czwartek, 16 sierpnia 2012

Rozdział 36

          Urodziny Emily skończyły się wielkim skokiem do basenu. Zorganizowaliśmy duże przyjęcie dla dorosłych w środku domu, a dla dzieci na zewnątrz. Dzieci miały małego białego kucyka do jazdy, klaunów i cały zespół One Direction do zabawy... a i dmuchany zamek, w którym ciągle siedział Harry. Na urodziny młodej przyjechał Christopher, ale niestety bez nikogo więcej, gdyż dużo roboty mają teraz w Polsce. Do tego przyjechał wujek Jacek wraz z narzeczoną, cały team zakładu samochodowego plus Ben i kilka ciotek, a do tego Mike wraz z mamą. ( okazało się, że Mama Mike i ciocie Małgosia znają się z przeróżnych konferencji ).
          Młoda dostała tyle prezentów, że ledwie jej pokój się domykał. Ale najbardziej się cieszyła z prezentu, który sprawił jej cała rodzina. Dostała małego białego persa, którego nazwała Puszek. Na szyi miał zawiązaną różową kokardkę. Wyglądał naprawdę słodko, a i dostała ode mnie naszkicowane portrety chłopców.
Ale później współczułam Puszkowi. Emily targała go ze sobą wszędzie, aż się nad niem zlitowałam i zaniosłam go do swojego pokoju, gdzie zrobił rozrubę, ale mało kto zauważył bo i tak w nim był już bajzel.
          Ale w końcu impreza dobiegła końca. Urodzinową wrzuciliśmy do basenu, a zaraz za nią popchałam Tatę, który próbował przytrzymać się na Alanie, ten na Christopherze, on na Jacku i tak poszedł łańcuszek. Sucha zostałam Ja, Liv, Mike, Danielle, Eleanor i całe 1D i zaledwie garstka gości. Długo to ja się nie cieszyłam suchością. Zayn wziął mnie na ręce i wskoczył do wody. Po tej akcji Podtopiłam go, Ale uratował do Tata i moje kochane rodzeństwo, które teraz mnie topiło. W ślad za głupkiem Malikiem poszedł, każdy chłopak z 1D. Biedny Niall, wrzucił Mike do wody... On jeszcze nie wie na co się pisze.
         Na drugi dzień jechaliśmy na grup mamy. Wszyscy ubraliśmy się na czarno, a ja jeszcze wzięłam kapelutek z siateczką i taki fajny gotycki  parasol. Kupiliśmy wiązankę kwiatów i w deszczu staliśmy przez godzinę. Później wróciliśmy do domu gdzie zaczęliśmy bić się na poduszki. W rezultacie trzy poduszki poszły do wywalenia, a cały salon trzeba było odkurzyć. Cały dzien spędziliśmy rodzinnie śmiejąc się i oglądając filmy jak byliśmy mali. Najwięcej filmów było z mamą w roli głównej.
 - No to dzisiaj napiszecie test! - na ziemię sprowadziła mnie nasza nauczycielka Historii.
 - Nieeee... - mruknęła klasa.
 - Czy ja sie was pytałam o zdanie? - zapytała Monic.
Monic Fox. Świeżo upieczona nauczycielka. Z Livią kumplowałyśmy się z nią jeszcze przed tym niż zaczęła nas uczyć. Jeździła z nami na koncerty i była strasznie wyluzowana. Nie ubierała się jak nauczycielka. Zawsze nosiła rozpuszczone ciemne włosy, bluzkę z jakiegoś metalowego lub rock'owego zespołu glany i krótkie spodenki. Gdy na lekcjach kazała nam pracować z podręcznikiem, to albo czytała, słuchała muzyki na telefonie, bądź grała na konsoli. Osobiście zwracałam sie do niej per. Monic, bo  nie widziałam sensu w Proszę pani.
 - Za jakie grzechy? - zapytałam.
Spojrzała na mnie tymi swoimi oczami. Znaczy nie swoimi bo miała na sobie czerwone szkła kontaktowe.      - Za te, że Pan Styles musi mieć jakieś ceny przed jego trasą koncertową. - wszyscy mruknęli.
 - Widzisz Styles? - zwróciłam sie do chłopaka, który siedział bezpośrednio za mną - To wszystko przez ciebie!
 - No dobra żuczki moje! - powiedziała - rozdam wam testy, a Zdzisia - wskazała na dziewczynę o blond włosach i tapecie na mordce, miała na imię Cornelia, ale Monic lubiła mówić per. Zdziśka, Stefki, Zdzisie, Eugenie, Kunegundy itp. A to dlatego, że nie zapamiętywała imion. - przesiądzie sie do pierwszej ławki. Bd miała na cb oko!
Dostałam do ręki test. Spojrzałam na pierwsze pytania i prychnęłam.
 - Przecież to banalne! - powiedziałam.
Starożytność... To było tak trudne, że aż śmieszne.
  - Ciesze sie, że ci się podoba Alex, bo bd pisać tak test z każdego działu. - znów wszyscy zaczęli pojękiwać. - Czas START!
Pierwsze pytanie.
Jaki napój pili Bogowie greccy?

Wpisałam w wykropkowane miejsce:
Obiło mi się o uszy, że Ambrozja.
Kolejne.
Na każde odpowiadałam i znałam odpowiedź.
 - Psyt! Psyt! Alex! - szeptał Styles.- Zamieńmy sie kartkami!
 - A podpisałeś się? - zapytałam.
 - Tak!
Co za gamoń. Popukałam się w czoło i wróciłam do zakreślania odpowiedzi.
 - Alex! Daj odpowiedź na od piątego wzwyż! - błagał szeptem.
 - A, B, B, D, C, D, B, A, D...
 - Co w jedenastym?
 - B.
 - Co?
 - B!
 - CO?
 - B! - prawie krzyknęłam, błyskawicznie wróciłam do pozycji pisania.
 - Zdziśki moje kochane, ale proszę sie nie konsultować! - Powiedziała Monic i wróciła do książki.
Od tej pory miałam spokój. Została mi ostatnia strona do zakreślenia. I poczułam czyiś ciepły oddech na szyi.Podskoczyłam jak parzona i uderzyłam w szczękę Harry'ego, który jęknął.
 - Co sie dzieje? - zapytała już poirytowana nauczycielka.
Szybo wróciłam do poprzedniej pozycji.
 - Ale to za trudne! - jęknął loczek pocierając szczękę.
 - Harry... pisz! - jęknęła i wróciła do lektury.          
Znów zajęłam się sobą. Teraz Harry zaczął męczyć Livie. Zaczął tak mocno się nad nia nachylać, że w końcu musiał podnieść ławkę.
         Mike patrzyła nie nich z politowaniem, a ja popatrzyłam na nią wymownie, że jak się lekcja skończy to zabije Harry'ego. Dziewczyna przytaknęła na pomysł. No cóż... może dostaniemy mniejszy wyrok jak zrobimy to we dwie? Szyja Harry'ego została wygięta pod niesamowitym kontem. Wyglądał ja żyrafa wyginający sie w stronę Livi. Ale w końcu zachwiał się i poleciał na nas. Poczułam miażdżenie nogi i poleciałam wraz z ławką do przodu. Narobiliśmy dość dużo hałasu. Wszystkie głowy zostały zwrócone na trzech boroków leżących na ziemi.
 - Harry! Złaź ze mnie! - warknęłam - gnieciesz mi nogę!  
 - Przepraszam... - jęknął.
 - Nie przepraszaj ale złaź! - próbowałam go z siebie zrzucić.
W końcu jakoś wyczołgałam się z pod gruzów ławek.
 - Harry! Ja cie zabije! - zaczęła wydzierać sie na niego Livia.
 - Za co?
 - Niedawno miałam noge w gipsie! Zabije jak mi ją złamałeś!
 - A przy okazji ja Cię zabije. Ale za to że nabiłeś mi siniaka! - prawie się na neigo rzuciłam ale Mike mnie przytrzymała.
 - Po lekcjach Ci pomogę - szepnęła.
 - Spoko. Masz siekierę? - odszepnęłam.
 - Nie. - zawiesiła głos - ale w domu piłe łańcuchową. Możemy jej użyć. Mój ojciec glina na pewno nas z tego wyciągnie.
Pokiwałam ochoczo głową.
Spojrzałam na biedną Livię. Chwilowo Harry był zajęty przepisywaniem odpowiedzi od Livi niż ze zgramoleniem się z niej. No a po co? Niech se poleży... spłaszczy się jeszcze... och. przepraszam ona się już bardziej spłaszczyć nie może. Przecież to chuda szprycha.
 - Boże! Na chwile spuścić was z oczu! - Jęknęła Monic. - Harry! Zejdź z niej!
 - Jeszcze tylko jedna strona! - powiedział nie odrywając sie od pracy.
 - STYLES JUŻ! - wydarła się.
No to powstał.
Pomogliśmy wstać Livi.
 - No to teraz cała wasza czwórka wybierze się do Dyrektora! - powiedziała nauczycielka wskazując na nas. - Sprawdziany połóżcie na biurku.
 - Co ale czemu ja? - zaprotestowała Mike.
 - Bo tak mrówki faraonki chciały.
Wzięłam długopis do ręki i zaczęłam zakreślać odpowiedzi bez zastanowienia.
 - Alex podaj mi odpowiedzi od 46!
 - C, B,B, D, D, A, D, B, C, A, A, D, C, C.
 - Wolniej.
 - Piepsz się. - odłożyłam kartkę na stolik i trzasnęłam drzwiami.
Zaraz za mną wyszła Livia, a na końcu z klasy został dosłownie wywalony Styles. Którego chciałam udusić.
- Juhu! Będzie trzy! - zaczął wyć.
Spojrzałam na niego jak na debila, ten uśmiechał sie do mnie zadowolony doprowadzając mnie do szału.      Zwróciłam się do przyjaciółek.
 - Zrywacie się ze mną? Zadzwonię do Christophera i podjedzie po mnie.
 - Jasne! - powiedziały uradowana.
Harry wrył sie przed nas.
 - Drogie panie! - zatrzymał nas wyciągniętą ręką, spojrzałam na niego cierpko - ja to załatwię! - zobaczył moje spojrzenie i zamarł w pół ruchu - to za to że wyleciałyście z klasy...
 - Dobra zamknij się i dzwoń. - przerwałam mu.
 - Znajdziesz nasz na dworze. - powiedziała Livia.
Rozsiadłyśmy się wygodnie na ławce w cieniu.
 - Jestem głodna! - jęknęła Livia i zaczęła szukać czegoś w torebce.
 - Jak coś znajdziesz to sie podziel! - powiedziałam.
Mike siedziała i cos cykała na telefonie.
 - Co prawda nie wyglądasz mi na taką ale pasujesz do Zayn'a - zagadnęła Mike.
Próbowałam nie roześmiać się jej w twarz.
 - Tak... Może być. - odparłam.
Ta spojrzała na mnie zdziwiona.
 - Jak to może być? Cały świat dudni o waszym związku, a ty może być?
Liv uniosła brew i ugryzła Marsa. Gdy zobaczyłam batonik już go nie miała.
 - No ej! - jęknęła.
 - Trzeba było żarcia pilnować! - pokazałam jej język - Z Zayn'em nie jest tak jak myślisz. - zwróciłam się do dziewczyny.              
 - Że wasz związek do jedna wilka bujda? - zapytała.
Spojrzałam na nią zdziwiona.
 - Dobra całkiem tak jak myślisz - odparłam
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
 - Bo już myślałam.
Wyszczerzyłam sie do niej.
Mike z torebki wyciągnęła pojemniczek z jedzeniem. Postawiła na stole i zaczęła się w niego wpatrywać.
 - Czemu nie jesz? - zapytała Livia.
 - Czekam.
Wymieniłyśmy z Livia spojrzenia.
 - Na co? Aż jedzenie weźnie i ucieknie? - zakpiłam.
 - Dokładnie. Robiła je moja mama więc bym się nie zdziwiła. - odparła spokojnie i szturchnęła pudełko.   
 - A co? Chce cie otruć czy nie umi gotować? - zaśmiała się Livia.
Mike spojrzała na nią.
 - To nie jest śmieszne. Na pewno  to i to. Moja matka, hymn... Ma narzędzia kuchenne tylko na pokaz, kotlet piekła by w garnku, a jajka w zimnej wodzie. Cud, że wie do czego służy lodówka.
Livia zaczęła śmiać się jak opętania. Nic nie dawało kopanie ją pod stołem.
 - To całkiem tak jak Alex! Ona już Wode spaliła... a Z Kurczakiem...
Zatkałam jej usta dłonią.
 - Zamkniesz się? - warknęłam.
Na całe szczęście wybawił nas Harry przychodząc.
 - Nawet obok mnie nie siadaj! - powiedziała groźnie brunetka.
Jak na złość chłopak usiadł.
 - Nie jesteś czasem głodny? - zapytała go Mike.
 - Strasznie. A masz coś do zaoferowania?
Stłumiłam śmiech gdy spojrzała w stronę pudełeczka z jedzeniem. 
 - Powiedzmy, że ja tego nie zjem i nie mam co z tym zrobić.
Podsunęłam mu pudełeczko, a on w mgnieniu oka skonsumował całą zawartość.
 - Teraz trzeba odczekać 48h aby sie dowiedzieć, czy zatrute. - sprostowałam.
 - CO?! - krzyknął chłopak.
 - Kura sro. Nastaw morda to ci do. - odpowiedziałam.
Wszyscy zaczęli sie śmiać. Dopiero klakson oprzytomniał nas. Spojrzałam w stronę ulicy.
Kopara mi opadła.
Stała tam długa różowa limuzyna. Tak różowa... To tylko Harry mógł zrobić...
 - Harry Przegiołeś. - powiedziałam.
Ten podszedł do Limuzyny.
 - No chodźcie! Bd fajnie!
 - Ja do tego nie wsiąde! - zaprzeczyła Mike.
 - Ja też! - zawturowała ruda.
 - Jak powyżej.
Harry sięgnął po coś do wnętrza.
 - Mam szampana.
W rękach trzymał dwie butelki z soczkiem z Gumi jagód.
Nagle wszystkie trzy wryłyśmy się do Limuzyny.



