Nie wytrzymałam.
 - Zanieś ją do szpitala! - prawie krzyknęłam - znajduje sie dwie przecznice dalej. JA do was do jadę!
O dziwo chłopak się za mną nie kłócił i nie uznał za szalona. Co prawda dziwnie sie mi przyglądał, ale skiną ł głową. Wysiadł z wozu i wziął Livie na ręce jakby była piórkiem. Co prawda była chudzielcem... ale ta woda w jej ciele gdzieś musiała być. Dała bym głowę, że chłopak ma niezły kaloryfer jak na taki chucherko.
 - Poradzisz sobie? - zapytał.
 - Jeżdżę na torach wyścigowych, a na zwykłej ulicy bym sobie nie poradziła? - powiedziałam wychodząc z samochodu. Chłopak niechętnie podał mi kluczyki. - widzimy się w szpitalu.
 - Na razie. - bąknął chłopak.
I pobiegł w siną dal z moją przyjaciółką.
Piętnaście minut później biegłam już po sterylnym korytarzu szukając wzrokiem Zayna i Livi. Miałam już niezłą zadyszkę. Postanowiłam zasięgnąć pomocy u jednej z sióstr. 
 - Przepraszam - spytałam niziutką, brunetkę z dużymi niebieskimi oczami. Była po prostu śliczna. Uśmiechała sie do mnie serdecznie - szukam dziewczyny ze złamaną nogą, została tu przyniesiona przez mojego kolegę... nie wiem czy pani kojarzy z takiego zespołu... - no i tu mnie ma, z jakiego zespołu? nie mam pojęcia! - ... ma na imię Zayn... yyy Magik... - palłam pierwszą lepszą, rzecz, która przyszła mi do głowy. Nie miałam pojęcia jak nazywa się ich zespół... ja ledwie znałam jego imię!
 - Rozchodzi ci się o Zayn'a Malika? - powiedziała
 - Tak! tak! Właśnie! Malika.... nie żadnego Magika! - czułam, że jeszcze bardziej się pogrążam.
 - Jeszcze przed chwilą widziałam go jak zanosił taką dziewczynę z czerwonymi włosami do sali 219. To jest na pierwszym pietrze tymi schodami - wskazała na schody na końcu korytarza - trzecie drzwi na lewo.
 - Dzięki! - krzyknęłam, znów biegnąc.
Gdy w końcu dostałam się na 2 piętro w drzwiach zderzyłam się z czarnoskórym pielęgniarzem, który wiózł na łóżku Livie. Wszystkie najczarniejsze myśli przeleciały mi przez głowę.
 - Gdzie ją zabieracie? - zapytałam się.
 - Do sali operacyjnej ma złamanie z przemieszczeniem! - odparł czarny.
 - Co?! Ale jjakto?! Livia?!
 - Spokojnie! - odparła, była sto razy bardziej opanowana niż ja - zadzwoń do mojej mamy! Nie martw się będzie dobrze!
 - To chyba ja to miałam powiedzieć! - mruknęłam.
Tymi ostatnimi słowami poprawiła mi troche humor.
 - Pani to za pewnie kolejna delikwentka z wypadku? - zapytał sie mnie mężczyzna po trzydziestce z pankiem na głowie. Jego strój wskazywał na lekarza.
Nie odezwałam się. Byłam totalnie zbita z tropu.
Nagle z za pleców lekarza wyszedł Zayn z perfidnym uśmiechem na twarzy. No i wszystko się wyjaśniło.
 - Panią się zaraz ktoś zajmie - spojrzał na Zayna - ale nie myślę o paniczu. - czy właśnie lekarz zasugerował, że ON miał się mną zająć? Ten dzień już nie może być bardziej zwariowany. - zaraz przyślę tu lekarza dyżurnego, a tymczasem wy posiedźcie tu sobie gołąbeczki.
 - Gołąbeczki? - zapytałam, Zayn tak jak ja zrobił się czerwony na twarzy.
 - Ups... a to jeszcze nie ten etap ... uuu... jak to młodzi ludzie mówią, wtopa! - po tych słowach lekarz odszedł.
Miałam ochote cisnąć za nim czymś ciężkim.
