sobota, 5 maja 2012

Rozdział 16

Alex starała się farbując Zayn'owi włosy. Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak nad czymś skupionej... poprawka! Zawsze jest taka skupiona gdy grzebie w samochodach!
Ja po szesnastu latach znajomości i przyjaźni bardzo dobrze tą dziewczynę znam.
Wiem, że teraz bardzo ubolewa nad tym co zrobiła. Może teraz zgrywa wielką twardzielkę, ale widzę po jej wyrazie twarzy i mowie ciała, że jest jej przykro.
Co prawda Alex ma głęboki temperament i gigantyczną dumę. Po prostu, ona taka jest.
I za to ją kocham!  
Jest sobą i tylko to się liczy.
Nawet jeśli gra ( tak jak teraz, a uwierzcie jest w tym dobra! ) i udaje kogoś innego, to cała Alex.
 - Alex za 10 minut musimy być w samochodzie. - ponaglił ją Liam.
Liam... hymn... strasznie nadopiekuńczy. No ale w tym wariatkowie przyda się ktoś odpowiedzialny! Troszkę zazdroszczę Danielle, że ma tak wspaniałego chłopaka... no może ma zboczenie w postaci zamiłowania do różnych zabawkowych gadżetów i nie na widzi łyżek... ale naprawdę to złoty chłopak.
 - Zamknij się! Już kończę! - warknęła na niego Alex.
Tak... cała Alex... z niewyparzoną gębą.
 - Dobra... - chłopak wyślizgnął się z kuchni.
Teraz zostałam w pomieszczeniu tylko ja, Alex i Zayn, który chyba przeglądał twitter'a.
Gips strasznie mnie irytował. Wszystko mnie swędziało... a najgorsze było to, że nie mogłam się podrapać!
 - Długo jeszcze? - zapytał czarnowłosy.
 - Jak się jeszcze raz odezwiesz to ci grzebień wepchnę do gardła! - zagroziła Alex.
 - Ja bym jej posłuchała! - powiedziałam z przekąsem - Alex jest do tego zdolna!
Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
 - Ty to lepiej z tond wyjdź. - warknęła.
 - Wracamy do normy! - zaśpiewałam i w podskokach wyszłam z kuchni.
Oczywiście oberwałam grzebieniem w głowę. No ale cóż należało mi się.
                 Weszłam do biało-beżowego salonu. Na rogówce siedzieli chłopcy oglądający jakąś tandetną kreskówkę. Usiadłam na jednym z foteli i zaczęłam rozglądać się po pokoju.
Na ścianie były powieszone fotografie zwierząt, samochodów i ludzi... a także czarna gitara klasyczna z białymi podpisami jakiś ludzi... były tak zabazgrane, że nie mogłam odczytać kto się na niej podpisał.        
Podniosłam się i podreptałam do gitary.
O dziwo pudło miałam na wysokości głowy... yea... 180 robi swoje!
Jedyny autograf, który rozczytałam to podpis Slasha  . 
Matko... on bosko grał na gitarze!  Uwielbiałam piosenkę, którą nagrał z Fergi "Beautiful Dangrerous".
To był jedyny autograf, który rozczytałam.
 - Tu jest jeszcze Chad Kroeger... - ten blondasek Niall wskazał palcem autograf - z takich sławniejszych to jeszcze Damien Rice, ale to z irlandii... a później mam już mało znanych muzyków. - zaszczycił mnie słodkim uśmieszkiem.
Miło z jego strony, że mi to opowiedział. 
Nie byli tacy źli jak Alex opowiadała... a ona lubi lekko koloryzować... Chodź zgodzę się z nią, że wyglądają na seksownych pedałów.
No tak.. Alex uwielbia oceniać ludzi po okładce... ale już nad tym pracuje i jesteśmy na dobrej drodze do sukcesu!
 - Wow... zazdroszczę tylu podpisów! - powiedziałam.
Wiedziałam, ż wpatruje się w gitare jak w jakiś cud świata... ale dla mnie te podpisy dużo znaczyły. Kochałam muzykę. Sama grałam na gitarze i komponowałam piosenki. Lubiłam śpiewać... Ale strasznie obawiałam się śpiewać sama przed publicznością. Zawsze trema zżerała mnie od środka... ja mogłam śpiewać ale tylko w duecie! i przed lustrem, ale to inna sprawa.
 - To nic... - odparł wzruszając ramionami.
Widziałam jak się rumieni.
 - Ja mam tylko podpisy od polskiego zespołu Dżemu i Happysad'u... i z takich większych gwiazdek to Anthony Kiedis . - byłam na prawdę dumna że muzyk podpisał mi się na gitarze... Było to niedawno...
Razem z Alex byłyśmy na ich koncercie Red Hod Chili Peppers
Czekałyśmy wtedy na moją mamę. Miała po nas przyjechać... a że koncert był na drugim końcu Londynu to nie moja wina! 
Ludzi już prawie nie było... A ekipa sprzątająca zabrała się za ogarnianie stadionu. 
Stałam z Alex jak dwie sieroty wrzeszczące do siebie... ( tak stałyśmy przy głośnikach i trochę nam przytępiło słuch ). Przed nami zatrzymał się czarny bus. Coś się w nim popsuło. I stanął.
Pamiętam dobrze jak kierowca wybiegł z samochodu... ( klnął niemiłosiernie! ) i otworzył klapę. 
Oczywiście mówiłam Alex, aby się do tego nie mieszała, ale jak to ona zrobiła wszystko po swojemu. Podbiegła do kierowcy i zaczęła z nim rozmawiać... w rezultacie oboje się na siebie darli aby się zrozumieć. W końcu kierowca dopuścił ją do samochodu. 
Przez chwile w nim grzebała. 
Ja oczywiście stałam jak sierota.          
Z busa nagle wyskoczył Anthony i Chad Smith ( perkusista zespołu ). Byli najebani po koncercie. 
Przez chwilę z sobą pogadaliśmy, znaczy... ja próbowałam ich zrozumieć. 
W końcu mama po nas przyjechała gdy mężczyźni próbowali zaprosić nas do busa... tak my 14 letnie smarkule... już to widziałam. 
Obie zaczęłyśmy panikować ale przyjechała mama i opanowała sytuację. 
Że w samochodzie była moja gitara, przywieziona z naprawy, to skorzystałam z okazji i cały zespół podpisał mi się na niej.
To był niezapomniany koncert... no mógł być lepszy jakby nie chciano nas zgwałcić... ale i tak mi się podobało!
Ze wspominania wyciągnął mnie blondyn:
 - Masz podpis Anthony'ego?! - prawie pisnął.
 - A ty Slash'a i Chada! - podzieliłam jego entuzjazm
 - Kiedy go spotkałaś? - spytał
 - Długo by opowiadać... byłam na ich koncercie i ta dam! - powiedziałam.
 - Zazdroszczę! - westchnął - wiesz...
 - PRZYNAJMNIEJ JUŻ NIE SĄ MARCHEWKOWE! - przerwał nam krzyk Alex, dochodzący z kuchni.
 - CZY TY UWAŻASZ ŻE JA MIAŁEM TAKI KOLOR WŁOSÓW?! - ryknął Zayn.
Chłopcy z kanapy szybko wstali i skierowali się w stronę kuchni.
Ja też gorączkowo zaczęłam skakać.
 - TO NIE MOJE WINA, ZE KUPILI TANDETNĄ FARBĘ! - znów krzyk Alex.
 - Spokojnie! - Liam wszedł pierwszy do kuchni, a zaraz za nim Lou.
 - Nie ma to jak kłótnie małżeńskie! - szepnął do mnie Harry, ten zakłamany porywacz z łóżek szpitalnych!
Parsknęłam śmiechem.               
                   Skubaniec wmówił mi, że Alex kazała mi mnie przywieść do domu. No to ja mu uwierzyłam! No jak mogłam nie uwierzyć, takiej słodkiej mordce?! Tak.. tylko zamiast przywieść mnie do mojego domu, zawiózł mnie do swojego! Grrr...
W końcu się opanowałam i weszłam do kuchni.
Obok lodówki stała wściekłą Alex z rękami założonymi  na piersiach i przymrużonymi oczami wyglądała groźnie... ale cały urok psuło jej ubranie, które było na nią za duże i wisiało na niej jak na wieszaku.
Moja mała kruszykna... - pomyślałam.
Ona by mnie za to stwierdzenie zabiła! Miała kompleks niższości... ale i tak mało kiedy chodziła w szpilkach.   
Zayn stał jak najdalej od okna i przeglądał się w lusterku.
Jego włosy już nie były marchewkowe... ale daleko miały do swojego dawnego koloru... Powie szczerze, że kasztanowy kolor włosów średnio mu pasował.
                    Jakoś wszyscy zmieścili się w jednej kuchni... chodź była cholernie mała, ale pomieściła 7 osób.
Chłopcy oczywiście leżeli poskładani ze śmiechu.   
 No a jakby inaczej...
Ja próbowałam zachować powagę i równowagę! ( bo pan wielmożny Harry się na mnie uwisł... jakby mi nie był trudno utrzymywać równowagę na jednej nodze! ) 
 - To mogłaś ich posłać po inną! - warknął Zayn.
 - Na obrazku była czarna! Nie moja wina że wyszedł inny kolor! - żachnęła się.
Zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
 - Dzieci! Dzieci! - atmosferę próbował ratować Liam- uspokójcie się!
Widziałam jak ogniki w oczach Alex rozpalają się... niedobrze... bardzo niedobrze... 
 - CHŁOPCY! - usłyszałam w holu, donośny głos jakiegoś mężczyzny - Co tu się stało?! - teraz zabrzmiał groźnie.
 - Cześć! - chłopcy krzyknęli chórem.
Widziałam jak Zayn z Liamem wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Czarnowłosy skierował się do drugich drzwi.
Harry wybiegł z kuchni i zaczął gorączkowo rozmawiać z mężczyzną.
 - Mieliśmy gości... a Niall miał ochotę na ciasto...  
 - Tak! Teraz zwal wszystko na mnie! - wydarł się blondyn, wybiegając z kuchni.
 - No dobra... aja miałem ochotę na ciasto i wpadłem na pomysł bitwy na żarcie. - słyszałam w jego głosie skruchę.
Liam z Louisem zaczęli ciągnąć mnie i Alex do przeciwległemu pokoju.
Tak... mnie prowadził Lou i przez niego wpadłam na krzesło, a potem na stół.
 - Czy te zderzenie z ścianą naruszyło ci czaszkę mózgową? - zapytałam go pół głosem.
Ten podwiął wargę i spojrzał na mnie smutno.
Za to Alex parsknęła śmiechem i została uciszona pączkiem z lukrem.
Dałabym głowę jakby jej wzrok zabijał połowa ludzi leżała by martwych!     
 - A cóż to za miłe panie? - usłyszałam głos mężczyzny.
Odwróciłam się na pięcie.
Przedemną stał wysoki mężczyzna. o szpakowatych włosach. Był nieogolony. Pojedyncze zmarszczki dawały jego twarzy surowy wygląd. Był najwyżej po czterdziestce... ale tata od Alex wyglądał młodziej. 
Miał na sobie jasne dżinsy, czarną koszulkę z tygrysem, a na to czarna marynarka.
 - Dobry... - powiedziała wesoło Alex...
Co ona kombinuje?
 - Dobry... - mruknęłam.
Zaczęłam wpatrywać się w przyjaciółkę. 
 - Alex, Livia poznajcie naszego szefa ochrony Paula.i menagera - przedstawił nas Liam - Paul to nasze przyjaciółki Alex i Livia. - wskazał na nas.  
Paul uścisnął z nami ręce.
 - Jakby chłopcy mnie uprzedzili, że tu będziecie, kupił bym dla pięknych pań po róży... a nawet po bukiecie róż... - powiedział poetycko.
Ja, aż się zarumieniłam.
Widziałam, że Alex ukrywa swój uśmieszek, ale marnie jej to wychodziło.
Lekko przesunęłam się w jej stronę... Aby ja za wczasu kopną, jakby chciała zrobić coś głupiego...
 - Och przestań Paul. - upomniał go Niall - to jest nasz kasa nowa... - chłopak poklepał mężczyznę po plecach.
 - Och no nie przesadzajcie... - zaczął Paul - Zayn mogę wiedzieć gdzie się wybierasz?
Podskoczyłam gdy usłyszałam jego srogość w głosie. 
Ale była straszliwie rozbawiona.
 - Chłopcze pozwól do mnie! - zawołał Paul.
Dobiegły mnie przekleństwa Zayna.
Po chwili w kuchni pojawił się Zayn, bez koszulki z kasztanowymi włosami.   
Paul złapał się za serce i szybciej wciągnął powietrze.
 - CO WYŚCIE MU ZROBILI?! - wydarł się mężczyzna.
Wszyscy skulili się.
 - To ALEX! - wszyscy zgodnie pokazaliśmy palcem na dziewczynę.
Przyjaciółka była najpierw zaskoczona, ale później odzyskała swoją rutynę.
 - O nie! - warknęła i pociągła Loczka do siebie - On tez w tym maczał palce! Ja chciałam wszystko naprawić! - broniła się dzielnie Alex.
Harry schował się za Alex. Dość komicznie to wyglądało, bo Alex w porównaniu z nim była maleńka... sięgała mu zaledwie do ramienia.
Maenager potarł palcami skroń. Odsunął sobie krzesło i usiadł ciężko.
 - Ja przy was wyłysieje! - westchnął - w kuchni zostaje panienka, Malik i Styles. Reszta do salonu! Liam zamkniesz za sobą drzwi! - rozkazał.  
Ewakuacja z pomieszczenia poszła sprawnie...
No prawie.
Lou z Niallem zaczęli się ścigać i obaj wylądowali na ścianie...
Ja ostrożnie w asyście Liama wyszłam z kuchni.
Li zamknął drzwi i zaprowadził mnie do sofy.
Usiadłam na niej ociężale.
Rozejrzałam się.
Trójka chłopców nadstawiała uszu przy drzwiach z kuchni. 
 Wydało mi się to dobrym więc podreptałam do nich.
 - Dowiedzieliście się czegoś ciekawego? - szepnęłam na co oni podskoczyli przerażeni.
 - Boże święty! - zaczął Louis - chcesz abym na zawał zszedł?! - krzyknął szeptem.
 - Ciiii - uciszył nas Liam.
Zwiesiłam głowę.
 - Dobrze tato! - odparłam równo z Lou.
Znów ryknęliśmy śmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Paul.
 - Panowie i panie... proszę odsunąć się od drzwi. - powiedział srogo.
Oczywiście baran Lou, wystraszył się i chciał uciec, ale ja stanęłam mu na drodze i wylądowaliśmy na ziemi. 
No nie powiem że NIE bolało!
 - Ja z wami trafie do szpitala! - jęknęłam.

