czwartek, 27 września 2012

Rozdział 40

 - Ma jednego wielkiego minusa za to, że zrobił sobie te koszmarne pasemka.  - już przez godzinę trajkotałam z Livią przez telefon. Przesłałam jej filmik z imprezy i teraz robiłyśmy sondę z plusów i minusów. Przy czym u mnie miał więcej minusów niż plusów, a u przyjaciółki było na odwrót.
 - Mi się podobają. - ucięła Livia, broniąc przyjaciela.
 - Przestań! Wygląda jak jeszcze większy pedał! - zaprzeczyłam.
 - Przesadzasz wiesz o tym? - powiedziała to bardzo szczerze. Właśnie w to w niej lubiłam, bezgraniczna szczerość - odkąd zobaczyłaś ten filmik to wariujesz jak głupia.... - zawiesiła głos - Co ćpałaś i dlaczego się nie podzieliłaś?
Roześmiałam się
 - W szawce nocnej, leży saszetka z zawartością. Jest przeznaczona dla ciebie, a towar piekielnie dobry.  Naprawdę polecam diler się sprawdził.
Ta zaczęła chichrać się jak porąbana:
 - Głupek.
 - Ale twój.
Znów wróciłyśmy do listy.
          Przyznałyśmy Zaynowi siedem plusów. Za : Wygląd, charakter, całowanie ( aż trzy ), dobrą zabawę i śpiew. I dziewięć minusów: Dwa, że pali, że nie potrafi jeździć trzy, za pasemka jeden, jest upierdliwy i robi z siebie pajaca i za to, że się nie goli, wygląda przy tym jak wieprzek i kijowo go sie wtedy całuje bo cie wszystko na twarzy pika... Aż ciary przechodzą... W czym Liv uznała, że mam się cieszyć, że bródki nie zapuścił. Kochana Przyjaciółka.
 - Po podsumowaniu punktów wychodzą dwa minusy. - je! kalkulator umi zdziałać cuda!
Liv westchnęła:
 - No ale przecież dwa minusy dają plus.
Czy ja wyczułam ironię w jej głosie?
 - Przymknij się. - warknęłam - jak jeszcze raz z takim tekstem wypalisz to sie rozłączę. - zagroziłam.
 - Dobra! - rzuciła szybko - ale to był twój pomysł robienia tej ankiety.
Przewróciłam oczami:
 - Musiałam sie czym zająć.
Jebnęłam taką wymijającą odpowiedź, że chyba nawet Emiy sie skapnie, że jest coś na rzeczy. A akurat ta pięciolatka jest dość sprytna jak na swój wiek... no ale cóż... dorastała obok mnie.
Livia westchnęła:
 - Mówię ci! "Kocham Cię" To coś ewidentnie znaczy. Możesz w to nie wierzyć ale tak jest. Nawet gdy Zayn był aż tak pijany.
No tak... jej filozoficzne podejście do świata.
 - Kurwa Livia!Był nawalony jak świnią! Nie zdziwiłabym sie jakby pomylił mnie z belką i jej wyznawał miłość! Paplał coś bezsensu i coś takiego wyszło! Nawet ja po tylu kieliszkach i drinkach co on, mogłabym wyznać miłość Harremu lub komukolwiek innemu. Nawet jakby się jakiś menel nawinął. Myśmy sie ledwie na siedząco trzymali.
Wyjechałam z całym kazaniem.
Do tej pory Livia siedziała cicho i doprowadzała mnie tym do szału.
 - No wiesz.... Tylko winny sie tłumaczy.
W tym momencie moje nerwy niewytrzymały i ciulnęłam lampą o podłogę.
 - Idź ty sie udław zupą. - chciałam jak najszybciej zakończyć tą bezsensowną rozmowę -Musze sie ubierać bo kochany Zayn bierze mnie na oglądanie domów... jakby nie mógł wziąć kogoś innego. - westchnęłam.
 - Po kija im nowe mieszkanie? - zapytała dziewczyna.
Westchnęłam:
  - Żebym to ja wiedziała... Nw... może planują je wybuchnąć? W tamtym dniu to prawie zjarali pół kuchni, a Lu prawie doprowadził do tego, aby butla gazowa wybuchła się. A ja mam po tym dnu szpetną bliznę... to nie fair! - jęknęłam - ratowałam te bezmyślne istoty, a to mi został szpecący ślad!
  - Nie przesadzaj. W końcu masz jakąś pamiątkę po tym dniu.
 - yhymn...
 - Zawsze ci będzie przypominać o twoim bohaterskim czynie... Uratowałaś pięciu idiotów przed wybuchnięciem się.
I nastałą chwila ciszy bo jej głupota mnie przeraża. 
 -  No dobra, nie wnikam papa.
Rozłączyłam się.
            Tą głupią ankietę wyrzuciłam do kosza... ale od razu ja wyciągnęłam.  Przyjrzałam się jej uważnie i uznałam, że najbezpieczniej bd ją spalić. Weszłam do łazienki, wytarłam do sucha umywalkę i wrzuciłam do niej papiery. Zajęły sie żywym ogniem.... Efektem mojego poczynania, była osmolona umywalka... No pięknie... Tata mnie zabije.
Spojrzałam na zegar. Mam ponad godzinę. Weszłam do łazienki i zrobiłam to co miałam zrobić zaczynając od depilacji kończąc na makijażu i fryzurze.
           Zaplotłam sobie kłosa na bok, nałożyłam podkład podkreśliłam oczu tuszem i kredką... i to było tyle. Wciągnęłam na siebie czarne rajstopki, na nie wciągnęłam beżowe szorty i beżową koszule. Przepasałam się czarnym paskiem. Na nogi włożyłam beżowe botki i dobrała do tego czarno-bezową torebkę do której wrzuciłam wszystko co popadnie. Głowiłam się czyby nie w rzucić do niej palarizatora, bo po Zaynie można sie wszystkiego spodziewać. W ostateczności uznałam, że moja pięść wystarczy do oprzytomnienia go.
Zeszłam sobie do salonu na sofę i zaczęłam sobie cykać na komórce. Miałam jeszcze w zapasie pięć minut więc nie musiałam się spieszyć a nie bd stała w deszczu na dworze. Coś poruszyło się mi pod nogami. Wstałam zaskoczona atakiem na moją osobę i od razu zauważyłam winowajce. Biała kupa futra ocierała mi się o nogi.
Wspominałam, że nie lubie kotów? Jak nie to teraz mówie. KOTY TO ZŁO!!!!!!!1 Chodź uwielbiam wszystkie duże koty. Ale takie małe? Są wredne, złośliwe, mają pazury i kły... są przerażające i mają dziwne pyszczki.
Wzięłam... Puszka, Okruszka, Mróżką, Kuszka... nw jak ona go nazwała... jego imie się zmienia kiedy Emily sie zachce. Mniejsza o to. Wzięłam tą kupe futra otworzyłam okno i postawiłam go na parapecie. Od razu zatrzasnęłam okno. Kocica prychnęła i zeskoczyła do kałuży. Miauknęła jakby ją ze skóry obdzierali gdy zanurzyła sie do wody. Miałam to gdzieś. Spojrzałam na zegarek.
On se chyba kpi! Ma już 20 min spóźnienia!
Postanowiłam do niego zadzwonić.
Pierwszy sygnał... drugi... trzeci... poczta...
 - Grrrrrrrrrrryyyyy!!! - warknęłam.
Rzuciłam telefonem o sofę i spojrzałam za okno. Na podjeździe nikogo nie było. Pięknie. To lubie. 
Usłyszałam AC/DC i momentalnie znalazłam się obok telefonu.
 - O jak miło... - mruknęłam - książę sie obudził - Ryjek Zayna wyświetlił mi się na ekranie. Odebrałam - Jesteś powalony? Masz dwadzieścia minut spóźnienia! - wydarłam się na dzień dobry.  
 - Ja mam? JA MAM?! - teraz on sie darł - przepraszam bardzo ale to ja tu gniję dwadzieścia minut w samochodzie bez ogrzewania!
WTF?!
 - Chwila! Wstrzymaj się chłopcze bo nie nadążam. - miałam mały mętlik w głowie - patrze przez okno i nie widze twojej fury. Wiec mi to wytłumacz.
Westchnął.
 - Alex czy ty jesteś aż tak tępa czy tylko udajesz?
 - Tępa. - odparłam bez zastanowienia/
 - ok... tez tak myślałem. - jestem prawie pewna, że się wyszczerzył. - Byliśmy umówieni na parkingu pod warsztatem.
Zatkało mnie.
 - Emmm... wypadło mi z głowy!
Wzięłam taszkę, beżowy szlo-płaszcz, którym sie owinęłam ( nie pytajcie jak wygląda ) oraz telefon i wybiegłam z domu. Przeleciałam przez plac nim znalazłam się na twardej ziemi, poślizgnęłam się i wpadłam w ramiona Lukowi.
Napawałam się przez chwilę jego obecnością. Jego twarz i końcówki włosów były umazane czymś czarnym i śmierdział garażem.... uwielbiałam te połączenie! Dlatego tak bardzo lubię pracować w warsztacie. Po jakiś 10s oprzytomniałam i wyszarpałam się.
 - Sory, przepraszam... dzięki! Pa!! - i znów ruła, aż do samochodu Zayna.
Wpakowałam się na siedzenie dość niezgrabnie i rzuciłam taszką na tylne siedzenie.
 - Odbierać telefonów to nie łaska? - spojrzałam na chłopaka ze skosa.
Miał ubrane czarne spodnie, traperki, białą koszulkę, a na  niej niebieska koszula... która ( O Boże! ) Podkreślała jego napakowane mięśnie... Mrał!! Włosy jak zawsze postawione... zastanawiam się, czy one mu się tak same nie zaczynają układać?? W sumie?
Kurwa nie gap się na niego.
 - No no... z tym blondynkiem dość długo się tuliłaś... patrzyłaś na niego jak w święty obrazek.
Zgromiłam go spojrzeniem
 - A co? Zazdrosny?? - spytałam go podejrzliwie.
No cóż... większego buraka nie umiałą z siebie zrobić.
 - Czerwoniutki jesteś jak buraczek. - poklepałam go po policzku.
Spojrzał na mnie... ja to czuje, że on coś knuje.
 - Wiesz, zę jeszcze sie ze mną nie przywitałaś? - uniósł brew.
 - I co z tego? - bąknęłam.
 - To , że jesteśmy w miejscu publicznym, twoi koledzy patrzą, a my mamy robić pozory.
Spojrzałam na niego z wyrzutem.
 - Wiesz, że to się pisze pod wykorzystywanie nieletnich? 
Uniówł obie brwi.
 - Ta... A znęcanie się nad ludźmi jest karalne wiesz? - zaśmiał się.
I oberwał z pięści w ramię. Kurde... przypakował... szybko się po kacu pozbierał... no ja w sumie też. Dwa dni minęły, a ja normalnie funkcjonuje. Nowość. Normalnie leże pół żywa na sofie i słucham gderania ojca, że wprowadzę sie w stan wujka Bena... Jakoś w to nie wierzyłam.
Przewróciłam oczami:
 - Wcale się nie znęcam. Wyrażam głośno moja opinię i jestem szczera. Nic więcej. - wzruszyłam ramionami.
 - Ta... i używasz agresywnej perswazji...
Wyszczerzyłam się.
 - Dobra miejmy to już za sobą - westchnęłam bezradnie.
Zobaczyłam uśmiech na twarzy Zayna i iskierkę triumfu w jego oczach. Pierdzielony farciarz.
Przybliżyłam do niego głowę i nasze usta się spotkały. Całował delikatnie i miękko. No nie powiem aby mi się nie podobało bo bym skłamała. Czułam zapach jego perfum... mrrrrrr...
Usłyszałam trzaskanie i oderwaliśmy się od siebie.
 - TE! A ja myślałem, że przelecenie dziewczyn na tylnim siedzeniu minęło 20 lot tymu! - Oczy wiście Ben ze swoim świńskim poczuciem humoru.
 - Zajęci jesteśmy! - celowo przyciągnęłam Zayna za koszulkę i znów zaczęliśmy się całować. Daje głowe, że Be bardziej się teraz napalił niż oglądając swoje pornosy.
 - To następnym razem postawcie tabliczkę : Impreza Zamknięta! Czy cos w tym guście. - powiedział niby od niechcenia.
 - Idź sobie pornosy pooglądać gdzie indziej. - wymamrotałam pomiędzy pocałunkiem.
 - Poczekam, aż staniki bd latać. - zakpił.
Odsunęłam się od Zayna i zgromiłam Bena spojrzeniem.
 - Dzięki wujaszku. Skutecznie obrzydziłeś mi ten dzień. - piorunowałam go spojrzeniem - jedź.
Poleciłam oszołomionemu Zaynowi.
Ruszył z małymi błędami, które przemilczałam. Ja kiedyś wyłysieje przez jego jazdę.
Na do widzenia kupie, brudnego, śmierdzącego sadła, które było moim chrzestnym posłałam środkowy palec. Czyli utrzymujemy normę.
Gdy odjechaliśmy na bezpieczna odległość, Zayn w końcu wybuchnął.
 - Co. To. Było? - przesylabował.
Wywróciłam oczami.  
 - Nie podniecaj się bo jeszcze Ci stanie i co w tedy? - dogryzłam.
Moim założeniem było aby Zayn się zaczerwienił. I udało mi się. A z jakim efektem?!
Normalnie nie spodziewałam się, że ludzka twarz może mieć taki kolor. Urocze.
 - To nie ja cie całowałem bez opanowania. - wybąkał niezgrabnie.
Przewróciłam oczami.
 - Jasne... juz ci wieże... Tylko winny się tłumaczy. A teraz się zamknij i skup na drodze. Nie chce ZNÓW wylądować w szpitalu... albo co gorsza w kostnicy.  
Westchnął.
 - A ty w końcu ze mnie zejdziesz?
 - Nie?
 - Buziak na zgodę? - spojrzałam na niego z pode łba.
 - Spierdalaj niewyżytku seksualny. - ucięłam całą rozmowę.
Przez całe 60 minut było bardzo niezręcznie.

