niedziela, 20 stycznia 2013

Rozdział 47

 - Co kupiłaś Livi na urodziny? - zagadnął Louis gdy oglądaliśmy wystawę u jubilera.
Odwróciłam się niby zaciekawiona jakąś inną rzeczą.
          Głupio mi było powiedzieć, że zapomniałam o urodzinach mojej najlepszej przyjaciółki... Więc grałam na zwłokę. A kompletnie nie miałam pomysłu co by chciała. Miałam perfidną ochotę kupić jej wielki tort z kutasem... ale coś czuje, że się obrazi. Miałam tez do dyspozycji kupić w erotic shopie sexowną bieliznę króliczka... ale w końcu zdecydowałam się kupić jej skarpetki frotowe. W sumie? Z tego byłaby ucieszona! Ale nie no... muszę zaszaleć... może wynajmę jej striptizera? Albo jakiegoś geja? Hmm... Albo załatwię jej bilety na Kings of Leon? W ostateczności poproszę Harrego aby wyskoczył z tortu. Ta... te ostatnie jest nawet sensowne.  
Westchnęłam i zaczęłam przechadzać się po jubilerze.
 - ...Alex czy ty mnie w ogóle słuchasz?- z zamyślenia wyrwał mnie głos Louisa.
Potrząsnęłam na opamiętanie głową.
 -Co? Wyłączyłam się.- odpowiedziałam odwracając się do niego.
Ten uśmiechnął się do mnie przyjaźnie : 
 -No właśnie widzę- wyszczerzył się.
Przewróciłam oczami.
 -To co mówiłeś zanim bezczelnie przerwałeś mi moje interesujące przemyślenia? - zagadnęłam go.
Zrobił mnie myśliciela:
 -No przyznaj się, że rozmyślałaś sobie o naszych erotycznych gierkach.
Zachłysnęłam się powietrzem. Spojrzałam na niego wielkimi oczami.
 - Jakich gierkach? - dopytałam się.
 - Oooo to jednak mnie słuchasz. - pokiwał głową z powagą.
Wzniosłam oczy ku niebu.
           Na tym nasza wymiana zdań się skończyła. Znów zaczęłam błądzić bezsensu pomiędzy półkami. Jakoś nic mnie nie zainteresowało... miałam jeszcze parę godzin do imprezy od Horana i Kings... a do ani jednego nie mam prezentu...Kompletnie zapomniałam o ich urodzinach. Mam tyle na głowie... szkoła, warsztat, treningi, jeszcze te bezsensowne wyjścia z Zaynem... Mógłby mnie kiedyś zabrań na jakąś galę gdzie poznam inne gwiazdki... ale NIE... muszę mu to zaproponować. Jedyną pozytywną rzeczą tego związku było to, że załatwił mi bilety i wejściówki v.i.p. na koncert LP.
Nie mogłam się do czekać na ich koncert! Jaram się tym jak Fredka Jeremiaszem.
Podeszłam do jednej z gablotek.
Ujrzałam na jednej z półek śliczną zawieszkę z gitarą. Była ze srebra i obsadzana małymi diamencikami.  Zaraz obok niej zauważyłam śliczna nutkę z jednym diamencikiem i klucz wiolinowy. Zapewne Livi się coś takiego spodoba.
 - LOUIS! - krzyknęłam.
 - Nie drzyj się- podskoczyłam na głos jego głosu - przez cały czas stoję za tobą.
 - Wcale, że się nie drę! - zaprotestowałam - może to cie zainteresuje. - popukałam kilka razy w szybę gablotki. - Proponowałabym tą gitarę, nutę i klucz wiolinowy, ale nie z bransoletką tylko na rzemyku. Ładniej wygląda.
          Wygłosiłam mu całe przemówienie, jak to kawałek skóry ładnie leży na ręce. Skutecznie go przekonałam do kupna tej rzeczy i po jakieś dwudziestu minutach wyszliśmy ze sklepu. On miał prezent dla Livi i był prze szczęśliwy, że nie musi więcej szukać, a ja nabyłam srebrny zegarek. W sumie nie wiem po co go kupiłam. Ładnie wyglądał na wystawie... w sumie może to być mój prezent zapasowy do Livi. Dobry pomysł.
 - Idziemy na rurki? - zaproponował chłopak.
Słysząc to, aż zaświeciły mi się oczy.
 - Prowadź! - za komentowałam.
 - Pozwoli Pani? - Tommo podał mi szarmancko ramię.
Uniosłam brew.
 - A i owszem. - ujęłam go i razem wyszliśmy z centrum. 
Dziś na całe szczęście deszcz nie padał i świeciło słońce.
Skierowaliśmy się do centrum.
 - Eleanor pokazała mi świetną kawiarnię gdzie serwują świetne szejki marchewkowe i rurki z bitą śmietaną! - jarał się Louis. Na samą myśl o rurkach ślinka mi ciekła - Ale wiesz... nie mów nic Horanowi bo wyje im całe zapasy!
Zaśmiałam się.
 - Ta... on jest do tego zdolny.
Przeszliśmy przez plac, na którym odbywała się degustacja serów, co sprawiało, że w powietrzu unosił się zapach brudnych skarpetek.
 - Ale tu śmierdzi! - za komentowałam, zasłaniając ręką nos i usta.
 - Yhym... - mruknął Louis, który tez się zasłonił - chyba wynieśli wszystkie rzeczy z pokoju Harry'ego i Zayn'a.  
Parsknęłam śmiechem, aż łezki mi pociekły.
 - Masz racje! Ale coś czuje, że rzeczy im same z pokoi wypełzły.
Nasze rozmyślenia mogły być trafne, gdyż i Styles i Malik mieli bałagan w pokoju! Nie zdziwiłabym się jakby coś z pod ich łóżka wypełzło i udało by się na światło dzienne... czekaj...  stop. Mam gorszy bajzel w pokoju, niż oni. Dobra, nie było tematu.
 - W sumie jestem cieka... - poczułam szarpnięcie z drugiej strony i zostałam pozbawiona ciężaru torebki - MOJA TOREBKA! - widziałam jak jakaś ciemna postać zaczyna uciekać z moją ulubioną beżową torebką - zajebał mi torebkę!
          Rzuciłam się do pogoni za złodziejem ale wyprzedził mnie Louis, który przepychał się zwinnie przez tłum. Ja natomiast biegłam za nimi z gracją zapaśnika sumo. W końcu wkurwiłam się na 10cm szpilki i zciągnęłam je. Od tego momentu biegłam boso. Przedzierałam się przez tłum jak dzik przez zarośla. Ze trzy razy zgubiłam Louisa, ale jego głos wrzeszczący " Łapać złodzieja! " Skutecznie naprowadzał mnie na trop. Nagle zrobiło się zamieszanie i totalnie straciłam orientacje.
Poczułam ból w kostce i upadłam na ziemie.
Jęknęłam z bólu.
Łezki zaczęły sączyć mi się z oczu.
Spojrzałam na lewą kostkę.
Zaczęła się dziwnie powiększać i sinieć.  
Jakiś uprzejmy pan pozbierał mnie z ziemi i podał buty, które wypadły mi z ręki kiedy upadłam.
 - Nic ci nie jest? - spytał zatroskany.
Bolało mnie siedzenie, miednica, prawa ręka, a z dłoni zaczęła się sączyć krew.
 - Wszystko w porzą... - usłyszałam pisk, huk.
Serce stanęło mi w miejscu.
          Zerwałam się do biegu. Nie zważałam na ból w kostce i ludzi, których popycham. Po prostu biegłam w stronę odgłosu. Im bliżej byłam Louisa, tym coraz ciaśniej się robiło i trudno było się już przedostać przez chmarę ludzi. W końcu przepchałam się przez ludzi i stanęłam twarzą w twarz z tą okropną sceną. A przy okazji wdepnęłam na ser.   
Opisze wam tą scenę:
          Wszędzie ser, DUŻŻOO SERAAA!! Gdzie nie spojrzeć tam jest ser, a w niektórych miejscach pojawiają się też deski. Na środku tego co kiedyś było stoisko do degustacji serów leżał Louis trzymający moją torebkę, a obok niego leżał zakapturzony facet, który próbował się wygrzebać spod desek.
 - SMARKACZE! Nie wychowańce! Gówniarze! Zniszczyliście mi stoisko! - wydzierał się jakiś gruby facet. - Dzwonię na policje!
Nie zważałam na tego tępego faceta. Wlazłam w kupę sera i broczyłam w nim, aż doszłam do Louisa, który majaczył coś o latających marchewkach.
 - Mamo... różowa marchewka... - miał nieprzytomny wzrok i zauważyłam, że na jego głowie zaczął wyrastać guz wielkości połówki ziemniaka.
 - Louis w porządku? - zapytałam z troską.
Ten tylko dziwnie poruszał głową.
 - Niech ktoś zadzwoni po KARETKĘ! - wydarłam się.
Jakaś kobieta z mała dziewczynką wyciągnęła telefon i zadzwoniła po karetkę. Ja natomiast próbowałam ocucić przyjaciela.
 - Zapłacicie mi za szkody! - szarpnął mnie za ramię sprzedawca -  Smarkacze! Biegania się zachciało! - darł japę.
Wyszarpałam się z pod jego uścisku.
 - Idź matole się wypchać serem! Nie widzisz, co się stało? - wydarłam się na niego - Jesteś niespełna rozumu? Ludzie ucierpieli, a ty się martwisz o jakiś cuchnący ser? Skąd tyś się urwał? Weź idź się strać mi z oczu!
         W sumie nie miałam pojęcia co mówiłam. Posklejałam kilka słów w mało sensowne zdanie, ale nie miałam do tego głowy. Bardziej martwiłam się o to, że Eleanor mnie zabije, gdy się dowie, że nie upilnowałam jej chłopaka.
          Kontem oka zauważyłam jakiegoś dziwnego typa, który przedzierał się przez tłum. Był łysy i miał nieprzyjemną twarz, jakby mówiła: " Nie podskakuj gnojku, bo dostaniesz w ryło! ". Mężczyzna zbliżał się do nas, a ja nie chciała już dziś więcej konfrontacji.  
Nagle w zbiegowisku zauważyłam kobietę i mężczyznę ubranych w uniformy policyjne. Na ich widok odetchnęłam z ulgą, a nieprzyjemny typek zniknął.
Policjanci na widok całego zajścia zrobili wielkie oczy.
           Ja sama nie wiedziałam, jak oni mogli rozwalić jedno stoisko i pozostawić je w takim stanie. Jakbym nie wiedziała, co się tu zaszło na pewno podejrzewałabym, że wściekłe zwierzęta uciekły z zoo i zrobiły rozróbę.
Ale mniejsza o to.
 - Co tu się stało? - spytał mnie policjant.
Otwierałam usta aby odpowiedzieć na pytanie, ale grubas, który już dawał mi się we znaki był szybszy:
 - Ja panu powiem co tu się stało! - powiedział przejęty -  Padłem ofiarą napadu i niezwykłego wandalizmu! A ta dziewczyna mi groziła!
No błagam... serio?              
 - Panie władzo proszę mnie trzymać! - warknęłam. Miałam ochotę rzucić się na grubasa i wydłubać mu te świńskie, paciorkowate oczy.
 - Spokojnie! Spokojnie! - mężczyzna stanął pomiędzy nami.
Próbowałam tego faceta zabić w wzrokiem, ale z marnym efektem.
 - Czy  mógłbym się dowiedzieć co tu się stało? - zapytał jeszcze raz tylko jeszcze bardziej stanowczo.
 - Marchewka? - mruknął Louis.
Wszyscy trzej spojrzeliśmy w jego stronę. Aktualnie siedział i zachowywał się jakby zszedł z rollercoaster'a.
 - A temu co? - pierwszy raz odezwała się młodziutka kobietka. 
Spojrzałam w jego stronę.
 - Pozbiera się. Oberwał tylko mocno w głowę. - odpowiedziałam.
Policjantce lekko zadrżał kącik ust.
 - Do rzeczy. - przerwał naszą krótką wymianę zdań partner kobiety - Co tu się stało.
Omiótł ręką całe zajście.
Wskazałam ręką na faceta w czerni:
 - Tak w wielkim skrócie. To złodziej i ukradł mi torebkę, a tamten mamroczący To Louis Tomlinson, który jak supermen rzucił się w pościg za tym chłystkiem. W sumie nie wiem co się stało, ale jak tu przyleciałam to zastałam te stoisko w takim stanie. - z kończyłam moja ambitna wypowiedź.
Policjanci spojrzeli po sobie i zwrócili się w stronę faceta.