Po 20 min wyszli z kuchni. My nie godni siedzieli na kanapie i oglądaliśmy kreskówki.
Gdy zobaczyłam Alex wyglądała jakby zobaczyła ducha.
Była cała blada i ogólnie wyglądała jakby z grobu wstała...
Nie wiem co się tam stało, ale po minie Alex... nie spodobało jej się to.
 - Livia jedziemy. - powiedziała to głosem jakby zaraz miała wybuchnąć.
Posłusznie wstałam.
Wzięłam torbe z ciuchami... a raczej piżamą, gitarę Alex i laptopa.
Alex wzięła nasze mokre ciuchy torebkę i otworzyła przedemną drzwi. 
 - Cześć wszystkim! I do widzenia! - krzyknęłam
 - Hej... - mruknęła Alex
Chłopcy zaszczycili nas tylko krótkimi pomrukami... pewnie teraz dostaną lanie... - uśmiechnęłam się w duchu. 
Wyszłam na podwórze.
Podeszłam do kabrioletu i wyciągłam kule.
Po czym wpakowałam się do srebrnej Pumy.
Alex siedziała już zapięta i próbowała włożyć kluczyk do stacyjki... ręce się jej tak trzęsły...
W końcu zlitowałam się nad nią i wcisnęłam kluczyk do stacyjki.  
  - Dzięki - mruknęła.
Dość szybko żeśmy odjechały.
Troszkę mną rzucało bo Alex brała gwałtowne zakręty...
Ciekawość mnie zżerała co ją tak wyprowadziło z równowagi... w końcu odważyłam się i zapytałam:
 - Yyyy Alex? - zaczęłam
 - hhyhmm? - mruknęła... była zaabsorwowana jazdą. 
 - Powiesz mi co się stało w kuchni? - przybrałam łagodny ton głosu.
 - Zgwałcili mnie i poćwiartowali... w sumie Zayn'owi się podobało... - fuknęła sarkastycznie.
 - Nie chcesz mówić to nie mów! - fochnęłam się!
Nie musiała być od razu zgryźliwa...
 - No kochanie... - poklepała mnie po ramieniu - jak byś się dowiedziała, że masz coś zrobić zupełnie niezgodne z twoją naturą to zrobiła byś to?  - powiedział.... świdrowała mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
Spojrzałam na nią wymownie.
 - Zależy. - odparłam.
 - No  właśnie! - tera Alex wybuchła - CZAISZ to że ten pierdzielony pedał kazał mi CHODZIĆ z tym PIEPRZONYM MALIKIEM?! Bo to dla DOBRA zespołu?! CO MINIE TO KURWA OBCHODZI?!  Rozumiesz to...?
Włączyłam na ful radio.
Akurat leciał jakiś jazgot od Linking Park'a... no tak... zapomniałam, że Alex w każdym radiu ma wgrane swoje składanki...
Na szczęście Fire zagłuszył wybuch Alex.
Gdy w końcu zamknęła swoją jadaczkę, wyłączyłam radio i palnęłam:
 - Co ty ciulasz? 



I rozdział 16 z perspektywy Livi... Mam nadzieje, że się wam spodoba:D  Zrobię ankietę czy wolicie aby było pisane z perspektywy jednej, czy obu:P Oczywiście wasze opinie w komentarzach bardzo mi pomogą :D
Chciałybyśmy wam podziękować za wiele komentarzy pod ostatnim postem... Jak je zobaczyłyśmy to jarałyśmy się bardziej niż Zaynem i Harrym:P <joke> I po prostu dostałyśmy kopa do pisania notki :P
Cholernie wam też dziękujemy za ponad 4700 wejść:P Nawet nie wiecie ile t dla nas znaczy!! ( a pisze to od serca! Nie po to by zamydlić wam oczy! :P). 
Mam nadzieje, że notka wam się spodoba... Chodź na początku jest monotonna i nudna to na końcu bardziej się rozkręca!!

Ps. Nie mam pojęcia jak nazywa się ich menager... na jednych stronkach pisze, że Paul jest ich menagerem i szefem ochrony... na innych, że ni mają osobnego menagera... Dla opowieści postanowiłam, że Paul będzie szefem ochrony i menagerem chłopców:P 
 Kończe was zanudzać :P  
Kochamy was!!!

Zakręcony Duet!!
<3 <3 <3       

czwartek, 3 maja 2012

POWIADOMIIE!! WAŻNE!!

Kilka słów od autorek:
 1) On początku blog miał być pisany na przemian oczami Alex i Livi... Ale obie uznałyśmy, że to tak bezsensu bd pisanie co Livia robiła w szpitalu więc uznałyśmy, że teraz ( jak wyszła ze szpitala ) to dobry moment aby zacząć pisać z jej perspektywy :D
Chciałybyśmy wam tym przekazać charakter i sytuację rodzinną Livi, a także jak postrzega po szczególne osoby. Wyjawię wam, że Livia jest odwrotnością Alex... ale jedne cechy ma po niej:P
 2) Chcemy znać waszą opinię w komentarzach. Czy wolicie abyśmy pisały tylko z perspektywy jednej bohaterki, czy z obu.
 3) Nastąpi kilka zmian w wyglądzie bloga, a przyczyną tego będzie to , że będziemy dodawać nowych bohaterów (:
 4) Fabua nieraz będzie się zmieniać o 180' więc bądźcie na to gotowe! :D

No to z naszej strony to tyle:P
Ps. Następna notka pojawi się z perspektywy Livi!

Kochamy was!!
Zakręcony Duet:P 
   <3 <3 <3        

wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 15

 - Harry! Coś ty mi kupił za żel? - wrzasnął Zayn na przyjaciela.
Harry osłonił się Louisem.
 - Ja tylko kupiłem żel. Nie moja wina, że był w rękach Alex... - odparł loczek.
 - Zamknij się, albo udławisz się moją pięścią. - syknęłam.
 - Alex! -zwrócił się do mnie marchewek, a ja mimowolnie się skuliłam - to ty mi to zrobiłaś? To jest ta twoja zemsta?! Boże jesteś nienormalna... powinni cie zamknąć w jakimś zakładzie! - prawie krzyczał mi do ucha.
 - Wcale, że nie! Wystarczyłby tylko kaftan  bezpieczeństwa. - zaprotestowałam.
 - I łańcuch - dopowiedziała Livia.
 - I beton - powiedział Harry.
 - I jakieś jezioro gdzie bym mógł cie utopić! - dokończył Zayn.
Zrobiłam obrażoną minkę.
 - Ale jesteście mili... -fuknęłam
 - Nie pogryźcie się - powiedział Liam krztusząc się ze śmiechu.
 - Nie mam zamiaru go nawet dotknąć - wskazałam na Zayn'a, który bez koszuli prezentował się... całkiem, całkiem. A jego tatuaż, znaku wolności, na sercu seksi wyglądał. 
 - I vice versa. - zmierzył mnie spojrzeniem.
Wstałam od fortepianu i oparłam się o zimną szybę jak najdalej od Zayn'a i jego gniewu.
Chłopak miał minę, jakby zaraz mnie miał zabić.
 -  Nie patrz tak na mnie! - upomniałam go skrywając się za Liam'em... może on mnie przed nim ochroni? W końcu jak tego nie zrobi to Danielle bd na niego wkurzona - W więzieniu jak chcą coś z kogoś wydusić pokazują mu twoje zdjęcie i ofiara błaga o litość! - palnęłam pierwsze lepsze zdanie, które mi się nasunęło.
Wszyscy oprócz Zaya, ryknęli śmiechem.
Ten tylko 123 raz zabił mnie spojrzeniem.
 - Ciesz, się że moja licencja na zabijanie właśnie się skończyła... bo, było by z tobą źle. - wycedził, zdecydowanie za spokojnie, zbliżając się do mnie.
Ja natomiast zaczęłam wycofywać się do szklanych drzwi prowadzących zza dom.
 - A co zabrali ci ją po tym jak zabiłeś muchę? - odparłam i rzuciłam się biegiem do drzwi.
Zayn pobiegł za mną z psychopatycznym krzykiem.
Dopadłam drzwi i zatrzasnęłam je za sobą.
Ale zauważyłam, że chłopak mnie już nie gonił, a leżał na ziemi.
Za to Livia uciekała na jednej nodze.  Musiała podłożyć mu nogę. Chłopcy leżeli poskładani ze śmiechu... a Zayn z ogniem w oczach zaczął ją gonić. Otworzyłam jej drzwi i przed samą twarzą Malika, je zatrzasnęłam.
Chłopak był już cały czerwony z gniewu.
Livia komicznie wyglądała jak skakała jak kangur na jednej nodze.
Obie trzymałyśmy drzwi, a Zayn ciągle na nie napierał. W końcu przestał.
Ale my nadal trzymałyśmy drzwi.
Nagle zrobiło się jakieś zamieszanie i Zayn zniknął. Puściłyśmy drzwi i zaczęłyśmy się śmiać.
 - Widziałaś jego minę? - zapytałam przyjaciółkę
 - Nooo... a jak mu to o licencji powiedziałaś.... boskie... - odparła
 - Ejj weź... jego kolor włosów... daje głowe, że miał być czerwony... nie wiem czemu marchewa wyszła... 
Ledwie trzymałyśmy się na nogach.
 - Widziałaś jak na niego ten Louis patrzył? - zaczęła Livia - jakby mógł to by się na niego rzucił.
 - JA to się zaraz na was rzucę.
Automatycznie na dźwięk głosu Zayna przestałyśmy się śmiać i odwróciłyśmy się sparaliżowane.
Chłopak stał w swojej całej okazałości. Bez koszulki pokazując umięśnioną klatę... ale wszystko psuło jego kolor włosów.
 - Ejj Zayn ale spokojnie. - zaczęłam się powoli od niego oddalać. Próbowałam nie robić żadnych gwałtownych ruchów... za co Livia skakała jak piłeczka do ping-ponga. - nie zrób czegoś czego bd żałował. - mówiłam to spokojnie... ale niebezpiecznie zbliżałam się do basenu.
 - Właśnie Zayn... wiesz... to były żarty - zaczęła Livia - bo wiesz ja nawet nie wiedziałam nic  o twoich włosach... TO BYŁ ALEX POMYSŁ! - wskazała na mnie.
Chłopak zwrócił się w moją stronę. Wyglądał jak jakiś Bóg Zemsty.
 - Dzięki za osłanianie tyłka - warknęłam w stronę Livi - Zayn... spokojnie.... nie rób żadnych gwałtownych ruchów!
 - Ale dlaczego Alex? - powiedział spokojnie stałam już na skraju basenu... zaczęłam powoli zmieniać kierunek - ale ja ci nic nie zrobie... - stał już tylko metr odemnie.
 - Zayn może zgoda? - wyciągnęłam rękę - zapomnijmy o wszystkim co? - powiedziałam błagalnie.
 - Oczywiście Alex, ale zaraz po tym! - popchnął mnie do basenu.
Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam... chodź nie wiem jak. Chwyciłam go za ramię próbując wyłapać "grawitacje", w efekcie czego obaj wpadliśmy z pluskiem do zimnej wody.
Zimno uderzyło we mnie falą. Przez jakiś czas nie wiedziałam gdzie jest góra, a gdzie dół, ale w końcu zaczaiłam.
Wypłynęłam na powierzchnię i zaczęłam się krztusić bo nałykałam się wody z chlorem.
Poczułam obok siebie jakieś ciepłe ciało.
 - Po jakiego chuja mnie chwyciłaś?! - wydarł mi się Zayn do ucha.
 - Kurna nie drzyj mordy Malik! - wrzasłam na niego.
 - Po chuja mnie chwyciłaś?! - powtórzył pytanie.
 - Bo chciałam złapać równowagę! - odparłam.
Miałam małe trudności z utrzymaniem się nad wodą... no w szpilkach to nie było proste... ale Malik podtrzymywał mnie.
Zayn wyglądał komicznie. Jego marchewkowe włosy spływały mu na twarz razem z wodą... i wyglądał wyjątkowo pedalsko... chyba zacznę doceniać kiedy stawia włosy na żelu... o wiele lepiej wygląda!
 - Po co mi pomagasz? - warknęłam, nie lubiłam jak ktoś mi pomaga... czuje się wtedy strasznie bezbronna i nieporadna! Nie nawidze tego uczucia!! 
 - Bo nie chce mieć cię na sumieniu. - odparł.
On też miał problemy z utrzymaniem się nad wodą. No cóż... musiał utrzymać siebie i mnie.
 - Zabije cie za te szpilki! - warknęłam.
Musiałam je zdjąć aby nas nie utopić.
Zanurkowałam i zrzuciłam je...
Boże takie piękne buty!
Wypłynęłam już o własnych siłach.
 - O wiele lepiej - wyszczerzył się bezczelnie do mnie.
 - Udław się wodą!
Podciągnęłam się zgrabnie i usiadłam na brzegu basenu. Podnoszenie ciężkich przedmiotów dało swoje i miałam trochę masy mięśniowej, z których byłam dumna.
Nooo chodziłam też z Livią 2 razy w tygodniu na siłownię... to też coś dało.
Podałam chłopakowi rękę aby pomóc mu wejść.
Ujął ją.
PLUM!
Znów znalazłam się w wodzie.
No ja go chyba ZABIJE!!
25 lat w więzeniu to nie aż tak dużo! Poświęcę się!
 - Zabije cie! - krzyknęłam na niego.
 - Za co? - szczerzył się do mnie bezczelnie. Stał już w bezpiecznej odległości od basenu.
 - Wredny jesteś! - warknęłam - przyznaj się! Jakbyś nie chciał mnie przelecieć to byś mnie utopił! - w przypływie gniewu mówiłam różne bzdury, no i  to jedna z nich... później tego bd żałować.
 - Aż tak to widać? - spojrzał na mnie za swoich sklejonych od tytoniu  rzęs.
 - Zoczony jesteś! - wyskoczyłam z wody.
Stanęłam przed nim cała mokra... zapewne moja biała bluzka teraz strasznie prześwitała... A kij z tym!
 - Sorry... jestem facetem jakbyś nie zauważyła. - odparł wzruszając ramionami.   
 - No jakoś nie miałam okazji zauważyć! - dogryzłam mu.
Usłyszałam trzask i na basen wbiegł Liam, a za nim Harry.
 - Co wyście narobili? - Wskazał na nas blondyn.
Popatrzyłam na nas. Staliśmy w kałuży wody... a do tego trzepałam się z zimna jak Ciłała.
To dziwne... nigdzie nie było Livi...
Rozejrzałam się.
 - To ona w padła do wody! - oskarżył mnie Malik - ja ją tylko chciałem wyciągnąć!
Uniosłam brew:
 - Ta... jasne... ty to byś mnie najchętniej spalił na stosie... - odparłam i wskazałam na niego - on chciał mnie utopić! I to z premedytacją! - rzuciłam oskarżycielsko.
 - Dzieci i ryby głosu nie mają. - odparł
 - No właśnie rybko więc siedź cicho. - odparłam.
 - Co powiedziałaś? Bo jesteś taka mała, że cie nie usłyszałem. - przytknął sobie dłoń do ucha i nachylił się ku mnie.
 - Ej no! Mam 170! - odparłam
 - To chyba w 20 cm szpilkach! - odparł i pokazał mi język.
Boże zachowywał się jak dziecko!
 - Mężczyźni zawsze zasłaniają najpiękniejsze kwiaty! - odparłam.
Słyszałam to kiedyś w reklamie i tak mi to w pamięci zostało.
Chłopaki spojrzeli na mnie zdziwieni.
 - Ja tu ani kwiatu, a co co dopiero piękna nie widzę! - odrzekł Malik
Spiorunowałam go spojrzeniem.
 - Och abyś się ie udławił językiem - odparłam.
Uniósł brew.
 - Twoim? - spojrzał niewinnie - Twoim to zawsze.
Zakryłam dłonią usta. Fuj! Miałam sobie wyparzyć wargi po ostatnim jego pocałunku! Ble!     
 - Znam dobrego psychiatre... nie chcesz numeru? - wymamrotałam.
 - Twojego? zawsze.  - obdarował mnie tryumfalnym uśmieszkiem.
Znów spiorunowałam do spojrzeniem.
Och! szkoda, że mój wzrok nie może zabijać!!
 - Nie bąć taki hej do przodu bo cie z tyłu zabraknie...
 - O Kurwa! - przerwał nam naszą bardzo interesującą rozmowę Harry.
Może to i dobrze? Zaraz by pewnie doszło do rękoczynów.
Harry pokazywał palcem na basen.
A raczej coś co w nim pływało.
 A  tym czym była nie kto inny, ale Livia.
Nie ruszała się a dryfowała na powierzchni wody z twarzą w wodzie.
Mimowolnie krzyknęłam:
 - LIVIA!
Chciałam wskoczyć do wody, ale coś mnie powstrzymało.
To były dwa cosie.
Jednym był Malik, który przytrzymał mnie, a drugim to coś w mojej podświadomości.
 - Trzymaj! - w moją stronę poleciał telefon, który złapałam na klatę... ale to nie ważne.
Później słyszałam tylko PLUM i Harry zniknął pod wodą. Później znów się pojawił i podpływał do Livi.
Zaraz za nim wskoczył Liam.
Wyszarpałam się z obięć Zayn'a i stanęłam na brzegu basenu.
Reszta zespołu... czyli Lou i Niall wbiegli na taras. Oboje coś wpierniczali. Blondyn batonika, a szelek marchewę Obydwoje nie mieli pojęcia co tu się stało. Wyglądali jak barany na rzezi. .
Chłopcy w basenie mieli już Livię i płynęli z nią do brzegu.
Sytuacja została opanowana...
Spojrzałam na telefon.
Był z pewnością od Harry'ego... no przecież mieliśmy takie same.
Niewiele myśląc spuściłam telefon, który najpierw się roztrzaskał, a później wleciał w częściach do wody.
                     Gdy w końcu podali mi Livię. Zobaczyłam, że lekko otwiera oko. Mrugnęła i zamknęła je. Skubaniec! Zupełnie zapomniałam, że umi na długo wstrzymywać powietrze bez problemu!
Cholerka!
Wypuściłam ją z objęć.
Harry nachylił się nad nią:
 - To co robimy? - spytał wlepiając we mnie zielone oczy.
 - Usta, usta? - odparłam z perfidnym uśmieszkiem.
 - No dobra... - odparł.
Widziałam błysk w jego oku.
Zza naszymi plecami Lou parsknął śmiechem.
Styles nachylił się nad Livią, która nadal udawała topielca.
Gdy znajdował się centymetr nad jej ustami, zakryła mu dłonią twarz i szybko się "przebudziła".
 - Dobra! NIC MI NIE JEST! - krzyknęła przerażona, perspektywą " całowania " się ze Stylesem
 - Baranie! - odparłam.