Mam nadzieję, że się podobało.
Teraz może być biednie z notkami bo bd miała na głowie kuzynostwo więc nie wie kiedy napisze kolejną. Mam połowę ale nie mam pojęcia kiedy dam rade wejść i dokończyć.
A i dziękuje wam za  38 000 wejść,  444 komentarzy i 76 obserwowanych :P Jakby nie wy to nigdy bym takich liczb nie poznała :P
Pozdrawiam:D
A i zapraszam na moje pozostałe blogi!!
Bujka:*  

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Rozdział 35

         Nie mam bladego pojęcia jak Zayn to zrobił, ale załatwił nam dzień otwarty! Razem z opiekunami zwierząt chodziliśmy, a oni opowiadali nam różne ciekawostki i historyjki związane z danym zwierzęciem. Jedne nawet dotykałyśmy. Karmiliśmy małe lwiątka, głaskaliśmy żyrafy i inne afrykańskie zwierzęta. Nawet taki fajny łysy pan dał mi na ramiona wielkiego boa dusiciela. Wszystko było by fajnie jakby nie zaczął ściskać mi nadgarstki.  później przeszliśmy w stronę pajęczaków. Momentalnie podtrzymywałam Zayna, aby nie upadła. Słabo mu było patrzeć na pająki. Poprosiłam dredziaża aby mi jednego wyciągnął i się zgodził, a później goniłam nim Malika, nie wiedziałam, że można tak szybko biegać! A niestety musiałam oddać pająka. Później przyszedł czas na DELFINY! Przebraliśmy się w specjalny strój i wyszliśmy do tych morskich ssaków. Karmiliśmy je i dotykaliśmy. Było naprawdę wspaniale!
 - Dopiero gdy dostanę zawału zrozumiesz, że boję się pająków? - zaczął drążyć temat.   
 - Wystarczy gdy zesrasz się w gacie. - wyszczerzyłam się.
Wywrócił oczami.
 - Z dniem robisz sie bardziej pyskata.
 - To akurat wiem - poklepałam go po policzku
 - I wredna.
 - Nie umknęło mojej uwadze.
 -Wszystkie twoje cechy są negatywne wiesz? - spytał.
Poruszyło mnie to.
 - Och przepraszam! JA potrafię być miła! - zaprzeczyłam sama sobie.  
Uniósł brew.
 - Jakoś nie zauważyłem.
 - Ha, ha, ha. Jesteś beznadziejny - wzniosłam oczy ku niebu.
 - Daj chodź jeden przykład, abym uwierzył, że jesteś miła.
Westchnęłam.
 - Już cie nie mieszam z błotem.
Zaśmiał sie jak obłąkanie chory.
 - Jasne. A czy w tej bajce jest smok? - zakpił.
 - Nawet dwa. - odparłam.
Zrobił wielkie oczy.
 - Co ćpiesz i jak śmiałaś się nie podzielić? - zapytał.
 - Ćpie bo lubie, a towaru nie oddam bardzo dobra jakość. Ale kurewsko drogie. - westchnęłam.
 - Daj namiary na diera. - drążył temat dalej.
Zrobiłam oburzoną minę.
 - Żebyś mi najlepszy towar gwizdnął z przed nosa? - prychnęłam - Mowy nie ma!
 - Ale widzę, że działa i jest dobry więc odsprzedaj trochę prochów...
 - Alex! Zayn! Uśmiech! - krzyknęła jakaś dziewczyna.
Zayn próbował zapozować i wciągnąć mnie do tego ale ja skutecznie mu to wybiłam z głowy.
 - Boroku i za każdym razem kiedy cie poproszą to będziesz pozował? - ówiłam to pouczającym głosem.
 - Zawsze tak robię.
Uderzyłam się dłoniom o ten mój pusty dekiel.
 - Zrób tak ze mną chodź raz to na wieki pożegnasz się z ojcostwem. - wyszeptałam.
Zesztywniał. Ale później się opanował. Zarzucił mi rękę na ramiona i próbował ignorować wszystkich fanów. No chyba że do niego podeszli to dał im autografy.
 - Szybko sie uczysz. - pochwaliłam zapinając pas.
 - Dzięki. - powiedział - mam nadzieje, że pani profesor jest w pełni zadowolona moim zachowaniem. Może buziak w nagrodę?
Prychnęłam pogardliwie. 
 - Chyba w snach.
Odpalił wóz. Powoli zaczął wyjeżdżać z parkingu.
Dajcie mi siekierę! Dajcie mi siekierę! No błagam! Dajcie mi siekierę!
Jak można tak krzywdzić taki wóż?! Jak tak dalej pójdzie to za parę miesięcy bd miał silnik do wymiany! Biedny samochodzik! To nie jego wina, że ma do dupy kierowcę!
Zaczęłam grzebać w miejscach gdzie by miał schowane prawo jazy. Ale ie znalazłam. Zaczęłam przeszukiwać jego kurtkę, którą miał na sobie.
 - Mogłaś powiedzieć, że chcesz małe macanko to bym sie zatrzymał. - powiedział Zayn i oberwał w ten głupi łeb.
Roześmiałam się pogardliwie.
 - Już mnie rwie. Normalnie suty mi stanęły wiesz? - powiedziałam ironicznie.
 - Nie kuś! nie kuś! Bo wiesz. - zrobił się tajemniczy - kiedyś pójdziesz sama, ciemną alejką. i ktoś na cb wyskoczy...
 - Domyślam is, że to bd ty. - wtrąciłam sie, ale on kontynuował.
 - ...i nagle ktoś cie przeleci.
Świerszcz. Świerszcz. Świerszcz. 
Nie no zakończenie bardzo złowieszcze.
 - Ty lepiej tyle nie myśl bo ci się procesor przegrzeje. - przerwałam ciszę.
 - Kto to się odezwał. Dziewczyna z mikroprocesorem zamiast mózgu. - dogryzł.
 - O przepraszam! - oburzyłam sie - jedyną osoba z mikroprocesorem zamiast mózgu w moim otoczeniu jest Alan wiec trzym ryj i daj mi twoje prawo jazdy!
Zrobił zdziwioną minę.
 - Po kiego kija Ci one? - zapytał.
 - Aby było śmiesznie. - syknęłam - gdzie są?
Uśmiechnął sie do mnie perfidnie.
 - W prawej tylnej kieszeni. - spojrzałam na niego jak na debila.
 - Kto. Normalny. Daje. Takie. Rzeczy. Do. Tylniej. Kieszeni. - wycedziłam powstrzymując sie od rozszarpania go.
Ten tylko się uśmiechnął.
Co za gówniarz. Troche mi zajęło wyciągnięcie dokumentów, bo Malik nie ułatwiał sprawy.
W końcu dostałam to czego chciałam.
Zaczęłam oglądać je dokładnie.
Zrobiłam wielkie oczy.
 - Masz lewe prawko! - zaczęłam się z niego nabijać.        
Zrobił sie czerwony jak buraczek.
 - I co z tego?  Ty tez masz.
Spojrzałam na niego ze szczerym rozbawieniem.
 - Jesteś ode mnie o trzy lata starszy i masz lewe prawko! Dwóch lat możesz mieć prawko! - zawachałam sie - nawet Harry ma prawko! 
Spiorunował mnie spojrzeniem.
 - Siedź cicho o Emily usłyszy. - warknął.
O kurwa...
Jak byśmy czytai sobie w myślach, obróciliśmy się w stronę pustego fotelika dla dzieci.
 - EMILY! - krzyknęliśmy równocześnie, a Malik zahamował. 

 Livia

               Z Harrym miałam się spotkać o 13,00 w Zoo. Obiecałam Alex, że dopilnuję aby wszystko na urodziny Emily zostało dopięte na ostatni guzik, a później miałam do nich dołączyć. Harry właśnie dostarczał prezent urodzinowy Emily do domu. Miał tu być już pół godziny temu. Jak przyjedzie to oberwie w łeb!
Stałam właśnie przy wielkim akwarium z boa dusicielem i oglądałam jak sie wyleguje. Po chwili mnie to znudziło i zaczęłam przeglądać sie swojemu odbiciu. Miałam na sobie krótką niebieską spódniczkę w drobne malutkie kwiatuszki, niebieską  koszulę, a do tego białe dodatki i balerinki. Włosy lekko nastroszyłam i odgarnęłam do tyłu tak aby nie zasłaniały twarzy. Powoli przeszłam do drugiego akwarium z Legwanami. Coraz bardziej oddalałam sie od głównego wejścia, a telefon nie dzwonił. Obiecuje, że jak ja nie rąbnę Harry'ego to Alex to zrobi!
 - Hej Liv. Mam nadzieje, że długo na mnie nie czekałaś. - usłyszałam za sobą spokojny głos Syles'a.
Gwałtownie się odwróciłam.
Mogłam tego nie robić.
Moje wargi przywarły do warg chłopaka.
Na początku patrzyłam na niego otumaniona nie wiedzieć co się dzieje, a zaraz po tym oślepił mnie flesz i oderwałam sie od niego rumieniąc się.  
 - Mogła byś mnie tak witać częściej. - powiedział uwodzicielskim głosem.
 - Jeszcze czego! - oburzyłam się - spóźniłeś się 30 minut! A później bezczelnie mnie całujesz!
 - ... Ja tylko wpadłem na cb! - zaczął sie tłumaczyć.
Zlustrowałam go wzrokiem:
 - Co? Tylko wpadłeś na mnie? Dobre sobie! - prychnęłam. Nagle moje trybiki zaskoczyły i skupiłam się na jego ubraniu  - Co ty wg masz na sobie?
Przyjrzałam się uważniej nie dowierzając własnym oczom i ryknęłam śmiechem.
              Wyobraźcie sobie metala ubranego w czarne długie spodnie, wielkie glany na zapięcia, czarną bluzkę z KoRn, na to skórzana kurtka. A na dodatek, na każdej ręce i szyi miał założoną pieszczotę. Jak już wyobraziliście sobie metala to teraz wyobraźcie sobie Harry'ego z wyprostowanymi włosami w jego ciuchach. Efekt powalający. Dosłownie. Nie dość, że ciuchy na nim wisiały jak na wieszaku, to w nowej fryzurze wyglądał jak pedał... no po prostu bajka.
Wyszczerzył się  do mnie.
 - Zrobiłem na cb wrażenie? - w jego głosie słyszałam zaciesz.
Chwilowo nie wiedziałam co powiedzieć.
Harry niezbyt ukrywał, że ja jemu sie podobam i to nie było jakąś wielką tajemnicą. Ten chłopak był uroczy, zabawny, prawdziwym cyrkowym pajacem z obsesją na temat swoich włosów. Ale to wciąż dziecko! Nawet ja byłam dojrzalsza od niego, a byłam młodsza o 2 lata!
Na prawde był uroczy i jak na niego patrzyłam robiło mi się cieplutko na serduchu ale... no nie widziałam przynajmniej na razie, przyszłości z Harrym. Może kiedyś... jak dorośnie.
 - Harry... ale nie musisz się dla mnie zmieniać. - powiedziałam wreszcie.
Na jego twarzy zagościło zmieszanie.
 - Yyy ale ja przecież...
Coś poruszyło mi się w serduchu. 
Podeszłam do niego i pocałowałam w policzek.
 - To było słodkie. - wyszeptałam.
Uniósł zadowolony brew.
 - Może jeszcze raz? Tylko teraz w usta? - roześmiałam się na całe gardło.
 - Głupek.
Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę wybiegu dla Hien.
Chłopak kupił mi praktycznie wszystko co chciałam. Szastał forsa gdzie popadnie.
 - Wiesz jakie są plusy twojego nowego image? - zapytałam go wreszcie
Spojrzał na mnie zaciekawiony.
 - No co? - poruszał śmiesznie brwiami.
Znów się roześmiałam.
 - To, że twojego kamuflażu jeszcze nikt nie rozgryzł i żadna fanka nie podeszła po autograf! Stałeś sie nierozpoznawalny! - nabijałam się z niego.
 - A wcale, że nie! - próbował się bronić - Zaraz ci udowodnię! 
Wskazał na jakąś blond włosa dziewczynkę, która była odwrócona do nas tyłem i patrzyła na małe pumy. Coś w jej sposobie poruszania się sprawiało, że ją znam.
 - Cześć malutka, zgubiłaś się? - zagadał do niej Harry.
Ta nieznacznie uniosła główkę.
 - Siostra zakazuje mi gadać z nieznajomymi. - Znałam bardzo dobrze ten piskliwy głosik.
 - Emily?! - wydarliśmy się wspólnie z Harrym.