***

           Siedziałam sobie od jakiś 20 min przed salą, w której znajdował się mój wybawca torebek Louis. Gdy zostałam opatrzona to zaprowadzono mnie na te niewygodne krzesła i od tej pory siedzę tu i  nudzę się. Najgorsze jest to, że mam skręconą kostkę i nici z szalonej imprezy... chyba, że się tak nachleje, aż przestanie czuć ból. Czyli tak czy siak będę tańczyć. Byłam trochę potłuczona i miałam szpetną ranę na nadgarstku, pomijając jeszcze  kilka zadrapań, byłam cała i zdrowa... w o niebo lepszym stanie niż Lou.
Z sali wyszedł lekarz, a zaraz za nim włóczył się Louis z opatrunkiem na czole. Wstałam aby porozmawiać z mężczyzną w białym kitlu. 
 - Panie doktorze i co z nim? - kiwnęłam głową na zataczającego się chłopaka.
Lekarz westchnął: 
 - Dość mocno oberwał - powiedział młody facet z kozią bródką - ma wstrząs mózgu... - zaczął machać w stronę Louisa, który wyglądał jak przyćpany - sama pani widzi. Dałem mu coś na wrócenie do formy. A tu pani ma receptę - podał mi jakiś zwitek papieru - przepisałem tabletki na wzmocnienie, niech bierze je dwa razy dziennie do dwóch tygodni i proszki przeciwbólowe... Jutro może się czuć... no... wymiętolony.
 - Jak na kacu? - podpowiedziałam. 
Jego kącik powędrował ku górze.    
 - Dokładnie. - westchnął - a do tego zalecam długi odpoczynek bez stresu. To go szybko postawi na nogi. 
Usłyszeliśmy łup i Lou leżał na podłodze. 
Popatrzeliśmy na siebie z lekarzem i poszliśmy na pomoc. 
Chłopak cały kleił się od sera... dokładnie miał ser wszędzie. We włosach, na koszulce i nawet przy chodzeniu mu z nogawek kawałki wylatywały. 
Widząc jak Louis minął się z krzesłem przypomniała mi się scena z Harrego Pottera i Księcia półkrwi, gdy Ron był pod wpływem eliksiru miłosnego. Podobnie się zachowywali... Tylko Louis był w serze. 
 - Powodzenia. - poklepał Tommę po plecach, uśmiechnął się lekko do mnie i odszedł w swoją stronę. 
Usiadłam obok chłopaka i oparłam głowę o ścianę. 
Leki miały zacząć działać dopiero po 15min wiec tak sobie siedzieliśmy z Louisem w ciszy. On w takim stanie nie był zbyt dobrym rozmówcą. W ciągu tych minut próbowałam wyczyścić moją torebkę, ale nadawała się tylko do wyrzucenia. Capiła serem.
Po upływie czasu Lou jęknął. 
 - Czuje się jak po zderzeniu z tirem. - zaczął macać swoje czoło - i mam dość marchewek. Przez cały czas wokół mnie się kręciły. - parsknęłam śmiechem.
 - Cóż... będziesz miał co opowiadać...
 - LOUIS! 
Przerwał mi wrzask bardzo znajomej osoby. 
Spojrzałam wraz z Louisem w stronę dziewczyny. 
 - LOUISIE WILLIAMIE TOMLINSON! JA CIE UDUSZĘ!!
Brązowowłosa piękność przeszła jak furia dzielącą ją odległość do swojego ukochanego. 
 - Zabij mnie... - szepnął chłopak.
Pomodlę się za niego. [*]



 Całą notkę dedykuję mojej rodzonej siostrze Kindze. Gdyby nie Młoda to nigdy bym nie napisała tej notki;) To właśnie ona naprowadziła mnie na ten pomysł, za co jej bardzo dziękuję. Już jej obiecałam gdy następnym razem bd sie tłuc to bd na nią uważać.
Mam nadzieje, że ta notka jest troszkę lepsza od poprzednich.
Czy wam też tak szybko ten weekend leci? 