***

Po godzinie siedziałam u nich na sofie w szarej koszulce Liama i czarnych spodenkach Louisa. Bo oczywiście ja muszę mieć za dużą dupę bo ani do spodenek Danielle się nie zmieściłam, ani Eleanor... To już nie moja wina, że one są takie drobniutkie! A spódnica to ZŁO! 
Livia miała mniejszy problem. Miała na sobie beżowe spodenki Eleanor i czarną bluzkę Harrego z jakimś tandetnym zespołem. ( Skubaniec jest taki wysoki, że Harry { niby jest najwyższy} musiał jej pożyczyć bluzkę:P No cóż... 180 na płaskim bucie... no Livia to żyrafa:P )
 - Yhhyy no ok... - Harry zaciekle rozmawiał z Emmą. Miała przyjść naprawić włosy Zayna... bo dziś ludzią się mieli pokazać na próbie... czy czymś. - noo szkoda... noo.. bo to okropnie wygląda... no buziaczki! no papa. 
Siedziałam sobie grzecznie na kanapie obok Livi. A pmiędzy mną a Zaynem znajdował się Lou, Niall i Liam, który panował nad nim, aby się na mnie nie rzucił. 
Tak po prostu działa mój urok osobisty. 
 - No to dupa - powiedział Harry chowając telefon Louisa - on tez chciał mnie rozszarpać, że zniszczyłam mu telefon. - Emma jest w Irlandii... w sumie nie wiem po co... jakiś film czy coś. I nie przyjedzie. Danielle też nie może a Eleanor nie odbiera. ja nie wiem co my zrobimy! - Załamał ręce. 
Też miał problemy z samokontrolą patrząc na mnie... no w końcu umyślnie rozwaliłam mu telefon... ale co tam!
A ja za to mogłam się w każdej chwili zucić na Zayn'a! Uśmiercił moje szpilki! I teraz paradowałam w czarnych converse'ach Liama.
Westchnęłam:
 - Jedźcie kupić jakąś czarną farbę do włosów... spróbuję to naprawić - zasłoniłam się rękami napotykając wzrok Zayn'a - Nie bij! - krzyknęłam i schowałam się za Louisem.
 - Ja ci NIE DAM się dotknąć! - prawie krzyknął i Liam położył mu rękę na ramieniu.
 - Stary opanuj się zaraz to naprawimy. - odparł spokojnie.
 - Grrrrrrr - warknął czarnowłosy.
 - Nie warcz bo ci kaganiec założę! - warknęłam.
Zayn rzucił się na mnie... Liam go trochę późnił.
Ja nie czekałam aż chłopak się uspokoi. Pobiegłam do łazienki, która znajdowała się na piętrze i zamknęłam się.

Nie wiem jak ja długo siedziałam w łazience, skulona w obawie przed Malikiem. Kilkanaście razy rozmyślałam nad wyjściem przez okno... ale przy mojej koordynacji... została by po mnie mokra plama na podjeździe...
W końcu usłyszałam PUK, PUK i aż podskoczyłam.
 - Alex - usłyszałam spokojny głos Liama. - możesz już wyjść. Obezwładniłem go i związałem.
Parsknęłam śmiechem.
 - A kaganiec ma? - zapytałam.
 - Nie.
 - To nie wychodzę! - skwitowałam.
 - Alex... Harry z Niall'em przywieźli farbe do włosów to się uspokoił! Wyłaź albo go tu puszcze! - zagroził.
Przekręciłam klucz i wyszłam ostrożnie.
 - To nie fair! - jęknęłam 
Parsknęłam śmiechem na widok Harrego w czarnych okularach i czarnym garniturze... jeszcze dłonie miał splecione w "pistolet" i rozglądał się po całym holu.
 - Jakoś nie bawi mnie perspektywa, że Harry jest moim gorylem... - mruknęłam na co Liam parsknął śmiechem.
Harry póścił mój komentarz pomimo uszu.
 - Teren czysty możemy ją sprowadzić! - ryknął na cały dok - a jak u cb?
 - Czysto! Delikwent siedzi grzecznie w kuchni! - usłyszałam z dołu krzyk Louisa
 - DOBRA! - loczek ryknął mi do ucha - sprowadzam ją!
 - Jakoś nie sądzę aby to był dobry pomysł... Harry kurwa co ty robisz? - spytałam gdy podniósł mnie z ziemi i szedł po schodach.
 - Sprowadzam cię bezpiecznie na dół. - odparł.
Próbowałam się wyszarpać ale marnie mi to wychodziło.
 - Mam zdrowe nogi i UWIERZ poradzę sobie z zejściem po schodach... więc do cholery mnie puść! - zaprotestowałam.
Na całe szczęście szybko pokonał schody. Oczywiście na ostatnim schodku się wywalił i poleciałam na niego.  
 - Baran. - mruknęłam gramoląc się z niego.
 - Fajtułapa! - Lou zaczął się z niego naśmiewać. Też był ubrany w czarny garnitur i grał role tajniaka... Boże! Prawdziwe wariatkowo!!
 - Ja ci zaraz zrobie fajtułape! - ryknął Harry i zaczął go gonić.
W brew pozorom Lou był szybki... aż nie poznał się bliżej ze ścianą...
 - No i moją ochronę szlag trafił. - westchnęłam


Rozdział 15!! W końcu! Męczyłam się z nim.... ale w końcu jest! Chodź nie wyszedł tak jak oczekiwałam... ;( Troszkę go popsułam... ale cóż...
Strasznie długo na niego czekałyście i mam nadzieje, że było warto!!
Strasznie chcemy wam podziękować za te ponad 4200 wejść!
Te cyferki to niby nic ale dla nas znaczy to bardzo dużo!!