Alex

 - Jak mogłaś zgubić dziecko? - spytał się poraz setny Malik. 
Zaparkował obok jakiegoś starego Volvo. 
 - To ty ją zgubiłeś. - odgryzłam się 
 - Co ty gadasz? - zapytał Zayn. 
 - Gdy sie stresuje to gada głupoty. - odparłam. 
Puściłam się biegiem w stronę Zoo.  
 - Często się stresujesz. - pokiwał z uznaniem.
Mja pięś powędrowała na jego ramię.
 - Nie dogryzaj mi! To twoja wina, że ją zgubiliśmy! - warknęłam na niego.
 - Moja wina? Ty ją miałaś pilnować!
Spojrzałam na niego jak na debila.
 - Ty jesteś najstarszą osobą w tym towarzystwie więc wedle prawa cała odpowiedzialność cała na cb! -  zaczęłam wymądrzać się.
 - Alex Nie umisz się przyznać, że popełniłaś błąd? - drążył dalej.
No dajcie mi jakiś młotek! albo chociaż siekierę! Boże dajcie coś ciężkiego!   
 - Zamknij się wreszcie bo wylądujesz w zagrodzie goryli. - warknęłam rzez zaciśnięte zęby.
Przez chwilę lawirowaliśmy pomiędzy człowiekami, pośród człowieków spróbowałam dojrzeć Emily ale żaden ludź jej nie przypominał. Przez chwilę mignęły mi znajome rude włosy, ale w następnej sekundzie już ich nie było.
 - Wyglądasz jak blady trup.. - powiedział Zayn gdy zatrzymaliśmy się przy jednej z zagród z lamami.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Próbuje upodobnić się do cb. - spiorunowałam go wzrokiem - po kiego kija mówiłes mi że jestem miła? Później się wyłączam i gubię takie małe, ruszające sie, bardzo ważne rzeczy!
Zaczęłam się żalić
 - To może skończ przynudzać i znajdźmy ja wreszcie? - zaproponował.
 - Ty przynudzasz. Jesteś niewyżytkiem seksualnym, który interesuje się własną fryzurą i nie potrafi prowadzić auta! - zaatakowałam go.
Westchnął.
 - Powtażasz mi to od dłuższego czasu. - wzniósł oczy ku niebu.
 - Nie dziwię się, że dinozaury wyginęły.
Zaskoczylam szatyna.
 - Dlaczego?
 - Bo jak sie dowiedziały, że na świecie bd chodziła taka krzywa morda to wyginęły!
Tak wiem bezsensu ale lepiej się czuję jak kogoś zgnoję.
 - Masz coś jeszcze w zanadrzu? - zapytał.
 - Gdy obsadzali dzwonnika z Noter Dame chcieli dać ciebie do głównej roli, ale w końcu uznali, że dzieci bd miały koszmary. - znów palnęłam głupotę.
 - To było dobre. -pokiwał znacząco głową.
 - Jak do mnie mówisz to trzymaj jape zamkniętą bo się muchy zlecą. - wpadłam w niezły nałóg.
 - O głupoto, bądź pozdrowiona! - zaśmiał się.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Jak na cb patrzę to mam ochotę wysłać SMS-a POMAGAM! 
 - To było dobre! - pokiwał głowa.
 - Powtarzasz się. - westchnęłam
 - No nie gadaj! - odparł ironicznie.
 - Nie myśl tyle bo się spocisz.
  - A gdzie my tak właściwie idziemy> - zapytał.
 - Przypuszczam, że Emily bd przy swojej zagubionej rodzinie. - odparłam.
Przeszłam przez szyld na którym było napisane.
 MAŁPY
Zaczęłam się rozglądać. Ale jej tu nie ma.
 - Przy samych swoich ją nie ma. - odparłam bezradnie.
Zayn spróbował mnie przytulić.
Ale ja se nie dałam.
 - Ja jeszcze nie jestem, aż tak zdesperowana. - odeszłam od niego.
 - Mała! Nie bądź taka. No chodź! - otworzył przede mną ramiona.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Mała to może być twoja pała.
Oddaliłam się od niego jak najszybciej umiałam.
 - ALEX! Do jasnej cholery czemu zostawiłaś Emily samą! - Wydarła się na mnie Livia.
Podskoczyłam jak oparzona i wskoczyłam na jedną z ławek.
 - Boże Livia! Do zawału mnie doprowadzisz! - chwyciłam się za serce, które waliło jak porąbane.
 - Dlaczego zostawiłaś Emily bez opieki?! - zaczęła się na mnie wydzierać.
 - Emily!  - Krzyknęłam gdy zobaczyłam małą chowającą się za nogami Livi . Porwałam ją w ramiona - Em! nie wolno ci się tak tracić! Powinnaś trzymać się blisko mnie! Wg gdzie ty poszłaś?! Pozwolił ci ktoś odejść od nas? - zaczęłam trajkotać jak porąbana.
 - Nie słuchaliście mnie gdy mówiłam, że chce iść do małej Pumy! - zaczęła się żalić.
 - No już, już - przytuliłam ją do siebie i wzięłam na ręce.
 - Alex... ty mnie kiedyś wykończysz. - westchnęła Livia.
Dałam jej soczystego buziaka w policzek.
 - Dzięki Liv! Jesteś wielka!
 - O cześć Alex. - usłyszałam głos Loczka.
 - Cześć Styles. - zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciela, jakiś metal zawężał mi pole widzenia.
 - Stoje przed tobą.
Spojrzałam na metala.
Wyprostowane włosy? Ciuchy metalowca? Pieszczoty?
Jebnęłam śmiechem. 



Ta dam! Mam nadzieję, że się podobało ;)
Musze zwrócić się teraz do niektórych komentarzy:
Nie pisze kiedy bd kolejny rozdział gdyż, prowadzę tez inne blogi i mam swoje życie prywatne. Kilka razy próbowałam pisać kiedy dodam, a nigdy się nie wyrabiałam w terminie i później miałyście do mnie pretensje więc skończyłam z tym.
Myślę, że bd tygodniowo dodawać po dwie notki... może niekiedy trzy^^
To tyle z mojej strony.
Pozdrawiam.
Bujka:*  

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział 34

 - Alex! Alex! Alex! - przez ścianę przyjemnego snu o piłkarzu, z którym chodzę przebił się wysoki głosik Emily. 
Jęknęłam i nakryłam głowę poduszką.
Nie chciałam jeszcze opuszczać krainy snów.  
 - Alex... proszę! Śnił mi sie zły sen! - jęczała młoda. 
 - Alex. Obudź się. Uspokój ją to pójdzie spać i da nam spokój. - wymamrotała Livia, która spała razem zemną na podłodze w salonie. Zrobiłyśmy sobie małą imprezę z filmami.
 - Alex... proszę! - zaszlochała. 
Odkryłam kołdrę. 
 - Właź. - powiedziałam. 
Zapiszczała i wtuliła się do mnie. Jej bose stopy były zimne od kafelek i teraz mnie ziąbiła.
 - Mały bląblu to co Ci się strasznego śniło? - zapytałam walcząc ze snem - Może jakieś mary noc..
Poczułam ukucie bólu. 
 - Nie śpij! - pisnęła Młoda. 
 - Nie gryź mnie! - powiedziałam. 
 - Och ZAMKNIJCIE SIĘ! - uciszyła nas Liv - spokojny człowiek chce spać! 
Wymamrotałam jakieś pierwsze lepsze przeprosiny. 
 - Jakieś mary nocne Ci sie śniły? Albo jakiś potwory grasowały po twoim pokoju? - próbowałam zgadnąć, a jednocześnie rozśmieszyć - a może zamieniłaś sie w wielkiego gofra, którego chciałam schrupać? - połaskotałam ją, a ta zaczęła się chichrać.
 - Nieee... Śnił mi się mój ślub. 
WTF?
 - I co w tym takiego strasznego? - mruknęła Liv. 
 - To, że Louis uciekł z przed ołtarza, bo Harry nie chciał być świadkiem, a Liam i Niall nie przebrali się za druchny, a Zayn wolał iść z tobą do łóżka niż odprawić ceremonię! - zaczęła trajkotać. 
Walnęłam głową o podłogę, a Livia zaczęła się chichrać jak opentana.
 - I obudziłaś mnie po...? 
 - Po to, abyś zadzwoniła do chłopaków i im na wtykała! - powiedziała groźnie. 
Teraz to ja parsknęłam.
 - O trzeciej nad ranem!? oni mnie zaszlachtują! - odparłam. 
 - Kochanie - zaczęła  Livia - ale to było w twoje wyobra..
Cisnęłam w nią poduszką. 
Wolałam aby Młoda wierzyła w sny, o nie bd mogła ją straszyć, że nie dostanie prezentów na mikołaja.
 - Alex! Prosze... - zrobiła oczka kota ze Szreka.    
 Jęknęłam. 
 - Podaj mi telefon. - młoda wyskoczyła jak oparzona i podała mi telefon.
 Najpierw zadzwoniłam do Louisa.
 - Hal.. hall... halo? - powiedział w końcu i ziewnął. 
 - Hej tu Alex. - powiedziałam. 
 - Alex... normalni ludzie już śpią...
 - Przymknij się i słuchaj! - uciszyłam go - Więc jakbym nie zadzwoniłą to siostra nie dała by mi spać. Więc tak Emily śńiło się to, że nie chiałeś się z nią ożenić i uciekłeś z przed ołtarza. Więc do świętego spokoju ją przeproś! - podałam telefon młodej.
Przez chwile miała na twarzy maskę bez wyrazu, a później zaczęła się śmiać. 
 - Dobranoc! - powiedziała wreszcie i podała mi telefon. 
 - No i? - spytałam. 
 - Powiedział, że ty go do tego namówiłaś i groziłaś, że jak tego nie zrobi to mnie porwiesz! - powiedizała na jednym tchu. 
Szczęka mi opadła, a Liwia ryknęła śmiechem. 
 - To cie wrobił! - powiedziała. 
Co za łajza!
Dobra zostało mi tylko czterech kretynów.
Teraz odezwał się Irlandzki akcent. 
 - Tak mamo? - jęknął. 
 - Za tą mamę to masz dupę skopaną! - odparłam. 
 - Och cześć Alex. Czemu nie śpisz? - powiedział zaspany. 
 - A tak jakoś miałam ochote na nocną pogawędkę - odparłam ironicznie.  
Zaczał się chichrać. Ten chłopak chichra się z wszystkiego. 
 - A to miło, że zadzwoniłaś do mnie... - odparł  
 - Dobra a teraz sie skup.
 - Ok. 
 - Emily się śniło, że nie chciałeś przebrać się za druhnę na jaj i Louisa ślubie. Masz ją przeprosić. 
Chwila ciszy. 
 - Nie wnikam. - powiedział w końcu. 
Znów podałam telefon młodej. 
Chwile po gadała o głupotach... czyli o pogodzie? Aha... spoko. 
 - Powiedział, że schowałaś mu sukienkę. - oddała mi telefon. 
Uniosłam brew, a śmieszek chichrek, który spał obok mnie oberwał z łokcia. 
  - Liam. - wykręciłam jego nr. 
Usłyszałam Kobiecy głos: 
 - Słucham? - Danielle była jak najbardziej rozbudzona. 
 - Nie wnikam co teraz robicie z Liamem, ale daj do do telefonu.    
 - Alex. Jest środek nocy. - powiedziała. 
 - No słysze, że jesteś ambitnie śpiąca - odgryzłam się - daj Peyna do telefonu!
Po chwili odezwał sie meski głos. 
 - Witam Alex. Coś się stało? - powiedział opanowany Li. 
 - Słuchaj. Emili się śniło. Brała ślub z Lou i nie chciałeś z Niallem ubrać sukienki druhny. Masz ją przeprosić i możesz zająć się Danielle. 
Podałam słuchawkę Małej. 
Znów gadu gadu i oddała mi telefon. 
 - Niech zgadnę. - zaczęła Livia - Alex schowała mu sukienkę? Albo po plamiła? 
Dziewczynka zaśmiała sie.   
  - Nie! Sama sie w nią ubrała, a Liam nie miał w czym iść! 
Znów usłyszałam dźwięczny śmiech Rudej i znów mój łokieć powędrował w okolice jej brzucha. 
 - Mmmmyy? - pruknął Harry. 
 - Dzień dobry śpiochu! - krzyknęłam do słuchawki. 
 - Dobranoc.
Rozłączył sie. 
Zadzwoniłam znów ale nie odebrał. No to został domowy. Wiedziałam, że sie obudzi i bd musiał do niego podejśś bo znajduje się na ścianie przylegającej do jego pokoju. 
Po czwartym razie odebrał.
 - Straszczaj się. Jest mi zimno i zaraz zasnę.
 - Młodej się śniło, że na jej ślubie z lu nie chciałeś być świadkiem i masz ja przeprosić. 
Podałam młodej telefon.
Po chwili oddała mi telefon. 
 - Powiedział, że zaczęłaś szczudź go wściekłym królikiem, którego kupiłaś od Paula. Nie dość, że Harry uciekł to i zabrał twój nowy motor i wjechał w nim w nasz ołtarz! 
Teraz to ja się roześmiałam. 
 - Czego on się naćpał? - zapytała Livia. 
 - Zapewne dał w żyły i jednorożce widzi. - odparłam - no to teraz peda.. znaczy mój chłopak Zayn! 
Poprawiłam się. Jakby Emily o czymś wiedziała to z naszej tajemnicy nici. 
Zadzwoniłam.
 - Byle szybko... -wymamrotał i zaczał chrapać. 
 - Jestem w ciąży! Zostaniesz tatą! - powiedziałam z udawanym entuzjazmem. 
 - CO?! Ale że jak? Przecież ci nie wsadziłem! - no i nagle się rozbudził. 
 - Debilu nawet bym cie nie dotknęła... - poczułam ból w klatce piersiowej. Livia szturchnęła mnie i powiedziała bezgłośnie EMILY - Znaczy się Kochanie jestem za młoda, by coś takiego robić.   
 - Coś ty ćpała? 
Zaśmiałam się. 
 - Słuchaj. Emily JEST tu zemną, a dlatego, że jej się śniło, że nie chciałeś dać jej i Louiemu ślubu bo poszedłeś ze mną do łóżka. Masz ją przeprosić i sprawa załatwiona. 
Rzuciłam małej telefon. 
Znów paplała.
Rozłączyła się. 
 - Mój przyszły szwagier powiedział - ryłam w duchu śmiechem, a Livia dusiła sie poduszką aby zakryć, to że sie śmieje. - Że nie umiał oprzeć się seksownym ruchom mojej siostry i przeprasza i wyraża swoją najwiękrza skruchę za twoje i jego zachowanie, a córeczkę nazwie Emily. 
Świerszcz, świerszcz, świerszcz. 
 - Idź do łóżka. Jutro w nocy tata przyjeżdża. - owiedziałam. 
 - Ale on przyjedzie po dwunastej i powiedział, że zabierze mnie na urodzinowy obiad!
 - Muwie, że w środku nocy! - powiedziałam i padnęłam na poduszkę. 