Bujka:***

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 46

          Alan usiadł na szklanym stoliki i trzymał ręce na moich ramionach, które skutecznie mnie unieruchamiały. Patrzył na mnie twardym wzrokiem. W tej chwili bardzo przypominał mi tatę, kiedy jest na mnie wkurzony do granic możliwości. Przypomniała mi się kłótnia gdy pierwszy raz przyszłam pijana... dokładnie to właśnie Alan mnie przywlókł do domu... Albo gdy zrobiłam sobie pierwszy tatuaż bez jego zgody... też był wściekły. Myślałam ze wybuchnie i później bd musiała sprzątać flaki. Mina nadopiekuńczego ojca nie pasowała do młodego wieku mojego młodszego braciszka... rozumiałabym jakby to Christopher robił mi wykład na temat ciąży, ale nie Alan! Przecież to jeszcze dzieciak... STOP. Jestem w jego wieku... dobra... przecież to jeszcze młody dorosły!
 - Coś ty zaś narobiła?! - każde słowo przecedził.
Zatrzepotałam niewinnie rzęsami.
 - Ja? - spytałam niewinnie - Nic...
Wstałam z sofy tak szybko, ze Alan nie zdążył mnie przechwycić.
 - Alex... ja cie błagam... ile ty masz lat? - westchnął.
 - Cztely... - próbowałam naśladować Emi jak była mała.
Zaczęłam przechadzać się po salonie.
Czułam się fantastycznie! Chodź zbierało mi się na wymioty.
Ostatni raz obżeram sie Sushi! Ostatni!
Zaczęłam krążyć po pokoju, a Alan pilnował mnie na każdym kroku.
 - Powiedz mi prawdę - poprosił. Zatrzymałam się dokładnie przy drzwiach. - jesteś w tej cholernej ciąży?
Zrobiłam urażoną minę i chwyciłam się za brzuch.
 - Nie urażaj mojego dziecka! - zrobiłam cwaną minkę - a już chciałam chłopczyka nazwać na twoją cześć!
Zacmokałam kilka razy. Przybliżyłam sie do klamki.
 - Alex! - Alan był sflustrowany. Lubiłam doprowadzać ludzi do białej gorączki. - Do jasnej cholery! Jesteś w tej ciąży czy nie?
Usłyszałam dziwny dźwięk, który nie pasował do ciszy tego pomieszczenia. Przechyliłam głowę i spojrzałam w stronę drzwi.
Cwaniaczki! - pomyślałam.
Westchnęłam niby to bezradnie:
 - Dobra... jak tak BARDZO chcesz to wiedzieć... - westchnęłam - to ci powiem... - załamałam głos do granic możliwości.
W tedy Alan zrobił bezradną minę.
 - A jednak... coś ty narobiła?! - zapytał już spokojnie. Widziałam, że chce podtrzymać mnie na duchu.
Pociągnęłam nosem.
 - Nie wiem.. tak jakoś wyszło... - powiedziałam to smutnym, troche spanikowanym głosem.
W tedy zdecydowałam sie szarpnąć klamkę. Drzwi uderzyły z hukiem o ścianę.
           Do salonu wlecieli kolejno: Livia ( szczerze? zdziwiłam się. Bo zawsze Danielle jest najbardziej wścibska!) zaraz za nią wleciał Zayn, który dosłownie padł mi pod nogi, na nim wylądowała Emily, którą przygniatała Danielle.  Wszyscy zaczęli jęczeć, a młoda piszczała bo jej rękę zgniatają. Pierwsze co przyszło mi do głowy na widok leżących na sobie osób to LUDZKA  KANAPKA!  
Spojrzałam z ukosa na Alana, który był lekko zszokowany.
 - Przepraszam bardzo - zaczął - czy czasem nie mieliście nas zostawić samych?!
Pierwszy z ziemi wygrzebał się Zayn. Ale szybko wrócił na podłogę gdyż zaczepił się krawatem o pasek do spodni Livi. Haha... komicznie to wyglądała. Emily najszybciej się wygrzebała z pod tych trupów i podbiegła do Alana z płaczem.
 - Ali! - zachlipała - boli mnie rączką! - pożaliła się.
Mój braciszek czule obejrzał jej rączkę.Podeszłam do nich gdyż, żal mi było biednej siostrzyczki.
Alan kilka razy zacmokał, aby zwrócić uwagę na siebie uwagę zapłakanej Emili. Nim on cos powiedział to ja weszłam do akcji.
Uważnie obmacałam jej rączkę, jak lekaż szukając jakiejś nieprawidłowości w kościach.
 - Doktorze! - powiedziałam jak w jakieś tandetnej operze mydlanej - trzeba uciąć!
Alan zaczął grać fenomenalnie.
 - Przynieś lud! ciepłom wodę, ręczniki, nożyczki i sznurek.
Spojrzałam na  niego jak na debila.
 - Czy to było przesłanie do mnie? - spojrzałam na niego psem - Przecież ona nie rodzi! 
Chłopak wyszczerzył sie do mnie.
 - Wiedziałem, że wychwycisz tą aluzje.
Trzepnęłam go w głowę.
Westchnęłam i przypomniałam sobie o małej.
 - Ucinamy!
Wzięłam rączkę Emi i lekko ją ugryzłam.
Ta zaczęła sie śmiać.
No popaczcie! Ile potrzeba aby pocieszyć płaczące dziecko!
 - Może byście się nami zainteresowali?! - jęknęła Livia.
Spojrzałam w ich stronę. Ciągle leżeli na sobie. I jakoś nie widziałam aby mieli chęci wstać.
 - Ja sie nie ruszam. Jestem ciężarna. - chwyciłam sie za brzuch i odgięłam do tyłu - radźcie sobie sami!
Zasalutowałam im na pożegnanie i udałam się w stronę kuchni.
Przeszłam przez drzwi i pierwsze co zrobiłam to udałam sie do lodówki. Wyciągłam z nich ogórki kiszone. Od razu zaczęłam je pałaszować.
Po drugim ogórku zbladłam.
ZAPOMNIAŁA ŻE DZIŚ PRZEZ CAŁY CZAS CHAWTOWAŁAM!
Resztkę tego co miałam w ustach wyplułam do zlewu, a ogórka wywaliłam do kosza. Odmówiłam krótką modlitwę aby nie zwrócić.
Postałam zaryzykować i wyciągnęłam lody z zamrażarki. Wzięłam łyżeczkę i zaczęłam je pałaszować. Usiadłam na blacie przy oknie i zaczęłam sie delektować smakiem lodów śmietankowych z karmelem. Niebo w gębie!
Nagle usłyszałam głośne ŁUP i do kuchni wszedł Ben.
Na początku był zaskoczony moim widokiem.
 - A ty co? W ciąży jesteś? - wskazał na ogórki i lody.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
 - Trafiłeś w samo sedno. - posłałam mu chytry uśmieszek.
Szczena mu opadła.Ale po chwili przywrócił na swoje oblicze opanowanie:
 - A niby kto cie dotknął? - odparł z równie wielką kpiną jak ja - przecież od dziecka dotykano cie widłami.
-,-" ~ ta minka dokładnie to wyraża co poczułam.
 - Dzięki... nie powinieneś się tak odzywać do przyszłej matki. - wypięłam brzuszek.
Ten zaśmiał się.
Otworzył lodówkę i wyciągnął sobie piwo.
 - To ci powiem, że dowcip masz dziś niezły. haha... - zaśmiał się i otworzył piwo.
Załyczył sie soczyście.
 - Chcesz też? - spytał wystawiając w moją stronę puszkę.
Zrobiłam najbardziej urażoną minę jaką mogłam.
 - Po pierwsze: jestem nieletnia. Za częstowanie małolatów grozi odpowiedzialność karna. Po drudie Nie będe truć DZIECKA!
Gdy to wypowiedziałam, akurat był w trakcie łykania napoju. Jego reakcja była następująca: Oforskać wszystko wokół siebie.
 - Och dziecie, dziecie... - westchnął gruby - lepiej stąd wyjde bo sie jeszcze podławie ze śmiechu.
Poklepał mnie po policzku i wyszedł.
A ja znów wzięłam sie za pałaszowanie lodów.
Niespodziewanie do kuchni wpadło masa osób przekrzykujących się nawzajem. Wystraszyłam się tak, że prawie przykleiła się do ściany.
Najgłośniejsza była oburzona Danielle, która trzymała w ręce mój niezużyty test ciążowy.
 - ALEX! Czemu nie zrobiłaś testu!?
 - Nie krzycz na nią! - w mojej obronie stanął rycersko Zayn. Aż rzygać mi się chciało.
Później sie do tej wrzawy dołączyła Livia, a zaraz po niej Alan.
Równie dobrze mogło mnie tu nie być, ale dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy na swój temat.
Po jakiś 5 minutach nie umiałam znieś tej wrzawy.
Przyłożyłam kciuk i palec wskazujący do ust i zagwizdałam ile miałam pary w płucach.
Momentalnie zrobiło się cicho.  
  - O wiele lepiej! - powiedziałam zadowolona.
           I znów zaczęli sie na mnie wydzierać. Ale teraz powodem wrzasku były ich kłótnie na temat tego iż chce aby wszyscy ogłuchli. Już widze nagłówki gazet " Zayn Malik musiał odejść z zespołu gdyż został ogłuszony gwizdnięciem swojej dziewczyny!" a pod tym moje zdjęcie w pasiastym wdzianku, zakuta w kajdany i z wyrazem szaleństwa na twarzy. To byłby niezły artykuł.
Westchnęłam i przystawiłam palce do ust.
 - NIE! - wszyscy wrzasnęli chórkiem.
Skamieniałam zaskoczona.
 - Alex. - przede mną stanęła Dan. Oparła ręce po bokach i teraz wyglądała jak jakaś matka, która chce prawić kazanie. - Jesteś w tej ciąży czy nie?!
Spojrzałam na jej poważne oblicze i wybuchnęłam śmiechem.
 - Dobra... - otarłam łeskę która mi się wymknęła - już nie wytrzymałam.
Popatrzyłam na nich z osobna.
 - Nie moge uwierzyć, że wy wszyscy myśleliście że jestem w ciąży. - przerwała i zrobiłam minę myśliciela - w sumie powinnam się obrazić, że uważacie mnie za nieodpowiedzialną. - zacmokałam z dezaprobatą.  
Kilku osobą szczęka opadła.
 - Miałaś nudności! - powiedziała twardo Dan.
 - Spałaś ze mną! - dopowiedział Zayn.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
 - Niby kiedy? - fuknęłam
Ten miał już przygotowana  odpowiedź.
 - Na urodzinach Liama.
Przypomniałam sobie te nagłówki gazet  z naszymi zdjęciami, gdzie wyraźnie było widać jak zaciągam Malika do łóżka, a on za nami zamyka drzwi. Aż mnie ciary przeszły na wspomnienie tego dnia.
 - Nigdy z tobą nie spałam. - powiedział m twardo - pamiętałabym te traumatyczne przeżycie.
 - Byłaś pijana. - odparł.
Posłałam mu cwany uśmiech.
 - Nigdy nie AŻ TAK pijana.
Jego mina bezcenna.
15 punktów dla Griffindoru!
 - JAk wyjaśnisz, że przez caly czas wymiotowałaś? - Dan przyjęła ton jakiegoś prokuratora z sądu.
Już chciałam jej odpowiedzieć na pytanie ale Alan się wtrącił:
 - Chyba ja wiem co to spowodowało. - poczochrał sobie swoją ciemną czuprynę - wczoraj zamówiliśmy na kolacje sushi.
Dan patrzyła na niego jak na debila.
 - Ta. I co z tego?
 - Alex uwielbia sushi. - wyjaśniła Livia.
Wszyscy spojrzeli na mnie.
Ja uśmiechnęłam się do nich bezczelnie.
 - No cóż. - podeszłam do Zayna - Niestety nie powiększe rodu Malików.
Poklepałam go po policzku.
Zgarnęłam z lady mój kubeczek teraz ze stopionymi lodami i skierowałam się w stronę garażu.
Coś mi sie zdawało, że dziś przesadziłam. I to ostro.
Nie powinnam z nich robić debili... no ale cóż. Taka już jestem. Może kiedyś się to zmieni. Chodź wątpię w to.



            Przeszłam jak burza przez wszystkie stanowiska, aż dotarłam do swojej trzynastki. Nacisnęłam guzik otwierając blaszaną bramę i weszłam do środka. Zdziwiłam się na widok,prawie pustego garażu. Dałabym głowę, że jeszcze rano naprawiałam w pięknym Mercedesie 260D przekładnię. Po samochodzie ślad zaginął.
            Jedynie na środku stał stary zardzewiały Harley z 76. Obejrzałam go dokładnie i stwierdziłam, że nawet żółtodziób poradzi sobie z nawalającą przekładnią. Jestem ciekawa kto zrobił mi głupi żart. No nic. Przebrałam się w strój roboczy... a dokładnie w część stroju roboczego. Gdyż włożyłam na siebie tylko spodnie, a na górze miałam białas bokserkę. Spięłam włosy w wysoki kucyk i stanęłam na chwilę przed lustrem.  A gdyby je zafarbować na brązowo? Albo ciemny blond? Może w tedy zaczęłabym przyciągać więcej uwagi?
Nie dobra... lody zamroziły mi mózg.
Rzuciłam jeszcze raz okiem na odbicie i uznałam, że jestem nawet seksowna.
Trzeba by zacząć sobie szukać samca. - pomyślałam - chyba że zostanę starą panną z motorem? Yhym... kusząca propozycja!   
Wyszłam z mojej trzynastki i zaczepiłam Maxa, który akurat przechodził załadowany jakimiś papierami.
 - Nie wiesz co to za głupi żart z podmianą mi ślicznego  samochodu na motor?
Ten spojrzał na mnie zza okularów przeciwsłonecznych. Pewnie znów oberwał i próbował zakryć śliwę pod okiem.  
 - Luke, był dziś u twojego ojca z prośbą o zamianę na samochód. - wzruszył ramionami - Jons mu pozwoli.
 - Dobra dzięki. - mruknęłam i pozwoliłam mu odejść.
Jestem bardzo ciekawa po kija mu samochód?  Bo raczej nie uwierzę, że nie poradził sobie z przekładnią.
Podeszłam do jego siódemki.
Nawet nie pukając weszłam do środka.
Pierwsze co zauważyłam to damskie ciuchy ba podłodze i otwarte drzwi samochodu. A kolejne żeczy wolałabym nie widzieć.
 - O matko! - prawie krzyknęłam i zasłoniłam sobie oczy.
Nie mogłam uwierzyć, że Lukowi było potrzebne auto aby się piepszyć z Megan...
 - Alex! - sapnął Luke.
Wyszedł cały nagi z samochodu jedynie co zrobił to zakrył swoje przyrodzenie.
Pierwszy raz w życiu brakowało mi słów.
Odwróciłam sie na pięcie i szybkim krokiem skierowałam w stronę drzwi. Nie zdążyłam ich otworzyć bo zostałam nimi znokautowana.
 - Aua!! - krzyknęłam i spojrzałam na napastnika, którym okazał się mój tatuś.
 - Matko Boska! - przejął się ojciec - Alex! nic ci nie jest?
Spojrzał na dużego guza, który momentalnie wyrósł mi na czole.
 - Uważaj trochę! - warknęłam.
 - Przepraszam ale właśnie ciebie szukałem... - Urwał. Wiedziałam, że już zauważył nagiego Luka. - czy mógłbym wiedzieć co to ma znaczyć?
Wydarł sie an chłopaka.
 - Już ide BEN!  - skłamałam i tempem sprint wybiegłam z tego piekła co za kilka sekund sie rozpocznie.
Czułam na sobie zaciekawione spojrzenia moich starszych kumpli.
Wbiegłam do trzynastki i zatrzasnęłam się.
Próbowałam zrozumieć co sie stało. Ale jakoś mój umysł nie umiał tego ogarnąć.
Od czasu do czasu dało się słychać krzyki taty...
Nagle zaległa cisza po której nastąpiło trzaśnięcie. Pewnie tata skończył wykład. Najprawdopodobniej go zwolnił.
Usłyszałam swój telefon i zaczęłam go gorączkowo szukać.
W końcu zauważyła, że coś świeci sie w spodniach, które leżały z drugiej strony sofy. Przekoziołkowałam przez nią i w ostatniej chwili odebrałam telefon.
 - Słodziaczku o której jutro mam się po ciebie stawić? - usłyszałam pocieszny głos Louisa.
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Uwielbiałam tego gościa ale chwilowo nie wiedziałam o co mu chodzi.
 - Cześć Misiu. - przywitałam go. Nadaliśmy sobie jakieś idiotyczne ksywki i od dłuższego czasu nimi się posługujemy - Co przyjechać?
Chłopak zaśmiał się.
 - Sprawdź w kalendarzu. - zaśmiał sie - Będę o trzeciej... - coś trzasnęło - Harry! - musiałam oddalić słuchawkę od ucha bo prawie ogłuchłam - oddawaj moje marchewy!
I rozłączył się.
Westchnęłam.
Weszłam na kalendarz w telefonie.
Zrobiłam wielkie oczy.
O kurwa... 11 września.
Urodziny Livi.
ZAPOMNIAŁAM!!!