Kochamy was!!
Zakręcony Duet! <3 <3 <3 
 

czwartek, 26 kwietnia 2012

Rozdział 14

Spojrzałam na na zegar w NOWEJ komórce... 12,15... masakra... jakoś zgramoliłam się z ciepłego łóżeczka... Jeszcze w koszuli nocnej zeszłam do kuchni. Z kuchni dobiegały głosy Luke, taty, cioci Małgosi, Emily i taty. Chciałam jeszcze zmienić zdanie i iść się przebrać, ale Emily wybiegła z kuchni, a za nią Luke. Zderzyliśmy się na korytarzu.
 - Boże dzieci... co wy wyrabiacie? - powiedział tata wybiegając z kuchni.
 - Mnie sie nie pytaj... Ja ledwie na oczy widze... - wykrztusiłam.
Co tam, że byłam w króciutkich spodenkach, które zasłaniały o wiele mniej niż powinny i białek koszuli nocnej... leżałam teraz plackiem na ziemi, przygniatana przez siostrzyczkę i byłego chłopaka... wprost tak sobie wyobrażałam dzisiejszą pobudkę... 
 - O cześć ALEX! - przywitał minie Luke.
 - Złaźcie ze mnie! - wrzasnęłam.
Emily jakoś się wyślizgnęła... a Luke nadal leżał na mnie... Nie dość, że wyglądałam jak siedem nieszcześć to jeszcze były chłopak u którego myślałam że mam szanse leży na mnie.
Gapiliśmy się na siebie jak w transie.
 - Chłopcze... - upomniał go tata.
Luke wstał jak oparzony.
 - Żenada... - mruknęłam w stronę ojca.
Tata podał mi ręke i pomógł wstać.
Nie miałam siły już wracać się do pokoju, więc usiadłam na białym  krześle barowym i położyłam się na stole. Ktoś podsunął mi pod nos kawę. Podskoczyłam na krześle czując ten cuchnący zapach kawy... FUJ! Nie nawidziłam kawy!
 - Weź odemnie te świństwo! - zwróciłam się do ojca, który stał nademną z perfidnym bananem na ryjku. Wiedział bardzo dobrze, że nie znoszę kawy...  
 - To tak na otrzeźwienie - odparł.
 - O ile wiem wczoraj nie piłam... chyba, że dosypałeś mi do picie tabletkę gwałtu... ale mało prawdopodobne... - odgryzłam się - a tak przy okazji cześć ciociu! - posłałam jej buziaka.
Tak, troche nie miałam ochoty na rozmowę o ich związku... nie chciałam zniszczyć sobie humoru... a  ciocie bardzo lubiłam i nie chciałam aby było jej przykro... z moją gadką i niewyparzoną gębą było bardzo prawdopodobne, że w 3 min zdążyłabym kogoś obrazić... ale cóż.. 
 - Cześć kochanie... tak się cieszę, że juz nie gniewacie się na nas z Livia...
 - Nikt nie powiedział, że się nie gniewamy... obie uważamy to za absurdalny pomysł.. ale cóż jak się kochacie... to JA nie bd stała wam na przeszkodzie... chodź nie macie odemnie błogosławieństwa...
Wszyscy, którzy siedzieli w kuchni wlepili we mnie zdziwione spojrzenia.
 - No co? - odparłam - chyba raz na jakiś czas mogę być miła.. i mieć przebłysk inteligencji...
Wszyscy w kuchni ryknęli śmiechem.
 - Dzięki... mili jesteście - odparłam i również zaczęłam się śmiać.

                   O 13,12 zadzwonił mój telefon. Myślałam, że to Livia i odruchowo odebrałam nie patrząc na wyświetlacz. 
 - Co byś chciała? - warknęłam do słuchawki.
Aktualnie siłowałam się z Sabą... on chciał jechać ze mną do szpitala i wrył się na siedzenie pasażera, obok kierowcy, a ja ani myślałam go ze sobą zabrać. Więc ja go spychałam z siedzenia, a on jak na złość zapierał się mocniej.
 - No nie wiedziałem, że przez noc zmieniłem płeć - odezwał się w słuchawce Harry.
 - A witam wielmożnego pana. - odparłam - mógł byś zadzwonić za 10 min? Bo aktualnie siłuje się z psem... SABA WYNOŚ SIĘ! - krzyknęłam na psa.
Ten tylko na mnie spojrzał. 
  - Nie wydzieraj się do słuchawki! - wrzasnął Hazza
 - Myyhhyy serio zadzwoń później... - odparłam
 - Chciałem ci tylko powiedzieć, abyś przyjechała do nas. Mamy dla ciebie niespodziankę. - słyszałam jak się podnieca.
 - Harry... chcesz abym wam chate rozniosła... a i tak, po za tym jadę po Livie... i  tak bym do was nie przyjechała, więc cześć! - rozłączyłam się
Spojrzałam na Sabę.
 - Ty wielka śmierdząca mordko... i co ja mam z tobą zrobić? - zaczęłam mówić do psa.
Ten tylko na mnie ziewnął. BLE!
 - FUJ! Umyłbyś zęby! - zaczęłam wachlować się dłonią.
Właśnie wpadłam na pomysł.
Wyszłam z samochodu. Przeszłam przez garaż i weszłam do domu. Otworzyłam na oścież drzwi z kuchni.
Wzięłam miskę Doga i nasypałam do niej karmy.
 - SABA! - krzyknęłam na cały dom - MASZ jedzenie!
Po chwili usłyszałam jak biegnie w stronę kuchni.
JA natomiast usunęłam się mu z drogi.
Gdy wparował do kuchni... ambitnie zamknęłam za nim drzwi i w końcu weszłam do srebrnego forda Puma, autka mojego kochanego tatusia... Musiałam dziś nim jechać bo tata ambitnie wziął jeepa...
W końcu wyjechałam na ulicę. Po pół godzinie byłam już w szpitalu i kierowałam się do sali Livi.
Otworzyłam drzwi.
 - Hej kochanie... - tak szkoda że mówiłam do ściany.
W sali nie było Livi. Łóżko było zaścielone.
Nie dobrze że mnie uprzedzili.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam na numer Livi.
Po trzecim sygnale w końcu odebrała:
 - Co ja mam cię w kostnicy szukać? - przywitałam ją - gdziesz ty kurna jesteś?
 - Widzę, że wstałaś lewą nogą...
 - Może nie lewą... ale GDZIE TY JESTEŚ?
Aktualnie mijałam jakąś starszą panię, która dziwnie się na mnie spojrzała.
 - Nie mam pojęcia... Harry ci wyjaśni... - coś zaczęło szuszczeć w słuchawce
 - Livia! Livia! Po co mi do szczęścia Harry?
 - Mówiłem ci, że masz do nas przyjechać! - usłyszałam głos Styles'a
 - Harry... coś ty znowu wymyślił? - jęknęłam
 - Ale mówiłem, abyś do nas przyjechała. - zwiesiłam głowę.
 - Dobra... zaraz bd.
Rozłączyłam się. Miałam ochotę rzucić telefonem o chodnik.
Wsiadłam do samochodu... cała wkurzona i jębłam drzwiami.
Po 40 minutach zaparkowałam bezpiecznie na tyłach domu chłopaków, z dala od rozwrzeszczanych fanek.
Wyszłam z samochodu i skierowałam się do drzwi.
Pod nogami leżały od kogoś buty... kopnęłam je torując sobie przejście.
Zadzwoniłam do drzwi.
 - Żadnym fanką nie otwieramy - usłyszałam głos Malika.
 - Nie jestem fanką... i ty dobrze o tym wiesz... przyjechałam bo Harry coś odemnie chce...
 - Mówiłem, żadnym narwanym fanką nie otwieramy. - powtórzył
 - Pieprz się Malik. - odparłam - wpuść mnie! - byłam zmęczona i nie w humorze...
Widziałam go zza szklanych drzwi. Miał na sobie czarną obcisłą bluzkę, która ładnie upinała jego mięśnie, czarne spodnie troche opuszczone i białe szelki. Jadł akurat marsa i nie miał na sobie butów.  Z kieszeni wypadła mu paczka szlug.
 - Zasrany palacz. - odparłam, na co on się uśmiechnął - wpuść mnie.
 - Nie... chce sobie na ciebie popatrzeć - obdarował mnie perfidnym uśmieszkiem.
 - To zrób sobie zdjęcie. - odparłam
 - Nie... serio ładnie wyglądasz. - wskazał na mnie palcem.
Spojrzałam na siebie. Miałam na sobie białą bluzkę i czarne krótkie seksowne ogrodniczki, a do tego czarne szpilki, które idealnie dopełniały stroju.
 - Zrób se zdjęcie i mnie wpuść. - odparłam
 - Nie...
Jęknęłam.
Byłam nie wyspana, zmęczona i w złym humorze.
 - Mam twoje buty. - podniosłam białe Nike i potrząsnęłam nimi.
 - I co z tego? - odparł nie wzruszony - kupie sobie nowe
Znów jęknęłam.
Rozejrzałam się po ich białej willi z basenem.
Na podjeździe stały 4 samochody. Czarny Zayna, czerwony kabriolet Louisa, moja Puma i jeszcze jakieś białe Audi a4 Coupe. Spojrzałam na samochód Zayna. I wpadłam na pomysł.
 - Umiem zapalać na styk. - uśmiechnęłam się do niego cwaniacko.  
Zrobił wielkie oczy.
 - Nie odważysz się!
Spojrzałam na niego wyzywająco.
 - A założymy się?
Obróciłam się do niego dupą... co tam, że bd oglądał moje zaplecze...
Podeszłam do jego czarnego samochodu i chwyciłam za klamkę... o dziwo drzwi były otwarte... boże co za baran...
Usadowiłam się wygodnie na miejscu kierowcy.
Zdjęłam obudowe z deski rozdzielczej i zaczęłam szukać odpowiednich kabelków. Po 2 sekundach je znalazłam. Zrobiłam to co była trzeba. Przytaknęłam je do siebie i usłyszałam dźwięk silnika.
Spojrzałam w stronę szklanych drzwi, gdzie stał zdziwiony Zayn, i rozbawiony Niall z Liam'em.
Włączyłam światła.
W tedy drzwi otworzyły się i wybiegł z nich Zayn. Nawet nie wiedziałam, że można tak szybko biegać... ten chłopak coraz bardziej mnie zadziwia.
Otworzył tylnie drzwi i dosłownie wskoczył do auta.
 - Co ty kurwa robisz? - zapytał.
Puściłam to mimo uszu. I ruszyłam.
Wyjechałam na ulicę.
 - Gdzie my jedziemy? - zapytał chłopak wkładając buty.
 - Musze cię zawieść do krainy debilizmem i kretynizmem płynącą. - odparłam - a tak na serio jedziemy po moją siostrę... miałam ją odebrać od cioci.
 - To poco wzięłaś moje auto? - zapytał wtykając głowe pomiędzy siedzenie.
 - Spytaj swojego debilizmu.
 - Co ty okres masz? - dogryzł
 - Co ty mój kalendarz? - odgryzłam się.
 - W ciąży jesteś.
 - Właśnie miałam zapytać cię o to samo. - odparłam.
 - Jesteś niemożliwa. - wzniósł oczy ku niebu.
 - Bo cie wysadzę - odparłam.
Wciągnął powietrze.
 - Nie odważysz się.
 - Odpaliłam twoje auto na styg a ty mi mówisz, że nie odwarze się zatrzymać i wywalić cię z auta?- spojrzałam na niego zdziwiona i jednocześnie rozbawiona.
 - Dziwniejsze rzeczy się widziało... ale muszę powiedzieć, że jesteś niespotykanym okazem. - dogryzł.
 - Gbur.
 - Narwaniec.
 - Palant.
 - Grzybiara.
 - Mówisz o zawodzie swojej matki? - dogryzłam... no już się nie powstrzymałam - sorry... nie umiem być długo miła. - przegięłam i to na całej linii.
 - I ty to nazywasz bycie miłą?  - fuknął.
 - No, a nie? - odparłam.
Przez całe dwadzieścia minut jazdy, nasza rozmowa właśnie tak przebiegała... gnojeniem i bluzganiem się.    
                         Gdy w końcu dojechaliśmy pod biało - czarną wille, na tarasie czekała już Emily, która ambitnie rozmawiała z ciocią. Pipłam klaksonem dwa razy, a Emily niechętnie pożegnała się z ciocią i podbiegła do samochodu. Otworzyła drzwi i wsiadła.
Nawet nie zauważyła Zayna. 
 - Zabierzesz mnie na lody? - zapytała z tym przesłodkim uśmieszkiem - a masz bilety? Załatwiłaś...? No prosze... Bo powiem tacie! - zagroziła
 - No właśnie - zwróciłam się do Malik'a - masz dla mnie te bilety Zayn?
Emily, aż wydała z siebie dziwny odgłos. Zaczęła piszczeć i skakać po siedzeniu.
W końcu się uspokoiła i nie umiała z siebie wydać żadnego odgłosu.
 - Tttyyy... jjjjeessstteśś Zzzaayynnn Mmallliikk! - wydukała i dosłownie rzuciła się na chłopaka.
Ja natomiast nie zważałam na to co działo się na tylnim siedzeniu. Wjechałam na drogę i skierowłam auto do domu.
 - Alex mogłabyś pomóc? - spytał Zayn gdy Emyli wtulała się w niego.
Traktowała go jak jakiegoś misia do przytulania.... słodko razem wyglądali.
 - A załatwiłeś bilety? - spytałam. Chciałam wykorzystać okazję.
 - Są w schowku. - jęknął
Jednocześnie kierując otworzyłam schowek i wyciągnęłam bilety i wejściówki. Schowałam je do kieszeni... Jakby chciał je wziąść to najpierw musiał by mnie obmacać, czego na pewno nie zrobi... Znaczy tak myśle... chyba nie jest aż tak zboczony?
 - Emi siadaj na dupie bo wylecisz przez okno. - warknęłam w stronę młodej
 - Alex... - jęknęła
 - Powiedziałam coś! - próbowałam wyjść na stanowczą.
 - No dobra... - widziałam w lusterku jak odkleja się od Zayna i siada jak najbliżej niego.
A Zayn całą tą sytuacją był speszony.
 - Metr od niego. - powiedziałam spokojnie, ale stanowczo.
 - Ale Alex... - jęknęła
 - Bo cie wyrzucę!
 - Wredna jesteś - załkała.
Próbowała się rozpłakać, ale ja za dobrze znam jej sztuczki.
 - Na to mnie nie nabierzesz. - odparłam.
 - Grrr... - fochnęła się.
 -  Nie zemną te numery - odparłam
Dalsza droga minęła bez przeszkód. Emily grzecznie siedziała i wypytywała chłopaka o przeróżne rzeczy w końcu, wjechałam na podjazd do naszego domu.
 - Emi idź do pokoju. Ja zaparkuje i przyjdziemy. - powiedziałam  
 - A moge zabrać Zayna? - pytała robiąc oczka bezdomnego pieska.
Zayn popatrzył na mnie błagalnie.  A ja postanowiłam się nad nim ulitować.
 - Nie. Mamy dla ciebie niespodziankę więc musisz już iść...
Przerwało mi trzaśnięcie drzwiami.
 - Szybka jest. - powiedział.
 - To ci muszę przyznać. - odparłam zapalając  silnik.
 - Nie mieliśmy przypadkiem iść do twojej siostry? - zapytał
 - Nie dość cię wymęczyła? - odparłam spoglądając na niego.
 - Przekonałaś.
Zayn postanowił zmienić miejsce posiedzenia i nieudolnie próbował przejść do fotel pasażera, oberwałam jego butem... i tym samym prawie wjechałam do hydrantu... ale mam wyczuty refleks jazdą w rajdach i poradziłam sobie... co prawda trochę potrzepało... a nie zapięty Zayn latał jak szmata w samochodzie... ale to nic.
 - Masz jakieś ciekawe płyty? Jak tak to włącz. - zwróciłam  się do niego.
 - Coś mam.
Zaczął grzebać w samochodzie. W końcu wyciągnął płytę Eminema. I włączył.
Słuchałam trochę rapu... a Eminema wprost ubustwiałam...
Zaczęłam jedne kawałki rapować razem z nim... później Zayn się dołączył i już nie było tak fajnie...
 - Fałszujesz wiesz o tym? - dogryzłam mu.
 - Nie zwróciłem uwagi... wiesz.... słuchałem tyle razy mojej płyty i jakoś nie zwróciłem na to uwagi. - odparł zaczepnie.
 - Ty lepiej wykombinuj coś do Emily... wymyśl jakiś prezent czy coś.
Otworzył schowek i zaczął w ni grzebać.
Rzucił mi na kolana wejściówki za kulisy.
 - Masz daj jej to.
 - Yyy spoko.