 - Mógłbyś mi w końcu powiedzieć dlaczego ciągniesz mnie po tych wszystkich domach? - spytałam po raz setny gdy przejeżdżaliśmy do kolejnej willi - przecież to wy macie w nim mieszkać, a nie ja!
Przez całe dwie godziny próbowałam być grzeczna i udawać zakochaną. Szczerze? Chciałam się odgryźć  za każdym razem gdy Malik coś powiedział. Ale chyba coraz lepiej wychodziło mi granie. Tak sądzę. Zayn nie miał z tym problemów. Pierdzielony farciarz.
Westchnął po raz kolejny w tym dniu:
 - Ponieważ... chłopaki chcieli się wzorować damską intuicją.
Spojrzałam na niego z pode łba.
 - A Eleanor, ani Danielle nie mogły?
Oderwał na chwilę wzrok od jezdni i spojrzał na mnie z rozbawieniem.
 - Jakbyś tyle nie gadała byłabyś zdrowsza.
Przewróciłam oczami.
 - Lubie gadać. Nie dziw się. - pokazałam mu język.
Uniósł brew.
 - Znam inne zastosowania do twojego języka. - wyszczerzył się.
 - FUJJJJJ!! - Wydarłam się - Jesteś obrzydliwy!!
 - Wcale że nie! - oburzył się.
 - Yhyyy... jesteś obrzydliwym niewyżytkiem! - zaczęłam stękać - fuuu!! A ja cie całowałam!! Blee!!
Teraz to on pokazał mi zdjęcie.
 - W końcu jestem facetem.
Spojrzałam na niego z obrzydzeniem.
 - Jakimś bardzo ciężkim przypadkiem.
Nasza rozmowa została zakończona gdy chłopak wjechał na podjazd dużej białej willi. Razem z naszym samochodem parkował tu jeszcze jeden cały srebrny i drugi cały biały z naklejkami agencji nieruchomości. Poczekałam aż się pofatyguje i otworzy mi drzwi. Co zrobił z wielkim uśmiechem. Widziałam jak radość bije z jego oczów za okularami.
 - Szczerzysz się. - przeszłam obok niego.
       Chodnik był wykładany grafitowym brukiem i dość śmiesznie się na nim szło w szpilkach. Willa była otoczona wielkim zielonym ogrodem z drzewami, krzakami, kwiatami itp. Przez chwile skojarzyło mi się z labiryntem z " Harrego Pottera i Czary ognia ". Ale dom wyglądał bardziej zaskakująco. To wielka biała willa, ze szklanymi wielkimi oknami. Drzwi były oszklone. Weszliśmy mo białych drewnianych schodach, na biały ganek. Wnętrze domu było widać zza okien.
Spojrzałam na Zayna bo nie wiedziałam co mam robić. Wcześniej przed domem czekały na nas agentki nieruchomości. A teraz nic.
Zayn spojrzał na mnie i wzruszył bezradnie ramionami.  Zapukał. Nikt nam nie otworzył.
Spojrzałam na niego i zadzwoniłam do drzwi.
Nagle usłyszeliśmy szczęk drzwi i białe światło nas oślepiło.
Byłam dość zaskoczona i nie wiedziałam nawet kiedy znalazłam się obok Zayna, który przyciągnął mnie do siebie.
 - Przepraszam bardzo co to ma być? - zwróciłam się do niskiego faceta z wielkim aparatem fotograficznym. Wyglądał jak szczur i dałabym głowę, że gdzieś go widziałam.
 - A takie małe zdjęcie do albumu. Chyba się nie obrazicie? - wyszczerzył się i zauważyłam że po między trzonowcami na przerwę... Wyglądał jak szczur.
Zayn zgromił go spojrzeniem:
 - Proszę tego więcej nie robić. - w jego głosie wyczułam nutkę groźby.
Położyłam mu rękę na ramieniu i oparłam się o niego. On chwycił mnie w tali i przygarnąłdo siebie.
Znów zauważyłam błysk i zgromiłam fotografa spojrzeniem.
 - Wiesz co to jest prywatność? Albo moralność? Bo coś czuje, że cie tego nie nauczyli.
Malik szczypnął mnie. Powstrzymałam się od nadepnięcia go.    
 - Świat jest okrutny. - nie przejął się moją uwagą.
Jakby szatyn mnie nie przytrzymał to bym rzuciła się na zgreda.
 - Witajcie! - usłyszałam kobiecy głos dochodzący ze schodów - Wiem że chcieliście mieć osobne oprowadzanie ale pan Smith bardzo nalegał i zaproponował dość wysoką cenę. - ze schodów zeszła wysoka, rudowłosa kobieta o kręconych włosach. Byłą dość młoda i nadawała by się do reklamy, a nie oprowadzania po domach.
Prychnęłam.
 - Ciekawe czy się wypłaci! Zapewne weźnei fundusze ze zdjęci, które nam zrobił!
 - Spokojnie kochanie nie denerwuj się. - spróbował mnie uspokoił "chłopak".
Uśmiechnęłam sie do niego sztucznie.
  - Ja jestem oazą spokoju. - ucięłam.
Znów zauwarzyłam błysk flesza.
Nim zdążyłam zareagować, to Zayn doskoczył do szczura i stanął z nim twarza w twarz. Czyli musiał się pochylić.
 - Zrób tak jeszcze raz, a urwe ci łeb. - powiedział to jakby od niechcenia - Nie zauważyłeś, że irytujesz tym moją dziewczynę?
Hiena spojrzała na mnie.
 - Jest bardzo urocza. - spojrzał na mnie -  Ale nie mogę nic na to poradzić. To moja praca. - wzruszył ramionami.
Przy takich sytuacjach przeważnie wpadam ja jakiś złowieszczy pomysł zła. Tym razem mój umysł mnie nie zawiódł i wymyśliłam dość makabryczny pomysł... cóż złamie prawo, ale mam nadzieje, że nikt na tym mnie nie nakryje.
Doskoczyłam do Zayna i odciągnęłam go od tego parszywego, gbura od siedmiu boleści.
 - Chodź. Nie trać czasu na takiego Gnoja. - odciągnęłam go za ręce. Spojrzał na mnie. Widziałam w jego oczach złość. Przystawiłam wargi do jego uszu i wyszeptałam - mam pomysł. Ale proszę nie pobij go.
Uniósł brew.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
 - To my może obejrzymy dom sami... - już szczur chciał coś powiedzieć, ale szybko dokończyłam - a pani oprowadzi pana Smitha. My sobie poradzimy.
Pociągnęłam mojego "chłopaka" za rękę i weszłam z nim na 1 piętro.
Poprowadziłam go do ostatnich drzwi po lewej stronie i weszłam do niebieskiego pokoju. Miał duże małżeńskie łóżko i dwoje drzwi. Jedne zapewne prowadziły do łazienki, a drugie do garderoby.  
 - Dobra co wymyśliłaś? Gadaj albo wrócę i pozbędę go tych krzywych trzonowców.
Uśmiechnęłam się do niego.
 - Mam pomysł na upszykszenie jego życia.
Pokiwał głową. Widocznie czekał na ciąg dalszy.
 - NO!? Powiesz coś sensownego? - wybuchnął w końcu.
Uśmiechnęłam sie jeszcze radośniej.  
 - Mam plan wymontować z jego samochodu jedną małą część, która bardzo mu upszykszy życie.
Spojrzał na mnie jak na wariatkę.
 - Nawet nie masz kluczyków!
Pokręciłam przecząco głową.
Zaczęłam grzebać w torebce. Palcami natrafiłam na małe urządzonko, które przypominało wielofunkcyjny scyzoryk, z korkociągiem itp.
 - Co to?
Zapytał. Był lekko przerażony.
 - Wielofunkcyjny wytrych. - obróciłam urządzenie w palcach - bardzo przydatne urządzenie gdy pracujesz przy samochodach.
Na jego twarzy malowało się zwątpienie.
 - A jak masz zamiar stąd wyjść? Niezauważona? - zaśmiał się - jesteś na drugim piętrze. Jak masz zamiar stąd wyjść?
No tego nie przemyślałam, ale mu tego nie powiem.
 - Trochę wiary. - poklepałam go po policzku.
         Wzięłam go za rękę i zaprowadziłam na dół. Nie spotkaliśmy agentki ani Hieny. Miałam nadzieje, że nie odjechał... bo bym się załamała. Zayn poprowadził nas do jakiegoś pokoju na dole. Od razu zauważyłam wielkie okno i łóżko. Szatyn zamknął drzwi, a ja otworzyłam okno. Żałowałam, że ubrałam buty na obcasie. Robiły za dużo hałasu. 
Wyszłam przez okno i założyłam kaptur.
 - A ty mnie kryj.
Nie czekałam na odpowiedź i zaczęłam przemykać pomiędzy roślinami jak cień. Czułam się jak w Matrix.  Albo lepiej! Jako agent specjalny! Zawsze chciałam być AGENTEM! To moje marzenie, a teraz mogłam się w nim sprawdzić. Nie zauważyłam aby ktoś na mnie patrzył, ani nikogo w ogrodzie. Przechodząc przez furtki, trzasnęłam nią.
 - Kurwa... - zaklęłam.
Wyciągnęłam wytrych i zgrabnym ruchem otworzyłam maskę samochodu.
         Przyjrzałam się Chevroletowi i wykręciłam jedną małą część... która dużo mu kłopotów przysporzy.
Przetarłam ją chusteczką i wyrzuciłam w krzaki. Napchałam także chusteczek do rury wydechowej. Gdy skończyłam debastować mienie prywatne, znów udawałam agenta 001. Fajnie by było jakbym jeszcze wiedziała gdzie jest te okno... Gdzieś tam był krzak róży. Ale tu się roiło od takich krzaczków!
Zobaczyłam jakąś postać zza oknem i zrobiłam nura w krzaki.
 - Co ty wyprawiasz? - usłyszałam głos Zayn'a - W balet się bawisz?
Wywróciłam oczami.
 - Mógłbyś chodź ras się zamknąć i podziękować za zrobienie brudnej roboty. - podał mi ręce, i wskoczyłam do środka.
Wyszczerzył się.
 - Uczę się od najlepszych.
Spojrzał mi głęboko w oczy. Jego spojrzenie hipnotyzowało. Nie chciałam oderwać się od jego źrenic... były takie piękne... jak może czekolady. Ostatkiem rozsądku oderwałam od niego wzrok. Wpatrywałam się głucho w ścianę.
 - Alex... - wyszeptał.
W jego głosie wyczułam nutkę, pożądania, miłości i pragnienia.
Nie miałam odwagi na niego spojrzeć... po prostu wiedziałam, że gdy znów zatopię się w jego tenczówkach już się od niego nie oderwę...
Podniósł moją brodę tak abym spojrzała w jego oczy.
Teraz albo nigdy!
 - Zayn... ja...
        Poczułam jak jego ciepłe wargi wpijają mi się w usta. Położył mi dłoń na lędźwiach i przyciągnął do siebie. Przywarłam do niego całym ciałem. Palcami drugiej ręki gładził mój policzek, miękką skórkę za uszami i szyje. Obie dłonie oparłam o jego pierś i zaczęłam błądzić nimi po jego torsie, który zasłoniła koszulka. Jego ręce przestały mnie pieścić i przesunęły się w dół. Zjechały po pośladkach, aż na uda. Podniósł mnie z ziemi, a ja oplotłam go nogami. Palce wplotłam do jego włosów i przyciągnęłam do siebie. On nie został dłużny. Poczułam jedno ciepłe dłonie, jak pieściły mi nagą skórę pleców. Przesuwał rękoma po tali i znów na plecy i tak cały czas.Próbował ściągnąć mi koszulę ale najpierw musiał sobie poradzić z szalo-płaszczem. A To nie było łatwe jedną ręką. Ułatwił sobie zadanie i runął na łóżko. Nadal nie odrywaliśmy się od siebie dalej całując. Nasze języki stanowiły jedność. Były idealnie do siebie pasowane. Dobrze się znały i wiedziały gdzie jest granica. Pomogłam mu zdjąć szal i zabrałam się do jego koszuli. Ściągnęłam ją z niego, z z koszulką nie było tak łatwo. Więc zadowoliłam się tym co miałam. Moje dłonie pędziły jak oszalałe po jego skórze. Był tak ciepły.
Zayn już nie leżał tylko siedział  i znów mogłam go opleść nogami. Oderwaliśmy się od siebie. Jego wargi całowały mi skórę szyi i zjeżdżały do obojczyka. No nie powiem podnieciłam się. Moje usta znów spotkały jego usta. Teraz ja zaczęłam go całować. Byłam strasznie łapczywa i chciałam więcej. Chłopak głodził mnie po udach i coraz bardziej się jarałam. Znów oderwaliśmy się od siebie cali zdyszeni. Całowałam go po szyi i muskałam zębami jego ucho.
 - Alex... Kocham cię. - wysapał.


WITAM!
Zmogła mnie choroba i w końcu dokończyłam rozdział. Jest trochę dłuższa niż ustawa przewiduje, ale ma nadzieje, że nie macie mi tego za złe ;P Mam nadzieje, że wam sie spodoba. Chodź dopiero na końcu się rozkręca.
Z góry przepraszam, że musiałyście czekać 2 tyg. Przez czas gdy choruje postaram się napisać kilka notek w zapas:D       
Pozdrawiam!!
Bujka :*        