Jezu! Pragne prosić o wybaczenie i wyrazić moja najśmielszą skruchę! Chciałam zawrzeć w niej za dużo i wyszło masło maślane... JA wiem, ze to nie ma ładu i składu, nawet nie wiem skąd mi sie wziął pomysł o samochodzie i Luku... to buło do kitu ja wiem... ale cos musiałam napisać...  Jestem zadowolona do akcji z ciążom. A potem jakieś badziewie. Nic przykro mi, że czytacie taki chłam. Dziękuje dobranoc xD          


JA PIERDZIELE CZY WY WIDZICIE TE CYFERKI Z LEWEJ STRONY?!?!?
STO TYSIĘCY WEJŚĆ?!
NIE SPODZIEWAŁAM SIĘ!! 
DZIEWCZYNY! KOCHAM WAS! 
I DZIĘKUJE, ŻE JESZCZE ZE MNĄ WYTRZYMUJECIE...
 
Wasza Bujka:**

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 45

 - Zaraz puszcze pawia... - jęknęłam chwytając sie za brzuch.
Livia spojrzała na mnie z kpiącym uśmieszkiem.
 - Nie trzeba było tak się wczoraj obżerać. - puściła mi kuksańca.
Poczułam się jak na łodzi.
Zzieleniałam.
 - Zrób tak jeszcze raz, a mój żołądek bd zbierać z podłogi. - zagroziłam, próbując wyglądać groźnie... średnio mi to wyszło.
Usiadłam na fotelu ciągle trzymając się za brzuch.
 - Alex czy nie sadzisz, że ten strój mnie pogrubia? - spytała Ruda przeglądając się w lustrze. Jęknęłam.
Odkąd Emily powiedziała nam, ze jesteśmy grube i wylewa nam sie z majtek to Liv zaczeła przejmować się wyglądam... Kurwa! to je patyk!
 - Nie mam ochoty gadać o tym czy cie coś pogrubia czy nie. - warknęłam.
Livia nic nie robiła sobie z mojej gatki.
 - A jednak te spodenki są za krótkie i zbyt szerokie. - mówiła niby to do siebie - Ostatni raz pozwalam wybierać Danielle strój. Ostatni!
Przewróciłam oczami.
Podeszłam do przyjaciółki i popatrzyłam w lustro.
Od razu odwróciłam wzrok.
          Wglądałam ja rozkładający się trup. Cała blada, a w jednych miejscach na twarzy robiłam się zielona. Spojrzałam na siebie oglądając czy każdy detal stroju jest dobrze ułożony. Czarne szorty są w całości,  zakolanówki na miejscu, buty na obcasie koturnowym też ok... nie wspominając o topie który odsłaniał stanowczo za dużo.Zaczynał się na wciętym dekolcie i kończył się na żebrach... po prostu pięknie. Na domiar złego nie mogłam zakryć opatrunku ( zrobiłam sobie nowy tatuaż na pleckach ), strój był za krótki i szlag mnie trafi!
 - Kochani! Przybyłam! - Mike wlazła do garderoby jakby była na swoim... zrobiła dziwny gest Supermena...
 - Co ćpałaś i czemu się nie podzieliłaś? - zapytała ją Livia.
Ta zatrzepotała rzęsami:
 - Ćpałam amfe, a towar mam od cholernie dobrego dilera. - posłała jej przesłodki uśmiech - mam żarcie!
Rzuciła we mnie całym workiem. Ledwie go złapała.
 - Rzygam!! - wydarłam się i wystrzeliłam z garderoby w stronę łazienki. Aby ludzie mnie przepuścili darłam się, ze rzygam.Pomogło. W tempie ekspresowym dostałam się do łazienki. Zrobiłam to co miałam zrobić i od razu mi sie polepszyło. Udałam sie w drogę powrotną. Do garderoby. Nie wiem dlaczego ludzie na mnie się dziwnie patrzyli. Nie rozumiem ich zachowania.
 - Nigdy więcej Sushi! - jęknęłam osuwając się na fotel - Ma któraś gumę do rzucie? - spytałam towarzyszki - mam oddech smoka.
 - A co masz zamiar po występie przelizać sie z Malikiem?  - zakpiła Mike.
Spojrzałam na nią ignorancko.
 - Wredota pospolita. - skomentowała tylko i skonsumowałam gumę podaną przez Care - dziękuje. - powiedziałam uprzejmie.
 - Dziewczyny! - do garderoby wpadła Danielle z resztą dziewczyn z jej studia - mam jeszcze skórzane kurtki! - zaczęła mi nimi wymachiwać przed nosem - to aby ci opatrunku nie było widać.
        Dosłownie rzuciła mi ją w twarz. Chyba nadal się na mnie boczy za akcje z żabami... i za sprawienie Liama prawie łysym... No ale cóż. Zdrajcy sami się o to prosili! A po za tym włosy odrosną... a wspomnienia... znikną po dużej dawce amfy... albo czegoś chalucogenego. Nie pytajcie co brałam!
 - Dzięki! - powiedziałam z entuzjazmem.
 - Pięć złoty. - pokazała mi język.
Polepszyło mi się i wychodząc... przepraszam wjeżdżając na scenę rowerem... a jaki zajebisty! byłam juz 100% wredną jedzą, która na dzień dobry zgniotła kilka stóp.Wjechała Baronowi pod nogi i jakby nie Danielle wyrżnąłby orła... Ale koncert Afromental mi się podobał.



        Po koncercie miałam zrobić zakupy na dzisiejszy wieczór filmów (, który urządziłyśmy sobie z Livką. Podjechałam do pierwszego lepszego większego marketu i wzięłam się za zakupy. Ledwie weszłam do sklepu, a usłyszałam One Thing od One direction. Westchnęłam.
Przeszłam przez szklane drzwi i podchwyciłam moje odbicie.
Dziś była nawet znośna pogoda więc ubrałam czarne szorty, zakolanówki, szkarłatne glany, czarna nietoperka z długim rękawem i biała czaszką na piersi, kapelutek na włosach, okulary przeciwsłoneczne na nosie i czerwona bandamka na nadgarstku, a wszystko dopełniała czerwona torebka Tinki winki'ego. Jak dla mnie prezentowałam się zajebiście, ale pewien mocher nie podzielał mojego zdania i rzucić coś o "dziecku szatana"
 - Ludzie nie mają za grosz godności! - fuknęła kobieta do swojej towarzyszki.
 - W moich czasach tylko panie "lekkich obyczajów" tak się ubierały! Przecież to niedopuszczalne!
Zignorowałam te dwie paniczki. Wzięłam wózek i zaczęłam włóczyć się po sklepie.
Przeszłam przez dział ze słodyczami. Prawie wszystkie żelki wylądowały w koszyku, kilka czekolad, po czym udałam się pod dział owoców i warzyw. Wzięłam chyba z kilo marchewek, jabłek i mandarynek.
Nagle rozdźwięczał się mój telefon. 
Wyświetliło się zdjęcie Emily.
 - Co się stało myszko? - wymamrotałam siłujac sie aby zawiązać woreczek z mandarynkami.
 - Jesteś w sklepie? - zapytała słodkim głosikiem.
 - Tak... - mruknęłam wygrywając z woreczkiem.
 - To mam do cb listę zakupów.
 - Pięknie... - mruknęłam - młoda nie przesadzaj bo jestem sama i nie mam zamiaru tego tachać.
 - Ale to tylko pare rzeczy.
Tak kurwa pare rzeczy a z marketu wyszłam z siatami napełnionymi po brzegi. Wychodząc ze sklepu zderzyłam się z jakąś parą i rzeczy wyleciały mi z toreb.
 - Przepraszam... - jęknęłam.
 - Alex mogłabyś nie wchodzić ludziom pod nogi?! - powiedział Liam ocierając swoją pierś w którą oberwał.
Spojrzałam na niego gniewnie.
 - Damy się przepuszcza. - warknęłam.
 - Nie kłócie się! - zostaliśmy zganieni przez ciemnowłosą.
 - My się wcale nie kłócimy! - zaprotestował Liam.     
Postanowiłam poprzeć chłopaka.
 - No właśnie! My tylko wyrażamy głośno swoją opinię, aby dojść do porozumienia. - przybiłam za plecami z Lim żółwiki.
 - Znając życie po tej waszej "kłótni" dojdzie do rękoczynów.
Spojrzeliśmy z Liamem po sobie.
 - Wcale, że nie! - zaprotestowaliśmy równocześnie - No popatrz! - zwróciłam się do dziewczyny - Liam bardzo chętnie zaniesie mi torby do samochodu!
Wręczyłam mu siaty, a on bezradny musiał słuchać. Hehe... Lubie z ludzi robić mułów.
Podeszliśmy do mojego autka i zakupy wylądowały w bagażniku. Kiedy już z zadowoleniem miałam wsiąść za kółko, mój telefon znów się rozdzwonił i chcąc nie chcąc odebrałam.
 Słodki głos Liv przekazał, bym kupiła jeszcze pieczarki i koncentrat pomidorowy, to zrobimy sobie spaghetti. Gdyby to było cokolwiek innego, zapewne bym się nie wróciła, ale dla spaghetti.
Dogoniłam Danielle i Liam'a i kiedy ten mruknął coś co brzmiało jak "znowu ona" szturchnęłam go w bok i z radością obserwowałam, jak Liam próbuje odzyskać równowagę na świeżo mytej podłodze.
Obie z Danielle pokładałyśmy się ze śmiechu, kiedy czerwony na twarzy Liam zaczął z uporem pchać przed siebie wózek.
-Idiota- podsumowałam, a Danielle kiwnęła głową. Szłyśmy powoli za nim i co chwilę przystawałyśmy, bo coś zwracało naszą uwagę. 
- Zobacz jakie śliczne- powiedziała Danielle pokazując mi polarowe śpioszki. Pokiwałam głową i zamyśliłam się, trzymając w ręku śliniaczek z krową. Zastanawiałam się, czy nie kupić takiego Zaynowi.
-Alex co jest?- zapytała dziewczyna widząc, że sie zawiesiłam. Dalej trwałam w zamyśleniu. W końcu podniosłam wzrok i spojrzałam z powagą na Dan.
-Próbuję sobie przypomnieć, kiedy miałam dostać okres.
Wzruszyłam ramionami i odłożyłam śliniaczek, pamiętając, gdzie jakby co go kupić.
Dan zaczęła wokół mnie skakać, próbując dowiedzieć się dokładniej, kiedy miałam ostatni okres, dodała do tego, że ostatnio więcej jem (co jest według niej typowe dla przyszłych matek) i rano wymiotowałam. W końcu uparła się, że musimy zrobić testy ciążowe i kiedy ja stałam z Liamem w kolejce, ona popędziła do apteki, pod pretekstem kupienia tabletek na gardło. Miałam ochotę paść na ziemię i tarzać się ze śmiechu, jednak wiedziałam, że mogę się jeszcze z tego bardziej pośmiać, kiedy teraz zachowam powagę. Dan wpakowała mi się do samochodu totalnie olewając Liama i przez całą drogę opowiadała o jej znajomych, które już teraz mają dzieci i są z tego dumne. Zaczęło znowu mnie trochę mdlić, co nie uszło uwadze Dan. W domu Emily dobrała się do zakupów i objadając się żelkami obserwowała jak ciemnowłosa biega po domu jak poparzona. W końcu wepchnęła mnie do łazienki i kazała zawołać, kiedy już będzie wynik. Zamknęłam drzwi na klucz, usiadłam na ziemi i wzięłam do ręki krzyżówki, które ktoś kiedyś tu zostawił.