 ***

Zayn przepuścił mnie w drzwiach. Daje głowę, że chciał popatrzeć sobie na moją dupę... ale kij z tym. Od razu usłyszałam dobiegające z kuchni krzyki i trzaski. 
Po chwili z chyba kuchni... wybiegł Harry cały w mące i jajkach. Przeleciał obok nas, prawie mnie przewracając. 
W odstępie jakiś 5 s. biegł Lou z garnkiem... a wnim, chyba to była czekolada, a zaraz za nim Liam z miską mąki. 
Wszyscy darli się niemiłosiernie. 
Louis widząc nas gwałtownie się zatrzymał, a na niego wpadł Liam. To cho chłopcy mieli w rękach poleciało na mnie i na Zayna... 
 - Jak to się mówi... głupi ma zawsze szczęście. - sama siebie zbluzgałam, otrzepując się z mąki. 
Ja oberwałam z mąki, a Zayn' owi trafiła się czekolada. 
 - O boże! - westchnęła Livia, która właśnie wyszła z kuchni. Była przy dekorowana mąką, a na twarzy miała pojedyńcze kropki z czekolady.
Wyglądała komicznie z nagą w gipsie i o kulach. 
Przetarłam oczy i rozejrzałam się po pokoju.         
 Szklane drzwi były udekorowane mąką. Na białej płytkowanej podłodze, rozciągała się bezkształtna masa mąki i czekolady. Ściany były w kolorze jasnego beżu. Musze powiedzieć, że wystrój domu robił na nie ogromne wrażenie... no może pomińmy to że na niektórych ścianach wisiały zdjęcia chłopaków. Ale na prawde wszystko inne było śliczne.
 - Ja waz zabije! - uniósł się Zayn.
Oberwał najmocniej... garnek z czekoladą wylądował na jego głowie... no niezbyt miło.
 - Za co? - z jakiegoś pokoju wychyliła się teraz biała lokata głowa.
Omiótł pomieszczenie wzrokiem i ryknął śmiechem.
 - Murzyn i bałwan! dobre! - ryknął.
Leżałam poskładana na ziemi, razem z chłopakami i Livią.
Brzuch od śmiechu strasznie mnie bolał... ale nie umiałam przestać się śmiać!
 - Co wyście narobili? - z kuchni wyszedł Niall z garnkiem pod pachą... aktualnie wylizywał palce z jakiejś żółtej substancji... co za głodomor!
Chłopak wyglądał przesłodko... i najczyściej.
 - Nie wiem. - odparłam  - a jak kulturalna osoba weszłam do domu i oberwałam z mąki.
 - Witaj w naszym patologicznym domu. - przywitał mnie pomagając mi wstać.
 - Od razu mówię - zaczęłam - że ja was nigdy nie wpuszczę do naszego - wskazałam na siebie i Licię - mieszkania.
 - Macie mieszkanie?! - podniecił się loczek.
Liv pokręciła oczami:
 - Jeszcze nie ale za niedługo do tego dojdzie.   
Otrzepałam się i pomogłam przyjaciółce wstać. Chłopcy też już się pozbierali. Zayn uciekł się umyć. Byłam tak umazana, że Liam dał mi bluzkę Danielle do przebrania.
Po 10 minutach ogarnęłam się w łazience Payna i wyszłam do ludzi.
Wszyscy siedzieli w salonie. Biało- beżowe ściany pięknie się dopełniały. NA środku salonu znajdowała się wielka biała skórzana rogówka i kilka foteli. Na przeciwległej ścianie znajdowała się wielka plazma. Wielkie okna otwierały widok na basen i podwórze z boiskiem do siatkówki. Na ścianach wisiały czarno-białe fotografie koni, samochodów i ludzi.
Po prostu ślicznie tu było.
Najbardziej w pokoju rzucał się w oczy biały fortepian... FORTEPIAN?!
 - Macie fortepian?! - prawie krzyknęłam.
Minęłam wszystkich i podbiegłam do niego.
Otworzyłam klapę zasłaniającą klawisze i przyjrzała się instrumentowi.
 - Grasz? - zagadnął Niall
 - Jej dziadek - odpowiedziała za mnie Liv - uczył ją grać... a Alex się nakręciła... i teraz dostaje szajby jak widzi coś z klawiszami. - przyjaciółka pokazała mi język.
 - Danielle coś wspominała - powiedział Liam - podobno dość dobrze ci to idzie.
 - Zagraj coś! - powiedzieli jednocześnie Harry i Lou.
 - Nie musicie dwa razy powtarzać.
Strzeliłam palcami i zaczęłam grać. 
Wybrałam piosenkę Hips Don't Lie od Shakiry. 
Zaczęłam ją grac... Po prostu tak się wczułam, że aż zatraciłam się w melodii... grałam jak szalona, aż przerwał mi krzyk Zayna:
 - CO TO KURWA MA BYĆ?!
Grę na pianinie urwałam w najlepszym momencie. Słyszałam trzask drzwiami i głośnie zbieganie ze schodów.  
Nagle w drzwiach pojawił się wściekły Zayn... miał na sobie tylko jasne spodnie... Najbardziej przyciągały uwagę jego włosy... Po bokach czarne... a reszta marchewkowe...
Nie mam bladego pojęcia czemu... przecież miały wyjść czerwone.
 - A coś ty u fryzjera był? - powiedział Lou krztusząc się ze śmiechu.
 - Ale mam nadzieje, że to nie trwała... - wydukał Liam
 - Ten kolor  ci nie pasuje... - dopowiedział Harry.
 - Marchewka... - rozmarzył się Louis.
Daje głowę, że ślinka mu pociekła...


Ta notka powstała w szczególnej mierze przez Oliwię więc jej dziękujcie. Ona dała pomysł, a to tylko przelałam na klawianturę:D
Tą notkę chciałabym  za dedykować Sandrze... Ty mój kochany narwańcu.
Chciałybyśmy wam podziękować za ponad 3,200 wejść:D Nawet nie marzyłyśmy o takiej liczbie wejść:D
Dziękujemy:***
Kochamy was!!  
Zakręcony Duet <3 <3

wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział 13

  - Harry! Uświniłeś mi całą umywalkę! - trzepłam go w głowę.
Ślęczeliśmy już godzinę nad naszą akcją podmieniania zawartości żelu... Pierwsze 2 pudełka czerwonej szamponetki  w rękach Harrego szlag trafił... Wypadła za okno albo wylał całą zawartość do umywali " bo on się pomylił! Myślał że to żel"...
Tak... jego głupota mnie zaskakuje...
W końcu wzięłam sprawy w swoje ręce. Po 30 sekundach zakręciłam pudełeczko i pokazałam Harremu... aktualnie miał na sobie moje gogle, które używałam do osłony oczu jak coś w garażu szlifowałam... kuchenny biały fartuch mojego ojca... i czepek kąpielowy. Bo "On chciał się wczuć w klimat"
 - Ale jak ty to tak szybko zrobiłaś? - spytał zaskoczony.
Po prostu jak na niego patrzyłam to tak śmiać mi się chciało, że masakra...
 - Wielka mi to filozofia przelać zawartość saszetki z farbą do dużego pojemniczka po żelu... nie ma co do tej czynności potrzebowałam geniusza...  - odparłam z ironią.
Chłopak zrobił obrażoną minę.
 - A tym geniuszem jestem ja? - odparł
Ryknęłam śmiechem.
 - Weź to zdejmij! - wskazałam na fartuszek i zakryłam sobie oczy - chłopczyku jak myślałeś, że w tym będziesz wyglądać męsko... to się myliłeś!
No i Harry strzelił FOCHA!
 - No.. przepraszam... - klepnęłam go w policzek - zdejmij to i cię odwiozę! -rzuciłam przez ramie.
Wzięłam kluczyki z jeep'a. Czekałam na Harrego w kuchni.
Na prawdę nie miałam pojęcia co on tak długo w moim pokoju robi... ja zdążyłam już nakarmić psa i przejrzeć dzisiejszą gazetę... na stronie poświęconej "gwiazdkom" widniało moje zdjęcie jak siedziałam Harry'emu na plecach, pod tym było zdjęcie jak siedziałam Zayn'owi na kolanach jadąc w kabriolecie. Obok tych zdjęć widniał wielki czerwony znak zapytania i Duży nagłówek " KIM JEST TAJEMNICZA DZIEWCZYNA? KTÓRE SERCE CHŁOPAKÓW PODBIŁA? KTÓREGO WYBIERZE? "
 - Żadnego - mruknęłam.
Potargałam stronę i wyrzuciłam do śmieci.
 - Nie przejmuj się - na głos Harry'ego, aż podskoczyłam - wszystkich tak obsmarowują... Te hieny bazują na czyimś nieszczęściu... nie przejmuj się!. - objął mnie ramieniem.
O dziwo nie odskoczyłam od niego, ani nie strzepłam jego ręki.
 - Nie przejmuje się - o dziwo to była prawda - ale za to moja rodzinka... wierzy we wszystkie brednie, które piszą w szmatławcach. - wskazałam na kosz.
 - Przyzwyczają się... - odparł.
 - Dobra koniec tych sentymentów - odsunęłam się od niego. - muszę cie podstawić pod dom. - chwyciłam kluczyki. Zaczęłam się oddalać od niego i zastygłam w pół kroku - a tak w ogóle, gdzie ty mieszkasz?
Zrobił zdziwioną minę:
 - Serio nie wiesz? - potrząsnęłam głową. - ciekawie bd - posłał mi łobuzerski uśmiech.   
  ***  
                    Musiałam okrążyć całą ulicę chłopaków. Nie umiałam wjechać na plac.. fanek było mnóstwo... dziękowałam bogu, że tatuś zainwestował w przyciemniane szyby... Bo jakby fanki zobaczyły Harrego... to nie wiem czy by coś z tego auta zostało. Wysadziłam go przy " tajnej bramie" jak to mówił Styles.   
Wytłumaczyłam mu jeszcze dwa razy co ma dokładnie zrobić i pożegnaliśmy się. Oczywiście on chciał mnie przytulić... to go wyrzuciłam z auta... tak tak wredna jestem.
 - HARRY! - wydarłam się widząc na fotelu niebieskie pudełeczko z "żelem". Chłopak zatrzymał się w pół kroku. Przekomicznie to wyglądało... -  zapomniałeś o najważniejszej rzeczy! - rzuciłam mu pudełeczko.
 - Dzięki Alex, że pomyślałaś o tym... - mruknął, łapiąc go
 - Ktoś w naszym duecie MUSI myśleć - pokazałam mu język 
 - Ha ha.. bardzo śmieszne. - wzruszyłam ramionami.
Pomachałam mu i zatrzasnęłam drzwi. 
Po 20 minutach siedziałam w domu przed laptopem.
Alan był dostępny na Skype, więc zadzwoniłam.
 - Uuuu masz zaskakujący dobry humor - przywitał mnie mój młodszy brat - kogo dziś zabiłaś?
Puściłam mu chytry uśmieszek
 - Czemu od razu zabiłam? - próbowałam się oburzyć - no.. ale jutro ktoś będzie miał inny kolor włosów!
 - Ty sadystko... - odparł, na co pokazałam mu język - to kto ci się naraził? - westchnął.
 - A ten delikwent, który skrócił mi włosy. - wyszczerzyłam się do niego - a i oberwał dziś odemnie z drzwi... o dziwo nie umyślnie... no ale nie powiem, że żałuje... Zrobiłam mu coś z nosem... ale nadal umi śpiewać... Czy ja KURWA zawsze muszę do siebie mówić? - spytałam Alana przerywając swoją litanię.
Alan zrobił ruch jakby się przed chwilą ocknął i powiedział:
 - Sprawdzałaś ostatnio swojego facebook'a? - uniósł brew
 - Nieee... a co? - zapytałam logując się na portal
 - To lepiej sprawdź.
Miałam 43 powiadomienia i 16 zaproszeń od znajomych.. których nie znałam w ogóle.
Miałam pełno wiadomości a la: Czy naprawdę znam One Direction ( no w końcu zapamiętałam jak się ich zespół nazywa ) itp.
Tak po kolei zaczęłam wszystkie kasować... nawet nie zważałam co piszą te dziewczyny.
Danielle parę postów sama komentowała w mojej obronie - <że przez nią poznałam 1D bo jesteśmy kuzynkami>. Eleanor też się włączyła z tekstem < Boże! dajcie tej dziewczynie święty spokój>              
 - Hehe... fajnie sławna jestem... - zakpiłam.
 - Przerażasz mnie - odparł Alan
 - Podobają mi się anty-fanki ich zespołu...
Braciszek przewrócił oczami.
Gdzieś godzinę zajęło mi kasowanie wszystkich postów.
sama napisałam jeden : " Drogie dziewczyny! Przez przypadek poznałam tych chłopaków... nawet nie pamiętam ich imion. Nie słyszałam, żadnej ich piosenki... proszę przestańcie mnie atakować... Z góry dzięki "
 - Myślisz, że to wystarczy?  - spytał.
 - Nie. Ale może trochę ochłoną... a po za tym nawet mnie to nie interesuje... Ale za to tata ma o mnie głębokie mniemanie.. a nawiasem mówiąc uważa mnie za pierwszą lepszą dziwkę... Czy ty kiedykolwiek zaczniesz mnie słuchać? - Al znów był nieobecny - Ziemia do Alana... Hellow...
 - Sorry po prostu oglądam filmik z tobą i tym lokatym w roli głównej.
Przewróciłam oczami.
 - O ile wiem nie kręciłam żadnego pornosa... - mruknęłam - a właśnie wracając do tematu. SŁUCHAJ MNIE BO ZARAZ CI SZCZELĘ! - upomniałam go
 - Dobra, dobra... - wyprostował się na krześle.
 - Wiedziałeś że tata i ciocia Małgosia kręcą z sobą?
Uniósł brwi
 - Powiedział mi wczoraj, jak z nim gadałem... Nie sądzisz, że to wspaniale? - dopowiedział widząc mój wyraz twarzy.
 - Mi powiedział dziś po południu jak byłam u Liv w szpitalu... Tak... super będziesz mieszkał pod jednym dachem ze swoją NOWĄ dziewczyną... wprost wspaniale... - wiedziałam że tym sformułowaniem  go wkurzę.
 - Ona nawet nie wie, że istnieje... - odparł zawiedziony
 - Och skończ z tym wzdychaniem! Weź sprawy w swoje ręce, a nie siedź w polsce i gnij... ona jest tu a ty tam! Rusz dupe i wracaj!
Zaczęłam tak gestykulować, że lampka z biurka spadła na śpiącego Sabę. Warknął i w popłochu wybiegł z pokoju... oczywiście trafił w drzwi... zrobił przy tym wiele hałasu.
 - Ale to nie było do ciebie! - krzyknęłam za nim
 - Tak... on na prawdę cię posłucha... - odgryzł się
 - Nie pyskuj smarkaczu! - upomniałam go
 - Jestem tylko 2 minuty młodszy! - zaprotestował
 - I co z tego glucie? - uniosłam brew i skrzyżowałam ręce na piersiach - jesteś smarkaczem i tylko tyle ci powiem.
 - Mówił ci ktoś, że jesteś wredna? - odparł.
 - A wcale, że nie jestem wredna! Tylko miła...
 - Inaczej? - przerwał mi
 - ... na swój sposób... ale dzięki... miły jesteś. - strzeliłam focha
 - A jak tam Fred i Georg? - spytał.
Przekręciłam głowę.
Nie z czaiłam o co mu chodzi.
 - Jeden nie żyje, a drugi żyje... bodajże założył rodzinę... ale jaśniej proszę o Weasley'ów ci chodzi?
Alan walnął się w głowe dłonią:
 - Baranie! O papugi mi chodzi... miałaś je karmić.
Sparaliżowało mnie!
Zupełnie zapomniałam, że miałam nakarmić papuszki mojego braciszka... Ups...
 - ALEX! - wydarł się.
Wbiegłam do pokoju Alana... Śmierdziało tam ptasimi odchodami. Przy oknie stałą klatka wielkości szafy a w niej siedziały dwie Ary. Miały taki nietypowy kolor... ni to czerwień.. ni to rudy... Mój braciszek był obrońca uciśnionych i zaadoptował te ptaki... Ich poprzedni właściciele w ogóle o ni nie dbali... Pazurów i dziobu im nie obcinali... ale za to lotki obcinali jak najbardziej. Jak je pierwszy raz zobaczyłam 2 lata temu to wątpiłam że przeżyją... No ale przeżyły i miały się dobrze. Piórka im prawie całkiem odrosły...
I nawet żarcie i wode miały!
Otworzyłam klatkę.
Bodajże Fred? Od razu usiadł mi na ramieniu... a Georga... oczywiście musiałam łapać. Zaczął skrzeczeć jak go dorwałam... boże wydzierał się jak bym go z piór obdzierała...
 - Siedź cicho bo do dzioba napcham ci piór !- na pewno ptaszysko tego nie zrozumiało, ale przynajmniej się zamknęło.
Wpadłam do swojego pokoju z ptakami.
 - Patrz! - zwróciłam się do wkurzonego Alana - żyją... i nawet zrobiły sobie bufet...
 - Taaa ciekawe jak...  - fuknął
 - Och przestań się boczyć SMARKACZU! Żadnego poszanowania do starszych nie masz! - odgryzłam się.
 - Yhhhyy... mów do mnie jeszcze... - pokazał mi język
 - Małolat... - fuknęłam -