Usiadłam jak grzeczna dziewczynka na ławce, ponieważ nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Obok mnie usiadł Zayn. Siedzieliśmy w milczeniu. W końcu Zayn wypalił:
 -  Zachowujesz się jak diwa.... ileż można się dąsać? Może chcesz autograf?! no wiesz taka okazja może ci się już nie trafić, możesz przestać udawać, że  nie znasz  mnie i całego zespołu.
Popatrzyłam na niego jak na wariata. Miałam ochote mu przemodelować jego piękną buźkę, ale się powstrzymałam w ostatnim momencie!
 - Palant. - warknęłam - Wież co? Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz! Pierwszy raz cie na oczy dziś widziała! Mówią, że pierwsze wrażenie jet najważniejsze, a ty właśnie je zjebałeś! Jesteś cholernym lalusiem... może i nawet gejem... nie rozumiem jak normalna osoba może się ciągle przeglądać w lustrze...! I znowu to robisz! - słowa wypadły mi z ust samoczynnie.
Chłopak zaczerwienił się. Widziałam po jego twarzy, że nie wiedział co powiedzieć.
Nagle podeszła do nas kobieta gdzieś po 50 - ce, która była bardzo podobna do tej siostry którą pytałam się o drogę. Dała by głowę, że są rodziną.
 - Zapraszam do gabinetu. - uśmiechnęła się i wskazała gestem abym weszła.
                Zdziwiłam się, bo Zayn także wszedł do gabinetu. Lekarka kazała usiąść mi na kozetce i tak tez zrobiłam. Zrobiła mi różne badania, a świecenie mi latarką po oczach średnio mi się podobało.
 - Jak się nazywasz? - zapytała mnie wypisując kartotekę.
 - Aleksandra Wasilewska, ale może napisać pani Wesley - powiedziałam.
Zayn i lekarka zrobili wielkie oczy. Widziałam, że Zayn powstrzymuje się od ryknięcia śmiechem
 - To nie jest Brytyjskie nazwisko.
 - Nazwisko mam po mamie która była polką i nazywała się Wasilewska. - wytłumaczyłam.
 - Wasi... Jak? - zapytał chłopak, próbując wypowiedzieć moje nazwisko po polsku.
 - Zamknij się! - warknęłam
Chłopak spoważniał, ale i tak na jego twarzy pojawił sie uśmieszek.
Lekarka znów podeszła do mnie oglądając mnie uważnie.
 - Nie masz wstrząśnienia mózgu... ale musisz zdjąć bluzkę musze cię obejrzeć czy nie masz jakiś złamań.
 - Ale na prawde czuje się dobrze...
 - Ja cie rozumię... -odparła lekarka - ale są pewne reguły, które musze przestrzegać, a więc zdejmuj bluzkę.
 Już zabierałam się do ściągnięcia bluzki, gdy przypomniałam sobie, że w gabinecie znajduje się nieproszona osoba.
 - A ty masz zamiar stać tu cały dzień? - spytałam Zayna
Chłopak zaczerwienił sie i odwrócił.
 - Będe na korytarzu - mruknął wychodząc.



I juz drugi rozdział za nami! I jak wam sie podobało?  Spróbuje jeszcze dziś wstawić kolejną notke!!
Pozdrawiam!! :* <3 <3 <3

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Rozdział 1

 - Trzymaj! - rzuciłam w rudą kaskiem. No przecież nie mogłam jej pozwolić jechać bez kasku na motorze.
 - Dzięki... - powiedziała zgrabnie łapiąc czerwony kask.
Zapięłam skórzaną kurtkę pod szyje i wciągnęłam na dłonie czarne rękawiczki, które ładnie dopełniały cały czarno-czerwony strój do motora. Sięgnęłam po kluczyki i odpaliłam motor czarnego Hayabuse. Usiadłam na siodełku i założyłam czarno-czerwony kask.
 - Liv wysadzić cię pod domem, czy gdzieś indziej? - zapytałam przyjaciółki, która zgrabnie siadała za mną na motor.
 - Pod dom... chyba, że chcesz jeszcze gdzieś wyskoczyć? - zapytała się, patrząc na mnie tymi swoimi zielonymi paczydełkami.