Po dwudziestu minutach Dan zaczęła się dobijać do drzwi. Musiała gdzieś pozbyć się Emily, bo oprócz niej nie słyszałam nikogo innego. Zaczęła pytać jak mi poszło.
-Dan jedna kreska to pozytywny wynik czy negatywny?- zapytałam słabym głosem. Obiad uparcie chciał wrócić. Kiedy do Dan doszło co powiedziałam, drzwi zatrzęsły się, ale zamek wytrzymał.
-Masz jedną kreskę?
-Może- powiedziałam i zaczęłam szukać po półkach jakiejś gumki do włosów. Zaplotłam sobie kłosa, kiedy Dan zza drzwi próbowała wyciągnąć ze mnie, czy jestem w tej ciąży czy nie. Położyłam się na dywaniku w łazience i słabym głosem poprosiłam Danielle by zadzwoniła po Zayna. Słuchałam jak za drzwiami Dan rozmawia z Zaynem i tłumaczy mu, że prawdopodobnie jestem w ciąży. Jego "co??" słyszałam nawet za drzwiami. Po jakiś 10 minutach jego samochód podjechał pod mój dom i słyszałam jak rozmawia z Danielle. Po chwili jego głos rozległ się spod drzwi.
-Alex otwórz to ja.
Podniosłam się, ale tylko po to, by oddać ostatni posiłek z głuchym jękiem. Zayn coraz głośniej zaczął domagać się, bym go wpuściła. Schowałam test do półki i wyszłam z łazienki. Pierwsze co mnie spotkało, to ramiona Zayna, które najpierw przytuliły mnie do siebie, a później zaniosły do salonu. Ułożyłam się wygodnie na poduszkach i dopiero wtedy zauważyłam, że Zayn ma na sobie koszulę z krawatem. Spojrzałam na niego zdumiona. Co ten kretyn znowu wymyślił?
-Nie martw się, razem to wszystko ogarniemy- mówił Zayn czułym głosem głaszcząc mnie po głowie. Dan przyszła ze szklanką świeżo wyciśniętego soku. Zwróciłam na nią uwagę dopiero kiedy stanęła zaraz przede mną.  Przyjęłam sok i w tym samym momencie w pokoju pojawiła się Emily z Liv.
-Alex co się stało, miałaś być u mnie godzinę temu. I czemu w przedpokoju stoi cały karton ubranek i zabawek dla dzieci?- zapytała i kiedy dotarło do niej, co wyrażają miny wszystkich wokół mnie, oczy jej sie rozszerzyły.
-Ty sobie kpisz ze mnie?
Spojrzałam na nią znad szklanki. Zayn dalej coś tam do mnie mamrotał.
Emily po chwili zaczęła skakać przy mnie i wszystkim opowiadać, jak nazwie MOJE dziecko. Liv dalej stała ogłupiała w progu. Miałam ochotę uciec od tego tabunu, kiedy cos mi sie przypomniało.
-Liv kto cię podwiózł?
Liv spojrzała na drzwi i z powrotem na mnie.
-Mike przejeżdżała obok mnie i zaproponowała, że mnie podrzuci.
Yhm. jeszcze jej tu do pełnego kompletu brakowało.
-Jeśli to będzie dziewczynka nazwiemy ją Karimata,a jeśli chłopczyk to Eugeniusz- postanowiła Emily po polsku i obie z Liv parsknęłyśmy śmiechem. Emily spojrzała na nas obrażona.
-Emily karimata to nie jest imię- zaczęła tłumaczyć jej Livia, a reszta patrzyła na nas ogłupiała, nie rozumiejąc ani słowa.
-Właśnie, ze jest- upierała się Emily i nadąsana usiadła na fotelu.
Przewróciłam oczami.Nagle w drzwiach stanął zdekoncentrowany Alan.
-Czy coś się stało?
Emily skoczyła na niego nim zdążyłam ją złapać.
-Alex będzie miała dzidziusia i nazwiemy ją Karimata.
Alan wziął mimowolnie Emily na ręce i spojrzał na mnie ciągle zdumiony. Później przeniósł wzrok na Zayna, na Liv i z powrotem na mnie.
-Czy możecie wszyscy stąd na razie odejść?
Oczywiście do drzwi wyruszyłam pierwsza, ale Alan złapał mnie za ramię i jak ojciec posadził z powrotem na sofie. Postawił Emily na ziemię i poprosił Liv by zajęła się nią na jakiś czas. Dziewczyna kiwnęła głową, życzyła mi powodzenia i przekazała, żeby jakby co dzwonić. W myślach prosiłam, żeby nie zostawiała mnie samej, bo Alan przyjął tą samą minę, jaką przyjmuje nasz ojciec, kiedy jest mega wkurzony. Yhm, coś czuję, że koniec świata jest bliżej niż myślałam. Amen.



Przepraszam że tak długo...
Ale jakoś nie miałam czasu... ani chęci prawdę mówiąc. Ta notkę zawdzięczacie pewnemu elfowi, który mi w tym pomógł i mu BARDZO dziękuje xD
I jak wam się podoba?? :P

Mogą pojawić się niezgodności :P

niedziela, 23 grudnia 2012

Rozdział 44

         W dość szybkim tępię z Livią dostałyśmy się do mojego domu. Ruda zajęła łazienkę, a ja spakowałam rzeczy od suni, którą z Zaynem znaleźliśmy w worku na śmiecie. Z Malikiem podzieliliśmy się obowiązkami, on kupił jej wszystkie akcesoria, a żarcie i kosz do spania. Dziś miał się nią zająć Zayn, więc musiałam ją całą spakować i mu ja zawieść.
Chłopak zaangażował się w opiekę nad pieskiem i zasięgnął rady eksperta co do jej rasy. Okazała sie Berneńskim psem Pasterskim. Podobno kiedyś moja mama takiego miała. Mieszkał w stajni z końmi, a wokół niej kręciły się wszystkie psy od sąsiadów.
         Maluszka nazwaliśmy Crazy. Imię idealnie do niej pasowało. Jest niezłym rozrabiakom. Ja myślałam, że do tej pory miałam bajzel w pokoju... Po zamknięciu ją w moim królestwie... noo... dużo z niego nie zostało. Szafa całkiem opustoszała, wszystkie moje płyty leżały rozwalone na podłodze, gitara jakimś dziwnym trafem straciła wszystkie struny... Nie byłam zbyt zadowolona wchodząc do pokoju. Tak więc szczeniak przybrał imię Crazy.
 - Wolne! - Liv wyszła z łazienki ubrana w ręcznik. Po jej włosach ściekała woda.
 - W końcu!! - wstałam z podłogi i rzuciłam się do łazienki.
Po pół godzinie byłam odświeżona i umalowana.
Wyszłam z łazienki w samej bieliźnie.
Pierwsze co zrobiłam to wskoczyłam na łóżko, gdyż Kotka Emily z sykiem przeleciała mi pod nogami, a zaraz za nią szczekająca Crazy.
 - Boże jaki zwierzyniec! - wzniosłam oczy do nieba. - Crazy daj popalić tej kupie sierści! - zaczełam kibicować suczce. I tak ten kocur mnie nie lubił, a mi nie zrobi różnicy jak wyjdzie bez ucha albo bez ogona.
Livia ślęczała przed lustrem również w samej bieliźnie  i malowała się.
 - Puszek! - Usłyszałam piskliwy głos Emily.
Cos małego i lukatego wleciało do mojego pokoju.
 - Puka się. - warknęłam.
Dziewczynka wzięłam kota z szafy. Odwróciła sie do nas. Przekrzywiła głowę.
 - Ale wy jesteście grube. - spojrzała na mnie i zaczęła wskazywać palcem - tam ci się wylewa, tu masz za dużo, tam celuid. I jak ty mozesz chodzić z Zaynem? - wzniosła oczy do nieba i wyszła z mojego pokoju trzaskając drzwiami.
Spojrzałyśmy na siebie.
Podeszłam do Livi, która stała przed lustrem, które zasłaniało pół mojej ściany. Obie stanęłyśmy przed nim i zaczęłyśmy oglądać swoje tyłki. 
 - Jaka ja gruba jestem. - spanikowała Liv.
Spojrzałam na tego patyka. Nie dość, że jest wysoka to chuda, a ja takie małe coś, wyglądam przy niej jak dziecko. Oczywiście miałam swoje walory, które Livi brakowało ale jednak, byłam od niej szersza.
Spojrzałam na nią jak na debila:
 - Jak ty jesteś gruba, to ja przy tobie jestem zapaśnik sumo!