Usłyszałam klakson samochodu i Krzyk Zayn'a.    
 - ALEX! Rusz się bo sie spóźnimy! 
Wstałam z posłania jak oparzona.
Wszystko już dudniło życiem, a różni ludzie kszątali się po moim domu, a ja sobie słodko spałam na podłodze w salonie, nie zważając na hałas. 
Drzwi trzasnęły i moim oczom ukazał się Zayn. 
 - Boże Alex! Za 20 minut mamy być pod Mckiem, aby odebrać Emily i zawieść do Zoo, a ty jeszcze w piżamie!
Jakby to jeszcze była piżama. 
Spałam w koszulce Christophera, która ledwie zakrywała mi tyłek. 
Zayn był ubrany, w beżowe spodnie, bordową bluzę z kapturem, smerfetkę i okularami przeciwsłonecznymi na głowie.
Wzięłam go za rękę i poprowadziłam do mojego pokoju. 
Kazałam u usiąść na łóżku, a sama wbiegłam do łazienki.
Szybko się ogarnęłam i w bieliźnie wmaszerowałam do pokoju.  
Zayn zagwizdał. 
 - Ale Alex! Teraz nie mamy czasu na erotyczne gierki. 
Rzuciłam w niego jakąś koszulką. 
 - Widziałeś mnie już w stroju kąpielowym, a tam było widać więcej ciała. - odparłam. 
Wyciągnęłam Czarne przylegające rurki, turkusową zwiewną tunikę, białą chustę i białe balerinki. 
 - Yyy... Znajdź taką małą białą torebkę z marszczeniami, ok? A ja się ogarnę. 
Nie czekałam na odpowiedź tylko trzasnęłam drzwiami. 
Poszukałam mojej kosmetyczki i szybko się pomalowałam. Beżowe powieki i kremowa nieścieralna szminka. To cały mój makijaż. 
Jeszcze włosy nastroszyłam jeszcze bardziej. 
Do ręki wzięłam grzebyk i wyszłam z pokoju. Na całe szczęście Malik znalazł torebkę i teraz wpakowałam tylko najpotrzebniejsze rzeczy. 
 - Gotowa? - zapytał lekko uśmiechając się.
 - Tak. - odparłam. 
Objął mnie ramieniem, a ja go w pasie. 
Wyszliśmy z pokoju udając zakochaną parę.
Nagle Zayn przystanął. 
 - Pocałuj mnie tutaj! - wskazał na szyję. 
Spojrzałam na niego jak na skończonego idiotę. 
 - Nie?! 
 - Hieny pomyślą, że spaliśmy ze sobą. Czym więcej takich scenek tym szybciej zerwiemy. - westchnęłam. 
 - Mam lepszy pomysł. 
Zbliżyłam wargi do jego skóry. Pachniał męskimi perfumami. Po prostu magia! Zero tytoniu!          
Zrobiłam mu malinkę. 
 - Masz wystarczy na dłuższy czas. 
Zeszliśmy na dół dalej przytuleni. Napodkałam Alana i podbiegłam do niego. 
 - Pamiętasz co masz tacie powiedzieć? - powiedział i wręczyłam mu zaklejoną kopertę  z listem - nie chce aby odwalił scenkę przy gościach. 
 - Pamiętam spokojnie! Najwyżej z Chrisem zaciągniemy go do basenu to się uspokoi. 
Roześmiałam się
 - Kochany jesteś. - pocałowałam go w policzek. 
 - Wiem.
Miał wyjaśnić tacie mój związek z Zayn'em, a w liście opisałam mu wszystkie szczegóły. Nie chciałam zepsuć urodzin Emily, jakąś bezsensowną sprzeczką z tatą.
Podbiegłam Do Zeyna. Te obiął mnie ramieniem i wyszliśmy. Otworzył przede mną samochód, a ja wsiadłam do niego. Zaczęłam zaplatać kłosa. Nim przyjechaliśmy pod Macka był zrobiony i postrzępiony grzebieniem.
Widziałam tatę, który trzymał za rękę młodą. Usadził ją w foteliku., 
 - Dzień dobry Panie Jons. - powiedział uprzejmie mój chłopak. 
 - Dla kogo dobry, dla tego dobry. 
Zaraz oberwie w zęby. 
 - Tacie się podróż nie udała! Siedział obok jakiegoś grubasa! - zaśmiała sie Em. 
Kąciki moich ust powędrowały ku górze.
 - Ciesze się, że już wróciłeś. - powiedziałam szczerze - Shelby chodzi jak marzenie. 
Wlepił we mnie zdziwione oczy. 
Westchnęłam. 
 - Nowa zielona rajdówka.
 - Aaaaa... A motor przyszedł? - wyszczerzył sie w uśmiechu.
Próbowałam zamordować go spojrzeniem.   
 - Byłam zdziwiona, że czerwoniutki Hayabusa stoi sobie w garażu nic nie robi, a części z mojego czarnego nie ma... Jak samego motoru...  
Znów się wyszczerzył. 
 - Dobra dzieciaki jedźcie już bo czas goni! Najlepszego malutka! - rozczochrał jej włosy i zamknął drzwi. 
Zayn ruszył, a ja modliłam się aby nas nie rozwalił. 
Siedziałam grzecznie patrząc jak Zayn zajeżdża własne auto. Kiedyś go uduszę!
W końcu dojechaliśmy na miejsce!
 - ZOOooooo! - wykrzyczałam wraz z Emily.


Mam dwa słowa określającą tą notkę:
Jest słaba.
Może to dlatego że ciągle żyje Bieszczadami i nie umię się skupić... 
Z góry przepraszam i obiecuję poprawę!
Bujka:*
<3 <3 <3

wtorek, 7 sierpnia 2012

Rozdział 33

            Ubrałam na siebie strój kąpielowy.Później nałożyłam na siebie białą nietoperkę czarne rurki kapelutek i wzięłam małą torebkę do, której spakowałam bieliznę i potrzebne rzeczy. Do bagażnika wrzuciłam ręcznik i wsiadłam no mojej kochanej fury, którą przyozdobiłam wielkim czerwonym smokiem na lewej karoserii.
Po 40 min znalazłam się pod domem chłopaków.
Zayn powinien już stać gotowy, a tym czasem go nie było. Odczekałam 10 min, ale go wciąż nie było. Zadzwoniłam na niego.
 - Halo? - powiedział zaspany.
 - Durniu gdzie ty jesteś? - warknęłam
 - W łóżku. - ziewnął.
Usłyszałam huk i coś nas rozłączyło.
Z mojego gardła wydarł się dźwięk podobny do warczenia.
Wyszłam z samochodu i trzasnęłam drzwiami.
Wpakowałam się do domu chłopaków, którzy właśnie robili kolację.
 - Cześć mysie pysie! - krzyknęłam w stronę kuchni.
Nagle wyleciał z niej Harry u brany w fartuszek z klatą jakiegoś kulturysty. Mimowolnie się uśmiechnęłam bo wyglądał komicznie. Różowe puchate lacze, króliczki na nogach, w obu dłoniach trzymał rękawice kucharskie, a na głowie miał czepek kąpielowy.
Jebłam śmiechem.
 - Jesteś dziewczyną? - zapytał.
Uniosłam brew.
 - Co tobie tez mam pokazać cycki? - zasłoniłam je dłońmi.
Ten wywrócił oczami.
 - Tu tylko Zayn jest niewyżyty seksualnie...
 - Potwierdzam.
 - ... jesteś dziewczyną więc zapewne ogarniasz kuchnie - chwycił mnie za rękę i zaczął ciągnąć do kuchni - i pomożesz nam  w tym.
 - Harry... ae ja nie jestem dobrą kucharką! A wręcz fatalną! - próbowałam się wymigać.
Wciągnął mnie do kuchni.
Liam, Niall i Louis stali podobnie ubrani co Styles, a do tego Louis trzymał rozpalnik gazowy na ogniu. Widząc to przeraziłam się. JA nawet nie wiedziałam do czego służą poszczególne rzeczy kuchenne!
Ich kurczak płonął żywym ogniem.
 - Alex! zrób coś! - powiedział Louis rzucając w moją stronę rozpalnik jeszcze włączony.
Złapałam go i mocno się poparzyłam.
 - Debilu jebnięty co ty robisz? Chcesz puścić cały dom z dymem? Jakby to spadło to rozwaliło by wam pół kuchni.
Spojrzałam na oparzoną dłoń. Zaczęły się już tworzyć pęcherze.
 - Nie wiedziałem! A teraz zrób coś! - rozkazał Lou.
 - Pieprz się. Wyście to zrobili to sobie radźcie.
 - Co z ciebie za przyjaciółka? - powiedział Harry
 - Która właśnie powstrzymała wielkie jebnięcie i zmiecienie was z powierzchni ziemi, a sama się boleśnie poparzyła?
 - CO?! - powiedzieli wszyscy chórkiem i pokazałam im dłoń.
Wszyscy powiedzieli zgodnie "ble"
 - No właśnie. - mruknęłam.
 - Jesteś mądra to sobie z tym poradzisz. - powiedział Liam i schował się za mną, a reszta poszła za jego przykładem.
Zaczęłam gorączkowo rozglądać się po kuchni. Aż w końcu zauważyłam gaśnice piankową. Jednym susem pokonałam całą odległość dzielącą mnie od nie. Chwyciłam ją i skierowałam piankę w stronę kurczaka, ale miała taki odrzut że udekorowała chłopaków warstwą białej piany.
 - Sorry! - Namierzyłam teraz na kurczaka, a chłopaki zaczęli panikować.
W końcu cała kuchnia była biała na na środku stały cztery bałwany, dosłownie.
Uśmiechnęłam się zadowolona z efektu.
Ale nagle zaczał się wrzask.
 - To był nasz obiad!
 - Teraz tego nie możemy zjeść!
 - Coś ty zrobił!
 - Nadaje się do wyżucenia!
 - Moje loki!
Nie interesowały mnie ich wrzaski.
Teraz dopiero poczułam bul w łapie.
Zaczęłam przeklinać po Polsku.
Bolało jak Cholera!
Dużo razy zdarzało mi się poparzyć przy samochodach, ale nie na aż tak dużej powierzchni i tak boleśnie.
Syknęłam z bólu.
 - Gdzie macie apteczkę?
Chłopaki uciszyli się i wskazali miejsce nad umywalką i szczątkami kurczaka.
Podeszłam i wyciągnęłam ją.
Bez słowa udałam się do pierwszej lepszej łazienki i zamknęłam się.
Włączyłam zimną wodę i włożyłam dłoń pod lodówkę.
Łezki poleciały mi z oczu. Bolało niemiłosiernie.
Wyciągnęłam łapę z pod wody.  Przy kciuku była spalona prawie do mięsa i widziałałam wszystkie ścięgna. Poczułam zapach ropy i krwi i niedobrze mi się zrobiło.
Powtarzałam ta czynność jeszcze 3 razy w ciągu 10 min.
Później zjawił sie Liam, całkiem czysty, a z włosów ściekała mi woda..
 - Ok?
Pociągłam nosem i pokazałam mu dłoń.
Ten zrobił wielkie oczy.
 - Jedziemy do szpitala! - powiedział Li.
Spojrzałam na niego jak na debila.
 - Zwariowałeś? To jest małe oparzenie! miałam już większe i jeszcze, żyje! - skłamałam.
 - Alex ale to jest poważne!
Wywruciłam oczami.
 - Nie bd się powtarzać. Lepiej daj mi tabletkę przeciw bólową i skombinuj coś przeciw zapalnego.
Widzałam jak zaciska szczękę. Wiedział, że ze mną nie miał szan więc odpuścił i wyszedł bez słowa.
Po chwili wszyscy oprócz zacnego Malika zjawili się w łazience.
Połknęłam przeciwbólówkę, a drugą tabletkę rozmiażdżyłam na proszek.
 - Bd wciągać? - zapytał Harry.
 - Boże do pomóż! - westchnęłam nad głupotą Stylesa - Przecież prowadzę.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.
Rozsypałam tabletkę po oparzeniu.
 - Alex czy jesteś pewna, że właśnie tak się robi? - znów zaczął zamartwiać się Liam.
Westchnęłam
 - Mój dziadek zawsze to stosuje...
 - Jak tak to dobrze - powiedział chłopak.
 - ... do koni jak mają jakieś oparzenia.
Wszyscy spojrzeli na mnie jakby nie chcieli uwierzyć w to co usłyszeli.
 - Jedziemy do szpitala.
 - Biore kluczyki!
 - Na mózg jej padło z bólu!
Nie mogłam wytrzymać ich jazgolenia.
 - TRZYMAĆ MORDY ZAMKNIĘTE!! - krzyknęłam, ale uspokoili się - pójdziemy na kompromis. Jeśli jutro nadal mnie to bd boleć to Liam i Marchewa zabiorą mnie do szpitala ok?
Nie chętnie ale w końcu powiedzieli tak.
 - A teraz Li chodź bo sama tego nie zawiążę.
Wyciągnęłam żelowy opatrunek i przycisnęłam go do rany.
 - Zwiąż mnie bandażem.
W końcu byłam opatrzona i gotowa obudzić Malika.
Nalałam całe wiadro zimnej wody i z kopa otworzyłam drzwi.
Malik ocknął się ale i tak oberwał wiadrem.
 - Za co? - krzyknął - przecież się obudziłem!
 - Za to, że już godzinę powinniśmy jechać samochodem, a ty śpisz w najlepsze! Ja już zdążyłam uratowac czterech ćwoków przed niechybną zgubą i boleśnie się oparzyć! Więc mnie nie denerwuj ubieraj Kąpielówki i jazda do wozu.
Patrzyła na mnie nieprzytomnym wzrokiem.
 - Zrozumiałem tylko oparzyć i kąpielówki.
Warknęłam i wiadro poleciało w jego stronę robiąc mu wielkiego guza.
 - RUSZ DUPĘ!