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 39

        Wody! Wody! WODYY!!!!!!! Pić!!!! Pić! PIĆĆĆĆĆ!!! To właśnie moja podświadomość próbowała mi powiedzieć we śnie. Lecz niestety z nią przegrałam i otworzyłam oczy. Od razu tego pożałowałam.
 - Światło! - jęknęłam.
Przewróciłam się na drugi bok.
Coś zakuło mnie w nagi brzuszek. Wyciągnęłam to i okazało się, że są to magiczne, przeciwsłoneczne, okulary Alana! Założyłam je.
Niechętnie wstałam ze skórzanej kanapy.
       Postawiłam nogi na ziemi i dopiero teraz poczułam dudnienie w głowie, jakby ciśnienie rozpierało mi czaszkę od środka. Nie dość, że rzez jakieś pięć minut widziałam wszystko podwójnie i na dodatek cały głupi pokój się kręcił. W końcu wszystko się ustabilizowało i wiedziałam gdzie jest dół, a gdzie góra. Postawiłam pewnie nogi na ziemi, a ktoś pod moimi stopami jęknął i przewrócił się na drugi bok. Zlokalizowałam źrógło zamieszania i okazał się nim Zayn.
Nawet nie pofatygowałam się powiedzieć "Przepraszam"... PIĆĆĆĆ!
       Spróbowałam ominąć trupy, które leżały mi pod nogami. Z moich obliczeń wynika, że Brakuje Harrego, Mike i Alana... a ruda czupryna gdzieś się też zapodziała.... Kuźwa.... odbija mi. Weszłam na nogę Niallowi, a ten spał jak zabity z głową w doniczce... Widzę, że przez całą noc nawoził kwiatki. Znalazłam na ziemi bluzę i założyłam ją. Ciepło! Jak dobrze... Ale pić!
       Wtargnęłam do kuchni jak terminator przewracając wszystko na mojej drodze. szłam dość chwiejnym krokiem, bo niepewnie czułam sie na nogach. Czułam jak zbiera mi się na wymioty, ale na razie, chciałam się napoić. Sięgnęłam głową do kranu i puściłam lodowatą wodę. Cudowne orzeźwienie! Gdy wymoczyłam głowę, az tak, że stałam się całkiem przytomna, nadstawiłam usta pod strumień wody i zaczęłam czerpać radość, z życiodajnej wody. Piłam tak długo, aż zdało mi się, że pęknę. Czułam się jak smok wawelski, który chciał wypić całą Wisłę... Osunęłam się na podłogę, zostawiając ślady ściekającej ze mnie wody.
 - Alex... żyjesz? - poczułam że ktoś potrząsa mną.
Obudziłam się. Zamrugałam oczami regulując ostrość. Przed sobą zobaczyłam burze ciemnych włosów, a w nosie poczułam zapach słodkich perfum.
 - Zostaw mnie ja umieram. - mruknęłam i obróciłam się na drugi bok.
 - Skąd tyś się tu wzięła? - zapytała wcierając mi włosy.
 - Mama mnie urodziła- wymamrotała.
Dan westchnęła.
 - Wież, że nie o to pytam.
Próbowałam wzruszyć ramionami ale sie nie dało.
 - Ja nie myślę w godzinach porannych. - odpowiedziałam nasuwając kaptur na głowę.
 - Jest po dwunastej.
Kuźwa! Tak wcześnie!
 - Przed piętnastą nie funkcjonuję. - odparłam.
 - Jak nie chcesz gadać tonie. - wstała - na stole masz proszki na kaca. Radziłabym ci ich użyć.
        A później słyszałam już kroki na schodach. Pięknie. Czy tylko ja umiem od siebie ludzi odtrącać?
Sięgnęłam po szklankę i po pierwszym łyku, zawartość mojej jamy ustnej została wypluta na podłogę. TO BYŁO OCHYDNE!! Zmusiłam się do wypicia całego, tego fujstwa. Nie pofatygowałam się odłożyć szklanki na stół. Po prostu postawiłam ją na podłodze, zwinęłam sie w kłębek w cieniu wyspy. Zamknęłam oczy.
Obudził mnie jakiś jazgot dochodzący z drzwi.
 - Liam! To twój dom! - myślałam, że krzyknęłam, ale tak na prawdę wydał się ze mnie jakiś niezrozumiały charkot.
       Nie słyszałam odpowiedzi, wiec postanowiłam sama pofatygować sie, i otworzyć drzwi. Wstając uderzyłam głową z całej siły o blat wyspy. Jęknęłam i nad głową zaczęły mi latać jednorożce. Przejrzałam sie w jakimś garnku. Wyglądałam okropnie. Fioletowe sińce pod oczami i spierzchnięte usta. Moja twarz ogólnie wyglądała jak pobojowisko. Naciągnęłam kaptur na głowę i włożyłam okulary. I o wiele lepiej! Nie chciałam iść po zimnych kafelkach i wciągnęłam na nogi, buty... chyba Harry'ego? i poczłapałam do drzwi. Gdy zobaczyłam listonosza, zawahałam się... Ale w końcu odważyłam sie lekko uchylić drzwi.
 - Dzień Dobry. - pwiedział.
 - Dobry - powiedziałam.
 - Mam przesyłkę do pana Zayn'a Malika. - wskazał na pudełko pod nogami.  
Było dość spore.
 - Zayn - zaczęłam -  jeszcze ze śpi...        
 - Pani też morze podpisać. - podał mi kartkę - proszę o parafkę i i tu.
Spojrzałam na to podejrzliwie, ale podpisałam we wskazanych miejscach.
 - Dziękuje... życzę miłego dnia. - odwrócił się i odszedł.
 - Ja również...
Moje zmysły zostały otępiałe przez kaca to się nie dziwie mojego przymułu.
      Wtachałam paczkę do domu i sprawdziłam co to jest. Zayn się nie obrazi... chyba. Po wczorajszym to nawet nie bd się gniewać. A po za tym nie pamiętam co robiliśmy od czasu limonki. Film mi sie urwał... trzeba popytać ludzi jak sie obudzą.Postawiłam paczuszkę na kuchennym blacie i sięgnęłam po nóż. W środku znalazłam belgijskie cygarety i kilka paczek jakiś podejrzanych szlug.
      Mój mózg chodź otępiały zaczął już wymyślać bezbłędny plan zbrodni. Wypakowałam wszystko z paczki i wsadziłam do niej jedną z patelni. Poszukałam taśmy i zakleiłam pudełko. Perfekto! Prawie nie do poznania, że była otwierana.
Resztę tego świństwa zapakowałam do reklamówki, wzięłam kluczyki z samochodu i pobiegłam schować to do bagażnika. To prezent dla Bena na urodziny mam z głowy. Belgijskie cygara.... będzie zadowolony. A resztę oddam potrzebującym.
Wróciłam do domu i zaczęłam biegać po schodach. Dorwałam drzwi z pokoju Liama, za którymi słyszałam śmiechy i weszłam.
 - Mam genialny pomysł odnośnie Zayn'a! - uświadomiłam ich.
Ci spojrzeli na mnie najpierw ze zdziwieniem, a później z przebiegłymi uśmieszkami.
 - Widzę, że ci lepiej. - stwierdziła Danielle.
 - A co do wczorajszego wieczorka... no no... nie próżnowaliście razem - dogryzł chłopak.
Nie miałam siły na kłótnie wiec zostawiłam to na inny czas. 
 - Cicho! - uciszyłam ich gestem - Chyba wszystkich wkurza, że Zayn pali? - pokiwali głową - No to wpadłam na genialny pomysł... żebyśmy może tak pochowali mu wszystkie paczki szlug, a na nich miejsce dali antynikotynki? Co wy na to?
Na ich twarzach malowało się zdziwienie. A potem zabrali sie do roboty.
 - Pojadę po plastry i gumy do apteki - Li wziął klucze od samochodu i wyszedł z pokoju. 
Danielle szczerzyła sie do mnie:
 - Chodź! Lou wie gdzie Palacz ma pochowane szlugi! - pociągnęła mnie za rękę.
Wpadłyśmy do pokoju chłopaka...
 i prawie straciłam wzrok!
Tommo paradował sobie po pokoju na waleta i próbował skakać do piosenki... dziwne odreagowywanie kasa nie ma co.
Kuzynka pisnęła i zakrywając oczy pobiegła do pokoju swojego chłopaka i zatrzasnęła drzwi.
 - Lu! Na miłość boską zakryj się! - zaczęłam na niego krzyczeć.
Nic nie widziałam przez dłonie którymi osłaniałam oczy przed oślepnięciem... a tak chciałam widzieć jego minę! No cóż... Może w innych okolicznościach!
 - Alex! Nie drzyj się! - powiedział. Daje głowę, że zatkał dłońmi uszy.
 - Ubrałeś się? - zniżyłam głos do szeptu.
 -Tak! - odszepnął.
Zrobiłam sobie szprę pomiędzy palcami. Gdy zobaczyłam dalej nagiego chłopaka, aż odskoczyłam piszcząc.
 - Ty porąbany cwelu! Czy tu naprawdę chcesz abym straciła wzrok?! - zaczęłam drzeć się na niego.- Może byś tak z łaski swojej się ubrał, a nie paradował na waleta w pokoju... z jednym dupnym oknem na ulice i fankami, które robią ci zdjęcia. 
Poczułam wiaterek i usłyszałam kroki wybiegającego w popłochy chłopaka.
Ciekawe kiedy się kapnie, że nie ma takiego okna, a jego widok jest na drzewa i basen. Jakby to wujek Ben powiedział " Nawet na kacu, ze mnie jest czwana bestia ".
Bezpiecznie otworzyłam oczy. Nie wiedząc co właściwie próbowałam osiągnąć powlokłam się d pokoju Zayna.
          Na drzwiach miał porysowane markerem jakieś ludki i całę były takie jakieś w artystycznym nieładzie... pobazgrane markerami. Była podobizna Harrego i reszty chłopaków... Jakis pies z zadurzą głową. O Paul! Coś mu się przytyło! Jeszcze kilka nieznanych mi osób... a ta która miała o wiele za dużą głowę i otwierała jape jak najszerzej aby na kogoś na wrzeszczeć to byłam ja. Poznałam po tym, że dał strzałkę i napisał " Codzienność Alex "... Ta... chyba sobie długo pogadamy! Mike pomoże mi przywiązać go do krzesła i zabezpieczyć od świata zewnętrznego, a później pójdzie w ruch paralizator... albo nie! Nożyczki do włosów! Zrobię go na wojaka! Może w końcu znajdzie se dziewczynę... Jak to mówią "Za mundurem Panny sznurem!".
Nacisnęłam na klamkę.
          Uderzył mnie zapach jego pokoju... Mógłby kiedyś wietrzyć! Od szlug robi mi się niedobrze! Ściany były w podobnym stylu jak drzwi... tylko jakby ułożone w komiksy i widziałam jeszcze dużo niezamazanego miejsca markerem... Pokój miał... kiedyś miał białe ściany... zwykłą żarówkę, która wisiała nieosłonięta, wygodne łoże małżeńskie... co prawda było całe rozkopane, i poniekąd leżały na ni ciuchy ale w porównaniem z moim pokojem, to on jest czyścioszkiem... no i oczywiście na ścianie nie mogło zabraknąć wielkiego lustra w którym Zayn mógłby się przeglądać!
          Podeszłam do szafki nocnej i otworzyłam szufladę. Pierwsze co rzuciło mi sie w oczy to okulary... To on chodzi w okularach? Nie wiedziałam... trzeba sie kogoś spytać... Żel do części imtymnych... prezerwatywy... Chłopak na wszystko przygotowany... haha! Po za tym paczka szlug! Sadziłam ją do kieszeni bluzy. Pod materacem znalazłam prezerwatywy... Tu się roiło od prezerwatyw! To prezerwatowe królestwo! A Zayn jest królem kondonów... Dobra odwala mi.
Usłyszałam skrzypienie drzwi i padłam na łóżko udając, że śpię.
 - Alex to tylko ja! - najpierw poczułam jak oberwałam z  poduszki, a później usłyszałam głos Louisa.
 - Ała! - krzyknęłam  - pogięło Cię?
 - To masz za to, że okłamałaś mnie z oknem! - krzyknął mi do ucha    
Spojrzałam na niego z ukosa, na szczęście miał na sobie gacie
 - Już Cię główka nie boli? - dogryzłam.
Spojrzał na mnie jak przyczajony lew, że zmrużonymi oczami.
Później zaczął mnie "łaskotać". Chyba mu nikt nie powiedział, że ja nie mam łaskotek.

***

 - No mówię ci! Tak było! - upierała sie Danielle. 
 - Nie uwierzę puki nie zobaczę! - zaświergotałam jej nad uchem.          
         Gdy skończyliśmy akcje z podmianą szlug na gumy.... w czym Eleanor wpadła na genialny pomysł aby wyrzucić szlugi, a do pudełek wsypać gumy dla podpuchy. Wszystkim pomysł sie podobał. W sumie znaleźliśmy siedem pudełek papierosów. i Królestwo prezerwatyw... w czym Połowę Lou uznał za zapłatę za pomoc w rzuceniu palenia... Ja tych chłopaków nigdy nie zrozumie!
Jedliśmy śniadanie kiedy reszta jeszcze odsypiała kaca... dziwię się czemu ja też nie spałam... przecież w ołowie imprezy straciłam kontakt z rzeczywistością... ktoś mi coś dosypał! Nie no... pada mi na mózg.  Aktualnie Dan Z Liamem próbowali mi wmówić, że ja z Zaynm przez dobre półgodziny udawaliśmy orgazm leżąc razem na blacie kuchennym... akurat w to nie wierzę!
 - Zaraz kamera się naładuje to zobaczysz! - powiedział triumfanie Liam.
 - A se zobaczę! - nie wierzyłam  w to i moje słowa dawały mi pewność.
Teraz w piątkę siedzieliśmy wpatrując się w kamerę kiedy zaświeci pomarańczowa dioda. W między czasie dowiedziałam się, że El z naszym kochanym Louisem wylądowali w łóżku i tyle z tego pamiętają... W czym Liam im i uświadomił gdy kładł się spać przeszkadzały mu jęki Eleanor i stękania Louisa. A potem pan Marchewka zaczął śpiewać jakąś rycerską balladę, o pięknej królewnie, honorowym rycerzu i ptaszku, który wchodził do gniazdka. A ja postanowiłam nie wnikać.
W Końcu zaświeciła się dioda i wszyscy próbowali dostać sie do kamery.           
 - STOP! - krzyknęłam.. Wszyscy zastygli w jednym ruchu - To jest moje. I ja to bd trzymać!
Zaczęli szemrać... Ale uspokoili się.
Wzięłam kamerę i zaczęłam odtwarzać. Ostatnią godzinę, którą pamiętałam to 23,23... co za ironia losu! Włączyłam od tej godziny.
         Szczerze nie zdziwiło meni to, że Zayn na mnie leżał i całowaliśmy się na blacie kuchenny. Uczepiłam się go jak jakaś małpka, a później przyparł mnie do ściany. Zayn zaczął coś majstrować przy staniku, ale nie potrafił go rozwiązując na całe szczęście! Podwójny supeł rządzi! Po czym jak Daniele... niestety mówiła zaczęły się nasze jęki i skomlenia... to było poniżające... ale cóż mogę poradzić? To przez Malika!
 - Mówiłam! - wykrzyknęła triumfalnie.
 - Zamknij się! - warknęłam.
Przewinęłam dalej. O Mike i Alan... całowali się?! WTF?! Nie mogłam  w to uwierzyć. On przecież był zabujany po uszy w Livi! To nie możliwe! Oczy mnie mylą! Chwila! Przestali A Alan poszedł Błagać Livię o wybaczenie...  bez komentarza. Harry nagi w basenie... Spoko... osobiście to ocenzuruję. A teraz Goły Niall...
 - Co wy macie cie do tych biednych spodni? - zwróciłam się do Louisa
Ten wyszczerzył się.
 - Lubimy sobie swobodnie pomajtać! - wykrzyczał ten gamoń.
Boże! Z jakimi ja ludźmi żyję?
        Zignorowałam go i oglądałam dalej. Zayn z tłuczkiem do kotletów, garnkiem na głowie i fartuszkiem... Wrzeszczał coś, że jest królem gotowanej kukurydzy... Boże! chłopak totalnie odleciał. JA nie byłam gorsza. Próbowałam wejść do piekarnika, ale Danielle mi nie pozwoliła i  ostateczności weszłam do pralki... I zaczęłam się kręcić. Boże... już nigdy więcej alkoholu!
Oczywiście żartuje. 
Później Liwia tańczy na rurze... oczywiście rurki nie znalazła to zadowoliła się kolumną balkonową... Później przyłączył się do niej Alan, tylko w stroju kąpielowym... A później jakieś trzy postacie śmignęły przed kamerą i wskoczyły do wody. Gdy sie wynurzyły poznałam Mike, siebie i Zayna... Znów polecieliśmy w ślinkę... 
 - Boże! Nie mogę tego oglądać! -  próbowałam sklapnąć kamerkę, ale czyjaś ręka mi przeszkodziła.
 - Czekaj teraz bd najlepsze! - Powiedział Liam i cofnął dłoń.
 - Pamiętaj, że tylko małe dzieci i pijani mówią prawdę! - poradziła mi Dan...
Spojrzałam na nich przerażona.
 - Nie wiem po kija mi to wiedzieć... ale nie wnikam... po tej imprezie mało co mnie zdziwi.
No i oglądałam dalej.
Wszyscy wylądowali w basenie i śmiali  sie do rozpuku. Później Niall zaliczył zgon na kanapie, po nim Liwia i Harry... którzy przez większość filmiku gdzieś zniknęli w podejrzanych okolicznościach... Osobiście jestem przerażona perspektywą zostania ciocią. Po czym Zayn zrzucił biednego Horana na ziemie, a ten ocknął się i zaczał się miotać. W ostateczności wsadził głowę do doniczki i zaczął nawozić fikusa... Ble! Dobra...
Usiadłam razem z Zaynem na kanapie i oboje jakoś gaworzyliśmy po pijaku... z trudem, ktoś nas zrozumiał, a co dopiero my siebie.. 
 - Ale... wiesz... gdy ja usłyszałem, że Dan robi... imprezę... To chciałem zwalić konia... 
WTF? - dobra dalej.  
 - Kupić konia? - pijana Alex wytrzeszczyła na niego oczy - A nie lepiej go nająć? 
Ten zaczął wymachiwać rękami w niezgodzie.       
 - ZWALIĆ!  - wydarł mi sie do ucha. 
 - Aaaaa... - olśniło mnie. 
 - Tak więc... O czym my gadaliśmy? - chłopak całkiem się stracił. 
 - Nie wiem! - zaśmiałam się. 
Ten podrapał się po głowie. 
Później podeszła do nas Mike i włączyła sie do monologu. Oczywiście wszyscy wszystkich zrozumieli i wg... JA z Mike ciągnęłyśmy się aż tak w rozmowe o jakiś pierdołach, że nie dałyśmy Zaynowi dojścia do głosu. 
 - Alex... - wymruczał... 
 - Co?! - powiedziałam poirytowana i czknęłam. 
 - Bo ja chce ci coś powiedzieć! - zacżał wrzeszczeć mi do ucha jakbym była głucha.
 - NO?! - powiedziała za mnie Mike. 
Chłopak udał zakłopotanego. 
 - Bo ja Cie kocham. - Widać w jego twarzy, że mówił prawdę. 
Pijana wersja Alex spojrzała na niego i nic nie powiedział. Wpatrywała się tylko w niego z niedowierzaniem. 
 - Alex... naprawde Cię Kocham... 
I chłopak uciął komara.            
         Kuchnia jakoś opustoszała. Siedziałam sama na krześle i wpatrywałam sie w kamerkę. Przewinęłam i oglądnęłam jeszcze raz scene, w której Zayn wyznaje mi miłość.
 - Kocham Cię... - ciągle i w kółko powtarzał te słowa.
W brzuszku poczułam przyjemne motyli. Pierwszy raz od wielu tak poczułam się dowartościowana. Ktoś mnie ko cha... i to szczerze... Uśmiechnęłam się. I tak sobie siedziała, szczeżąc się jak głupia do wyłączonej kamery. 