 

 - Witam wszystkich! - wchodząc przez drzwi przywitałam się uradowana. Byłam tu po raz pierwszy odkąd wykręciłam wszystkim numery... a raczej zemstę.
Wypuściłam pieska z objęć, który od razu pobiegł do kuchni. Zabije Zayna, że ją rozpieszcza. Za niedługo to bd jedna wielka kupa sierści, która bd leżeć i zdychać.  
Usłyszałam kilka głosów entuzjazmu i biegnącego Nialla po schodach.
 - Misiu! Nie uciekaj mi!! Mam dla ciebie CIASTO!! - wydarłam się i zaczęłąm za nim biec jak pogłupawa.
Tak tak jestem wredna. 
 - Nic od ciebie nie chce! - odkrzyknął spanikowany. 
 - Ale Nialluś! No czekoladowe! - próbowałam go zachęcić, ale usłyszałam trzaśniecie drzwiami.
Zaśmiałam sie jak wariatka i poszłam do salonu pękając ze śmiechu.
 - Cześć wszystkim! - przywitałam się i wcisłąm się na kanape pomiędzy Louim, a Liamem. - jak tam dzień mija?
Nie uszło mojej uwadze, że obaj pseudo mężczyźni oddalili się ode mnie.
 - Jakoś leci... - odparł Li.
Uśmiechnęłam się.
 - No tak Liamku... ta fryzura ci nie pasuje. - po głodziłam jego prawie łysą czachę.   
Gwałtownie wyrwał mi się obrażany i wyszedł.
Louis parsknął śmiechem.
 - Wiesz, że Danielle go prawie zabiła? A cb to już w ogóle.
Wzruszyłam ramionami.
 - Jakbyście nas nie zamknęli w jakimś ciulatym domku to by nie było żadnych skutków ubocznych tego czynu. - zamrugałam uwodzicielsko rzęsami.
Ten wywrócił oczami.
 - Na mnie to nie działa. Idź to Zayna.
Zaczęłam się lachać.
 - A tak właściwie to gdzie się schował mój luby? - zapytałam rozejrzawszy się po pokoju.
Nie widziałam nigdzie tego idioty, któremu jeszcze mózg się przed głupotą broni, ale widać już pierwsze oznaki kretynizmu po nieudanej blond pasemce.
 - Poszedł zapalić na ganek. - odpowiedział Harrry, który oberwał z poduszki od Louisa.
 - Dobry z ciebie kumpel - mruknął tamten  - miałeś jej nic nie mówić!
Chłopak wstał od stolika przy którym siedział z Livią.
 - Wybacz! Ale ja się jej boje! - wskazał oskarżycielsko na mnie.
Louis zrobił Face plam.
 - Co za ciućmo...
Zostawiła kłócących się małżonków z Livią ( może niczego nie rozwalą ) i udała się w poszukiwania mojego lubego!
Próbowałam skradać się ja kot, ale już po moim pierwszym ruchu z parapetu spadła doniczka z kwiatkiem i zniszczyła cały efekt. Chłopak odwrócił sie w moją stronę. Jego oczy rozszerzyły się i prawie połknął szluge wciągając.
Zaczął kaszleć i zrobił się zielony.
Zaczełam klepać go po plecach, a przy okazji mówiłam jakim to on debilem i idiotom nie jest.
Zrzucił oplutą szluge na ziemie i przydeptał ją ze złości.
 - Mówiłam że szkodliwe.
Spojrzał na mnie nienawistnym wzrokiem.
 - Fete połknąłem. - zaczął się tłumaczyć.
Przewróciłam oczami.
 - Sam jesteś sobie winien.  - wzrószyłam ramionami - A czy ja czasem nie dała ci szlaban na szlugi? - zapytałam niewinnie.
Ten zrobił cwany uśmiech:
- Nie przypominam sobie.
Zacmokałam kilka razy.
Wyciągnęłam w jego stronę dłoń:
 - Dawaj je.
Chłopak podwinął dolną wargę w podkówkę. Sięgnął do tylniej kieszeni i wyręczył mi jakiś papier do rąk.
Uniosłam pytająco brwi.
 - To mi nie wygląda na paczkę szlug.
Zaczęłam zniecierpliwiona tupać nogą.
Chłopak klepnął się otwartą dłonią w czoło.
 - No tak! To przecież bilety na Jesienny koncert metalowy w Anglii... - Wyciągnął po nie ręke.
Zrobiłam wielkie oczy. Wypowiedział te słowa, a mi sie żarówa zaświeciła. Przygarnęłam bilety do siebie.
 - Tam ma grać Linkin Park!!!!! - wydarłam sie, a chłopak był zmuszony zasłonić sobie uszy.
Wzrószył ramionami:
 - I kilka innych zespołów... System, Metallica, The Rasmus, My Chemical Romance...
 - Wiem kto tam występuje. - ucięłam groźnie - dałeś mi na to bilety? - zapytałam podejrzliwie.
Pokiwał głowa.
 - A dokładnie bilet i wejściówki dla Vip'a.
Oczy jeszcze bardzie mis ie zaświeciły.
 - A gdzie haczyk? - zmrużyłam oczy.
Wzruszył ramionami.
 - Prezent na urodziny.
Zmarszczyłam czoło.
 - Mam dopiero w Lutym.
 - Więcej nie dostaniesz... - uśmiechnął  się perfidnie.
Posłałam mu całuska.
 - Ale...
 - Kurwa... - zaklęłam... zawsze musi być jakieś pieprzone ale.
 - Ale pójdziesz ze mną. 
Jęknęłam... Czy moje życie musi być aż tak skomplikowane?
 - No... No... - nie umiało mi to przejść przez gardło - no dobra...- uśmiechnął się z satysfakcją. Miałam ochotę strzeć mu tę uśmieszek z twarzy. P ochwili znalazła się okazja. - wszystko pięknie i wg, a teraz dawaj te pieprzone papierosy.
Uniósł brwi zaskoczony.
 - Jeszcze sie taki nie narodził co by tobie dogodził.
Machnęłam lekceważąco rękom.  
 - Taaaa tata powtarza mi to co dzień, przy śniadaniu.



  - Za każde dobrze zrobione zadanie dostaniesz cukierka - Livia zaczęła mu wymachiwać cuksem pudrowym przed twarzą. - zrozumiałeś?
Chłopak patrzył na cuksa anielskim spojrzeniem. Dam głowę, ze ślinka mu pociekła! Pokiwał dwa razy głową i nadal wpatrywał sie w cukierka rozanielonym wzrokiem.
 - To bobrze.
Dziewczyna zaczęła mu coś tłumaczyć z matematyki, a ja wróciłam do lektury. Leżała rozłożona na kanapie i czytałam sobie ostatnią część zwiadowców po polsku. Louis za mną siedziała i zgadywał jakie słowo co oznacza. Trafił w każde imię... po prostu geniusz.
 - Usadów się na siedzeniu, bo cos ci zrobie. - zagroziłam.
Moja cierpliwość była na skraju wyczerpania.
 - Zależy co? - powiedział głębokim głosem.
Spojrzałam na niego z ukosa, po czym wzniosłam oczy ku niebu.
 - Jeden idiota, drugi idiota, trzeci idiota... - zaczełam liczyć na uspokojenie.
 - To  ja koleżance zrobie rozluźniający masaż. - zaproponował.
W sumie? Pomysł nie najgorszy.  
 - Później zdam relacje Eli - uśmiechnęłam się do niego.
 - Ją to dzisiaj czeka. - powiedział chłopak.
Usadowiłam się na ziemi tak, aby on miał do mnie wygodny odstęp.
Spojrzałam na niego podejrzliwie.
 -  Czyli ja królik doświadczalny? - sptałam niby urażona.
 - Dokładnie.
Zaczął mnie masować, a ja wróciłam do lektury.
Jego dłonie rozluźniały każdy mój mięsień. Było to przyjemne uczucie. Poczułam się całkowicie rozluźniona i wg. Cały stres i złość uszły ze mnie. Wraz z oderwaniem jego ciepłych rąk od mojej skóry skończyła się przyjemność.
 - A ty gdzie? - warknęłam niezadowolona.
 - Po oliwkę zaraz przyjdę!
Zniknął za drzwiami.
Wzruszyłam ramionami i wróciłąm do lektury.
Co chwile dochodziły mnie odgłosy podniesionego głosu Livi. Straciła już totalnie cierpliwość i zaczęła się wydzierać na chłopaka, który ciągle nie ogarniał prostych rzeczy... miał takie braki w edukacji, że aż bolało patrzeć... a tym bardziej bolało patrzeć na jego oceny z maty... zupełnie jak z moim hiszpańskim. Też jadę aby przeżyć... A jakby nie Livi, która pisze mi kartkówki i spr to bym leżała.
Poczułam jak chłopak usadawia się na miejscu za mną i znów zaczyna mnie masować.
 - Cos długo cie nie było. - skarciłam go.
 - Sorry Mam bajzel w łazience.
Prychnęłam. 
 - Ta... tłumacz się.
Znów wróciłam do lektury.
Długo se nie poczytałam gdyż Livia zrobiła protest.
 - JA nie mam siły! ALEX! Weź mu to wytłumacz. - spojrzała w naszą stronę i zastygła.
Przekręciłam głowę i spojrzałam na nią.
NA jej twarzy malowało się wiele. Zdziwienie, zaskoczenie, i iskierka rozbawienia.
Spojrzałam za siebie i...
ZWAŁ!
MASOWAŁ MNIE ZAYN, A LUIS STAŁ OBOK NIEGO!
A najlepsze było to że MAlik miał na sobie ciuchy Louiego i na odwrót!
Pierońskie Szwaby! Wrobili mnie!
Wyrwałam sie mu i zaczęłam się wydzierać.
Poczułam jak czerwienie się po twarzy...
 - Chrońcie swoje genitalia! - krzyknęłam i rzuciłam się na nich. 
           Po dwóch sekundach zostałam unieruchomiona. Zayn na mnie siedział i unieruchamiał mi nogi, a Louis próbował unieruchomić mi ręce ale trudno mu było mnie złapać jak na nim leżałam. Miotałam się jak jakiś demon i próbowałam kogoś bardziej uszkodzić. W rezultacie Liam wleciał do salonu i zaczął sie na nas wydzierać, a gdy oblali mnie wodą to się uspokoiłam. Tak wiem mam coś z głową. I tak wiem, że mam załatwione miejsce w psychiatryku. 
Po pół godzinie " izolatki " jak to błyskotliwie Harry nazwał, zostałam wypuszczona, aby pouczyć Styles'a.
Weszłam do salonu i zgromiłam chłopaków spojrzeniem.
Przysiadłam obok Harrego i spojrzałam na podręcznik.
 - Wyłączanie czynnika niewymierności z mianownika? Serio? - pokiwał z powagą głową - jak można tego nie umieć?! 
Chłopak zrobił urażoną minę.
 - Normalnie! Nie jestem tak inteligenty jak ty. - próbował się usprawiedliwić.
No nie mogłam się nie odgryźć.
 - No w to nie wątpię. - westchnęłam - a teraz się skup - przybrałam surowy ton - powiem to raz i tylko raz. Nie mam zamiaru sie powtarzać. - postukałam palcem w podręcznik, a później wzięłam ołówek i zaczęłam mu tłumaczyć - dobra a teraz zrób to...
Dałam mu przykład do zrobienia.
 - A za dobry przykład bd cuks? - zrobił oczka kota ze Szreka.
 - Nie - odparłam twardo - nie bd się w takie pierdy bawić.
Chłopak zrobił smutną minkę.
 - JA się tak nie bawię.
Trzepnęłam go w głowę.
 - To zacznij. - warknęłam - albo coś ucierpi - spojrzałam na jego krocze, na niego i znów na jego krocze.
Chłopak kapnął się o co chodzi i z przerażeniem, wziął się za obliczanie, a ja rozłożyłam się na ziemi i wróciłam do mojego Willa. Po jakiś pięciu? do piętnastu kartek, Harry w końcu dał mi przykład do sprawdzenia.
Cóż... pominąć to, że się wyżył artystycznie na tej kartce i przykład był zły... to nieźle karykaturował.
Trzasnęłam go w ten pusty łeb.
 - Źle. Przyjrzyj się przykładowi jeszcze raz. Kapniesz się co źle zrobiłeś. - pocieszyła go na swój sposób.
Chłopak podwiną wargę i wziął kartkę.
Ja natomiast znów poczytałam kilkanaście kartek im on dał mi przykład do sprawdzenia.
 - Źle. - zamachnęłam się, ale powstrzymałam się widząc jak się zasłania. Zrobiłam jakiś dziwny teatralny gest i wzięłąm ołówek do ręki. - czy to aż tak trudno pojąć?- wzniosłam oczy do nieba.
Po jakiejśc godzinie chłopak miał dość dużego guza na głowie ale kapnął temat. Więc przeszliśmy do nowego. Ja się męczyłam z Loczkiem, a Livia pomagała Liamowi i Zaynowi w hiszpańskim. Myślmy wszystko przerobiły w polskiej szkole więc uchodziłyśmy za geniuszy.
 - Dobra Alex... ja tylko pójdę do łazienki. - Harry zaczął się wykręcać - przyjdę za chwilę.
 - Jak chcesz. - przeciągnęłam się.
Po jakiś 15 minutach wrócił.
Spojrzałam na niego.
 - Harry idioto czy mógłbyś mi powiedzieć co ty masz na sobie?   
Spojrzał na siebie.
 - Bo ja nie chce mieć pokaleczonej mojej pięknej twarzy.
Walnęłam głową o szklany stolik.
 - Gdzie ty kuźwa widzisz piękno? - powiedziałam sarkastycznie.
Harry miał na sobie, tak: Na nogach glany ( nie mam pojęcia z kąt je wziął ), na łydkach ochraniacze piłkarskie, na udach miał ochraniacze do hokeja, na klacie jakąś deske przywiązaną sznurkiem, na rękach znów ochraniacze go hokeja i na głowie wielki kask.
 - Stary coś ty na siebie włożył?! - podszedł do niego Liam i zaczął oglądać jakby był eksponatem w muzeum.
 - Sprawdźmy czy skuteczne. - Zayn pociągnął chłopakowi z pięści w brzuch.
 - To bolało! - krzyknął loczek.
Malik potarł swój zbolały nadgarstek.
 - Głupek. To nie miało prawa cie zaboleć.
Przez cały ich bezsensowny monolog Livia śmiała się jak pogłupawa. Miałam dość tej sieczki.
 - Siadaj. - warknęłam odklejając swoje czoło od stolika.
 - Zapomniałam o ochraniaczu na wrażliwe miejsce!! - wydarł się.
 - To masz pecha! - powiedział Zayn.
Z Liamem wzięli go pod ramię i siłą usadowili go obok mnie.
 - Chłopaki! Ja chce mieć dzieci! - zawodził.    
Cała sytuacja bardzo przypadła mi do gustu. Postanowiłam się troszkę nad niem poznęcać.
 - Wzór na  skrócone mnożenie?
Chłopak spojrzał na mnie z przerażeniem.
 - Nie... Niee... Ni-ee... Nie wiem! - wyjąkał w końcu.
Spojrzałam na jego przyrodzenie, znów na niego, na przyrodzenie... Chłopak krzyknął.
Uwielbiam znęcać się nad ludźmi.