         Alleluja! Dojechaliśmy na miejsce! O dziwo nie padało, a to nowość w londynie i czekała mnie bardzo zimna kąpiel. Piasek był strasznie zimny a woda zdawała się lodowata.
 - Myślałem, że chcesz się przedemną obnażyć w mniej publicznym miejscu. - powiedział Malik.
Z ciągnęłam bluzkę, a zaraz potem spodenki.
 - Uwierz. Obnaże się przed kimś kiedy bd tego chciałą. A po za tym nie zakładaliśmy się, że mam ci pokazać cycki, tylko mam w twojej obecności ściągnąć stanik. A to dwie różne żeczy. - uśmiechnęłam się triumfalnie.
Zayn wyglądał na zawiedzinego.
 - Wież że jestes niewyżyty seksualnie? - rzuciłam rpzez ramię.
Po chwili wachania odparł.
 - Myślałem, że moja dziewczyna mi w tym pomoże!
Dobre sobie! Nie dla psa kiełbasa!
 - NIBY dziewczyna chciałeś powiedzieć. Zamiast ciebie mogłabym chodzić z Harrym i Niallem,. Ale nie! Kazali mi z tobą! Uczepiłeś się mnie jak rzep psiego ogona! - powiedziała lekcewarząco.
Miałam wody po kolana i zdecydowałam już wskoczyć.
Lodowata woda obmyła mi ciało. Mimowolnie zacżełam szczękać zębami.
Wynużyąm się i miałam teraz do pasa wody. Popłynęłam tak daleko, aż woda sięgała mi szyi, czyli jakieś 10m od brzegu
Woda zakrywała moje piersi i bez skrępowania zdjęłam staik i żuciłam go na brzeg.
 - Zadowolony?! - krzyknęłam.
 - Odpuszcze ci! - w jego głosie wyczułam niebespieczną nutę.
 - To teraz żuć mi stanik!
 - Nie ma mowy. - powiedział tylko.
Jak dobrze, że pod ręką nie miałam siekiery albo piły łańcuchowej!
Zakryłam biust i powoli przemieszczałam się do brzegu.
          Zayn stał po kostki w wodzie w ubraniach.Bezczelnie podał mi rękę gdy przechodzilam obok niego. Spojrzałam na niego z pogardą. Przeszłam za nim i wymieżyłam mu potężnego kopa. A ten wpadł do wody z głośnm pluskiem. Póściłam sie biegiem po stanik i wbiegłam do przebieralni. Za sobą słyszałam wściekłego Malika.
Szybko włożyłam stanik i zawiązałam go na dwa węzły.
Sięgnęłam też po kamęrę, kóra wszystko nagrała. Będe go długo szantażować.
W końcu odważyłam się otworzyć drzwi.
         Zdziwiłam się bo myślałąm, że chłopak bd chciał się mścić ale tego nie zrobił. Ale coś mi nie pasowało w wodzie. Coś na niej dryfowało. JEdna rzecz miała kształt... BUTA! Bezczelnie wrzócił moje ciuchy do wody! Co za łajza! Nawet nie ulitował się nad kapelutkiem! Malik stał tyłem do mnie i niewidział co robię. Włożyłam kamerę do samochodu i podeszłam do niego jak najciszej umiałam.
Zdjął z siebie mokre ubranie i teraz stał ociekający wodą w samych kąpielówkach. Był wyraźnie zadowolony. A że stał zaraz przy brzegu to wylądował znów w wodzie.
 - Wrzuciłeś moje buty do wody! - powiedziałam wściekła.
Spojrzał na mnie jak na debila.
 - Odegrałem się za ubrania!
Moje nerwy były na wytrzymaniu.
 - Ale to były BUTY!!! - wydarłam się - wisisz mi nowe! I nowy kapelutek!
Uniósł brew.
 - Tak? Ty mi wisisz nowy telefon, paczkę papierosów i zapalniczkę!
Próbowałam zabić go wzrokiem ale jakoś nie działało. Bd musiała użyć innego sposobu.
 - Nie dla psa kiełbasa! Telefon jeszcze! Ale szlugi?  bobre sobie! - prychnęłam. - Wiesz że palenie szkodzi zdrowiu?!
Przewrócił oczami.
 - Co tak się o mnie martwisz? - nagle lampka mu się zaświeciła nad tą głupią czachą - Zależy ci na mnie!
Spojrzałam na niego jak na debila.
 - W twojej chorej wyobraźni! - zawiesiłam głos - po prostu jarasz szlugi, a później się musze z tobą całować! Wiesz jakie to obrzydliwe?!
 - Powiedz lepiej, że Ci na mnie zależy.
Prychnęłam.
 - Prędzej pocałuje świnię!
Odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść w stronę samochodu.
Coś szarpnęło mi za kostkę i zaryłam o zole.
Mimowolnie zaczęłam się chichrać jak pojebana. 
 - Debil! - Powiedziałam przez śmiech i również go przewróciłam do wody.
Leżałam na nim i oboje brechtaliśmy sie jak pojebani.
Później zaczęliśmy się turlać po brzegu. Naprawdę dobrze się bawiłam.
W końcu cali zdyszni zatrzymaliśmy się. JA wylądowałam na Maliku i śmiełam się do jego ucha. Później brakło mi tchu i podniosłam się.
 - Kretyn! - zacżęłam go obrzucać obelgami przez śmiech - Debil, łajza, idiota! Ciul, Pojebaniec, pedał, Niewyżytek, Cieć, gej, Kretyn...
 - Już mówiłaś. - zauważył.
 - Bydle,  cep, cwel! ciołek, Gnój! - ciągnęłam dalej, aż brakło mi tchu.
Opadłam na niego.
Cicho się śmiejąc.
 - Myślałem, że na więcej cie stać. - dogryzł debil.
 - Uratowałam waszą kucnię od wybuchu, a sama zjarałam sobie całą dłoń to teraz nie mam weny. - pomachałam mu dłonią przed nosem.
Opatrunek już prawie spadł, pod ciężarem nasiąkniętych bandaży.
  - Nie zwalaj winy na taką błahostkę! - zaśmiał się Zayn.
 - To nie błahostka! Naprawdę bolało! I boli nadal!  - odparłam.
 - Och zamknij się już!
Jednym ruchem przyciągnął mnie do siebie i nasze wargi się spotkały. Na początku zacżął delikatnie ale po chwili jego wargi zaczęly być bardziej łapczywe.
W pewnej chwili jęknęłam i oderwałam się od niego kaszląc.
 - Chcesz mnie udusić? - zakasłałam - Jak tak dalej pójdzie to twój ohydny jęzor wepchnie mi się do gardła! - poskarżyłam się.
uniósł brew.
 - Sugerujesz, że nie umiem całować? - zawiesił się - Czy to pretekst do pocałowania mnie?
Co za namolny cwaniak.
 - Oczywiście, że nie umisz całować! "Chodzimy" ze sobą od jakiegoś czasy i to jakoś wstrzymywałam ale teraz przegiąłeś! -  w końcu powiedziłam co mi leżało na serduchu.
 - No to mnie naucz. - zaczął ze mną bezczelnie flirtować.
Spojrzałam na niego z ukosa.
Westchnęłam bezradnie.
 - Ktoś musi.
Pochyliłam się nad nim.
 - To nie takie łatwe jak wygląda. - zaczęłam swój wykład - w pocałunku francuskim jest ważne to, aby swojemu PARTNEROWI nie WPYCHAĆ języka do Gardła! Zobacz... znaczy poczuj... - znaczy... - nie wiedziałam jak się to poprawnie nazywa.  - och wiesz o co chodzi!
      Pozwoliłam aby nasze oddechy się skrzyżowały. Powoli zbliżyłam nasze wargi do siebie. W końcu się spotkały. Zaczęłam powoli i delikatnie. Mój język muskał jego język w niesamowitym tańcu. Ale Malik za mocno się napalił i znów cudem uniknęłam uduszenia.
 - Debilu co ja mówiłam? - zakasłałam - Człowieku czy ty nie umisz się nauczyć tak prostej rzeczy? Ty weź idź sobie ulżyj z jakąś striptizerką, bo się za szybko napalasz! - wyrzucałam z siebie słowa jak karabin maszynowy.
 - Nie kuś! Nie kuś! - zaczął sie ze mną drażnić.       
 - Skup się! - zażądałam - jeszcze raz.
Znów nasze wargi się spotkały. Całowałam go, a on mnie. W kocu uznałam, że opanował sztukę francuskiego pocałunku i postanowiłam spróbować się na nim zemścić.
Wplątałam palce w jego włosy. Na parłam na niego mocniej, a on już totalnie nie wytrzymał. Obiął mnie w tali i przayciągnął do siebie. Jego ręce błądziły mi po plecach. Jego opuszki pieściły moją skórę. Nawet mi się to podobało. Ale nie zmienia to faktu, że ja do biednego chłopaka nie czuję nic.
W końcu oderwaliśmy się od siebie. Dyszałam równie ciężko jak on.
 - Test zdany - pochwaliłam.
 - Dziękuje pani profesor. - zaśmiał się - Może teraz w krzaki i wież...?
Moja pięśc udezyła jego ramię.
 - Nie pozwalaj sobie! - uprzedziłam.
Zgramoliłam się z niego i uwaznie mu się przyjrzałam.
Zrobiłam wielkie oczy.
 - Stanął Ci!
Wskazałam na jego Wacka.
 - CO?! - spojrzał w te miejsce - Kobieto gdzie ty się patrzysz?! Ile ty masz lat? Te rzecxzy są od 18 w górę!
Prychnęłam.
 - Do twojej wiadomości w lutym skończyłam 16!
Sytuacja zrobiła się troche napięta i postanowiłam ocalić moje ciuchy i buty.
Podpłynęłam do nich, a były już dość daleko od brzegu. Do mnie to różnicy nie robiłobo w końcu mam tą kartę ratownika. Ale szczeże brzydziłam się tych glonów oplatających mi nogi w niektórych miejscach. Miałam takie upiorne wrażenie, że zaraz mnie coś wciągnie do wody.
Zabrałam moją garderobę i dopłynęłam do brzegu.
Byłam przemoczona, a zimny wiatr mi w tym nie pomagał. aczęłam trząść się niemiłosiernie i szczękać zębami.
W końcu MAlik przyszedł na ratunek z ręcznikiem i okrył mnie nim.
 - Dzzzzziięękkki.... - wyszczękałam.
 - Nie ma za co.
Podkurczyłam pod siebie nogi i próbowałam zrobić kokon, ale ęcznik okazał być za mały. No cóż. Takie życie.
Byłam wdzięczna za to co Zayn właśnie dla mnie zrobił. Nie dość, ze okrył mnie ręcznikiem to i przytulił. Zrobiło mi się ciepło ogólnie, alr też poczułam przyjemne ciepełko na serduchu. To znak, że mama nade mną czuwa.   