        Na reszcie dokończyłam ją! Miałam zamiar ją dodać 3 września, ale wyskoczyło mi pare spraw związane z naszą 10 przyjaźni moją i  Kingi! Kochanie! Kocham Cię! I mam nadzieje, że zawsze już bd razem!! A Ja nie bd chciała być moim świadkiem na ślubie albo chrzestnym moich dzieci to zamorduje z zimną krwią!
         Chciałabym was poinformować, że postaram się notki dodawać co weekend, ale nie wiem czy mi wyjdzie... nowa szkoła i muszę najpierw się w niej odnaleźć, a później bd myśleć co dalej. Nie bójcie się! Obiecuje, zakończyć ten blog i bd go prowadzić az do końca:D
Zapraszam do wszystkich zakładek, które są na blogu. Pojawił sie mój wywiad z Wymarzony Świat z 1D  i Kto jeszcze nie przeczytał to polecam! Również zapraszam na moje blogi, które prowadzę z Pimeys  i Kingą!
Pozdrawiam!
Bujka!!!  

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Rozdział 38

 - Jesteś dziewicą? - zapytał Zayn.
 - Nie. - odparłam.
Spojrzał na mnie wielkimi oczami.
 - Ile ty masz lat?
Zgromiłam go spojrzeniem.
 - Mogłeś zadać mi tylko jedne pytanie. - pokazałam mu język - Teraz ja!
Graliśmy w butelkę. Dowiedziałam sie że Harry nie jest prawiczkiem i że Louis miał tajemniczego zmyślonego przyjaciela, a Liam jest zabawkowym królem... bardzo dojrzałe nie maco! O braciszku nie dowiedziałam sie niczego istotnego, no... ja zawsze z nim byłam na bieżąco, ale za to Mike wywalili z dwóch szkół ale nie powiedziała za co, a strasznie mnie korciło aby zapytać. 
Zakręciłam butelką i wylosowałam Lu.
 - Ona mnie zagnie! - zaczął panikować.
Spojrzałam na niego
 - Uspokój sie człowiecze! Tylko po wstaniu z łóżka jestem straszna, ale po nałożeniu tapety, zły czar pryska.
 - Coś mi... yhmyny, yhymn... sie zdaje, yhymn... że nie pryska... ehem, ehem!- próbował zamaskować wypowiedź kaszlnięciami ale  coś mu to nie wychodzi
Wszyscy ryknęli śmiechem, a  we mnie wrało od gniewu. 
 - Na mnie rzucili zły urok, a twoją mordą widać, że kotlety trzaskali więc z łaski swojej stul dziób i daj mi grać.
Znów wszyscy ryknęli śmiechem.
 - Pytanie czy wyzwanie?
Zrobił minę myśliciela i pogładził swoją brodę.
 - Dużo bezpieczne będzie pytanie. - w końcu oparł.
A ja bez zastanowienia: 
 - Twoja najgorsza wpadka?
Nabrał powietrza i zwolna je wypuszczał.
 - O matko! Trochę tego było.
Po czochrał włosami. Podobno mu się wtedy lepiej myśli.
Nagle pstryknął palcami strasząc wszystkich.
 - Mam! byłem w tedy w gimnazjum! Szedłem sobie spokojnie przez korytarzu gadając z kumplami. Później założyliśmy sie o coś... nie pamiętam już o co... Przegrałem. Miałem pocałować jakąkolwiek dziewczynę. Wybrałem taką, która stała obrócona do mnie plecami. Podbiegłem odwróciłem ją i pocałowałem. Gdy zobaczyłem jej twarz to, aż sie przeraziłem. Dziewczyną którą pocałowałem okazała się mama mojej przyjaciółki. Była w szkole wraz z mężem, który zaczął mnie gonić, a ja uciekałem jak porąbany. Do domu dotarłem w niecałe siedem minut... to mój życiowy rekord!...  przez tydzień bałem sie wychodzić z domu.    
Przez chwilę zaległa cisza i wszyscy wpatrywaliśmy sie w Chłopaka. Nagle wszyscy darli japy w śmiechu.
 - Jaki kasanowa!
 - Romeo jakich mało!
 - Loui! Daj buziaka skarbie! - powiedział Harry.
Oboje zaczęli się naparzać w końcu przestali, gdy Mike zagroziła, że wsadzi im do dupy po butelce.
Lou wylosował  Danielle.
 - Pytanie! - powiedziała zanim chłopak zaczął sie produkować. 
 - Kiedy ostatni raz byłaś z Li w łóżku?
Dziewczyna zarumieniła się tak samo jak jej chłopak.
 - W tę noc co do wszystkich dzwoniłam! W urodziny Emily! - wypaliłam zanim zdążyłam ugryźć sie w język.
 - ALEX! - oboje wydarli sie na mnie.
Zerwałam sie na równe nogi i zaczęłam uciekać.
 - Przepraszam! Przepraszam! PRZEPRASZAM! - zaczęłam wrzeszczeć, a reszta ludu lała ze śmiechu. W końcowym efekcie musiałam pozbyć sie koszuli bo była cała w bitej śmietanie i zostałam w czerwonym staniku od stroju kąpielowego.
Zadowolona z siebie parka usiadła przybijając sobie żółwika.
Usiałam na sowim poprzednim miejscu mierząc ich wzrokiem.
 - Danielle potwierdzasz słowa Alex? - zapytał rzeczowo Lou.
Dziewczyna westchnęła i spiorunowała mnie wzrokiem.
 - Tak...
 - Kręcisz! - wykrzyczał.
Ta zakręciła i wypadło na Malika.
 - Pytanie czy...?
Powstrzymał ja gestem.
 - Za dużo już pytań. Jestem gotów na wyzwanie!
Wyszczerzył się.
Dan porozumiała sie wzrokiem z Liamem.
 - Masz namiętnie pocałować, Alex z ruchami erotycznymi. - wyszczerzyła sie do mnie.
Zaprotestowałam.
 - EJ! Nie ustalaliśmy, że w parach!
 - Ale i nie, że nie wolno w parach! - powiedział Liam i podał mi butelkę z wódą. - Masz, powinno was rozluźnić.     
Spiorunowałam parkę wzrokiem i pociągnęłam soczystego łyka z butelki. Podałam go Zayn'owi, który też się załyczył.
 - To gdzie mamy to zrobić? Na ziemi czy na kanapie? A może w basenie? Albo na lampie? - podsunęłam propozycję.
Ci zaśmiali się.
 - Na lampie! - odparli chórkiem - gdzie wygodniej. - odparła Danielle.
 - Czekajcie! - krzyknął Lu ile miał pary w płucach - nagram to z bliska!
Sięgnął po moją kamerę, która stała ustawiona dokładnie tak, aby widziała wszystko co sie dzieje w małym kółeczku gdy graliśmy w butelkę. Praktycznie przytknął mi ją do twarzy.
 - Możemy zaczynać! _ powiedział uradowany - gotowi? Akcja!   
Pociągnęłam jeszcze jeden łyk.
 - Miejmy to już za sobą.
         Położyłam się na plecach. Chwilę później ukazała mi sie mordka szatyna. Zatonęłam w jego ciemnych oczach. Wplątałam palce do jego bujnej czupryny, a on położył ręce na moich plecach przyciągając do siebie. Nasze wargi spotkały się w namiętnym pocałunku. Miało być trochę erotyki więc obięłam chłopaka w pasie nogami, ku uciesze widzów. Ten zaczął gładzić mnie, ciepłą dłonią  po nodze zatrzymując się na jednym z pośladków. Pociągnęłam go lekko za włosy dając do zrozumienie, aby przestał bo nie jest na swoim terenie. Zayn zrozumiał bo znów zaczął jeździć mi po udzie. Oczywiście nie mógł sie oprzeć i od czasu do czasu zatrzymywał się na moim zacnym tyłku.
W końcu zwolniłam uścisk nóg i spadłam na podłogę jednocześnie kończąc pocałunek. Malik zgramolił się ze mnie.
Alan podał mi butelkę z soczkiem z gumi jagód i pociągnęłam potężnego łyka, aby zabić smak Zayn'a.     
 - I jak było? - Zapytał zaciekawiony Styles.
Zmrużyłam oczy.
 - Pytania zadajemy osobie, która wybierze PYTANIE! Nie bd odpowiadać na inne pytania! - powiedziałam jak jakiś pieprzony znawca.
 - Auć... zgasiła cię. - powiedział Niall i poklepał kolegę po plecach.
 - Dobra kręć! - rozkazała Liv.
Wypadło na Livie.
 - Pytanie! Już się boje wyzwania... stanowczo wole pytanie! - powiedziała.
 - Twój największy przypał.
Spojrzała to na mnie i Alana. Po tym wiedziałam co powie.
 - Nie! - zaprotestowałam ze śmiechem - tylko nie to!
 - Liv! Oszczędź nam wstydu! - zaśmiał sie Alen.
Wszyscy spojrzeli na nas jak na bandę wariatów.
 - Zrobiliście trójkącik! - Powiedział Danielle.
 - A idź ty głupku! - poczochrałam jej włochy. - jesteś nienormalna!
Teraz Mike wzięła głos.
 - Zamknąć mordy! Chce tego posłuchać! - skutecznie uciszyła szemranie.
Liv wzięła głęboki oddech.
 - Moim, a jednocześnie naszym - spojrzała na mnie i bliźniaka -  największym przypałem jest to, że wywalili nas z przedszkola. - powiedziała to nad wyraz spokojnie. Ręką uciszyła wszystkie śmiechy ludu zgromadzonego, a ja już nie potrafiłam i dławiłam się śmiechem bo wiedziałam co teraz nadejdzie. - Mała rozkoszna Alex....
- Wpierdole ci za rozkoszną. - wtrąciłam     
Przewróciła oczami i mówiła dalej.
 - Takie rude homo nie wiadomo i gapowaty Alan. Szli sobie ładnie w przedszkolu umyć ząbki. Wszystko było by fajnie, jakby Alex nie chciała sprawdzić jak działa system przeciwpożarowy, a że nie mieliśmy zapalniczki, to Alex wymyśliła coś fenomenalnego. Uciekliśmy z łazienki i poszliśmy otworzyć klapę z różnymi drucikami. Mała rozkosz wylała na druty wodę. Zrobiło sie  spięcie, a my cichaczem uciekliśmy do łazienki. Wybuchł pożar i wszystkich ewakuowano. Po przejrzeniu nagrań z kamer, które znajdowały sie w przedszkolu, wywalili nas, a rodzice mieli pokryć szkody. Amen.
Zaległa głucha cisza, a ja parsknęłam śmiechem.
 - Wcześniej mi o tym nie wspominałaś! - powiedziała z wyżutem Dan.
 - Jak. To. Zrobiłyście? - Nie mógł tego pojąć święty Liam.
 - Nie spaliłaś sobie czasem włosów? - dogryzł Zayn.
W jego strone poleciała wóda. Połowa sie na neigo wylała, ale o losie! Musiał złapać butelkę. Baran. Miała mu sie roztrzaskać na głowie.
 - Nie wchodź na cieki grunt! Jeszcze Ci nie wybaczyłam zjarania włosów! - zagroziłam!         
Po chwili znów zaczęła sie gra. Wypadło na mnie.
 - Pytanie... ale korci mnei do wyzwania, ale przez nich tego nie uczynię! - wskazałam na Dan i Peyna.
Ci wyszczerzyli się do mnie.
 - Kogo ci przypomina Zayn?
Zaległa głucha cisza. Wpatrywałam sie w tego kolesia i jedynie co mi przychodziło do głowy postac z bajki.
 - W tej fryzurce przypomina mi Tego lwa z Madagaskar 2... to był ten co wyzwał Zube na pojedynek... ale jak on się nazywał?
 - Makunga? - podpowiedział Alan.
 - O właśnie on.  - spojrzałam na Malika - Tez miał pasemko siwych włosów i zachowywał sie jak dupek.
Wyszczerzyłam się do przyjaciół.
Wszyscy ryknęli śmiechem.
 _ No ale widać pewne podobieństwo - Louis wziął Zayna pod brodę i przyjrzał mu sie dokładnie - jeszcze mu na policzkach zostało trochę dziecięcego tłuszczyku - poklepał go po policzku.
Ten wyrwał się w końcu.
 - Odechciało mi się grać. - powiedział.
 - Alkochińczyk? - zaproponowała Eleanor.
 - TAK!! - wszyscy odpowiedzieli.   
Dziewczyna przyniosła kieliszki z pomocą Louisa, a Danielle poszła po planszę.
        Zaczęliśmy grac. Po pierwszych czterech kolejkach piłam tylko raz gdy było hasło "Piją same dziewczyny", a tak to przeważnie mnie to omijało. Za to Mike i Alan byli już najbardziej wstawieni, ale jak na Rusów i Poloków przystało mieli dość twardą głowę więc dobrze sie trzymali. Po czym piłam tylko dwa razy, a gdy skończyliśmy grę byłam zaledwie po pięciu kieliszkach, a Niall odwalał nam prywatny koncert. Liam był całkiem trzeźwy bo nie pił, a Danielle piła skromnie po pół kieliszka.
       Ktoś był na tyle genialny i wytrzasnął fajkę wodną! A tym geniuszem był Louis! Kocham tego gościa! Mógłby być moim bratem! Zayn z Liamem się gdzieś stracili. A my już zaczęliśmy wciągać szyszę.
Dobrze znałam fajkę. W polsce to jest popularne. Mam nawet jedną w pywnicy i na każdą imprezę szmugluję, tak aby babcia nie widziała... bo bym miała po sprzęcie.
Zaciągnęłam się i przytrzymałam dym w płucach. Co prawda to jest 100 razy gorsze od papierosów, ale szlugi cuchną, a to jest... smaczne. Wypuściłam dym nosem i podałam Harry'emu.  
Przeszła kolejka i znów ja miałam przyjemność wciągania.
 - Mówiłaś, że nie lubisz szlug, a szyszę to wciągasz.- do pokoju wszedł Zayn.
Zaszczyciłam go spojrzeniem bo fajkę miałam już w ustach. Zaciągnęłam się. A on usiadł za mną. Wypuściłam dym w jego stronę.
 - Zamknij się. - odparłam i kolejna para dymu poleciała. Zaciągnęłam się jeszcze raz i podałam ją Zaynowi, który też się zaciągnął.
Próbowałam zrobić okręgi dymu ale marnie mi to wychodziło. Ostatecznie opanowałam wypuszczanie ustami dymu, a wciąganiem go nosem.
Po którymś z kolei zaciągnięciu się, znudziło mi się.
 - Ide się napić.
Powiedziałam i wstałam.
 - Pójdę z tobą. - zaoferowała Mike.
 - I ja. - powiedział Zayn.
Zeszliśmy na dół i zrobiliśmy sobie potrójnego drinka z sokiem malinowym i cytrynom... Mniam. Zayn postawił przed nami butelkę czystej i zasiedliśmy na sofie. Po drugim drinku, już zaczęło mi sie kręcić w głowie. Musze przystopować albo obudzę sie z głową w doniczce.
 - A wy tu się zaszyliście! - powitała nas Dan, w ręce trzymała butelkę czystej.
Usłyszeliśmy trzask i głośne łup.
 - Kto zaliczył zgon? - zapytał Zayn.
Ta uśmiechnęła sie cwaniacko.
 - Lou założył sie że przepije Eleanor i Alana. Coś mu nie wyszło. Jako jedyny grał fer... El wylewała to za siebie. A Alan właściwie nie wiem co on zrobił ale najbardziej trzyma się na nogach.... El wylądowała w pokoju wraz z Louim i bóg wie co tam się dzieje, a Nial totalnie odpłynął, ale nie dziwię się.
 - Nie sądziłem, że Harry obstał - powiedział Zayn. - zawsze pije równo ze mną... jak on sie nawali to i ja.
Wyszczerzył się.
 - Oj biedaczek. - powiedziała Mike.
Zaczęliśmy sie nawzajem przedrzeźniać.
A później Mike wpadła na pomysł.
 - Wy dwoje zagracie w limonkę!
Jęknęłam.
 - A może nie zagramy? - odgryzłam.
 - To świetny pomysł! - przytaknęła Dan. - Rozbierajcie się do strojów... wszystko przyszykuję! LIAM! CHODŹ ŻE TU! - wydarła się.
Westchnęłam.
 - Ty kiedyś dostaniesz wpierdol - wskazałam na Mike - A ty nie myśl sobie, żę to robię dla ciebie. Po prostu nie chcę zepsuć imprezy Dan.    
Wyszczerzył się.
 - Winny sie tłumaczy.
Moje spodenki poleciały w jego stronę.