***

                              Po czterdziestu minutach siedziałam już w garażu i grzebałam w Dodg'erze. Przykręcałam już ostatnie śrubki... i inne duperele. W końcu skończyłam!!! Zamknęłam maskę i poszłam go odpalić... tak.... najpierw musiałam znaleźć kluczyki. Ale szlag je trafił. Przekopałam prawie całe stanowisko 13... czołgałam się po ziemi i klnęłam jak szewc... 
 - Tego szukasz? - usłyszałam znajomy głos Luke 
Spojrzałam na niego... aktualnie leżałam  na ziemi więc komicznie to powinno wyglądać...  
Trzymał w ręce kluczyki do Dodg'era... wstałam jak oparzona sięgnęłam po kluczyki. 
 - Dawaj je! - próbowałam je chwycić.
Luke musiał mieć inne plany z wiązane z kluczami bo uniósł rękę, a ja tego cholerstwa nie umiałam dosięgnąć... Tak, bo muszę być niska...   
 - Dawaj te kluczyki! - warknęłam skacząc jak małpa aby je dosięgnąć.
 - Nie ma mowy! Najpierw buziak! - zrobił dzióbek.
Spojrzałam na niego spode łba.
 - Dawaj je! Albo pozbawię cie ojcostwa! - zagroziłam
Jak oparzony rzucił mi kluczyki.     
 - Nie bij! - zakrył się rękami.
 - Baran... - fuknęłam.
Podeszłam do samochodu. Usiadłam. Wsadziłam kluczyki. ODPALIŁ!!
Z gardła wyrwał mi się okrzyk radości!
 - KOCHANI! - wybiegłam z garażu i zawołałam do chłopaków - ODPALIŁ! DODG'ER ODPALIŁ!
Skakałam jak jakiś pojebaniec.
Wszyscy składali mi gratulacje... no cóż... poskładałam sobie pierwsze autko... JUHU!!
Ben uniósł mnie i przytulił... a tata nawet zamówił pizze...
Luke zaczął się do mnie przymilać...
No morze coś z tego jeszcze bd - pomyślałam.
 - Alex! - zawołał mnie tata - wiesz że Luke bd tu pracować od jutra?
Rozpromieniłam się.
 - Na prawde? - zwróciłam się do Luke
 - No tak... przecież wiesz jak kocham samochody. - odparł mrugając
 - To gratuluje... ciesze się że bd razem pracować - miałam ochote go pocałować ale tylko tyle wykrztusiłam... A i podałam mu rękę...
 - No weź - odparł, przytulając mnie.
Może coś z tego bd - pomyślałam znowu...


No i kolejny rozdział... Nie jestem z niego zadowolona:/ Nie wyszedł mi i to widać... Jest nudny jak flaki z olejem:/ Życzcie nam powodzenia z jutrzejszym dniem! Piszemy Ścisłego... i obie jesteśmy z niego lewe... MASAKRA!
Kolejny rozdział przewiduje na za niedługo :D