***
WRÓCIŁAM!!! Cieszycie się? 

Chciałabym życzyć wam Zdrowych, wesołych Świąt, Mokrej choinki, karpia z ośćmi, kośćmi... wszystko jedno, gruzu pod choinką i dojścia do domu po sylwestrze xd 

To takie krótkie życzenia ode mnie xd   

A teraz troche smędzenia jak na mnie przystało. 
Nie wyszło z góry przepraszam, to jest bezsensu i wg... przepraszam, ze jestem do bani, ale muszę nabrać pomysłów... co tam że to co teraz napisałam wymyśliłam przed wakacjami ;P Haha 

Wesołych!!
Bujka:**
 

środa, 21 listopada 2012

Libster Award

W sumie nie wiem o co chodzi... nie mam najmniejszego pojęcia.
Ale jak sie bawimy to sie bawimy:P
Nominacja ta jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy należy odpowiedzieć na .11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował
 To tak na dzień dobry.
Nominowały mnie 3 osoby? Bodajże jak dobrze pamiętam. Więc odpowiem na pytania:P
Najpierw Forever Young :

Będę pisała prosto i na temat więc nie zanudzę:P I tak garstka osób to czyta ;)
1. Co skłoniło cię do założenia bloga?
B: Do założenia bloga skłoniła mnie nuda i świetny pomysł na opowiadanie. Wcześnie miałam kilka naście blogów, więc uznałam, że mogę iść o krok dalej:P
2. Miłość czy przyjaźń?
B: I tak bd starą panną z koniem. Wybieram czekoladę:P
3. Opisz siebie
B: Upierdliwa, mały demon, rudo-blondynka- z-domieszką-jasnegobrązu. Wielkie niebieskie oczy, włosy jak siano. Małe cycki wielka dupa.
4. Twój ulubiony zespół?
B: LINKIN PARK!
5. Twój ulubiony film.
B: Wszystkie fantasty, przygodówki, sf, horrory psychologiczne itp.
6. Co sądzisz o Onedirection?
B: Nie wiem czy mogą być jeszcze bardziej sławniejsi. Zmienili się i nie wiem czy na lepsze czy na gorsze. Są inni ale nadal uwaąam ich za bandę brykających bez sensu małpiszonów, z przedawkowanym cukrem:P
7. Rock czy pop?
B: Wybieram Metal i Rock.
8. Twoje hobby.
B: Że jestem kobietą o wielu zainteresowaniach to je wymienię: JAZDA KONNA, taniec, taniec, taniec! gra na scenie, KSIĄŻKI! LENISTWO <3
9. Masz już plany na przyszłość?
B: Pomiędzy prezydentem stanów zjednoczonych, a elfem.
10. Twój autorytet.
B: Nie ogarniam dziśxD Syriusz Black:P
11. Ulubiona pora roku, dlaczego?
B: Wszystkie xD Jestem otwarta na wszelkie zmiany pogody:P

Pam. <3<3
1. Jaka jest Wasza aktualnie ulubiona piosenka?
B: Shedow of the day - Linkin Park
2. Co chciałybyście dostać na gwiazdkę?
B: Johnnego Deppa
3. Jakie jest Wasze największe marzenie?
B: Kupić se w końcu konia -,-" 
4. Jaki jest Wasz ulubiony kolor?
B: Zieleń. /Albo czerń. Nie zdecydowałam się. 
5. Jeżeli miałybyście możliwość wyprowadzenia się gdziekolwiek na świecie gdzie to by było?
B: Komoda pod schodami na Privet Drove 4 :P 
6. Jaki jest Wasz idealny typ faceta?
B: Zostawiam to bez komentarza :P  No ba, taki coby mi dogodził:P
7. Bez jakiej rzeczy nie umiałybyście przeżyć jednego dnia?
B: Łóżka
8. Jakie jest Wasz hobby?
B:  Że jestem kobietą o wielu zainteresowaniach to je wymienię: JAZDA KONNA, taniec, taniec, taniec! gra na scenie, KSIĄŻKI! LENISTWO <3
9. Jesteście raczej optymistkami czy może pesymistkami?
B: O Matko!  Za mądre pytanie. 
10. Co skłoniło Was do pisania bloga?
B: Do założenia bloga skłoniła mnie nuda i świetny pomysł na opowiadanie. Wcześnie miałam kilka naście blogów, więc uznałam, że mogę iść o krok dalej:P
11. Czy jesteście directionerkami?
B: Byłam. Teraz miej. 

ThatGirlEwa
1. Twoje motto, myśl przewodnia, sentencja?
B: Hakuna matata! 
2. Twoja wymarzona randka?
B: Z wymarzonym facetem:P 
3. Ulubiona piosenka?
B:  Shedow of the day - Linkin Park
4. Co Cie najbardziej wzrusza, doprowadza do łez?
B: Król Lew: Kiedy Mufasa umiera, a Simba nad nim płasze i prosi aby wrócił do domu ;( 
5. Twoje hobby?
B: Że jestem kobietą o wielu zainteresowaniach to je wymienię: JAZDA KONNA, taniec, taniec, taniec! gra na scenie, KSIĄŻKI! LENISTWO <3
6. Co było twoim natchnieniem do założenia bloga?
B: ??? Nie potrafię sobie przypomnieć:P 
7. Gdzie szukasz weny?
B: U przyjaciółek. 
8. Największy błąd życia?
B: Mam się rozpisywać? Yyyyy... Budyń:P 
9. Twoja lista 5 ulubionych blogów.
B: http://more--than--this.blogspot.com/
     http://did-you-see-love.blogspot.com/
     http://faith--hope--and--love.blogspot.com/
     http://luna-and-pymeys.blogspot.com/
     http://the-sun-will-set-for-you.blogspot.com/
10. Jakie masz największe marzenie?
B: Kupić se konia. I jechać na Koncert LP z wejściówkami za kulisy *.* I kupić cobie Deppa. xD 