 - A może jednak bd stała? - zapytałam Danielle, która już stała z gotowym kieliszkiem.
 - Rób co chcesz! - ponagliła.
Westchnęłam.
 - Dobra lej.
Poczułam jak zimny płyn spływa mi po ciele.
Zwróciłam się do Zayn'a
 - Ale gramy... - nie dokończyłam do Liam wepchał mi do ust limonkę.     
Spiorunowałam go wzrokiem... najlepsze jest to, że cała gra zostanie nagrana.
 - No ruszcie sie bo się ściemnia! - ponagliła Li, która przyszła zobaczyć przedstawienie.
 - Wolałabym abyś leżała. - powiedział Zayn.
Wywróciłam oczami.
        Poczułam jego ciepły język w okolicach lewego biodra. Błądził po mojej skórze zlizując wódkę. Niejednokrotnie przechodził po mnie dreszcz przyjemności. Jechał powolutku po moim brzuszku. Gdy dotarł do szyi wygięłam ją aby lepiej mu się zlizywało. W końcu dotarł bo moich warg i odebrał słodko-kwaśną nagrodę. Czyli mój pocałunek i limonkę.
      Gamie zaczęli wiwatować. Danielle podała mi jakiś podejrzanie wyglądający drink. Ale wypiłam co do kropelki. Co prawda był ohydny... ale wypiłam cały. Teraz nadeszła kolej Zayn'a. Danielle polała go tak samo jak mnie i wsadziła mu do ust cytrusa.
 - Nie napalaj się. - dogryzłam Zaynowi.
        Dotknęłam językiem jedno skóry na kaloryferze. Była taka ciepła i delikatna. Czułam ostry smak jego perfum, ale słodki zapach jego skóry, mi wszystko wynagradzał. To było cudowne uczucie jeżdżeniem językiem po jego kaloryferze... tak śmiesznie skakał. W ślad za językiem szła moja dłoń, która muskała jego skórę. Poczułam jak drży pod moim dotykiem. Uśmiechnęłam się z satysfakcją i złożyłam na jego drabince jeden, krótki pocałunek, przy którym gapie nagrodzili nie głośnym "Uuuu" i "Oooo!". Znów zaczęłam szukać ostrego smaku wódki na jego skórze. Błądziłam sobie tak językiem po jego ciele, co jakiś czas mając pocałunki przy obojczyku, a później zaraz obok ust. Odebrałam od niego kwaśną limonkę z której od razu wycisnęłam sok i zjadłam popijając kieliszkiem wódki. W końcu zakręciło mi sie w głowie i poczułam, że przegięłam z ilością alkoholu. 
Chciałam coś odpowiedzieć na pytania przyjaciół, ale chwilowo straciłam kontakt z rzeczywistością ale na szczęście Danielle mnie oprzytomniała wrzucając mi kostkę lodu do stanika.
 - ZWARIOWAŁAŚ?! - wydarłam się na nią.
Zrobiła niewinną minkę.
 - Ups... wypadło mi. - zatrzepotała rzęsami.
 - To co? Jeszcze raz? - zapytał Liam.
Spojrzałam na niego z błaganiem.
 - Wolałabym teraz trochę popływać.
Chciałam sie jak najszybciej z tego wymigać.
  - Alex! Chyba nie wymiękasz?! - zawołała Mike. Nie umiałam jej zlokalizować w tym tłumie.
 - Lex! - rozpoznałam głos Alana. - popływasz w domu!
 - Tak! Daj sie napalić Zaynowi! - teraz krzyknął Harry.
Spojrzałam na Liama.
 - Nie daj sie długo prosić. - zatrzepotał rzęsami.
Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem.
 - Zdrajca!
Położyłam się na kuchennym blacie, bo bałam sie, że się wywrócę, a nie miałam si zdejmować szpilek. Na całe szczęście pomysł publice się spodobał... nie pomijając Zayn'a.
        Oblali mnie zimnym trunkiem i Zayn znów zaczął Gładzić mnie językiem po skórze. Teraz zaczął od stopy, a zaraz za jego posunięciem języka, szła jego delikatna dłoń muskając moja skórę i przyprawiając o dreszcze.
        Gładził mnie po udzie i przyprawiał o rozkosz. Miałam ochotę w pewnym momencie rzucić się na niego i wrzeszczeć " Zrób to! Zrób to! ". Ale ostatnimi siłami woli się powstrzymałam. Był już na moim brzuszku, a jego dłoń powędrowała na moje krocze. Poczułam tą rozkosz, ale od razu się opanowałam i kopnęłam go w ramię. Tłum zaśmiał się. A Malik zmienił ruch i znów zaczął mnie gładzić dłonią. Znów bałwan zatrzymał się na mojej piersi. Ten chłopak naprawdę jest niewyżyty seksualnie. Pacnęłam go w rękę, ku uciesze tłumów, po raz drugi. W końcu ta szalona przejażdżka rozkoszy się skończyła i chłopak wyjął mi z ust cytrusa. 
Ale na tym się nie skończyło.
Zdrajcy zaczęli krzyczeć " Całuj! Całuj!"
A że Zayn nie lubi załamywać tłumu szybkim ruchem odnalazł moje wargi i wpił się w nie. Nie wiedząc co robię odwzajemniłam słodki pocałunek.
       Totalnie straciłam głowę. Wplotłam palce w jego włosy, a on dosłownie na mnie wszedł. Podciągnęłam się aby być bliżej niego i przywarliśmy do siebie. Gładził mnie po skórze pleców wywołując niewyobrażalną rozkosz. Jęknęłam zadowolona prosząc o jeszcze. Za plecami napodkałam ścinę i przywarłam do niej. Czułam się bezpieczna mając u boku Zayn'a., który gładził mnie po udzie i często zjeżdżał ręką na pośladki. Pozwalałam mu na to. Całowałam bardziej łapczywie. Chciałam jeszcze więcej nie byłam z tego zadowolona, mój instynkt został nienapojony. Jedna dłoń powędrowała na jego plecy zostawiając na skórze czerwone ślady od  moich paznokci. Całowałam dalej. Byłam wygłodniała jak zwierzę. Zayn dostarczał mi tle rozkoszy... Objęłam go nogami w pasie, a ten jęknął. Jego pocałunki stawały się coraz bardziej łapczywe. Oboje wiedzieliśmy co za chwilę nadejdzie.


To teraz słowa skruchy, że dawno nie pisałam ale chyba było warto czekać? Nie powiecie inaczej? :P
Dziękuje wszystkim pisarzy, którzy dali mi jakiekolwiek pojęcie o taki rzeczach bo inaczej byłoby ze mną źle./ Mam nadzieję, nie zawaliłam bo nie znam się na temacie ostrej imprezy i seksu.
Coś czuję, że długo nie napiszę bo ten tydzień mam zawalony.
 Pozdrawiam!
Bujka:*               

niedziela, 19 sierpnia 2012

Rozdział 37

           Byłam umówiona z Niallem, że po mnie podjedzie o 15,30 mieliśmy sporo czasu na wymyślanie piosenek i opracowanie do niej rytmu. Wzięłam ze sobą swojego akustyka i zeszyt z piosenkami. Siedziałam teraz na krawężniku w krótkich szortach, zielonych podkolanówkach, zielonej bluzce i czarnej kamizelce. A cały ubiór dopełniały glany. Chwilowo nie pada i jest suchy chodnik, ale jak runie deszczem to z mojej rudej fryzury nic nie zostanie! Zaplotłam kłosa i postrzępiłam go. Mam nadzieje, że Niall się spręży.
Usłyszałam radosne pipanie i zza zakrętu wyłonił się Biały samochód zapewne Alex rozpoznała by go od razu.
 - Hej nie spóźniłem się? - zapytał otwierając przede mną drzwi jak dżentelmen.
Cmoknęłam go w policzek na przywitanie.
 - Nie punktualnie.
Wziął ode mnie gitarę i wsadził ją do bagażnika. Ja natomiast zapięłam się i rozsiadłam się wygodnie. Mój przyjaciel zajął miejsce kierowcy i ruszyliśmy.
 - Jak ci się podoba pomysł Danielle? - zagadnął.
 - Z tą dzisiejsza imprezą? - zapytałam. Danielle organizuje imprę do małego grona znajomych, czyli mnie, całego 1D z dziewczynami, Alana i Mike. - Całkiem fajny. - powiedziałam.
 - Też mi się tak wydaje... to tak jakby próba przed moimi urodzinami. - wyszczerzył się do mnie.
Uniosłam brew.
 - Kiedy masz? - zapytałam zaciekawiona.
 - Trzynastego. - odparł.
Zaśmiałam się.
 - Ja mam jedenastego.
Chłopak ożywił się.
 - Serio? To może zrobimy razem imprezę? - zaproponował.
Pomysł całkiem niezły. I podobał mi się.
 - A jakie miałeś plany co do urodzin.
Wzruszył ramionami.
 - Do clubu. Już nigdy domówki nie zrobię! Po urodzinach Liama odsypiałem kaca przez tydzień! - zaśmiał się.
 - No... to było straszne ale cała impreza była całkiem niezła. - sprostowałam i uniosłam brew - całowałeś się z Alex...  
Rozbawił się.
 - Ta... a dowiedziałem sie tego z gazet. Zemnie to inwalida - westchnął.
Uniosłam brew.
 - Z ciebie? To Alex dowiedziała się co robiła z netu, gdzie i z kim. Jakby nie to to by żyła w niewiedzy i Zayn nie miał by aż tak przestane. - próbowałam go zbesztać.
Ten nachylił się nade mną.
 - A czy Alex wie co Zayn do niej czyje?
Prychnęłam.
 - No na nie jest aż tak ślepa! Wszyscy chyba widzą ja  Zayn na nią patry. Jak walczy o minutę w jej towarzystwie. Ale Alex to osoba bez uczuć. Po śmierci mamy całkiem się z mieniła. Jak kiedyś była miłą, co prawda wyszczekaną dziewczyną, ale przede wszystkim była miła. A teraz zachowuje się ja suka bez uczuć. - sprostowałam najłagodniej jak potrafiłam.
Pokiwał z uznaniem głową.
 - Myślałem, że ten.... Macie damską solidarność. - zaśmiał się.
 - Bo mamy. Ona dobrze wie jak o niej sądzę. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami od zawsze i jesteśmy ze sobą szczere.
 - A wież po kiego kija Danielle robi jeszcze tą imprezę?? Bo ten pretekst o moich urodzinach to ściema.
Uniosłam z zaciekawieniem brew.
 - No? Gadaj!
 - Danielle z Liamem obmyślili plan jak połączyć Zayn'a i Alex.
 - Serio? A jak? - dupe mi rwało aby sie dowiedzieć.
 - Dowiesz się w swoim czasie! - powiedział tajemniczo,a ja zaczęłam sie upierać i błagać go. A on nic. Pastwił sie nade mną!
           Po zakończeniu tematu Niall zaczął opowiadać mi różne dowcipy i anegdoty. Gdy dojechaliśmy do od niech posesji pękałam ze śmiechu i z trudem utrzymywałam się na fotelu. W końcu z pomocą Nialla wyszłam z samochodu. Skierowałam się do domu gdy on wyciągał moje rzeczy z bagażnika. Poprzytulałam się z chłopakami i ich dziewczynami. Eleanor i Danielle pracowały pełną parą i przyozdabiały salon, kuchnie hol i basen. Chłopaki im pomagali. Co prawda Eleanor zrobiła całkowite przemeblowanie i zmusiła Liama i Zayn'a do dźwigania ciężkiej sofy. Chodzili w tę i z powrotem bo nie umiała zdecydować się gdzie ma stać. W końcu chłopcu ogłosili strajk i opuścili sofe na środku pokoju. W czym Eleanor pogratulowała wyśmienitego pomysłu.
Niall zaciągnął mnie do swojego pokoju. Rozsiadłą się wygodnie na łóżku, a chłopak stroił nam gitary.   
          Pokój był w odcieniach błękitu bardzo podobnego do tęczówek chłopaka. NA ścianach wisiały różne nagrody 1D i zdjęcia. Podeszłam do ściany gdzie były zdjęcia. Dużo Horana z przyjaciółmi. Ale słodko tak wyglądał.
 - Dobra gotowe. - powiedział w końcu.
 Odwróciłam się do niego.
 - Dzięki. - wzięłam gitarę i zagrałam jakiś akord - perfekcyjnie.
Pochwaliłam, a ten się wyszczerzył. 
 - Masz coś ciekawego? - zagadnął.
Pokręciłam głową.
 - A ty?
Wzruszył ramionami.
 - Coś smętnego o imprezie i porzuconej dziewczynie.
 - Aaaaa... zapomniałam, ze wasze piosenki słuchają zakompleksione dziewczynki... oczywiście bez urazy. - dopowiedziałam. Czyli myślenie na głos mi nie służy.
 - Spoko. Wolałbym coś innego, ale Simon uparł się na pierwszą płytę, że ma być o wychwalaniu kobiecego piękna i wiecznym imprezowaniu. -mruknął.
 - Założę się że chcesz grać coś bardziej dojrzalszego.
Pokiwał głową.
 - Dlatego słucham Rock'a. Tam dużo tekstów jest o przezwyciężaniu się, Wstawaniu i walczeniu, nie poddawaniu się. Znaczy jest o zdradzie i wg... ale ja słucham o bardziej życiowej tematyce.  
Pokiwał głową.
 - Zagram ci tamtą i powiesz jaka jest.
Zaczął wystukiwać na progach rytm.
Gdy ją słuchałam zrobiło mi się smutno. O dziewczynie, która umarła, a jej przyjaciel, który ją kochał popełnił samobójstwo aby być z nią.
 - I jak?
 - Masz zajebisty głos, który nie pasuje do tej piosenki. Ale sama piosenka jest niezła. - pochwaliłam - ja mam coś takiego.
Zaczęłam uderzać piórkiem w struny, gdy doszłam do odpowiedniego momentu zaczęłam śpiewać.