Troche takie z dupy wyciągnięte ale cóż musiałam coś napisać. Nic się w niej szczególnego nie dzieje, no ale musiałam to napisać!
Poczatek wyszedł słaby i wg nie wiem co mnie napadło aby to napisać... ;/
Reszta mi się nawet podoba... no ale też mam do niej zastrzeżenia.
Jak komuś się nudzi albo lubi mitologię to zapraszam na http://dzieje-olimpu.blogspot.com/  pisze wraz z Kingą :D
Pozdrawiam!!
Doma :*

wtorek, 31 lipca 2012

Rozdział 32

          Bawiłam się moimi rudymi włosami w cieniu starego dębu na terenie szkoły. Mieliśmy długą przerwę więc mogłam się rozłożyć i po odpoczywać. Nasłuchiwałam jak skowronki śpiewają swoje barwne Ballady, trzepot skrzydeł mniejszych ptaszków i codziennego szkolnego gwaru, w którym brakowało ALEX!
Wyciągnęłam już dwudziesty raz telefon w tym dniu i zadzwoniłam na nią.
Boże! Ta kobieta mnie denerwuje!
JA wiem, że ma skłonności do długiego snu ale bez przesady! Miała tu być już dwadzieścia minut temu! Oczywiście ominęła ją już Biologia, Angielski i Hiszpański!
Gdy ją obudziłam dziewiętnastym telefonem mówiła, że przyjedzie! Ale coraz bardziej w to wątpiłam.
 - Cześć koleżanko, która zgubiła gips na imprezie.
Na dźwięk irlandzkiego akcentu wzdrygnęłam się.
 - Cześć kolego, który pomógł mi go zdjąć! - przywitałam się z blondynem.
Chcłopak zrobił niewinną minkę.
 - A wać panna skąd wie, że to ja? - uniósł brew.  
Wyciągnęłam telefon i weszłam na newsy tygodnia.
Kliknęłam na zdjęcie na, którym jestem pijana wraz z Niallem, który trzyma w ręku mój gips i wymachuje nim jak jakiś szaman.
 - No właśnie dla tego. - pokazałam mu zdjęcie, a ten zaczął się chichrać jak porąbany.
 - Ale masz minę! - zaczął dławić się tortillą, którą jadł.
Przewróciłam oczami. Co prawda na zdjęciu wyglądam jakbym przesadziła z ćpaniem, ale ja przeważnie wyglądam jak pół ciula zza krzaka, więc tu mnie to aż tak nie zdziwiło.
 - Śmieszek chichrek ty lepiej się uspokój bo świat straci jedną ważną gwiazdkę! - ostatnie słowa ostro zaakcentowałam.
         Wstałam i zaczęłam klepać go po plecach. Zrobił się cały fioletowy i myślałam, że za chwile dojdzie do tego, że bd musiała mu zrobić usta usta, bo nie było tu Alex i nie miałam na kogo zwalić brudnej roboty. Przyjaciółce by nie zrobiło różnicy, że kogoś pocałowała. Tyle razy na kursie ratownika, musiała robić usta usta z różnymi osobami, że już do tego przywykła. A jeszcze ta sprawa z Zayn'em. Współczułam jej z całego serca.
        W końcu oddech Nialla się poprawił i nadal pałaszował tortillę masowej śmierci. JA osobiście nie odważyłam się jeść czegoś z naszej stołówki. Co prawda, żarcie jest nawet smaczne no w końcu to szkoła prywatna, ale i tak kucharki miały kilkanaście wpadek co cała szkoła się pochorowała. OD tego czasu przynoszę sobie jedzenie do szkoły i ie ryzykuje.
Usłyszałam jakiś hałas  i krzyki należące do reszty chłopaków czyli, lokateg, Malika i Peyna.
 - No i koniec błogiego spokoju! - westchnęłam, a Niall znów się zakrztusił.
Boże! On powinien mieć tabletki uspokajające, albo zakaz jedzenia cukru! ten chłopak ze wszystkiego się chichra!
 - Liv! - usłyszałam głos Zayn'a - czy zacne cztery litery Wesley się już pojawiło?
No tak... nie ma to jak kochanek pyta się mnie o rzeczy, którzy najstarsi indianie nie wiedzą!
 - Uwierz próbuje ją od rana zciągnąć na świat żywych. jak z nią ostatni raz gadałam mówiła, że już jedzie.
Chłopak odetchnął z ulga.
 - To dobrze bo już nie wiem jak odpowiadać na te różne pytania, czemu jej nie ma.
Klapnął obok mnie.
Liam zaśmiał się.
 - Dan spytał się go, czy aż tak wypompował Alex przez noc! A i zapadło pytanie czy Alex po ujeżdżaniu umi chodzić.
Mimowolnie zaczęłam się chichrać jak porąbana.
Co prawda dużo różnych pogłosek chodzi po szkole, a w większości są o Alex, ale akurat te należą do najdziwniejszych.
 - Super, że obgadywanie mnie idzie wam pełną parą. - aż podskoczyłam na dźwięk głosu Alex.
Machinalnie odwróciłam się w jej stronę.
Z tym wyrazem twarzy mogła być uznawana za Boginie zemsty.
Była ubrana od stup do głów w czerwono-czarny, skórzany strój przeznaczony wyłącznie do jazdy na szybkim motorze, a na potwierdzenie moich domyśleń w ręce trzymała czerwony kask rajdowy. Ubranie strasznie do niej przylegało i wyglądała po części jak kobieta kot tylko116884651865 razy groźniejsza i seksowniejsza.
A to wszystko wskazywało na to, że Alex w końcu ma motor! Ale zabije ją za to, że mi nie powiedziała, że dostała nowe części i zaczyna go składać na nowo! 
 - Kotek! - wrzasnął Harry i z impetem wstał i zaczął biec do Alex. Ale skutecznie został zatrzymany przez Zayn'a tylko jakieś dwa metry od wściekłej Alex.
 - Harry - powiedział spokojnie Zayn - tam jest twój kotek - wskazał na mnie, a ja rzuciłam w niego butem.  Ale skutecznie się od niego uchylił - A ten kotek jest mój.
Wskazał na "swoją dziewczynę"
Jakby Zayn wiedziało tym, że Alex zapisała dwa bruliony z instrukcjami jak można kogoś BARDZO boleśnie potraktować, to by się tak nie zachowywał.
Na potwierdzenie moich słów twarz Alex zrobiła się tak czerwona jak jej strój.
 - Zayn jak nie chce mieć poobijanej mordy to lepiej zejdź mi z oczu! - warknęła i pośpiesznie, ale stanowczo udała się do szkoły.
Chłopak odetchnął z ulgą.
 - Dobrze, że sobie poszła... nie założyłem ochraniacza. - wskazał na swoje krocze, a ja ryknęłam śmiechem, aż łezki mi poleciały. - A ty - wskazał na Harry'ego - wisisz mi stówę za ratowanie życia.
Chłopak zaczął protestować, ale Li go uciszył.
 - On ma racje. Uratował ci życie i...
Nie dokończył bo ze szkolnych głośników sekretarka zaczęła wygłaszać komunikat.
 - Proszę wszystkich o uwagę. Nasza uczennica, a wasza koleżanka chciała by zamienić z wami kilka słów. - posłałam chłopakom zmęczone spojrzenie. Taka piękna przerwa zostanie mi zakłócona!
 - Zapewne wszyscy mnie znają jestem Alex Wesley, dziewczyna Zayn'a Malik'a - machinalnie całej naszej piątce japa opadła - chciałabym wszystkich poinformować i jednocześnie zdemontować wszystkie plotki a mój temat mówiące o tym... tutaj zacytuję słowa: - odchrząknęła - "Alex jest wypompowana po namiętnej nocy z Malik'iem i że prze UJEŻDŻANIEM nie umiem chodzić." Dziki Danowi Jaksonowi, że uważa mnie za pierwszą lepszą dziewczynkę na raz i chciałabym powiedzieć, że powodem mojego zaspania było to, że prowadziłam trening przygotowujący do rajdu i zaspałam. Mój chłopak spędził noc w swoim łóżku, a ja 40 min dalej w moim łóżku. No to tyle chciałam powiedzieć. Dziękuje za uwagę i życzę miłego dnia. 
Wszyscy uczniowie siedzieli cicho jak makiem zasiał.
 - Nie mogę uwierzyć, że ona to zrobiła. - powiedział Liam.
Niallowi, aż tortilla wyleciała z ręki i rozpaćkała się po trawie.
 - Ta dziewczyna jest nieobliczalna. - potwierdził Harry.
 - Jeszcze się do tego nie przyzwyczailiście? - ja również byłam zaskoczona zachowaniem Alex, ale w gruncie, rzeczy wiedziałam, że jest zdolna do takich rzeczy.
Nagle cała szkoła zaczęła klaskać i krzyczeć w uznaniu dla odwagi, albo głupoty Alex.