 - Nie... jakoś dzisiaj mi się nie chce...  a po za tym czekam na te części... a tata jeszcze nie zadzwonił czy kurier był... - westchnęłam.
 - aha... myślałam, że jeszcze gdzieś wyskoczymy... -powiedziała bezradnie.
 - Stara! Będziesz dziś u mnie spała! - podskoczyłam na siedzeniu, prawie przewracając Livie.
 - Kurw... kiedyś cie uduszę!! - powiedziała z wyrzutem i uderzyła mój kask - Ale kocham cie za świetny pomysł!- przytuliła się,  prawie  mnie dusząc.
 - ała! Łamiesz mi żebra! - sapnęłam. - jedziemy po twoje rzeczy!
                      Skorzystałam z okazji kiedy Liv się mnie trzymała i zaszarżowałam motorem. Liv przytuliła się mocniej, zaskoczona. Wyjechałam z parkingu przed siłownią, z której wychodziłyśmy. Wjechałam na Londyńską drogę.
Z Livią znamy się praktycznie od piaskownicy. Nasze mamy były najlepszymi przyjaciółkami i obie w młodości przyjechały do Londynu. Właśnie tutaj poznały swoich przyszłych mężów. Moja mama zaliczyła tu swój pierwszy skok w bok i tak oto począł się mój starszy brat Christopher. Był nieślubnym dzieckiem moich rodziców, moja mama miała zaledwie 18 lat gdy zaszła w ciąże. Po 2 latach moi rodzice ohajtali sie i za 5 lat poczęłam się ja z moim kochanym braciszkiem Alanem (który potajemnie się kochał w Livi), ale Liv była tego zupełnie nie świadoma. Alan do Londynu przyjedzie dopiero w październiku, kiedy skończy się sezon konny. Tak... ja uwielbiam konie mechaniczne, a on zwierzęta... wprost dobrane z nas rodzeństwo.
Obie z Livią regularnie przyjeżdżamy do swoich dziadków, którzy mieszkają w Polsce. Wróciłyśmy do Londynu wczoraj i miałyśmy zaledwie tydzień do początku roku szkolnego. Obie chodziłyśmy do 2 klasy liceum... tylko dlatego że rodzice puścili nas szybciej do szkoły:(
Jechałam bardzo dobrze znaną mi droga do domu Liv. Mieszkałyśmy dwie przecznice od siebie. Ale akurat do niej musiałam jechać okrężną drogą bo ulica była zamknięta.
Stałyśmy właśnie na skrzyżowaniu czekając na zielone światło. W końcu zaświeciła się zielona dioda i ruszyłam. Jakieś czarny samochód  z lewej strony nie zatrzymał sie na światłach. Ani kierowca, ani ja nie zdążyliśmy zahamować i zderzyliśmy się.
Zauważyłam iskry, lecące z Hajabusy który teraz ślizgał się po jezdni. Ja z Livią, natomiast szybko wyskoczyłyśmy z siodełka i teraz koziołkowałyśmy na ziemi.
                    Gdy w końcu świat przestał mi wirować przed oczami, podniosłam się, zdjęłam kask i cisnęłam nim na ziemie. Przez chwilę nie wiedziałam co się działo... Widziałam, że Livia również podnosi się z ziemi. Rozpięłam skórzaną kurtkę, aby lepiej się mi oddychało. Praktycznie bolało mnie całe ciało.
Zaczęłam łapczywie łapać powietrze.
Gdy w końcu uspokoiłam się podeszłam do Livi.
 - Nic ci nie jest? - zapytała mnie zdejmując kask.
Za kasłałam.
 - Jestem poobijana... ale w jednym kawałku... tak sądzę. - spojrzałam na siebie. 
                   Mój strój był w kilku miejscach poobdzierany i dziurawy. Tacie się to na pewno nie spodoba. Nie widziałam nigdzie krwi więc jest dobrze. Spojrzałam w stronę motoru. Mój kask był całkiem poobdzierany... Widziałam, że motor z jednej strony jest poobdzierany, ale na szczęście nic się z niego nie lało.
Zwróciłam się w stronę Livi.