Boli mnie gdy widzę Cię w moim śnie, 
Czuje wtedy, że tak bardzo brakuje mi Cię.
Otwieram oczy czuje chłód, 
Który przeradza sie w twój obraz we mgle...
Chce cię poczuć, usłyszeć i dotknąć cię.

Chce poczuć twój gniew, 
który rozkrusza serce me...
Odpłacić za grzechy 
i odzyskać Cię. 
Nie odchodź z nim,
Nie zostawiaj mnie! 
Popełniłem błąd, ale kocham Cię.

~ Oliwia... końcówka moja dlatego się kupy nie trzyma:P

Niall patrzył na mnie. 
 - Masz niesamowity głos. - powiedział. 
Poczułam ja czerwienie się. 
 - Ach przestań. Wyje do księżyca. - pachnęłam lekceważąco.
 - To ty przestań! Wiesz co?  - poruszał śmiesznie brwiami, a ja zaczęłam chichotać 
  - No? 
 - Zostaniesz naszą gitarą? Przy okazji bd w chórku. 
Czekał na moją odpowiedź. 
Roześmiałam się. 
 - Hahah! Dobry żart. Szczerze mnie rozbawiłeś - spojrzałam na jego poważny wyraz twarzy i zamknęłam się - ty mówisz na serio. 
zrobiłam face plama. 
 - Wiem, że brakuje ci kasy na elektryka więc przystanął bym na tą propozycje. O forse dogadam się z Paulem i bd git majonez. Co ty na to? 
Spojrzałam na niego jak na debila. 
 - Oszalałeś! - wykrzyknęłam - Przecież ja wyję do księżyca! 
 - Skończ już z tym. - wyciągnął rękę - umowa stoi?   

Alex

            Podjechałam na plac chłopaków, który znów został oblegany przez Hieny i fanki. Obok mnie siedział Alan   w okularach przeciwsłonecznych, a z tyłu leżała wyłożona Mike. Za moim Dodgem zamknęła sie brama i zatrzymałam samochód dokładnie przed drzwiami chłopców. Przez szyby widziałam jak dziewczyny jeszcze się miotają ozdabiając dom, a chłopcy latali za nimi jak psy. 
 - Może posiedźmy jeszcze te piętnaście minut w samochodzie? - zaproponował Alan. 
Uniosłam brew zza avionetek. 
 - A co boisz się, że Danielle wciągnie sie w ciężką harówę? - zapytałam. 
 - Dokładnie. - odparł. 
Mike poruszyła sie z niecierpliwiona na fotelu. 
 - A tak właściwie po co kazały nam ubrać stroje kąpielowe? 
Westchnęłam. 
 - Uwierz... chciałabym wiedzieć.
          Wysiadłam z samochodu. Słońce świeciło więc mogłam ubrać krótkie beżowe szorty i białą koszulę, a do tego czarne szelki. Chodź trochę upodobnię się do Louisa. Włosy miałam spięte w kłosa, który był o wiele krótszy niż ten, który miałam z przed palenia włosów przez Zayn'a! A właśnie... muszę mu przyłożyć. Moje nowe czarne szpileczki, które odkupił mi Malik stukały o posadzkę, a rzeczy w czarnej torebce szeleściły... a co tam takiego było? Jak w każdej studni bez dna wszystko. Łącznie z Laptopem i śrubokrętem.
         Za mną słyszałam kroki Mike, która wolała trzymać sie bliżej podłogi i miała na sobie czarne balerinki, małą czarną, i bluzkę z gorsetem. Czyli wszystko w stylu Mike. Włosy miała roztrzepane na głowie, a lekki maki makijaż mówił o tym, że nie za bardzo lubiła sie malować.
        Na samym końcu dreptał Alan, który pełnił rolę dżentelmena itp. Przed drzwiami zatrzymałam się. Nacisnęłam na dzwonek i wciskałam go tak długo, aż Harry się nie zjawił.
 - Witam w moich skromnych progach...
 - W NASZYCH skromnych progach! - odpowiedział mu chór głosów dochodżących z salony.
Chłopak skrzywił się.
 - Tak.. w naszych skromnych progach.
 - Cześć Harry. - przybiłam mu żółwika. Na więcej nie mógł liczyć. Podwinął wargę - Nie rycz! - ucięłam.    
Weszłam do środka robiąc miejsce.
Mieke pomachała loczkowi. Pilnowała go aby sie nie zbliżał. Znali sie niecałe dwa tygodnie, a ten by już wszystkich tulił.
Z Aleanem podali sobie ręce w serdecznym uścisku.
 - Harry! - usłyszałem głos Malika dochodzący z kuchni - Ile razy mam Ci powtarzać, abyś do domu nie wpuszczał zgrai bydła?
 - Zaraz ci jedna kobyła nakopie do dupy i rzuci Hieną na pożarcie! - zagroziłam.
 - Aby się jej paznokcie nie połamały! - odkrzyknął.
 - Mi? A kto dzisiaj odwołał nasz ROMANTYCZNY spacer bo musiał się udać do manikurzystki? - odszczeknęłam.
Buła! Jeden zero dla mnie! Trafiony zatopiony! Mówiłam, że w przepychankach słownych ja zawsze wygrywam.
        Rozległ się śmiech w salonie. Tak wiem jestem wredną jędzą, ale co z tego? Przecież muszę mieć coś z życie. Kłutnie z Zayn'em stały się moim rytuałem dnia. Bez tego czułam sie niedobrze. Poza tym, że uwielbiałam gnoić tego chłopaka to go lubiłam... oczywiście jak kumpla... chociaż nie poszłabym z nim do łóżka, ale nie miałam nic przeciwko niewinnym gierką, którym ciągle go poddaje. Wiem, że Livie męczy już moje zachowanie i chciałaby abym w końcu wróciła do normalności po śmierci mama... ale nadal nic nie jest wstanie wypełnić pustki w sercu, która została po niej.    
      Weszłam do salonu i nie poznałam tego miejsca.. Wszystkie meble zostały poprzestawiane. W rogu pod ścianą stał barek, który obsługiwał Louis wymachiwał szejkerem tak długo, aż spadł mu na głowę rozbryzgując niebieską breję. Wszyscy zaśmiali sie głośno wraz z poszkodowanym. El śmiałą sie najgłośniej i najbardziej szczerze. Pocałowała swojego chłopaka w policzek i kazała mu sie iść przebrać.
  - Hej! - cmoknęłam El w policzek, gdy odprowadzała Lou do schodów. 
Chłopak tez nadstawił policzek ale nie doczekał sie pocałunku.
 - Ej! a ja!? - zaprotestował.
Uniosłam brew.
 - Masz dziewczynę niech ona cie całuje! - prychnęłam i cmoknęłam go w policzek. Smakowałam teraz tej niebieskiej brei, która została mi na wargach - ymmm... musisz dodać więcej  cytryny.
Chłopakowi zabłyszczały oczy.
 - Już lecę!
Eleanor szarpnęła go za ramię powstrzymując.
 - Najpierw idziesz się przebrać! - zagroziła.
Po chwili postać Eleanor w długiej niebieskiej lnianej sukience i Louisa w brudnych ciuchach, zniknęły za zakrętem.
Przed oczami przemknęła mi postać ubrana w białą sukienkę i fioletowy stanik od stroju kąpielowego. Przywitałam sie z Danielle.
Rozejrzałam sie po pokoju ale nie zauważyłam Livi.
 - Poszukuje rudowłosej. Za każdą niezbędną pomoc oferuję solidną nagrodę! - ogłosiłam rzeczowym tonem.     
 - A co dasz dupy? - drażnił sie Malik wchodząc do pokoju.
W jego stronę poleciał dżojstik, który niestety musiał złapać.
 - Następnym razem trafię. - pogroziłam mu palcem. Coś w jego wyglądzie się zmieniło. Zmrużyłam oczy. Czarne spodnie, czarne buty, niebieska koszula i blond końcówki? - Zayn albo mam coś ze wzrokiem, albo ty siwiejesz... po dłuższej chwili zastanowienia uznałam, że siwiejesz.
Uśmiechnął się do mnie szarmandzko.
 - Jak byłem na mieście - celowo nie powiedział, że był robić paznokcie! Będę go tym dręczyć - wstąpiłem do studia fryzjerskiego i mam taką fryzurkę. - poczochrał czuprynę.
Uniosłam brew.
 - Co piłeś albo czemu się naćpałeś i to beze mnie?
Spojrzał na mnie rozbawiony.
 - Bo wiem, że byś wszystko wzięła do siebie.         
Zawtórował mu śmiech.
 - Ha, ha zaiste bardzo śmieszne... az boki zrywać.
Bąknęłam i poszłam poszukać Livi.
Przechodząc obok pokoju Niala usłyszałam brzdękanie na gitarze, a później śmiechy. Weszłam bez pukania.
 - Witajcie moje gołąbeczki! - oświadczyłam - impreza na dole kwitnie, a wy tu siedzicie! Mam was tam wołami zaciągnąć?    
 - Hej. - rzucili dalej sie śmiejąc - powiemy im razem? - zapytał Niall.
 - No raczej! - odpowiedziała mu ruda. 
Stałam oniemiała.
 - Chodzicie ze sobą?! - prawie krzyknęłam, a oni się zaśmiali.
 - Nieeee!? - powiedziała nie dowierzając dziewczyna. 
Uniosłam brew.
 - Jak jesteś w ciąży chce być ciocią! - w moją stronę powędrowała poduszka. Uskoczyłam na szczęście.
 - Nie! Dowiesz się później! - odpowiedziała Liv i pomknęła do drzwi.
Niall zaraz za nią, a ja na szarym końcu z załamanymi rękami.
Doszłam do nich jak Niall mówił:
 - Zaproponowałem Livi, aby została naszą nową gitarzystką i zgodziła się!
Obydwoje szczerzyli się do siebie, a wszyscy, którzy ich słuchali zastygli w oniemieniu.
Nagle zrozumiałam co się stało i wskoczyłam Livi na barana gratulując jej. Ta sie zachwiała i poleciała do przodu, desperacko chwyciła irlandczyka za koszulkę i we trzech zlecieliśmy ze schodów. Zatrzymałam się na Niallu, a na mnie leżała Livia.
 - To już wiem jak sie czyją sardynki w puszce. - wysapałam.
Reszta śmiała sie jak opentali, a ja zaraz do nich dołączyłam.
Jakoś nas poskładali do kupy, dostaliśmy po jednym kolorowym drinku od Louisa i  poszliśmy grac w butelkę.    



A że jestem debil i zapomniałam umieścić tego w poprzedniej notce to teraz to robię:P
Otóż, moja wierna czytelniczka Pam, prosiła mnie abym zareklamowała jej bloga i właśnie to robię.
DZIEWCZYNY! APEL!
JEśli chcecie poczytać coś naprawdę fajnego i wesołego zapraszam na bloga Pam!
Czytałam go, a z braku czasu mam zaległości i chwilowo nie czytam go... ale naprawdę warto!
Tutaj macie adres:
http://myonedirectionandmylife.blogspot.com/
Miłego czytania!
Bujka :*

czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 36

          Urodziny Emily skończyły się wielkim skokiem do basenu. Zorganizowaliśmy duże przyjęcie dla dorosłych w środku domu, a dla dzieci na zewnątrz. Dzieci miały małego białego kucyka do jazdy, klaunów i cały zespół One Direction do zabawy... a i dmuchany zamek, w którym ciągle siedział Harry. Na urodziny młodej przyjechał Christopher, ale niestety bez nikogo więcej, gdyż dużo roboty mają teraz w Polsce. Do tego przyjechał wujek Jacek wraz z narzeczoną, cały team zakładu samochodowego plus Ben i kilka ciotek, a do tego Mike wraz z mamą. ( okazało się, że Mama Mike i ciocie Małgosia znają się z przeróżnych konferencji ).
          Młoda dostała tyle prezentów, że ledwie jej pokój się domykał. Ale najbardziej się cieszyła z prezentu, który sprawił jej cała rodzina. Dostała małego białego persa, którego nazwała Puszek. Na szyi miał zawiązaną różową kokardkę. Wyglądał naprawdę słodko, a i dostała ode mnie naszkicowane portrety chłopców.
Ale później współczułam Puszkowi. Emily targała go ze sobą wszędzie, aż się nad niem zlitowałam i zaniosłam go do swojego pokoju, gdzie zrobił rozrubę, ale mało kto zauważył bo i tak w nim był już bajzel.
          Ale w końcu impreza dobiegła końca. Urodzinową wrzuciliśmy do basenu, a zaraz za nią popchałam Tatę, który próbował przytrzymać się na Alanie, ten na Christopherze, on na Jacku i tak poszedł łańcuszek. Sucha zostałam Ja, Liv, Mike, Danielle, Eleanor i całe 1D i zaledwie garstka gości. Długo to ja się nie cieszyłam suchością. Zayn wziął mnie na ręce i wskoczył do wody. Po tej akcji Podtopiłam go, Ale uratował do Tata i moje kochane rodzeństwo, które teraz mnie topiło. W ślad za głupkiem Malikiem poszedł, każdy chłopak z 1D. Biedny Niall, wrzucił Mike do wody... On jeszcze nie wie na co się pisze.
         Na drugi dzień jechaliśmy na grup mamy. Wszyscy ubraliśmy się na czarno, a ja jeszcze wzięłam kapelutek z siateczką i taki fajny gotycki  parasol. Kupiliśmy wiązankę kwiatów i w deszczu staliśmy przez godzinę. Później wróciliśmy do domu gdzie zaczęliśmy bić się na poduszki. W rezultacie trzy poduszki poszły do wywalenia, a cały salon trzeba było odkurzyć. Cały dzien spędziliśmy rodzinnie śmiejąc się i oglądając filmy jak byliśmy mali. Najwięcej filmów było z mamą w roli głównej.
 - No to dzisiaj napiszecie test! - na ziemię sprowadziła mnie nasza nauczycielka Historii.
 - Nieeee... - mruknęła klasa.
 - Czy ja sie was pytałam o zdanie? - zapytała Monic.
Monic Fox. Świeżo upieczona nauczycielka. Z Livią kumplowałyśmy się z nią jeszcze przed tym niż zaczęła nas uczyć. Jeździła z nami na koncerty i była strasznie wyluzowana. Nie ubierała się jak nauczycielka. Zawsze nosiła rozpuszczone ciemne włosy, bluzkę z jakiegoś metalowego lub rock'owego zespołu glany i krótkie spodenki. Gdy na lekcjach kazała nam pracować z podręcznikiem, to albo czytała, słuchała muzyki na telefonie, bądź grała na konsoli. Osobiście zwracałam sie do niej per. Monic, bo  nie widziałam sensu w Proszę pani.
 - Za jakie grzechy? - zapytałam.
Spojrzała na mnie tymi swoimi oczami. Znaczy nie swoimi bo miała na sobie czerwone szkła kontaktowe.      - Za te, że Pan Styles musi mieć jakieś ceny przed jego trasą koncertową. - wszyscy mruknęli.
 - Widzisz Styles? - zwróciłam sie do chłopaka, który siedział bezpośrednio za mną - To wszystko przez ciebie!
 - No dobra żuczki moje! - powiedziała - rozdam wam testy, a Zdzisia - wskazała na dziewczynę o blond włosach i tapecie na mordce, miała na imię Cornelia, ale Monic lubiła mówić per. Zdziśka, Stefki, Zdzisie, Eugenie, Kunegundy itp. A to dlatego, że nie zapamiętywała imion. - przesiądzie sie do pierwszej ławki. Bd miała na cb oko!
Dostałam do ręki test. Spojrzałam na pierwsze pytania i prychnęłam.
 - Przecież to banalne! - powiedziałam.
Starożytność... To było tak trudne, że aż śmieszne.
  - Ciesze sie, że ci się podoba Alex, bo bd pisać tak test z każdego działu. - znów wszyscy zaczęli pojękiwać. - Czas START!
Pierwsze pytanie.
Jaki napój pili Bogowie greccy?

Wpisałam w wykropkowane miejsce:
Obiło mi się o uszy, że Ambrozja.
Kolejne.
Na każde odpowiadałam i znałam odpowiedź.
 - Psyt! Psyt! Alex! - szeptał Styles.- Zamieńmy sie kartkami!
 - A podpisałeś się? - zapytałam.
 - Tak!
Co za gamoń. Popukałam się w czoło i wróciłam do zakreślania odpowiedzi.
 - Alex! Daj odpowiedź na od piątego wzwyż! - błagał szeptem.
 - A, B, B, D, C, D, B, A, D...
 - Co w jedenastym?
 - B.
 - Co?
 - B!
 - CO?
 - B! - prawie krzyknęłam, błyskawicznie wróciłam do pozycji pisania.
 - Zdziśki moje kochane, ale proszę sie nie konsultować! - Powiedziała Monic i wróciła do książki.
Od tej pory miałam spokój. Została mi ostatnia strona do zakreślenia. I poczułam czyiś ciepły oddech na szyi.Podskoczyłam jak parzona i uderzyłam w szczękę Harry'ego, który jęknął.
 - Co sie dzieje? - zapytała już poirytowana nauczycielka.
Szybo wróciłam do poprzedniej pozycji.
 - Ale to za trudne! - jęknął loczek pocierając szczękę.
 - Harry... pisz! - jęknęła i wróciła do lektury.          
Znów zajęłam się sobą. Teraz Harry zaczął męczyć Livie. Zaczął tak mocno się nad nia nachylać, że w końcu musiał podnieść ławkę.
         Mike patrzyła nie nich z politowaniem, a ja popatrzyłam na nią wymownie, że jak się lekcja skończy to zabije Harry'ego. Dziewczyna przytaknęła na pomysł. No cóż... może dostaniemy mniejszy wyrok jak zrobimy to we dwie? Szyja Harry'ego została wygięta pod niesamowitym kontem. Wyglądał ja żyrafa wyginający sie w stronę Livi. Ale w końcu zachwiał się i poleciał na nas. Poczułam miażdżenie nogi i poleciałam wraz z ławką do przodu. Narobiliśmy dość dużo hałasu. Wszystkie głowy zostały zwrócone na trzech boroków leżących na ziemi.
 - Harry! Złaź ze mnie! - warknęłam - gnieciesz mi nogę!  
 - Przepraszam... - jęknął.
 - Nie przepraszaj ale złaź! - próbowałam go z siebie zrzucić.
W końcu jakoś wyczołgałam się z pod gruzów ławek.
 - Harry! Ja cie zabije! - zaczęła wydzierać sie na niego Livia.
 - Za co?
 - Niedawno miałam noge w gipsie! Zabije jak mi ją złamałeś!
 - A przy okazji ja Cię zabije. Ale za to że nabiłeś mi siniaka! - prawie się na neigo rzuciłam ale Mike mnie przytrzymała.
 - Po lekcjach Ci pomogę - szepnęła.
 - Spoko. Masz siekierę? - odszepnęłam.
 - Nie. - zawiesiła głos - ale w domu piłe łańcuchową. Możemy jej użyć. Mój ojciec glina na pewno nas z tego wyciągnie.
Pokiwałam ochoczo głową.
Spojrzałam na biedną Livię. Chwilowo Harry był zajęty przepisywaniem odpowiedzi od Livi niż ze zgramoleniem się z niej. No a po co? Niech se poleży... spłaszczy się jeszcze... och. przepraszam ona się już bardziej spłaszczyć nie może. Przecież to chuda szprycha.
 - Boże! Na chwile spuścić was z oczu! - Jęknęła Monic. - Harry! Zejdź z niej!
 - Jeszcze tylko jedna strona! - powiedział nie odrywając sie od pracy.
 - STYLES JUŻ! - wydarła się.
No to powstał.
Pomogliśmy wstać Livi.
 - No to teraz cała wasza czwórka wybierze się do Dyrektora! - powiedziała nauczycielka wskazując na nas. - Sprawdziany połóżcie na biurku.
 - Co ale czemu ja? - zaprotestowała Mike.
 - Bo tak mrówki faraonki chciały.
Wzięłam długopis do ręki i zaczęłam zakreślać odpowiedzi bez zastanowienia.
 - Alex podaj mi odpowiedzi od 46!
 - C, B,B, D, D, A, D, B, C, A, A, D, C, C.
 - Wolniej.
 - Piepsz się. - odłożyłam kartkę na stolik i trzasnęłam drzwiami.
Zaraz za mną wyszła Livia, a na końcu z klasy został dosłownie wywalony Styles. Którego chciałam udusić.
- Juhu! Będzie trzy! - zaczął wyć.
Spojrzałam na niego jak na debila, ten uśmiechał sie do mnie zadowolony doprowadzając mnie do szału.      Zwróciłam się do przyjaciółek.
 - Zrywacie się ze mną? Zadzwonię do Christophera i podjedzie po mnie.
 - Jasne! - powiedziały uradowana.
Harry wrył sie przed nas.
 - Drogie panie! - zatrzymał nas wyciągniętą ręką, spojrzałam na niego cierpko - ja to załatwię! - zobaczył moje spojrzenie i zamarł w pół ruchu - to za to że wyleciałyście z klasy...
 - Dobra zamknij się i dzwoń. - przerwałam mu.
 - Znajdziesz nasz na dworze. - powiedziała Livia.
Rozsiadłyśmy się wygodnie na ławce w cieniu.
 - Jestem głodna! - jęknęła Livia i zaczęła szukać czegoś w torebce.
 - Jak coś znajdziesz to sie podziel! - powiedziałam.
Mike siedziała i cos cykała na telefonie.
 - Co prawda nie wyglądasz mi na taką ale pasujesz do Zayn'a - zagadnęła Mike.
Próbowałam nie roześmiać się jej w twarz.
 - Tak... Może być. - odparłam.
Ta spojrzała na mnie zdziwiona.
 - Jak to może być? Cały świat dudni o waszym związku, a ty może być?
Liv uniosła brew i ugryzła Marsa. Gdy zobaczyłam batonik już go nie miała.
 - No ej! - jęknęła.
 - Trzeba było żarcia pilnować! - pokazałam jej język - Z Zayn'em nie jest tak jak myślisz. - zwróciłam się do dziewczyny.              
 - Że wasz związek do jedna wilka bujda? - zapytała.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
 - Dobra całkiem tak jak myślisz - odparłam
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
 - Bo już myślałam.
Wyszczerzyłam sie do niej.
Mike z torebki wyciągnęła pojemniczek z jedzeniem. Postawiła na stole i zaczęła się w niego wpatrywać.
 - Czemu nie jesz? - zapytała Livia.
 - Czekam.
Wymieniłyśmy z Livia spojrzenia.
 - Na co? Aż jedzenie weźnie i ucieknie? - zakpiłam.
 - Dokładnie. Robiła je moja mama więc bym się nie zdziwiła. - odparła spokojnie i szturchnęła pudełko.   
 - A co? Chce cie otruć czy nie umi gotować? - zaśmiała się Livia.
Mike spojrzała na nią.
 - To nie jest śmieszne. Na pewno  to i to. Moja matka, hymn... Ma narzędzia kuchenne tylko na pokaz, kotlet piekła by w garnku, a jajka w zimnej wodzie. Cud, że wie do czego służy lodówka.
Livia zaczęła śmiać się jak opętania. Nic nie dawało kopanie ją pod stołem.
 - To całkiem tak jak Alex! Ona już Wode spaliła... a Z Kurczakiem...
Zatkałam jej usta dłonią.
 - Zamkniesz się? - warknęłam.
Na całe szczęście wybawił nas Harry przychodząc.
 - Nawet obok mnie nie siadaj! - powiedziała groźnie brunetka.
Jak na złość chłopak usiadł.
 - Nie jesteś czasem głodny? - zapytała go Mike.
 - Strasznie. A masz coś do zaoferowania?
Stłumiłam śmiech gdy spojrzała w stronę pudełeczka z jedzeniem. 
 - Powiedzmy, że ja tego nie zjem i nie mam co z tym zrobić.
Podsunęłam mu pudełeczko, a on w mgnieniu oka skonsumował całą zawartość.
 - Teraz trzeba odczekać 48h aby sie dowiedzieć, czy zatrute. - sprostowałam.
 - CO?! - krzyknął chłopak.
 - Kura sro. Nastaw morda to ci do. - odpowiedziałam.
Wszyscy zaczęli sie śmiać. Dopiero klakson oprzytomniał nas. Spojrzałam w stronę ulicy.
Kopara mi opadła.
Stała tam długa różowa limuzyna. Tak różowa... To tylko Harry mógł zrobić...
 - Harry Przegiołeś. - powiedziałam.
Ten podszedł do Limuzyny.
 - No chodźcie! Bd fajnie!
 - Ja do tego nie wsiąde! - zaprzeczyła Mike.
 - Ja też! - zawturowała ruda.
 - Jak powyżej.
Harry sięgnął po coś do wnętrza.
 - Mam szampana.
W rękach trzymał dwie butelki z soczkiem z Gumi jagód.
Nagle wszystkie trzy wryłyśmy się do Limuzyny.



Mam nadzieję, że się podobało.
Teraz może być biednie z notkami bo bd miała na głowie kuzynostwo więc nie wie kiedy napisze kolejną. Mam połowę ale nie mam pojęcia kiedy dam rade wejść i dokończyć.
A i dziękuje wam za  38 000 wejść,  444 komentarzy i 76 obserwowanych :P Jakby nie wy to nigdy bym takich liczb nie poznała :P
Pozdrawiam:D
A i zapraszam na moje pozostałe blogi!!
Bujka:*  