Kochamy was!! <3
Miłej lekturki... przyda się... 
Zakręcony duet! <3 

sobota, 21 kwietnia 2012

Rozdział 12

Nacisnęłam na klamkę. Poczułam jakiś opór z drugiej strony...
ŁUP
i jęk.
Mimowolnie się skuliłam i ostrożnie wyszłam z sali. Za drzwiami stała zgięta w pół postać, która trzymała się za nos.
Zapomniałam już nawet, że byłam wściekła na Styles'a.
Podeszłam do poszkodowanemu... którą ku mojemu zadowoleniu był nie kto inny jak Zayn Malik.
 - No proszę, proszę... kogo ja tu widzę. - odezwałam się. Zayn spojrzał na mnie zdziwiony.
Wyprostował się i dopiero teraz zauważyłam, że twarz miał umazaną we krwi.. UPS...
 - To znowu ty? - wskazał na mnie palcem - ty jesteś jakieś FATUM!
 - I vice versa. - odparłam. - Po jaką cholerę ryjesz się na drzwi, które właśnie ktoś wściekły otwiera? - podałam mu chusteczkę.
Wziął ją.
 - Tak... masz racje. - wyciągnął rękę w moją stronę. Nie miałam bladego pojęcia o co chodzi - Cześć jestem wróżka.. i wiem co się stanie za 10 sekund. - powiedział to z ironią...
 - O ile wiem wróżki są przystojne... więc się do nich nie zaliczasz. - spojrzałam na niego z ukosa.
 - Jesteś okropna - westchnął.
 - Cóż... taki już mój urok... - wzniosłam oczy ku niebu.
 - Ale wierz, że to nie był komplement? - uniósł brew.
Walnęłam się dłonią w czoło.
 - Człowieku czy ty odróżniasz sarkazm?
Przewrócił oczami.
Przyłożył chusteczkę do nosa i odchylił głowę w tył.
 - Baranie, czy ty chcesz się zadławić krwią? - podeszłam do niego. Może i nie lubiłam tego kolesia, ale nie chciałam mieć go na sumieniu - Gdy ci krew z nosa leci strumieniami powinieneś pochylić głowę do przodu... - pochyliłam jego głowę. -o tak... i jeszcze jakiś zimny okład z lodem, na szyję... tak przynajmniej uczyli nas na EDB. - westchnęłam
 - Na czym? - spojrzał mi w oczy. Cholera! Miał takie bajeczne ciemne oczy....
 - Na jednym idiotycznym przedmiocie, którego uczyłam się w Polsce... Edukacja dla bezpieczeństwa...
Podeszła do nas jedna z pielęgniarek. Dziwiło mnie to, że wcześniej żadna się nie zjawiła...
 - Co tu się stało?
Była niziutką, murzynką... z burzą afro na głowie... no była dość.. puszysta. Miała zadziorny wyraz twarzy.
 - Aaaa... kolega wpadł na drzwi. - odpowiedziałam uśmiechając się.
 - Trzeba było kogoś zawołać! - skarciła mnie. Czułam się jak mała dziewczynka. - Choć kochanieńki opatrzę cię.
Dosłownie postawiła Zayna na nogi. Wzięła go pod łokieć i zaczęła się z nim oddalać.
Chłopak rzucił mi bezdźwięczne " pomocy ", na co ja odpowiedziałam " niema mowy ".
No i zniknęli zza zakrętem.
 - Znokautowałaś Zayn'a? - aż podskoczyłam na dźwięk głosu Styles'a.
 - Boże Harry... - westchnęłam, chwytając się za sreducho -  STYLES! Coś ty zrobił z moim telefonem?! 
Wydarłam się.
Chłopak odsunął się odemnie.
 - Alex... to było przez przypadek... naprawdę! - wyciągnął przed siebie ręce w obronnym geście - odkupiłem ci nowy! Paczaj na niego! - Wyciągnął Komórkę dotykową z kieszeni - a nawet lepszy! Z różnymi nowymi bajerami...
 - Harry.. on jest taki sam jak twój. - powiedziałam z anielskim spokojem.
 - No wiem! - powiedział z uśmieszkiem małego dziecka - będziemy mieli takie same telefony.. czy to nie wspaniale?
Zamknęłam oczy.
Próbowałam nie wybuchnąć.
 - Masz dziesięć sekund... a później cie uduszę. - o dziwo mówiłam to spokojnie. - dziesięć.. dziewięć.. osiem...
 - Alex ale ty  na poważnie? - zapytał przerażony.
 - ... siedem... sześć... pięć...
Usłyszałam człapanie. Otworzyłam oczy.
 - Cztery, trzy dwa jeden!
Pobiegłam za chłopakiem.
Dopadłam go przy windzie. Kretyn czekał na nią zamiast zbiec po schodach.
 - Alex ja cię naprawdę przepraszam... - skrzyżował ręce.
 - Ale ja cie rozumie... naprawdę... ja nie chce ci zrobić krzywdy... - próbowałam wyglądać na godną zaufania.
 - Ty masz jakiś przerażający błysk w oczach! - pisnął.
 - Naprawdę? Jakoś nie zauważyłam. - powiedziałam chytrze.
Wepchnęłam go do pustej windy.
Teraz trzymał mnie za nadgarstki i siłowaliśmy się.
Nagle winda zrobiła " DZYŃ" , a ja odskoczyłam od niego.
Uśmiechnęłam się do niego chytrze i pociągnęłam go do wyjścia ze szpitala,  gdzie stała... może z 30 osobowa grupa fanek.
 - Alex! Prowadzisz minie na pewną śmierć! - pisnął loczek.
 - Yhhy.. te dziewczyny nawet cie nie zauważą...
I miałam rację. Wprowadziłam go prawie w sam środek fun clubu, a dziewczyny nawet go nie zauważyły. Musiałam im trochę pomóc:
 - Aaaaaa to Harry STYLES! - puściłam jego rękę i szybko wślizgnęłam się do szpitala.              
Słyszałam za sobą piski fanek, krzyk Harry'ego i jego wzrok błagający o pomoc..
Pokazałam mu jeszcze język i drzwi windy się zamknęły.         
                      Weszłam do sali Livi. Dziewczyna pokładała się ze śmiechu, Louis leżał na sąsiadującym łóżku dla pacjentów i nie mógł zapanować nad łóżkiem. Musiał się bawić pilotem od łóżka... i popsuł łóżko.
 - PPPOMMOOOCCY! - jęczał.
Trzymał się kurczowo łóżka. A ono chodziło we wszystkie strony świata: góra, dół, prawo, lewo, przód, tył.
 - Lou, coś ty narobił? - spytałam.
Stałam z założonymi rękami i patrzyłam na niego z rozbawieniem.
 - Bo ja chciałem, aby było mi wygodnie... no wiesz... dopasować sobie łóżko.. i mi nie wyszło. - powiedział.
Nagle łóżko stanęło i chłopak trochę zaskoczony rozróżnił uścisk... i to był błąd.
Łóżko podskoczyło i szelek wylądował na ziemi.
Livia ryknęła jeszcze głośniejszym śmiechem.
Podeszłam najpierw do łóżka i wyłączyłam je z prądu... o dziwo to była ta wtyczka... bo szarpnęłam za pierwszą z brzegu.
Podeszłam do Louisa i podałam mu rękę.
Co tam że tarzał się ze śmiechu.
Ja też byłam rozśmieszona całą  sytuacją.
                 Do pokoju wszedł w całej okazałości Zayn z tamponami w nosie. Spojrzałam na niego i nie wytrzymałam. Kolana się podemną ugięły usiadłam obok Louisa i razem się śmialiśmy z Zayn'a.
- Tak śmiejcie się. - mruknął 
 - Cccoo... coś ty zrobił? - wydukał Lou krztusząc się ze śmiechu.
 - JA?! - powiedział z wyrzutem - Jak jak porządny człowiek chciałem otworzyć drzwi, a tu ta wariatka - wskazał na mnie - rąbnęła mnie nimi i voila!
 - Och wypraszam sobie! Ja nie jestem wariatką... co prawda mam krzywą psychikę ale nie wariatką!! To nie ja wchodzę na drzwi, które ktoś otwiera!
 - Yyhhy... uwarzaj bo ci uwierzę... - rozejrzał się po pokoju. -  na chwile was zostawić a wy już rospierdzielacie cały pokój. - mruknął.   
Na co ja ryknęłam śmiechem.
 - O przepraszam! Ja tu sytuację uratowałam! - broniłam się. - To Lou rozwalił łóżko...
 - Kto go włączy będzie miał niespodziankę! - powiedziała Livia.
Ja już oddychać nie umiałam. A brzuch mnie bolał ze śmiechu.
 - Ludzie ja was nie ogarniam! - westchnął i usiadł na łóżku.
Nie umiałam się powstrzymać.
Jakoś doczołgałam się do wtyczki i włączyłam.
Łóżko zaczęło wariować zabierając Zayn'a w ekscytującą przejażdżkę! Nagle wylądował na ziemi, a tampony poturlały się po ziemi.
Na szczęście Zayn też się śmiał.
 - Ty wariatko! - powiedział - Nie chce mieć z tobą nic wspólnego!
Widziałam jak łzy ściekają mu po policzkach.
Wszyscy śmialiśmy się.
W końcu ochłonęłam i znów dezaktywowałam łóżko.
 - Zayn usiadł i plask! - Livia śmiała się.
Znów pokój rozbrzmiał naszym śmiechem.
BUM!
Drzwi do sali zostały otworzone z impetem. Stał w  nich Harry.
Włosy miał całe potargane, o koszulce nie wspomnę... Nie miał na sobie szarej marynarki. Ale za to na policzku widniała odcisk czerwonych ust.
 - ALEX! - wrzasnął na mnie.
Skuliłam się za plecami Louisa.
 - Nie ma tu takiej! - odpowiedziałam piskliwym głosikiem i od razu parsknęłam śmiechem.          
 - Alex! Jak mogłaś mi to zrobić? - podszedł do mnie,
Wyglądał naprawdę żałośnie...
Livia parsknęła śmiechem:
 - Coś ty zrobiła? - zapytała
 - JA? - powiedziałam niewinnie. - nic... tylko odegrałam się za telefon. - pokazałam loczkowi język.
 - TAK! Zostawiła mnie w samym środku fan-clubu naszego zespołu! - powiedział z wyrzutem.
Zayn i Lou parsknęli śmiechem.
Nawet Harry zaczął się śmiać.
 - Zayn.. - powiedziałam pięć minut później gdy już uspokoiliśmy się na dobre. - po co przyjechałeś? Bo chyba mnie  nie śledzisz? - uniosłam brew.
Nagle chłopak się poderwał:
 - Cholera! Zapomniałem! - wskazał na mnie palcem - to przez ciebie! Walnęłaś mnie drzwiami i zapomniałem po co tu przyszedłem!
 - Tak.. najlepiej zaraz zwalić na mnie. - mruknęłam.
 - Ale o co chodzi? - spytał Lou.
 - Próba dźwiękowa . - powiedział Zayn - miałem was przywieść na próbe dźwiękową.
Loczek i szelek poderwali się z miejsca.
 - O ja pierdziele! - krzyknął Harry
 - Eeee... chłopaki... - zaczął Lou. - próba się skończyła... jest 17,46 - zabrzmiało to nadzwyczaj poważnie.
Styles odetchnął z ulgą...
Wszyscy na niego popatrzyliśmy.
 - Aaa... to nie w tym momencie...
Puknęłam się dłonią w czoło.
 - Z kim ja żyję? - wzniosłam oczy ku niebu, co wywołało salwę śmiechu.

***

 - Miałem kupić Zayn'owi żel do włosów. - westchnął Harry gdy staliśmy w markecie na dziale mydełek i dezodorantów. 
 - Yhhymm.. -mruknęłam
Oglądałam właśnie odżywki do włosów i rozjaśniające maseczki do włosów. 
 - Dał ci w końcu te bilety? - spytał Harry 
Oderwałam oczy od etykietki i uniosłam brew. 
 - Skąd wiesz o biletach? - spytałam. 
 - Mówił... a dokładnie podsłuchałem jego rozmowę telefoniczną z menagerem. - posłał mi chytry uśmieszek.
 - Cwaniaczek... - odparłam
 - Nie wiedziałem, że lubisz nasz zespół... a wręcz...
 - Nie lubie waszego zespołu - ucięłam - moja młodsza siostra mnie zaszantażowała... ona was po prostu wielbi.
Widziałam jak twarz chłopaka rozpromienia się:
 - Masz młodszą siostrę? A ona LUBI nasz zespół?! - miał taki słodki zaciesz na mordce...
 - Nie podniecaj się. - uspokoiłam go - ma 5 lat. I ona nie lubi waszego zespołu. Ona go czci! - odparłam ku jeszcze większej zacieszy Styles'a
 - Ona musi być PRZECIWIEŃSTWEM ciebie. - odparł tańcząc taniec radości.
Jakaś kobieta z dzieckiem dziwnie na nas patrzyła.
 - Czemu tak sądzisz? - byłam ciekawa co odpowie
 - Na pewno jest słodka, milsza, no i oczywiście uwielbia NASZ zespół. - odparł.
 - Uwierz... różnimy się tylko tym, że ona uwielbia was i ma jasne włosy... akurat charakterek ma po mnie... - odparłam.
Chłopak teraz stał w zadumie.
 - Zrobiłaś sobie dziecko z własnym ojcem?! - wrzasnął Hazza na pół sklepu.
Jakiś starszy pan na nas.. znaczy na mnie dziwnie spojrzał.
 - Kretynie! - położyłam mu dłoń na ustach - nie drzyj mordy na cały sklep! - druga ręką trzepnęłam go w głowę - i nie zrobiłam sobie dziecka z własnym ojcem! - wycedziłam - po prostu Emily za dużo czasu ze mną spędzała i nabyła mój charakter!
Puściłam go.
 - Ja się ciebie boje! - pokazał mnie palcem.
 - I dobrze. - rzuciłam mu cytry uśmieszek - a bać to się ma Zayn. Ciągle kombinuje nad zemstą.
Harry uniósł brew:
 - Jeszcze ci nie przeszło? - zapytał - Ale mój pomysł był naprawdę dobry! - fochnął się.
 - Tak... tylko, że twój pomysł obejmował to, że mamy wynieść jego łóżko na dach, a potem je popchnąć tak aby wpadło do basenu... na prawde  twój pomysł zasłużył na nagrodę nobla...
Westchnęłam.
Właśnie miałam w rękach pudełeczko z maseczką rozjaśniającą.
Nad moją głowa zaświeciła żaróweczka.
Wpadłam na POMYSŁ!
 - Harry! - zawołałam go do siebie - a co byś powiedział jakby Zayn zmienił kolor włosów?


  
Chciałybyśmy bardzo podziękować za te ponad 2600! Naprawdę! Dziękujemy że jesteście z nami i chcecie czytać te nasze pierdoły.
Chciałabym serdecznie podziękować moim przyjaciółką: Kindze, Oli i Natalii
Dziewczyny kocham was!!
Serdecznie zapraszam do czytania ich blogów:D Wspaniale piszą!!
Pozdrawiamy!!! <3


czwartek, 19 kwietnia 2012

Rozdział 11

                         Czerwony kabriolet z piskiem opon zahamował i wykonał manewr tak, że oddzielał mnie i Harre'go od tłumu rozwrzeszczanych fanek.
Bez namysłu otworzyłam drzwi samochodu, wrzuciłam do niego zakupy i Harry'ego. Ja sama zostałam na parkingu bo musiałam wrócić się po jeepa... a nie miałam zamiaru siedzieć loczkowi na kolanach...
Zatrzasnęłam drzwi.
Kierowca z piskiem opon odjechał, mijając przestraszone i zawiedzione fanki.
Tyle mi wystarczyło na wślizgnięcie z powrotem do sklepu.
Wpadłam jeszcze na jakąś babcię.
 - Przepraszam panią bardzo... - powiedziałam ze współczującym uśmiechem.
Oberwałam z jej torebki:
 - Co za niesforne dzieci! - warknęła okładając mnie torbą.
 - Aaaa... - krzyknęłam - przepraszam!
I uciekłam z miejsca zbrodni.
Przechadzałam się wzdłuż półek sklepowych. Nie miałam torebki. Musiałam ją wrzucić do samochodu razem z Harrym. Miałam przy sobie tylko kluczyki z samochodu i nic więcej...
No pięknie...
Nie chciałam wyjść do rozwrzeszczanych fanek... miałam dziwne uczucie, że jakbym wyszła napewno zaczepiły by mnie...
Same problemy.
Po jakiś 10, 20, 40 minutach wyszłam ze sklepu.
I to był błąd.
Fanki dosłownie okrążyły mnie wrzeszcząc:
 - Znasz Harry'ego? Jaki on jest...
 - Jesteś jego dziewczyną...
 - Czy Zayn dobrze całuje...?
 - Poznałaś One direction?
Piszczały i wrzeszczały...
 - Przepraszam... - mówiłam przeciskając się przez tłum - Przepraszam! Chciała bym się dostać do samochodu! - próbowałam je przekrzyczeć.
Nie udolnie próbowałam przepchać się do jeppa... stał 20m odemnie, a czułam jakby to było 200m.
 - ALEX! - jakiś męski głos krzyknął moje imię.
Nagle zostałam objęta silnym ramieniem...