Ona tez nie wyglądała lepiej niż ja. Potargane rude, prawie czerwone włosy. Kurtka skórzana też poobdzierana nie mówiąc już o spodniach...
 - No mnie też wszystko boli... a tak wg to co się stało? - zapytała mnie.
I właśnie tym zbiła mnie z tropu.
Szczerze nie miałam bladego pojęcia. Pamiętałam tylko urywki... zielone światło... czarny samochód... zderzenie... wirująca się ziemia... 
A... właśnie... jakieś auto w nas rąbnęło.
 - Nic wam nie jest? - usłyszałam za sobą głos.
Odwróciłam się.
Widziałam 5 chłopaków wybiegających z czarnego wozu, który miał głębokie zadrapania na karoserii, zapewne po moim motorze.
 - Za dzwonie po karetkę! - krzyknął blondyn wyciągając telefon.
 - NIE!! - krzyknęłyśmy zgodnie.
Chłopacy patrzyli na nas zdziwieni. I nagle zaczęli gadać przed siebie:
 - Ja jednak za dzwonie...
 - Lekarz powinien was zobaczyć... - powiedział chłopak z loczkami
 - Nic was nie jest? - powiedział ten w szelkach.
Spojrzałam na niego jak na wariata.
 - Nie dzwońcie po karetkę... czujemy się dobrze... - podjęła Livia wstając i otrzepując się.
 - Powinien was ktoś obejrzeć! - zawołał ciemny blondyn.
 - Nic nam nie jest! - powiedziałam stanowczo. - jesteśmy troche poturbowane... ale nic więcej! - Spojrzałam na blondyna, który miał już telefon przy uchu. Blondyn widząc mój morderczy wzrok wsadził telefon do kieszeni.
 - Chwila chwila... - zaczęła Livia przyglądając się badawczo chłopakom - ja was kojarze, ale nie wiem z kąt.
Ja tez zaczęłam się im przyglądać.
Chłopak, który stał najbliżej mnie miał strasznie jasną czuprynę, miał na sobie białą koszulkę z zielonym napisem "I<3Irlandia", drugi miał ciemne loki i był ubrany w niebieską marynarkę. Było jeszcze dwóch blondynów. Jeden miał proste włosy i miał na sobie szelki, a drugi miał tak jakby loczki i miał na sobie koszule w kratę. Ostatni z chłopaków miał egzotyczny kolor skóry. Jego rysy twarzy wskazywały na to iż jest arabem lub pakistańczykiem. Miał czarne postawione włosy i niebieską bluzę bayzboolówke.
 - Tylko nie wrzeszczcie! - powiedział pan od szelków.
Spojrzałam na Livie. Właśnie puszczała mi wzrok ala : " Co oni z psychiatryka się urwali?! ". Ja  musiałam mieć jeszcze głupszy wyraz twarzy, bo Liv uśmiechnęła się.
 - A wyście z marsa?! - zaczęłam - niby dla czego miałyśmy wrzeszczeć?! Bo zostałyśmy potrącone przez bandę nieodpowiedzialnych dzieciaków?!
 - A może chcecie nas zgwałcić?! - podjęła za mną Liv.
Chłopcy spojrzeli po sobie zdziwionym wzrokiem.
 - To wy nie wiecie kim jesteśmy? - zapytał podejrzliwie Loczek.
 - A z kąt byśmy to miały wiedzieć?! - Żachnęła się Liv
 - Jesteśmy bożyszczem tłumów! Każda nastolatka marzy by nas dotknąć! - powiedział dumnie szelek, który zaczął odgrywać scenkę przy każdym słowie.
 - Urwałeś się z psychiatryka? - spytałam - Tak ,a ja to Rihanna a to moja przyjaciółka Kety Perry - powiedziałam - ludzie... my nie mamy pojęcia kim jesteście... DANIELL! - wydarłam się.
                 Z samochodu wyszła moja kuzynka. Miała na sobie małą czarną i niebieski top, a do tego czarne szpilki. Jej rozpuszczone włosy, które spływały falami na jej plecy. Na jej twarzy malował się strach i przerażenie. Gdy na mnie spojrzała uśmiechnęła się i podbiegając, rzuciła mi się na szyję.
 - Kiedy przyjechałyście?! - wyściskała mnie, a później Liv.