Alex
Po zdarzeniu z radiem cały dzień upłynął wspaniale. 
         Wszyscy mi gratulowali, że zdobyłam się na odwagę takiego czynu. A ja nie miałam pojęcia co mnie do tego podkusiło. Jakoś nigdy nie przejmowałam się co o mnie ludzie mówią, a teraz byłam skłonna wszystkim oświadczyć moje zdanie. Czułam się trochę głupio ale czułam niewyobrażalną chęć do zrobienia tego jeszcze raz. Cała promieniowałam pozytywną energią i miałam zaciesz ducha.
Po próbie tańca z Afromental, który cały nagrałam...
Odkąd dostałam kamerę ześwirowałam na jej punkcie i chciałam nagrywać wszystko! 
Udałam się z Mike na parking. 
Liv pożegnała się z nami i weszła do samochodu wraz z chłopakami. Ale nie było w śród nich z Liam'a. Pewnie dorwał Danielle i z nią gada.  
 - Twój popis z radiem był... - Mike udała, że myśli - głupi. - zakończyła. 
No nie spodziewałam się innego zakończenia. Dziewczyna należała do strasznie cynicznych osób i była bardzo podobna do mnie. Nie wyparzony język, nierozważna, porywcza, wszystkim dokucza itp. Bardzo ją polubiłam. 
 - W końcu trafiłam na kogoś wartego uwagi! - wzniosłam oczy ku niebu w geście podzięki. 
Doszłyśmy do miejsca gdzie zaparkowałam motor. A obok niego stał drugi czarny. 
 -  Yamaha r6? - zagwizdałam w uznaniu. Te bydle było dobre na rajdy motorowe. 
 - Suzuki Hayabusa z tego roku? Myślałam, że dopiero się ukaże pod koniec roku! - zaczęła gadać z entuzjazmem. 
Jestem w niebie! Natrafiłam na bratnią duszę! 
Nie ukryłam uśmiechu. 
 - Miałam dostać tylko części do mojego starego motoru, ale dziś przyjechała dostawa i dostałam wiadomość od ojca, że części nie było i kupił mi nowy motor! - zaczęłam trajgotać jak pojebana.
 - Czym zajmuje się twój ojciec? - zagadnęła. 
 - Jest właścicielem dużego warsztatu samochodowego i clubu rajdowego. - coś mi właśnie zaświtało w głowie. - Potrzebujemy takich ludzi jak ty! Umiesz składać samochody?
Prychnęła.
 - Czy umiem? Zajmuję się tym od dziecka! - miałam ochotę piszczeć i skakać z radości.
 - No to jutro punk 16 w warsztacie! - przybiłyśmy razem piątki. 
 - Zgoda... A czy twój ojciec się zgodzi? - zapytałam wątpiąc. 
Teraz to ja prychłam. 
 - Jak się nie zgodzi to jego najważniejszy mechanik, zrobi strajk i zagrozi, że nie wystartuje w rajdzie!
Obie zaśmiałyśmy się szyderczo. 
Nagle Mike zawiesiła oczy na punkcie  za moimi plecami. 
Odwróciłam się i zobaczyłam Liama podążającego za Malik'ime. 
Czyżby Mike wpadł w oko Liam? 
Jej palec wystrzelił oskarżycielsko w stronę chłopaka. 
 - Ty jesteś ten z bandy gejów! Jesteś kuzynem Jimmego!
Uniosłam brew. Czułam się jakby właśnie ktoś mówił do mnie po Chińsku bo nie rozumiałam ich. 
Li tylko się uśmiechnął. 
 - A ty jesteś dziewczyną z motorem, bawiącą się w piasku. Miło mi sie znowu widzieć. 
Posłałam mu i Mike spojrzenie aby mi to wyjaśnili. A oni tylko gapili się na siebie i ignorowali mnie jak i Malik'a.
 - Liam mógłbyś nam to wytłumaczyć? - spytałam w końcu. 
 - Liam! Ty jesteś ten od nerki! - Mike klasnęła w dłonie.
Ciulnęłam głową o kask. Wiedząc, że już nic więcej z nich nie wyciągnę postanowiłam pojechać do domu. 
 - Dziś o 17,00? - usłyszałam głos Zayn'a. 
Spojrzałam na niego jak na debila. 
 - Co o 17,00? Nie jesteśmy umówieni na randkę.
Zaśmiał się. 
Podszedł jeszcze bliżej, chwycił mnie w tali i przyciągnął do siebie.
Byłam od niego niższa i aby popatrzeć na jego twarz musiałam podnieść głowę. Poczułam słodki zapach jego perfum, a później woń papierosów. 
Spojrzałam w jego czekoladowe paczadła. Można się było w nich zatracić. 
 - Nie na randkę, ale dziś upływa termin naszego zakładu, a później bd się musiała ze mną przespać. A ja nie mam nic przeciwko temu. - wyszczerzył bielutkie ząbki.
A tak... zakład...
NA imprezie założyliśmy się o to czy w ciągu tygodnia bd skłonna zdjąć przy nim stanik. Byłam tak nawalona, że nie zdawałam sobie nawet z tego sprawy. No ale cóż... człowiek się na błędach uczy. 
Liam wszystko nagrał i teraz byłam w czarnej dupie. Wóz albo przewóz. 
Albo ściągnę przy Maliku stanik, może w końcu ten niewyrzytek seksualny do mi spokój i napawa się wym widokiem albo miałam się z nim przespać bez odurzania itp. I miało to mi sprawić przyjemność. Osobiście nie chciałam robić z mojego ciała szmaty, ale mój mózg wymoczony w alkoholu inaczej działa więc cóż...
Jęknęłam. 
 - No dobra... - właśnie wpadłam na pewien pomysł. Miałam na jego oczach ściągnąć stanik? Więc da się załatwić - ale na moich warunkach. 
Uniósł pytająco brew. 
 - Przyjadę po ciebie o piątej i zobaczysz. 
Pogładziłam jego policzek. Mam nadzieje, że to wystarczy. 
Ale nie...
On mnie musi pocałować. 
Niechętnie ale odwzajemniłam pocałunek. 
Jak dla mnie mogłabym całować świnie i tak bym nie poczuła różnicy. 
W końcu oderwałam się od niego i pośpiesznie założyłam kask. 
 - A teraz z drogi bo cie przejadę i bd nici z naszego zakładu!
Włączyłam silnik. Przez moment paliłam gumę, a potem ruszyłam z kopyta, co silnik pozwolił.
  

W Bieszczadach co chwilkę pada to z nudy napisałam rozdział :D Na razie mam tylko tyle:D Dzięki za komentarze pod 31 rozdziałem:D Dały mi dużo do myślenia a szczególnie kom. Pam :D Dzięki kochana, że napisałaś go :D Nw czy wiesz ale dałaś mi skrzydła do poprawy.
A do was mam pytanie : Na jaki pomysł wpadła Alex?
Pozdrowienia z pięknych Bieszczad!!
Bujka!!
<3 <3 <3    

niedziela, 22 lipca 2012

Powiadomienie

         Wyjeżdżam w Bieszczady wraz z moją rodzinką, więc notek nie bd przez 2 tyg. Co prawda zabieram laptopa ale wątpię czy bd coś pisać gdyż postanowiłam poświęcić całe 2 tygodnie na odpoczynek psychiczny jak i fizyczny. Więc zostawiam was na ten czas. Może uda mi się jeszcze jedną notkę napisać ale wątpie w to. Teraz ogarnia mnie szał pakowania ;P
       W tym miesiącu brałam udział w konkursie BLOG MIESIĄCA: LIPIEC 212,  na Wymarzony Świat z 1D i zajęłam II miejsce
Chce wam wszystkim gorąco podziękować i odsyłam do zakładki "Osiągnięcia Bloga" aby obaczyć mój dyplomik, który jest zajebisty! i przeczytać jak wyrażam moją dozgonną wdzięczność!
No to z mojej strony tyle!
Mam nadzieję, że w Górach nie zostanę zjedzona przez wielkiego niedźwiadka ;P
Pozdrawiam i życzę miłych wakacji!
Bujka!
<3 <3 <3   

środa, 18 lipca 2012

Rozdział 31

       Jechałam sobie spokojnie szosą nikomu nie wadząc. Uważałam jak jadę bo jestem nieletnia i nie mogę jeździć sama w samochodzie. Więc musiałam być grzeczna, nałożyć na głowę chustę i wielkie okulary przeciwsłoneczne, aby hieny mnie nie rozpoznały.... chodź nie wiem dlaczego mi kazał tak Paul jeździć... w Samancie ( tak nazwałam swój samochód Samanta! ) bo i tak miałam przyciemniane szyby w Dodge'u. Ale zaczęłam stosować się do zaleceń Paula. Słuchałam sobie System of a Down i podśpiewywałam sobie razem z nimi.  
W końcu dojechałam na posesję chłopaków.
      Wyszłam z samochodu. Chusta chodź trochę osłaniała mnie przed deszczem i duży plus dla niej!
Nie miałam pojęcia co tu się dzieje.
Obok mnie przebiegł przerażony pajac Louis, a zaraz za nim wściekła Eleanor. Miała trochę rozmierzwione włosy.
      Usłyszałam krzyki dochodzące  z domu i zaraz wybiegł Zayn z Harry'm. Ten duógi był wściekły na pierwszego, a ten pierwszy wpiepszał żelki. To sprawa się wyjaśniła.
Harry zawsze się wściekał jak ktoś mu podjadał żelki, marsy lub inne łakocie... Na to był chyba najbardziej nadwrażliwy... a nie! Najbardziej go wkurzało jak ktoś bawił się jego loczkami. To był jego największy słaby punkt.
Później wybiegła Danielle i trzymała w rękach dwie gitary. Za nią biegł przerażony Horana i Liam, którego ta cała akcja nie bawiła... a no tak... przecież nasz Peyne chce się naumieć gry na gitarze! A Dan musiało to wkurzyć i wzięła im gitary!
Mało mnie obchodziło czy sobie coś zrobią czy nie ale potrzebowałam Zayn'a i nie chciałam się spóźnić.
Nie miałam też ochoty na łapanie go więc weszłam do domu. Skierowałam się do pokoju Nialla. Otworzyłam drzwi.
         Był to wielki pokój obklejony plakatami  ulubionych zespołów Niala ( w tym One direction ) i różnymi zielonymi akcentami z irlandii.
Miał wielkie łoże na którym mogły się zmieścić 3 osoby, dwoje drzwi zapewne jedne prowadziły do łazienki, a drugie do garderoby, tak jak do pokoju Liama, na środku pokoju stał mały okrągły stoliczek na którym były wyłożone kartki z tekstami piosenek, na biureczku pod oknem tez widziałam szpargołki z zamazanym pismem Nialla.    
Widziałam zielony dywan w jego pokoju wiec musze zabrać się za porządki w swoim pokoju! Podeszłam do ściany.
Tam znajdowała się obrotowa karuzela z przeróżnymi gitarami, a naliczyłam ich aż 17! Wow! Też tak chce!
Wzięłam ładnie wyglądającego elektryka i piecyk i zeszłam na dół.
Podłączyłam się do kontaktu i puściłam wszystko na ful. Włożyłam do uszu zatyczki, które wzięłam z pokoju Horana. Sięgnęłam jeszcze po kostkę do grania. Miałam na dzieję, że jest nastrojona.
        Przycisnęłam palce do gryfu, a drugą ręką zaczęłam bić w struny biciem do dołu.
Po 20 sekundach dom był zapełniony nieogarniającymi ludźmi. A ja na to nie zważałam wczułam sie w rolę i nie miałam zamiaru przestać.
Oczywiście ja nie potrafiłam grać na gitarze. Chwyty jeszcze wiedziałam jakie są bicia też ( tak tak Livia mnie męczyła ) i umiałam zagrać ze 3 piosenki, ale nic więcej.
A teraz zrobiłam swoją kompozycję i waliłam w struny.
W końcu Liam nasza OAZA spokoju wyciągnął wtyczkę i gitara mi się popsuła bo nie wydawała żadnego dźwięku.      
Gitara została mi wyszarpana z rąk. Wyciągnęłam zatyczki z uszu i od razu tego pożałowałam. Wszyscy na mnie wrzeszczeli " Co ja sobie myślę? " itp.
Nie zawracałam sobie dupy ich wrzaskami i przeklinaniem.
Zrobiłam głęboki oddech przyłożyłam kciuk i wskazujący do podniebienia i gwizdnęłam.
Wszyscy po chwytali się za uszy.
 - TRZYMAĆ MORDY ZAMKNIĘTE! - wydarłam się.
Wszyscy spojrzeli na mnie z obawą, że zaraz wybuchnę.
 - Malik rusz swój tyłek i ładuj się do wozu! Za pięć minut mamy być w clubie, a droga do niego trwa 15 min szosą. Bierz dupe w troki i jazda!
Wskazałam na samochód.
 - Ale on zjadł moje żelki! - poskarżył się  Harry.
Westchnęłam.
 - Styles jak  nie chcesz mieć czegoś na głowie to zejdź mi z oczu.
Powiedziałam najspokojniej jak umiałam.
Chłopak podwinął wargę, zwiesił głowę i skierował sie  w stronę schodów.  
 - A kupicie mi żelki? - lokowata głowa wychyliłą się zza drzwi.
Chwyciłam to co miałam pod ręką czyli gitarę i chciałam w niego rzucić, ale skutecznie przeszkodził mi Horan wyrywając ją z małym okrzykiem " zwariowałaś?! " przytulił ją do siebie i poszedł do pokoju ciągnąc za sobą piecyk. Dałabym głowę, że mówi do gitary czułe słówka.
 - Au! El! Przestań to boli! - zaczął jęczeć Louis pod ciosami Eleanor.
 - To za to co powiedziałeś! - zaczęła go mocniej bić.     
 - PRZEPRASZAM! Przepraszam! Nie chciałem! Wymsknęło mi się!
 - Jasne! Tobie się wymsknęło! - zaczęła go okładać gazetą.
Miałam dość kłucących się kochanków.
 - Louis spadaj stąd! - powiedziałam,
 - Ale przecież ja nic...
 - Tomlinson wypad! - wydarłam się - Idź pocieszyć Harry'ego!
Sparodiował Sylesa i wyszedł z pokoju.
Eleanor obdarzyła mnie wdzięcznym uśmiechem.
 - Dzięki Alex! - cmoknęła mnie w policzek - Może teraz się czegoś nauczy.
 - A co on zrobił? - zapytałam zaciekawiona.
 - Powiedział, że powinnam wziąść udział w erotycznej sesji!
Nogi się pode mną ugięły.
Naprawdę lubiłam tą dziewczynę, ale niekiedy brak mi słów...
Ta wyszła dumnie z pokoju.
Usłyszałam jeszcze uwagę Tomlinsona, że żeśmy się zgadały z Eleanor i obie mamy ciotę. I w ruch powędrował mój but, który ugodził Lou w głowę.