<< Oczami Harry'ego >>  
                        
                           Gdy usłyszałem krzyki fanek wiedziałem, że już po nas. Znajdowaliśmy się kilka metrów od wejścia do marketu... ale i tak była to za duża odległość... A do wozu Alex było jeszcze dalej... Nie mieliśmy szans na przedarcie się do jeepa. 
Widziałem przerażenie i zaskoczenie w jej oczach. 
Usłyszałem pisk opon. 
Odskoczyłem w tył robiąc trochę miejsca szalonemu Louisowi, w czerwonym kabriolecie. 
Alex rzuciła zakupy dosłownie na Louisa i popchnęła mnie do samochodu. 
Poczułem bul padając niewygodnie na fotel. Później słyszałem trzask drzwiczek samochodowych i pisk opon. 
Jakoś zdołałem obrócić się na fotelu i zapiąć pasy. 
Nie słyszałem już pisku fanek. 
Rozejrzałem się po samochodzie:
 - Gdzie Alex? - zapytałem towarzysza. 
 - Bo ja wiem... - mruknął zaapsorwowany jazdą - wepchała cię, a później wbiegła do sklepu...
 - Przecież one ją ZJEDZĄ! - zacząłem panikować. 
Czułem wiatr w swoich niesfornych lokach. Obróciłem się w fotelu aby spojrzeć na ulicę za nami. 
TRZASK! 
Coś pod moim tyłku trzasnęło. 
Lou podskoczył na fotelu. 
 - Coś ty złamał?! - prawie wrzasnął. 
Sięgnąłem po ta, rzecz. 
Znaczy najpierw wyciągnąłem torebkę Alex z pod tyłka, rozpiąłem ją i wywaliłem  z niej wszystkie rzeczy.
 - O cholera! Ona mnie zabije! 
Podniosłem jej nowy telefon. 
Cała szybka była popękana. 
 - O stary! - zaczął Lou dławiąc się ze śmiechu - szykować ci już grup? Znając jej charakterek jest do tego zdolna... 
Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem. 
 - Ej... ale to nie jest śmieszne... ona może mnie zabić... dziś rano kupiła ten telefon... 
Lou parsknął głośnym śmiechem. 
Nagle telefon Alex zadzwonił. 
 - Ej! Czy on w takim stanie może działać? - zapytałem przyjaciela. 
Chłopak spojrzał na telefon zdziwiony. 
 - Raczej nie... ale wszystko jest możliwe... - widziałem błysk w oku kumpla - ejj! Odbierz i sprawdź czy działa! 
Uniosłem brew. 
W sumie... niezły pomysł... a jak to bd Livia? przynajmniej pogadam z nią ... 
Nacisnąłem słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha. 
 - Halo? - powiedziałem 
W słuchawce strasznie chrzęszczało. Ale rozpoznałem głos Livi... 
 - Ale ty nie jesteś Alex! - strasznie jej głos przerywał...  jakby ktoś kosiarkę włączył.     
 - Trafnie. Z tej strony Harry. Alex... powiedzmy uratowała mnie przed fankami, a teraz nie wiem gdzie jest? 
 - CO?! powoli jeszcze raz powiedz mi całość! - zażądała dziewczyna.
 Noto jej powiedziałem:
 - ... i tak Bóg jeden wie gdzie ona teraz jest. - zakończyłem swój monolog. 
Przez chwile słyszałem tylko jej oddech. 
 - Czy chcesz mi w ten sposób przekazać, że Alex szlag trafił?!
 - Tak ale zaraz tam podjedziemy i ją wyswobodzimy! - odpowiedziałem szybko, dziewczyna była wściekła. 
 - No chyba cie pojebało! - mruknął Lou - w sam środek bitwy? No nie! - sprzeciwił się. 
 - No ja myślę! Macie mi ją zaraz odstawić pod moją salę! Ale już! - powiedziała władczo.   
 - Tak jest! - zasalutowałem do niewidzialnej osoby na co Louis parsknął śmiechem. 
Coś huknęło w słuchawce i przerwało rozmowę.
 - To gdzie jedziemy mój drogi? - zapytał przyjaciel. 
 - Lepiej zawieź mnie do jakiegoś sklepu z komórkami... jestem zbyt młody i piękny, aby umierać..! - mruknąłem osuwając się głębiej w fotel. 
Louis parsknął śmiechem...

<< Oczami Alex >>

 - Panienki co tu się dzieje? - spytał bardzo znajomy mi głos mojego byłego chłopaka. 
Objął mnie ramieniem. 
                         Nie widzieliśmy się od pół roku... przed wyjazdem do Polski zerwałam z nim... oboje uznaliśmy, że nie chcemy zrywać ze sobą przez internet... nie miał mi za złe tego, że z nim zerwałam... znaczy się tak myślałam. 
Z Luke'm Noonan. Wysoki blondyn o kakaowych oczach... Przystojny w cholerę! Jego niesforna grzywka spadała mu na czoło. Umierał się jak każdy miejscowy nastolatek... no może miał ciuchy zalatujące ameryką... Jego matka tam mieszkała i nieraz do niej jeździł,  a ona sama przysyłam mu jakieś ciuszki... 
Chłopak był odemnie 2 lata starszy i wyższy. Zawsze mnie komplementował, że jak na przeciętną dziewczynę jestem wysoka... cóż miałam te 168cm... ale i tak byłam najniższa w klasie... Livia gdy się wyprostowała to miała 180... co najmniej! 
Był naprawdę kochany... 
I nadal czułam coś do niego... Teraz gdy patrzyłam w jego kakaowe oczy uświadomiłam to sobie. 
 - Luke... - szepnęłam . 
 - Nie wypadaj z roli. - upomniał mnie całując w usta. 
Poczułam jego ciepłe wargi na swoich.
Myślałam, że ten pocałunek trwał wieczność...
Oderwał się odemnie ZA szybko.
Byłam nie zadowolona. 
 - Jak widzicie... ta dama - wskazał na mnie - jest przezemnie ZAJĘTA! Proszę nas przepuścić. 
Na twarzach dziewczyn malowało się zaskoczenie. 
Luke zaczął prowadzić mnie stanowczym krokiem w stronę jeepa... 
oooo... jeszcze pamiętał jakim autem jeździłam... oooo - pomyślałam 
Gdy w końcu doszliśmy do samochodu rzuciłam się chłopakowi na szyję. 
 - Boże jak ja za tobą tęskniłam! - przytuliłam go do siebie mocno.
W napływie emocji pocałowałam go w usta. 
Odwzajemnił pocałunek. 
Wplątałam mu palce we włosy i przyciągnęłam do siebie. 
Luke nie został obojętny. 
Jego ciepłe ręce wędrowały po moich plecach. Przyciskał mnie do siebie mocno...
W końcu oderwaliśmy się od siebie, dysząc ciężko.
Oparłam się plecami o drzwi z jeep'a.
Byłam wpatrzona w niego jak w obrazek... zmienił się... wydoroślał.
On też na mnie patrzył... miał coś takiego w oczach...
 - Przecież między nami wszystko skończone... - Luke uśmiechnął się łobuzersko.
 - Chciałam sobie tylko przypomnieć jak to było... - pokazałam mu język.
Chłopak nie potrzebował zachęty. Złapał mnie i zaczął łaskotać.
Znaczy... bardziej by pasowało "macanie po żebrach i brzuszku" bo ja łaskotek nie posiadałam.
Stałam na niego i gapiłam się jak na idiotę.
W końcu przestał robić z siebie pajaca i puknął się ręką w czoło:
 - Tak... zapomniałem, że nie posiadasz łaskotek! - zrobił zawiedzioną minkę, która mu totalnie nie wyszła bo zaczął się lachać.
 - A idź odemnie baranie. - lekko szturchnęłam go w tą tępą palice.
 - A tak sobie pogrywasz?!
W jednej chwili przewiesił mnie sobie przez ramie i zaczął skakać jak pojebany,
 - Wariacie przestań! - krzyczałam dławiąc się śmiechem - ludzie patrzą!
Jak na rozkaz postawił mnie na ziemi.
Podeszłam do samochodu i otworzyłam go.
 - Jedziesz ze mną? - rzuciłam przez ramię.
Luke uniósł brew.
 - A gdziesz to się wybierasz?
 - Liv jest w szpitalu i jade ją odwiedzić... a przy okazji chce odzyskać moje rzeczy, które ma Styles...
 - Livia jest w SZPITALU?! - zdziwił się.
 - No. Ma złamanie z przemieszczeniem. - odparłam - jedziesz?
Uniosłam brew.
 - Pytanie! - wskoczył na miejsce pasażera.

                          Po 20 min byliśmy na miejscu. Luke zarzucił sobie rękę na moje ramie i tak weszliśmy do szpitala. Gdy dosłownie wskoczyłam do sali Livi...
Zobaczyłam mojego tate obejmującego ciocię Małgosię ( mamę Livi )?!
Małgosia Kosińska nie była na prawdę moją ciocią... tylko przyszywaną... tak samo jak Livia była moją przyszywaną siostrą.
Ciocia Małgosia. 39letnia blondynka o krótkich włosach i niebieskich oczach. Livia miała wzrost po cioci. Pracowała w laboratorium kosmetycznym... ( zawsze dostawałyśmy jakieś darmowe próbki kosmetyków ). Była przyjaciółką mojej mamy... ale nie sądziłam, że blisko przyjaźnie się z moim tatą...
Stanęłam dosłownie jak wryta.
Widziałam po minie Livi, iż ona też nie jest zadowolona całą tą sytuacją.
 - Co tu się dzieje? - zapytałam podchodząc do Livi i całując ją w policzek.
 - O jak dobrze, że jesteś kochanie. - odparła całkiem spokojnie Małgosia - nie chciałam zostawiać Livi samej...
 - Tak Młoda... - zaczął tata - chcieliśmy wam tylko przekazać... że jak wy to mówicie... Ja z Małgosią chodzimy ze sobą...
Wyszczerzył się do mnie.
  - CO?! - powiedziałyśmy równocześnie. - zostawić was samych na pół roku, a tu już związek?! Wy sobie kpicie czy o drogę pytacie?! - zwróciłam się do nich.
Tata westchnął poirytowany:
 - Chodź Małgosiu... zabieram cie na obiad... Niech dziewczyny trochę ochłoną... - wziął ją za rękę i pociągnął do drzwi.
Ciocia przytuliła mnie.
 - Alex... zrozum...
 - Ale wy.. - ugryzłam się w język.
Kochałam ciocię i nie chciałam aby się na mnie zawiodła... Ale jednocześnie chiałam im wygarnąć to, że jeśli sobie myślą, że mama nie żyje a oni mogą się cieszyć życiem... to ja tego nie popieram... Byłam surowa dla nich... ale ja jeszcze nie pogodziłam się ze śmiercią mamy...
Wyszli.
Nie zauważyłam Luka w pokoju.
Musiał się wyślizgnąć gdy zaczęliśmy się kłócić... cwaniaczek.        
 - Jakoś cała ta sprawa niezbyt mi się podoba - powiedziała Livia.
Zrobiła mi miejsce na łóżku, a ja się położyłam.
 - No... Chciałam im wygarnąć co o nich myślę... ale w ostatniej chwili się powstrzymałam - zakryłam dłońmi twarz.
 - Wiem, widziałam... Myślałam, że wybuchniesz. - przytuliła mnie.
 - Mało brakowało... - odparłam
 - Pan pedałek nawet się nie przywitał. - spojrzała na mnie z ukosa.
 - No ejjj.. weź przestań... - nie lubiłam jak na niego mówiła per "pedał" - pocałowałam go...
Liv wydała z siebie dziwny odgłos.
 - No co ty? Ale przecież skończyłaś z nim ewidentnie!
 - Wiem.. impuls.. - pokazałam jej język
Usłyszałam trzask drzwi i do sali wpadł loczek w asyście tachającego zakupu Louisa.
 - Witam naszą drogą Panią... - zaczął Harry, gdy mnie zobaczył zrobił wielkie oczy - ALEX!
 - No witam drogich panów.
Usiadłam na łóżku. Loczek wyściskał mnie, próbowałam się wyszarpać, ale chucherko miało dużo więcej siły odemnie.
 - Styles! Puść mnie! Bo ci krzywdę zrobię. - zagroziłam
No i puścił. Ale zaraz przejął mnie Louis. Też mnie wyściskał.
Ale puścił o wiele szybciej niż Harry. Nawet nie zdążyłam się na niego wydrzeć.        
 - To kiedy wychodzisz ze szpitala, połamańcu? - spytał Harry podając Liv żelka.
Szturchnęła go w ramię.
 - Słyszałam! Jutro rano! Nareszcie... nawet nie wiecie jak tu nudno...
Uniosłam brew.
 - Z gitarą i laptopem jeszcze ci nudno? - zapytałam.
 - Nooo... A właśnie Alex  dzwoniła do ciebie i odebrał Harry... mogła byś mi to wyjaśnić?
Lou parsknął śmiechem.
 - Co w tym śmiesznego? - zapytałam go.
Nagle spoważniał.
 - Nic... Hazza oddaj Alex telefon. - popatrzył na niego.
Nie rozumiałam ich.. Czy ja się zrobiłam głupsza czy oni gadali szyfrem?
Harry zaczął mi bezczelnie grzebać w torebce.
Nagle rzucił mi moją Xperie.
Spojrzałam na ekran.
 - HARRY! - wydarłam się.
Ekran był cały popękany.
 - Przez przypadek Harry swoim seksownym tyłeczkiem usiadł na twój telefon! - Lou krztusił się śmiechem.
 - HARRY!
 - Lou gdzie jest ten nowy telefon?! - pytał błagalnie przyjaciela.
Wstałam i zaczęłam się do niego powoli zbliżać... Próbowałam go zabić spojrzeniem.
Chłopak zbladł.
 - Mówiłem ci baranie, że nie masz go wkładać do schowka! - Lou tarzał się po ziemi.
Livia też się śmiała. Łezki ciekły jej po twarzy.
 - HARRY... jak on ma na 2 imie? - zapytałam Lou.
 -Edward Styles... - wykrztusił.
 - HARRY EDWARDZIE STYLES!  Coś ty zrobił z moim TELEFONEM?!
 - Alex... aja naprawdę odkupiłem ci telefon! Przysięgam! Zaraz po niego skoczę!
Rzucił we mnie torebką i wybiegł z sali trzaskając drzwiami
Rzuciłam torebkę na ziemię. Zaczęłam biec w stronę drzwi. Zahaczyłam o torby z zakupami i przewróciłam się na nocną szafkę.
W końcu pozbierałam się.
Otworzyłam drzwi.
ŁUP
i jęk...


  
 No i w końcu Rozdział 11:D Troszkę nudny... Nie jestem z niego aż tak zadowolona... poprawiałam go trzy razy... i takie coś wyszło ;(  Chciałybyśmy wam gorąco podziękować, za 2400 wejść! ( nawet nie wiecie jak się tym jaramy!!) I te wasze komentarze:D Może i dla was to niewiele, ale dla nas każdy nowy komentarz, daje kopa do szybszego pisania kolejnej notki;P
Następną notkę przewidujemy na sobotę lub niedzielę :P
Niestety do egzaminów zostało tylko kilka dni, a my musimy się do nich chodź trochę przygotować ;(
Kochamy was!! <3 
Zakręcony Duet <3