- Kilka dni temu. - odparłam.
- Wiecie jakiego się strachu najadłam?! - powiedziała patrząc na nas surowo. - W pierwszym momencie nie wiedziałam co się stało, a później spojrzałam na motor i już wiedziałam, że to ty! Jak mogłaś być taka nierozważna? Przecież mogłaś sie zabić i Liv też! - wykrzyczała mi w twarz.
No wprost nie mogłam uwierzyć, że z góry uznała, że to moja wina! Dobra nie jestem święta, dostaje mandaty i takie tam... ale nie może mnie sądzić o to, że jestem na drodze nie rozważna!
  - JA? Ja przecież miałam zielone światło!! A po za tym jechałam przepisowo!- fuknęłam.
Byłam Bogu wdzięczna, że ta droga nie była za bardzo uczęszczana. Także praktycznie teraz na niej nie było ruchu.
  - To prawda. - powiedziała Liv ratując sytuacje - Alex jechała przepisowo to wy się nie zatrzymaliście.
Liv mówiła to tak spokojnie, że Danielle uspokoiła się.
  - yhhyym, yhhymn... nie chce wam przerywać babskich pogaduszek... ale kochanie, kim one są? - podszedł do nas chłopak w koszuli i objął ramieniem Danielle.
Dopiero teraz go skojarzyłam! Był chłopakiem Dan, nawet kiedyś pokazywała mi jego zdjęcie. O ile dobrze pamiętam grał w jakimś boy będzie... nienawidziłam boy bendów! Tak samo jak Liv. Akurat my miałyśmy taki sam wyrafirowany, gust muzyczny.
 - Li... to jest moja kuzynka Alex - Dan wskazała na mnie rękom. Chłopak podał mi dłoń, którą ujęłam
 - Miło mi. - powiedział.
 - Mi również... ale okoliczności mogły być inne... - mruknęłam.
 - ... to jej najlepsza przyjaciółka Livia... - wskazała na dziewczynę.
Przywitali się.
 - Dziewczyny poznajcie: - Danielle zwróciła się teraz do nas - To mój chłopak Liam Payne, A to jego przyjaciele z zespołu: Niall Horan  - to ten blondyn w bluzce z Irlandią, - Harry Styles - loczek - Louis Tomlinson - z szelkami - i Zayn Malik - arab.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. Chłopcy byli tak samo zaskoczeni jak my. A z wyrazu twarzy Dnielle mogłam wyczytać, że dobrze się bawiła.
 - To teraz się przyznajcie - zaczęła niewinnie Liv - KTÓRY z was chciał nas ZABIĆ?! - ładnie zaakcentowała każde słówko.
Ku mojemu zaskoczeniu czterech chłopców pokazało zgodnie palcem na araba... bodajże Zayna...
 - Dzięki - mruknął.
Już miałam otworzyć usta by go ochrzanić, że nie umi jeździć, ale uprzedził mnie loczek... bodajże Louis... albo Harry...
 - To wy serio nas nie znacie? - zapytał podejrzliwie
 - Chłopczyku nas przez kilka miesięcy nie było w kraju... - zaczęłam
 - ... przyjechałyśmy niedawno... - dokończyła Liv
 - ... i nie znamy nowinek z kraju. - zakończyłam.
Chłopcy mieli zdziwione wyrazy twarzy, a Danielle wydawała się bardzo rozbawiona.
 - To gdzie byłyście? - spytał chłopak Danielle
 - Pilnuj swojego nosa! - warknęłam. Liv puściła mi sójkę w bok.
 - Byłyśmy w Polsce - odpowiedziała przyjaciółka.
Chłopcy byli... zaskoczeni.
 - Mój wóz! - rozległ się krzyk.
Wszyscy zapomnieli o rozmowie i skierowaliśmy się do chłopaka, który miał włosy postawione na żelu. Pochył się nad zgniecionym przodem samochodu.
 - Widzę, że bardzo cie interesuje to że omało nas nie zabiłeś! -parsknęłam gniewnie... 


Pierwszy rozdział:D I jak wam się podoba? Napiszcie odpowiedzi w komętarzach!!
Ps. Następną notkę pisze Oliwia:D