             Spóźnieni dotarliśmy do wielkiego budynku z napisem "Rajdy Samochodowe". Weszłam do niego. Po pół roku nieobecności niewiele się zmieniło. Całe pomieszczenie zostało z remontowane i teraz szłam po zielonej wykładzinie. Ściany także były obłożone wykładziną ale czarną. Dało to niesamowity efekt tunelu.  Co jakiś czas na ścianach pojawiały sie zdjęcia różnych pojazdów.
Przeszłam do recepcji gdzie siedziała Eva. Miała niedużo ponad trzydziestki. Posiadała ciemne kruczoczarne włosy, które zakończone zostały w pasie. Na czoło opadała jej grzywka. Uśmiechnęła się do mnie serdecznie. 
 - Panna Wesley miło panią widzieć! I jak wypad do Polski? - dało się w jej tonie mówienia, wyczuć ostry prawdziwie angielski akcent.
 - Ach dziękuje. Wypoczęłam! Szkoda tylko, że w anglii nie ma takiej pogody jak w Polsce! To bym tak często nie wyjeżdżała.
Obie się zaśmiałyśmy.
 - Prawie bym zapomniała! - podskoczyła na krześle dziewczyna. Zaczęła coś szukać w swoich papierach. - Musi pani podpisać kilka papierów za siebie i pani i Pana Jons.
W końcu wyciągnęła dwie wielkie teczki z różnymi papierami.
Od podpisywania aż nadgarstek mnie bolał. Musiałam kilka razy przerwać.
 - Coś cienka jesteś. - zaczał się ze mną drażnić ten czubek Zayn.
 - No wiesz... ja nie strzelam co dwie minuty autografów! - odgryzłam się
Chłopak zrobił oburzoną minę.
 - Wcale, że nie co 2 minuty!
 - No dobra... co 30 sekund, lepiej?! - teraz to się całkiem obraził.
No i dobrze! Mam spokój na jakieś 20 sekund!
Gdy w końcu skończyłam skończyłam podpisywać papiery, wzięłam klucze do mojej szatni ( byłam jedyną dziewczyną i dysponowałam cała częścią dla dziewczyn ) i zaciągnęłam tam Malika.
Mijaliśmy ścianę z trofeami,  Można było znaleźć nagrody z 1962r. Kiedy club powstał. Ale były także moje nagrody. Brąz w ogólnokrajowych i srebro w rajdzie w brazyli.
Na ścianach widniały także fotografie.
Na niektórych byłam ja ubrana w kombinezon kierowców. Można tez było znaleźć zdjęcia mojego ojca gdzie trzymał złoty puchar, a ja mu siedziałam na baranach ubrana w różową sukienkę.
 - To ty? - wskazał na małą Alex.
 - Za czasów kiedy nie umiałam mówić. - westchnęłam.
Zayn zdziwił się
 - Ty kiedyś byłaś śliczna.
Moja zaciśnięta w pięść dłoń powędrowała na ramię chłopaka, który jęknął.
 - Malik jak nie chcesz stracić życia to siedź cicho! - zagroziłam.
 - ALEX! - usłyszałam bardzo znajomy głos wujka Jacka.
Jacek Wasilewski. Młodszy o 16 lat od mojej mamy. Był inspektorem w Londyńskiej policji. Zawsze gdy miałam do czynienia z policją ( a że lubie szybką prędkość to często ) wyciągał mnie z tarapatów, a później szantażowała, że powie ojcu. Kochany wujaszek!
 - Jack! - podbiegłam do niego i rzuciłam się mu w ramiona.
Był to 26 letni, wysoki mężczyzna o  szarych oczach i blond kręconych włosach. Pamiętam jeszcze jak miałam 10 lat to razem z Alanem zabierał nas do wesołego miasteczka! Kiedyś był kochany... a później wstąpił do szkoły policyjnej i moja bajka się rozpadła.
Ostatnio widzieliśmy się w dniu wyjazdu pół roku temu.
 - To szybciej sie nie mogłaś przywitać? - udał oburzonego - Alan zaraz jak przyjechał złożył mi wizyte, a ty co? - zaczął prawić mi kazanie - prawie miesiąc w kraju i nawet nie zadzwoniłaś.
Pogroził mi palcem i zacmokał.
Ja przewróciłam tylko oczami
 - Skończyłeś? - zapytałam.
 - Ty nigdy nie okażesz skruchy? - spytał robiąc maślane oczka.
 - Nie jesteśmy na przesłuchaniu, ani w sądzie - pokazałam mu język. - więc nie mam zamiaru tego robić! To nie na moją godność!
Położyłam ręce na biodrach.      
Jack westchnął.
 - No to nie dostaniesz spóźnionego prezentu na urodziny. - zrobił niewinną minkę.
Ja natomiast zareagowałam instynktownie.
Padłam na kolana i zaczęłam robić Allachy.
  - Przepraszam, przepraszam! Wyrażam moją najszczerszą skruchę... Proszę o wybaczenie najjaśniejszego Pana. - odstawiłam niezły cyrk.
Malik patrzył na mnie z miną " Co za wariatka ". A Jack śmiał się jak opentaniec.
 - Dobra Alex wstań siarę robisz. - wujaszek próbował zachować powagę
Spojrzałam na niego robiąc maślane oczka.
 - A dośtanę plezent? - sepleniłam jak małe dziecko.
Westchnął tylko
  - Przecież zawsze moja kochana siostrzenica dostaje prezent!
Automatycznie wstałam, a wujaszek zdążył wyciągnąć z torby mały pakunek.
 - Prosze. - wręczył mi go i dostał soczystego buziaka.
 - Dzięki, dzięki! DZIĘKI!
Nagle usłyszałam dźwięk telefonu, który dochodził z munduru. Wujek odebrał go. Przez chwilę rozmawiał. Gdy skończył westchnął.
 - Mam wezwanie, muszę lecieć! - zaczął truchtać w stronę wyjścia.
 - Dzięki! Kochany jesteś! - krzyknęłam za nim.
Ściskając pudełeczko w rękach zaczęłam iśc w stronę hali.
 - yhymn, yhymn. - zakaszlał mój " chłopak " - nie zapomniałaś o kimś? - objął mnie ramieniem.
Westchnęłam bezradnie.
 - Myślałam, że już sobie poszłeś.
Teraz on westchnął .
 - Co dostałaś?
Zrobiłam groźne spojrzenie.
 - Nie twoja sprawa!
Przytuliłam do siębie kolorowe pudełko z kokardką.
 - No ej... no pokarz! - próbował mi je zabrać - no nie pokażesz swojemu chłopakowi?
 - Po pierwsze...
Chciałam mu porządnie odgryźć ale zatkał mi usta pocałunkiem.
Zaczęłam piszczeć w proteście bo chciałam się od niego uwolnić, gdyż umowa była taka, że liżemy się tylko w miejscach publicznych, a nie w kontach clubu rajdowego!
Ale usłyszałam jakieś głosy, które wskazywały na to, że ktoś przeprowadza wywiad.
Kontem oka zobaczyłam błysk flesza i automatycznie odskoczyłam od Malika, rumieniąc się ze wstydu. I o dziw moje zaczerwienienie nie było udawane!
Menager Clubu, który zastępował tatę właśnie wprowadził do korytarza grupę paparazzi. Od razu nas zauważyli i wzbudziliśmy sensację...            
 - A! To nasz najlepszy kierowca! - Dylan wskazał na mnie. 35 latek o blond włosach i niebieskich oczach. Był gejem i nigdy mnie nie dziwił jego sposób ubierania... ale o dziwo ubierał się w miarę normalnie. Z tatą współpracę zaczał półtora roku temu i dość tak się poznaliśmy - To jest Alexandra Wesley, córka pana Tomasa Jans, który prowadzi ten mały club.
Po jego spojrzeniu z czaiłam, że próbował odciągnąć od Malika uwagę. Ale jego wysiłki nie na wiele się zdały.   
Zostałam zbombardowana masą pytań. Ale Dylan skutecznie ich odpędził mówiąc, że musze sie przygotować. Co prawda hieny nadal na nas patrzyli jak na zwierzynę, ale z ociąganiem wyszli z holu i weszli do hali.
Oparłam sie z ulgą o ścianę.
 - Więcej tek nie rób! - wycedziłam.
Zayn zrobił zaskoczoną minę.
 - Nie rozumiem. - udawał debila.
Zmierzyłam go wzrokiem.
 - Czuje się jak dziwka, a ty jeszcze pogarszasz! - weszłam do szatni dziewczyn i zatrzasnęłam za sobą drzwi.

          Weszłam na hale w nowym stroju rajdowym, który tatuś mi sprawił. Był czarny w zielone dodatki. Buty były czarne, a kask zielono-czarny tak jak kombinezon. Dziwiłam się że był az tak dopasowany, bo przeważnei wyglądam jak worek kartofli... no ale babcia mnie dokarmiała i zgrubło mi się tu i tam. No ale jak to moja babcia mówi " Chłopy lubią się za coś chwycić! " albo " Kochanego ciałka nigdy za wiele! ". Tak... Uwielbiam moją babcię.
          Światła reflektorów oślepiły mnie. Hala została zadaszona ponieważ padało, a tor nie mógł być mokry, Na środku gdzie zawsze stoją ekipy ratownicze i sędziowie stało teraz zakryte czarnym całunem autko. Kamęrą, którą dostałam od wujaszka zaczęłam kręcić wszystko od początku.
Cała moja ekipa, którą nie widziałam od pół roku stała w całej okazałości w nowych kostiumach. Widać tata zaopatrzył nie tylko mnie.
Przywitałam się z wszystkimi, a hieny robiły nam zdjęcia.
Nie lubiłam takich scenek i unikałam ich jak ognia.
Kontem oka zauważyłam, że na trybunach siedzi jakaś postać. Obstawiałam, że Zayn nie chciał mi psuć mojego dnia, albo bał się wchodzić mi w drogę. Osobiście stawiam na to drugie.       
           Odpowiadałam na wszystkie pytania związane ze sportem. A te, które były przeznaczone moim związku z Malikiem omijałam szerokim łukiem i odpowiadałam " Dziś jest nasz clubowy dzień, więc łaskawie prosze o to aby się tym zająć!" To był otroche niegrzeczne ale sami się o to prosili. Po jakiejś godzinie odpowiadania na pytań w KOŃCU nadszedł czas na obejrzenie samochodu.
Miałam zaszczyt przeciąć czerwoną wstęgę. Podali mi olbrzymie nożyce i próbowałam nie naruszyć nowego autka. Strasznie się z tym męczyłam. W końcu ciulnęłam nożycami o ziemię i rękami przerwałam wstęgę. Paparazzi byli zdziwieni ale mój team tylko się zaśmiał. Chłopaki z ciągnęli z samochodu czarny całun i ukazało sie moje nowe autko.
Zaczęłam piszczeć i skakać jak pojebana, a ludzie zrobili " oooo ".
          Przede mną stała zielono-czarna śliczna rajdówka z przyciemnianymi szybami, błyszczącymi felgami i ślicznymi rajdowymi oponami.
Nawet nie wiem jak tu się pojawił Zayn ale wyściskałam go za wsze czasy. Później każdemu z mojego temu rzuciłam się w ramiona. Wcześniej nie zauważyłam Bena ale tez stał w czarnym wdzianku i miał napisany " Główny Mechanik ". Uwielbiałam tego człowieka!
Gdy ściskałam Dylana  to szepnął mi do ucha:
 - Świetna reklama z tym pocałunkiem!
 - Chyba nie myślisz, że to na pokaz? - odgryzła się.
Poklepał mnie po plecach.
  - Na razie nie wiem co o tym myśleć ale rób tak dalej!       
Miałam ochotek kopnąć go w ten gejowski zad, ale ostatecznie opamiętałam się.
Wyściskałam każdego mojego kolegę z clubu.
W sumie teraz na końcie naszego małego clubu było siedem wozów rajdowych. A w wszystkich kierowców było 15 o jednego za dużo... ale to nic.
 Dostałam klucze do autka i miałam zaszczyt go wypróbować. Razem ze mną wsiadł mój drugi kierowca, który był jednocześnie moim kolegą z warsztatu Max.
Wsiadłam do samochodu, zapięłam sie i odpaliłam silnik, który ryknął. Boże! Jak mi tego brakowało!
Wrzuciłam wszystko na najwyższe obroty i zaczęłam robić, slalomy, serpentyny, nawet paliłam gumę, a później postanowiłam zobaczyć co ta bestia potrafi na zakrętach i na prostej.
Chodziła ja marzenie.




Notka jest mdła i nudna jak flaki z olejem.
Przepraszam za to, zę w niej nic się nie dzieje ale już mówiłam. BRAK POMYSŁÓW. Chwytam się już najgorszych rzeczy. Ci co na początku czytali mojego bloga to mieli co czytac... ale teraz brak akcji... Wszelkie pomoce mile wskazane ;P Piszcie do mnie na GG i TT!! JAk kto ma jakieś fajne pomysły to zapraszam!!

PS. I proszę o głosy na Wymarzony Świat z 1DZobaczymy ile ten blog jest wart^^