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 35

         Nie mam bladego pojęcia jak Zayn to zrobił, ale załatwił nam dzień otwarty! Razem z opiekunami zwierząt chodziliśmy, a oni opowiadali nam różne ciekawostki i historyjki związane z danym zwierzęciem. Jedne nawet dotykałyśmy. Karmiliśmy małe lwiątka, głaskaliśmy żyrafy i inne afrykańskie zwierzęta. Nawet taki fajny łysy pan dał mi na ramiona wielkiego boa dusiciela. Wszystko było by fajnie jakby nie zaczął ściskać mi nadgarstki.  później przeszliśmy w stronę pajęczaków. Momentalnie podtrzymywałam Zayna, aby nie upadła. Słabo mu było patrzeć na pająki. Poprosiłam dredziaża aby mi jednego wyciągnął i się zgodził, a później goniłam nim Malika, nie wiedziałam, że można tak szybko biegać! A niestety musiałam oddać pająka. Później przyszedł czas na DELFINY! Przebraliśmy się w specjalny strój i wyszliśmy do tych morskich ssaków. Karmiliśmy je i dotykaliśmy. Było naprawdę wspaniale!
 - Dopiero gdy dostanę zawału zrozumiesz, że boję się pająków? - zaczął drążyć temat.   
 - Wystarczy gdy zesrasz się w gacie. - wyszczerzyłam się.
Wywrócił oczami.
 - Z dniem robisz sie bardziej pyskata.
 - To akurat wiem - poklepałam go po policzku
 - I wredna.
 - Nie umknęło mojej uwadze.
 -Wszystkie twoje cechy są negatywne wiesz? - spytał.
Poruszyło mnie to.
 - Och przepraszam! JA potrafię być miła! - zaprzeczyłam sama sobie.  
Uniósł brew.
 - Jakoś nie zauważyłem.
 - Ha, ha, ha. Jesteś beznadziejny - wzniosłam oczy ku niebu.
 - Daj chodź jeden przykład, abym uwierzył, że jesteś miła.
Westchnęłam.
 - Już cie nie mieszam z błotem.
Zaśmiał sie jak obłąkanie chory.
 - Jasne. A czy w tej bajce jest smok? - zakpił.
 - Nawet dwa. - odparłam.
Zrobił wielkie oczy.
 - Co ćpiesz i jak śmiałaś się nie podzielić? - zapytał.
 - Ćpie bo lubie, a towaru nie oddam bardzo dobra jakość. Ale kurewsko drogie. - westchnęłam.
 - Daj namiary na diera. - drążył temat dalej.
Zrobiłam oburzoną minę.
 - Żebyś mi najlepszy towar gwizdnął z przed nosa? - prychnęłam - Mowy nie ma!
 - Ale widzę, że działa i jest dobry więc odsprzedaj trochę prochów...
 - Alex! Zayn! Uśmiech! - krzyknęła jakaś dziewczyna.
Zayn próbował zapozować i wciągnąć mnie do tego ale ja skutecznie mu to wybiłam z głowy.
 - Boroku i za każdym razem kiedy cie poproszą to będziesz pozował? - ówiłam to pouczającym głosem.
 - Zawsze tak robię.
Uderzyłam się dłoniom o ten mój pusty dekiel.
 - Zrób tak ze mną chodź raz to na wieki pożegnasz się z ojcostwem. - wyszeptałam.
Zesztywniał. Ale później się opanował. Zarzucił mi rękę na ramiona i próbował ignorować wszystkich fanów. No chyba że do niego podeszli to dał im autografy.
 - Szybko sie uczysz. - pochwaliłam zapinając pas.
 - Dzięki. - powiedział - mam nadzieje, że pani profesor jest w pełni zadowolona moim zachowaniem. Może buziak w nagrodę?
Prychnęłam pogardliwie. 
 - Chyba w snach.
Odpalił wóz. Powoli zaczął wyjeżdżać z parkingu.
Dajcie mi siekierę! Dajcie mi siekierę! No błagam! Dajcie mi siekierę!
Jak można tak krzywdzić taki wóż?! Jak tak dalej pójdzie to za parę miesięcy bd miał silnik do wymiany! Biedny samochodzik! To nie jego wina, że ma do dupy kierowcę!
Zaczęłam grzebać w miejscach gdzie by miał schowane prawo jazy. Ale ie znalazłam. Zaczęłam przeszukiwać jego kurtkę, którą miał na sobie.
 - Mogłaś powiedzieć, że chcesz małe macanko to bym sie zatrzymał. - powiedział Zayn i oberwał w ten głupi łeb.
Roześmiałam się pogardliwie.
 - Już mnie rwie. Normalnie suty mi stanęły wiesz? - powiedziałam ironicznie.
 - Nie kuś! nie kuś! Bo wiesz. - zrobił się tajemniczy - kiedyś pójdziesz sama, ciemną alejką. i ktoś na cb wyskoczy...
 - Domyślam is, że to bd ty. - wtrąciłam sie, ale on kontynuował.
 - ...i nagle ktoś cie przeleci.
Świerszcz. Świerszcz. Świerszcz. 
Nie no zakończenie bardzo złowieszcze.
 - Ty lepiej tyle nie myśl bo ci się procesor przegrzeje. - przerwałam ciszę.
 - Kto to się odezwał. Dziewczyna z mikroprocesorem zamiast mózgu. - dogryzł.
 - O przepraszam! - oburzyłam sie - jedyną osoba z mikroprocesorem zamiast mózgu w moim otoczeniu jest Alan wiec trzym ryj i daj mi twoje prawo jazdy!
Zrobił zdziwioną minę.
 - Po kiego kija Ci one? - zapytał.
 - Aby było śmiesznie. - syknęłam - gdzie są?
Uśmiechnął sie do mnie perfidnie.
 - W prawej tylnej kieszeni. - spojrzałam na niego jak na debila.
 - Kto. Normalny. Daje. Takie. Rzeczy. Do. Tylniej. Kieszeni. - wycedziłam powstrzymując sie od rozszarpania go.
Ten tylko się uśmiechnął.
Co za gówniarz. Troche mi zajęło wyciągnięcie dokumentów, bo Malik nie ułatwiał sprawy.
W końcu dostałam to czego chciałam.
Zaczęłam oglądać je dokładnie.
Zrobiłam wielkie oczy.
 - Masz lewe prawko! - zaczęłam się z niego nabijać.        
Zrobił sie czerwony jak buraczek.
 - I co z tego?  Ty tez masz.
Spojrzałam na niego ze szczerym rozbawieniem.
 - Jesteś ode mnie o trzy lata starszy i masz lewe prawko! Dwóch lat możesz mieć prawko! - zawachałam sie - nawet Harry ma prawko! 
Spiorunował mnie spojrzeniem.
 - Siedź cicho o Emily usłyszy. - warknął.
O kurwa...
Jak byśmy czytai sobie w myślach, obróciliśmy się w stronę pustego fotelika dla dzieci.
 - EMILY! - krzyknęliśmy równocześnie, a Malik zahamował. 

 Livia

               Z Harrym miałam się spotkać o 13,00 w Zoo. Obiecałam Alex, że dopilnuję aby wszystko na urodziny Emily zostało dopięte na ostatni guzik, a później miałam do nich dołączyć. Harry właśnie dostarczał prezent urodzinowy Emily do domu. Miał tu być już pół godziny temu. Jak przyjedzie to oberwie w łeb!
Stałam właśnie przy wielkim akwarium z boa dusicielem i oglądałam jak sie wyleguje. Po chwili mnie to znudziło i zaczęłam przeglądać sie swojemu odbiciu. Miałam na sobie krótką niebieską spódniczkę w drobne malutkie kwiatuszki, niebieską  koszulę, a do tego białe dodatki i balerinki. Włosy lekko nastroszyłam i odgarnęłam do tyłu tak aby nie zasłaniały twarzy. Powoli przeszłam do drugiego akwarium z Legwanami. Coraz bardziej oddalałam sie od głównego wejścia, a telefon nie dzwonił. Obiecuje, że jak ja nie rąbnę Harry'ego to Alex to zrobi!
 - Hej Liv. Mam nadzieje, że długo na mnie nie czekałaś. - usłyszałam za sobą spokojny głos Syles'a.
Gwałtownie się odwróciłam.
Mogłam tego nie robić.
Moje wargi przywarły do warg chłopaka.
Na początku patrzyłam na niego otumaniona nie wiedzieć co się dzieje, a zaraz po tym oślepił mnie flesz i oderwałam sie od niego rumieniąc się.  
 - Mogła byś mnie tak witać częściej. - powiedział uwodzicielskim głosem.
 - Jeszcze czego! - oburzyłam się - spóźniłeś się 30 minut! A później bezczelnie mnie całujesz!
 - ... Ja tylko wpadłem na cb! - zaczął sie tłumaczyć.
Zlustrowałam go wzrokiem:
 - Co? Tylko wpadłeś na mnie? Dobre sobie! - prychnęłam. Nagle moje trybiki zaskoczyły i skupiłam się na jego ubraniu  - Co ty wg masz na sobie?
Przyjrzałam się uważniej nie dowierzając własnym oczom i ryknęłam śmiechem.
              Wyobraźcie sobie metala ubranego w czarne długie spodnie, wielkie glany na zapięcia, czarną bluzkę z KoRn, na to skórzana kurtka. A na dodatek, na każdej ręce i szyi miał założoną pieszczotę. Jak już wyobraziliście sobie metala to teraz wyobraźcie sobie Harry'ego z wyprostowanymi włosami w jego ciuchach. Efekt powalający. Dosłownie. Nie dość, że ciuchy na nim wisiały jak na wieszaku, to w nowej fryzurze wyglądał jak pedał... no po prostu bajka.
Wyszczerzył się  do mnie.
 - Zrobiłem na cb wrażenie? - w jego głosie słyszałam zaciesz.
Chwilowo nie wiedziałam co powiedzieć.
Harry niezbyt ukrywał, że ja jemu sie podobam i to nie było jakąś wielką tajemnicą. Ten chłopak był uroczy, zabawny, prawdziwym cyrkowym pajacem z obsesją na temat swoich włosów. Ale to wciąż dziecko! Nawet ja byłam dojrzalsza od niego, a byłam młodsza o 2 lata!
Na prawde był uroczy i jak na niego patrzyłam robiło mi się cieplutko na serduchu ale... no nie widziałam przynajmniej na razie, przyszłości z Harrym. Może kiedyś... jak dorośnie.
 - Harry... ale nie musisz się dla mnie zmieniać. - powiedziałam wreszcie.
Na jego twarzy zagościło zmieszanie.
 - Yyy ale ja przecież...
Coś poruszyło mi się w serduchu. 
Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
 - To było słodkie. - wyszeptałam.
Uniósł zadowolony brew.
 - Może jeszcze raz? Tylko teraz w usta? - roześmiałam się na całe gardło.
 - Głupek.
Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wybiegu dla Hien.
Chłopak kupił mi praktycznie wszystko co chciałam. Szastał forsa gdzie popadnie.
 - Wiesz jakie są plusy twojego nowego image? - zapytałam go wreszcie
Spojrzał na mnie zaciekawiony.
 - No co? - poruszał śmiesznie brwiami.
Znów się roześmiałam.
 - To, że twojego kamuflażu jeszcze nikt nie rozgryzł i żadna fanka nie podeszła po autograf! Stałeś sie nierozpoznawalny! - nabijałam się z niego.
 - A wcale, że nie! - próbował się bronić - Zaraz ci udowodnię! 
Wskazał na jakąś blond włosa dziewczynkę, która była odwrócona do nas tyłem i patrzyła na małe pumy. Coś w jej sposobie poruszania się sprawiało, że ją znam.
 - Cześć malutka, zgubiłaś się? - zagadał do niej Harry.
Ta nieznacznie uniosła główkę.
 - Siostra zakazuje mi gadać z nieznajomymi. - Znałam bardzo dobrze ten piskliwy głosik.
 - Emily?! - wydarliśmy się wspólnie z Harrym.

Alex

 - Jak mogłaś zgubić dziecko? - spytał się poraz setny Malik. 
Zaparkował obok jakiegoś starego Volvo. 
 - To ty ją zgubiłeś. - odgryzłam się 
 - Co ty gadasz? - zapytał Zayn. 
 - Gdy sie stresuje to gada głupoty. - odparłam. 
Puściłam się biegiem w stronę Zoo.  
 - Często się stresujesz. - pokiwał z uznaniem.
Mja pięś powędrowała na jego ramię.
 - Nie dogryzaj mi! To twoja wina, że ją zgubiliśmy! - warknęłam na niego.
 - Moja wina? Ty ją miałaś pilnować!
Spojrzałam na niego jak na debila.
 - Ty jesteś najstarszą osobą w tym towarzystwie więc wedle prawa cała odpowiedzialność cała na cb! -  zaczęłam wymądrzać się.
 - Alex Nie umisz się przyznać, że popełniłaś błąd? - drążył dalej.
No dajcie mi jakiś młotek! albo chociaż siekierę! Boże dajcie coś ciężkiego!   
 - Zamknij się wreszcie bo wylądujesz w zagrodzie goryli. - warknęłam rzez zaciśnięte zęby.
Przez chwilę lawirowaliśmy pomiędzy człowiekami, pośród człowieków spróbowałam dojrzeć Emily ale żaden ludź jej nie przypominał. Przez chwilę mignęły mi znajome rude włosy, ale w następnej sekundzie już ich nie było.
 - Wyglądasz jak blady trup.. - powiedział Zayn gdy zatrzymaliśmy się przy jednej z zagród z lamami.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Próbuje upodobnić się do cb. - spiorunowałam go wzrokiem - po kiego kija mówiłes mi że jestem miła? Później się wyłączam i gubię takie małe, ruszające sie, bardzo ważne rzeczy!
Zaczęłam się żalić
 - To może skończ przynudzać i znajdźmy ja wreszcie? - zaproponował.
 - Ty przynudzasz. Jesteś niewyżytkiem seksualnym, który interesuje się własną fryzurą i nie potrafi prowadzić auta! - zaatakowałam go.
Westchnął.
 - Powtażasz mi to od dłuższego czasu. - wzniósł oczy ku niebu.
 - Nie dziwię się, że dinozaury wyginęły.
Zaskoczylam szatyna.
 - Dlaczego?
 - Bo jak sie dowiedziały, że na świecie bd chodziła taka krzywa morda to wyginęły!
Tak wiem bezsensu ale lepiej się czuję jak kogoś zgnoję.
 - Masz coś jeszcze w zanadrzu? - zapytał.
 - Gdy obsadzali dzwonnika z Noter Dame chcieli dać ciebie do głównej roli, ale w końcu uznali, że dzieci bd miały koszmary. - znów palnęłam głupotę.
 - To było dobre. -pokiwał znacząco głową.
 - Jak do mnie mówisz to trzymaj jape zamkniętą bo się muchy zlecą. - wpadłam w niezły nałóg.
 - O głupoto, bądź pozdrowiona! - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Jak na cb patrzę to mam ochotę wysłać SMS-a POMAGAM! 
 - To było dobre! - pokiwał głowa.
 - Powtarzasz się. - westchnęłam
 - No nie gadaj! - odparł ironicznie.
 - Nie myśl tyle bo się spocisz.
  - A gdzie my tak właściwie idziemy> - zapytał.
 - Przypuszczam, że Emily bd przy swojej zagubionej rodzinie. - odparłam.
Przeszłam przez szyld na którym było napisane.
 MAŁPY
Zaczęłam się rozglądać. Ale jej tu nie ma.
 - Przy samych swoich ją nie ma. - odparłam bezradnie.
Zayn spróbował mnie przytulić.
Ale ja se nie dałam.
 - Ja jeszcze nie jestem, aż tak zdesperowana. - odeszłam od niego.
 - Mała! Nie bądź taka. No chodź! - otworzył przede mną ramiona.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Mała to może być twoja pała.
Oddaliłam się od niego jak najszybciej umiałam.
 - ALEX! Do jasnej cholery czemu zostawiłaś Emily samą! - Wydarła się na mnie Livia.
Podskoczyłam jak oparzona i wskoczyłam na jedną z ławek.
 - Boże Livia! Do zawału mnie doprowadzisz! - chwyciłam się za serce, które waliło jak porąbane.
 - Dlaczego zostawiłaś Emily bez opieki?! - zaczęła się na mnie wydzierać.
 - Emily!  - Krzyknęłam gdy zobaczyłam małą chowającą się za nogami Livi . Porwałam ją w ramiona - Em! nie wolno ci się tak tracić! Powinnaś trzymać się blisko mnie! Wg gdzie ty poszłaś?! Pozwolił ci ktoś odejść od nas? - zaczęłam trajkotać jak porąbana.
 - Nie słuchaliście mnie gdy mówiłam, że chce iść do małej Pumy! - zaczęła się żalić.
 - No już, już - przytuliłam ją do siebie i wzięłam na ręce.
 - Alex... ty mnie kiedyś wykończysz. - westchnęła Livia.
Dałam jej soczystego buziaka w policzek.
 - Dzięki Liv! Jesteś wielka!
 - O cześć Alex. - usłyszałam głos Loczka.
 - Cześć Styles. - zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciela, jakiś metal zawężał mi pole widzenia.
 - Stoje przed tobą.
Spojrzałam na metala.
Wyprostowane włosy? Ciuchy metalowca? Pieszczoty?
Jebnęłam śmiechem. 



Ta dam! Mam nadzieję, że się podobało ;)
Musze zwrócić się teraz do niektórych komentarzy:
Nie pisze kiedy bd kolejny rozdział gdyż, prowadzę tez inne blogi i mam swoje życie prywatne. Kilka razy próbowałam pisać kiedy dodam, a nigdy się nie wyrabiałam w terminie i później miałyście do mnie pretensje więc skończyłam z tym.
Myślę, że bd tygodniowo dodawać po dwie notki... może niekiedy trzy^^
To tyle z mojej strony.
Pozdrawiam.
Bujka:*