I jeszcze trzy xD 

CookieJuliet
1. Co skłoniło cie do pisania bloga ?
B: Do założenia bloga skłoniła mnie nuda i świetny pomysł na opowiadanie. Wcześnie miałam kilka naście blogów, więc uznałam, że mogę iść o krok dalej:P
2. Jak poznałaś chłopaków z one direction i dla czego zaczęłaś o nich pisać ?
B: Od mojej przyjaciółko-siostry Kingi, która miała na ich punkcie fizia. Zaraziła mnie nim i tak zaczęłam pisać:P
3. Co zmieniła byś na świecie ?
B: Wszystko
4. Co chciała byś dostać pod choinkę ( mówimy o każdej dostępnej rzeczy )
B: Johnego Deppa;P
5. Jaką piosenkę 1d lubisz najbardziej ? 
B: -,-
6. Gdybyś mogła spełnić swoje 3 największe marzenia, jakie by to były ?
B: K"upiła bym se małpkę, wskrzesiła Jaksona i poszłabym do Hogwartu.
7.Gdybyś mogła na jeden dzien ( wypożyczyć ) któregoś chłopaka z 1d kto to by był i dla czego ?
B: Zayn - poczochrałabym go <3
8. Co byś zrobiła gdyby Louis Tomlinson napisałby ci że planuje Cię odwiedzić ?
B: Zignorowała - niemożliwe.
9. Ulubiona książka ? 
B: Duzo tego xD 
10. Ulubione zajęcie ( w wolnym czasie ).
B: Lenistwo.
11. Najbardziej głupia rzeczy którą zdążyłaś w życiu zrobić ?
B: O cholera... mam zacząć wyliczanie? :P 

Darcy Roberts 
1. Twój ulubiony kolor ?
B: Zieleń lub czerń:P Nie zdecydowałam.
2. Gdybyś miała zmienić świat, jak byś go zmieniła ?
B: eeeee... Budyń?  
3. Jaki jest twój nawyk, twoja codzienna rutyna ?
B: Spać, szkoła, telewizor, face, trening, nauka, spanie. Czasem wychodzę do łazienki i jem xD  
4. Jeśli byłabyś którymś chłopakiem z One Direction, to którym ?
B: Zaynem.  
5. Jakiej cechy nie lubisz u siebie najbardziej, a jaką uwielbiasz ? 
B: Spać.  
6. Jakie jest twoje motto życiowe ?
B: Mam wyjebane na wszystko.  
7. Jakie masz plany na życie ?
B: Przeżyć.  
8. Jakiego typu muzyki słuchasz ?
B: Rock, Metal - wszystkie odmiany.  
9. Co robisz w wolnym dla ciebie czasie ?
 
B: Leniuchuje.
10. Co sprawiłoby ci największy ból ?
B: Śmierć bliskich lub zwierzaczka xD   
11. Opisz siebie w 3 słowach.
B: Mała, upierdliwa, energiczna.  

One_Direction
1. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
B: I w UFO ;P 
2 Od kiedy jesteś Directioner?
B: Byłam w marcu, przeszło mi:P 
3 Masz zaufanych przyjaciół?
B: Mam zajebistych przyjaciół:P 
4 Wierzysz w zębową wróżkę?
B: I w duchy. 
5 Jaki film najbardziej polecasz?
B: Ciekawy. 
6 Co Twoim zdaniem oznacza słowo 'szczęście'.
B: Kakałko. 
7 Byłaś/eś kiedyś szczerze zakochany/a?
B: TAK XD
8 Lubisz Jazz?
B: Nw. Ale tańcze do takiej muzyki:P 
9 W jakiej muzyce gustujesz?
B: Rock, Metal
10 Lubisz chemię?
B: Za trudne pytanie. 
11 Ile masz lat?
B: Jestem stara dupa xD 

Aaaaa.. Jeszcze jedenastka xD O matko...
http://more--than--this.blogspot.com/
http://the-sun-will-set-for-you.blogspot.com/
http://did-you-see-love.blogspot.com/
http://youaresostupidbutiloveyou.blogspot.com/
http://do-not-forget-about-me.blogspot.com/
http://uwierzwprzeznaczenie.blogspot.com/
http://babyyoulightupmyworldlikenobod.blogspot.com/

To by było na tyle...

Moje pytania:
1. Ulubiona potrawa?
2. Ulubiona książka?
3. Najdziwniejsza rzecz, która w życiu zrobiłaś? 
4. Kim chciałabyś zostać po reinkarnacji?  ( tak czy siak odpowiadaj! )
5. Jakie zwierze odzwierciedla cb? 
6.  Ulubiony serial?
7. Jak nazwałabyś swoje dzieci?
8. Ulubione zwierze?
9. Jakiego aktora bądź piosenkarza albo sportowca... w ostateczności modela, chciałbyś ukraść i wziąć do domu?
10. JAk byś się zachowała gdybyś poznała 1D?
11. Przy naszym spotkaniu przytuliłabyś mnie, strzeliła w łeb, czy olała?

To nie było łatwe xD

A tak przy okazji zgłoszono mnie do konkursu na http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/ więc było by mi miło jakbyście zagłosowały xD Serducho się cieszy!!

Do zobaczenia :P
Wasza Bujeczka :**

poniedziałek, 19 listopada 2012

Chyba zostanę powieszona ...

!!!UWAGA!!!
!!!WAŻNE!!!

       Związku z tym, że nie mam czasu na pisanie, postanowiłam zawiesić bloga do świąt... musze się skupić na nauce a zamartwianie się o bloga mi w tym nie pomacha -,-"
Długo nad tym myślałam i postanowiłam, że tak dla każdego bd lepiej... I wy się męczycie czytając moje wypociny pisane na ostatni moment i ja się nimi męczę bo moje pomysły nie są już tak spektakularne jak kiedyś... Postanowiłam trochę wypocząć od pisania tej historii i nazbierać siły na dalszy ciąg:P  
BYNAJMNIEJ NIE USUWAM BLOGA! 
Obiecałam wam już kilkaset razy, że zaprowadzę go do końca i tak zrobie! , lecz teraz muszę troszeczkę odpocząć:P Zaplanowałam już sobie dość spektakularny powrót więc czekajcie do ŚWIĄT!!

Zawsze możecie mnie odwiedzać na moich blogach które prowadzę z Kingą:
i Pimeys:
Oraz moich wypocinach, które wg mi nie wyszły: 

Tak więc żegnam was i do zobaczenia w ŚWIĘTA!! xD 

Kocham Was <3
Bujka:***


piątek, 2 listopada 2012

Rozdział 43

 - Jak wy mogłyście dostać z tego pięć?! - wydarł się Styles.
Spojrzałam na niego jakby był obłąkany.
 - Normalnie. To było banalnie proste. - powiedziała spokojnie Livia.
Spojrzał na nas z przerażaniem.
 - Ja was nie znam. Jesteście podejrzane... A szczególnie ty Alex! Już więcej sę nie zbliżaj do mojego pokoju! - wydarł sie.
Nauczycielka skarciła nas i wróciła do omawiania lekcji.
Prychnęła.
Po tym jak upozorowali mi i Zaynowi upojną noc w lesie, postanowiłam dość ostro sie zemścić na spiskowcach.
 - Ja przynajmniej nie doprowadzam ludzi do stanu krytycznego!
Harry cały się gotował.
 - Chyba se kpisz! - wydarł sie - kto normalny smaruje drugiej osobie ręcznik klejem? Ciesz sie, że nie zacząłem się wycierać od krocza!
Wyszczerzyłam się.
Byłam dość zadowolona z tego numeru ale myślałam, że zacznie od głowy. Liam teraz komicznie wygląda ścięty na jeżyka... A Styles zafundował sobie depilacje nóg. Gamoń.
 - Panie Styles... naprawdę nie obchodzi nas co pan wyprawia z panną Wasley... więc uspokój się. - upomniała go nauczycielka z matematyki.
Zrobił sie czerwony jak burak.
 - Zapewniam panią że nic się nie dziej. Ja już jestem - zawahałam sie. Nie chciałam żygnąć tym słowem - zajęta. Wiec ma się kto mną zająć.
Kobieta obróciła się na pięcie. Zapewne chiała skryć zażenowanie.
 - Panno Wasley zapewniam cię, że nie chcemy poznać szczegółów z twojego życia erotycznego więc z łaski swojej oszczędź je nam.
Posłałam jej kwaśny uśmiech.
 - Do niektórych to będzie bardzo interesujące - zamruczałam pod nosem.
Mam nadzieje, że nie wychwyciła tej nuty kierowanej do niej.
Nauczycielka zaczerwieniła się jak burak.   
 - Chciałabym przypomnieć panie Styles, że jak pan nie zda kolejnego testu to może być pan zagrożony. - powiedziała niby to niewinnie.
Harry aż sie poderwał.
 - Ale ja nie moge być zagrożony! - wy piszczał.      
Nauczycielka tryumfalnie wzruszyła ramionami.
 - Takie życie.
Chłopak opadł z zrezygnacją na krzesło.
Poklepałam go po plecach, a on z trzepnął moją rękę.
 - Zawsze możesz zwrócić sie o pomoc do przyjaciół.
Popatrzył na mnie gniewnie, ale w jego oczach zobaczyłam iskierkę przebłysku inteligencji... rzadko mu sie to zdarzało.
 - No właśnie... - obrócił sie do mnie plecami - Livia! Pouczysz mnie matmy? - daje głowe, że zrobił maślane oczka.
Ta była nie w temacie bo intereowała się książką od Cook'a, którą miała w torebce.
 - Co? Aaaa? Jasne? - po chili o przytomniała - ale na co ja się tak właściwie zgodziłam?
Wyszczerzyłam sie do niej.
 - Będziesz uczyła Harolda matmy.
Dziewczyna jęknęła i zwrócila sie szybko w stronę chłopaka:
 - Wybacz Harry dostałam dużą działkę od Alex i pewnie była jakaś felerna bo nie ogarniam. Więc jak co to ostatniej mojej wypowiedzi nie było. Koniec kropka. - powiedziała bezbarwnie.
Do końca lekcji matematyki Harry próbował przekonywać Livię do korków, ale ta była nie ugięta. Wiedziała na co się pisze i na jej miejscu zarzekałabym się tego jak ognia. Błaganie Harrego doprowadziło do szału nauczycielkę i w rezultacie pisaliśmy karną kartkówkę.
 - Ale proszę pani! - jęknął wstając z krzesła - Ja już grzeczny będę i nawet będę cicho tylko proszę niech pani tej kartkówki nie robi! - podszedł do niej i zaczął robić Allahy.
Styles ma w sobie siłę przekonywania bo udobruchał nauczycielkę, która całą tą sprawą była zażenowana. Całą lekcja minęła nudnie!!!!
Akurat rzeczy, które robiliśmy na tej lekcji czyli wzory skróconego mnożenia, przerabiałam w Polsce i było to wielką NUDĄ! Jedyną rozrywką było znęcanie sie nad Harrym przez całą lekcję.
Rozległ się kochany dzwonek!
Jako pierwsza dopadłam drzwi i wyszłam na korytarz gdzie słyszałam gwar rozmów, wygłaszanych przez nierozgarniętych uczniów.
W szkole aż dudniło o imprezie Kings i Horana. W sumie nie dziwiłam się. Zapowiadał się ostry melanż na który byłam VIPEM! To już o czymś świadczyło.  Niall chciał za wszelką cenę zrobić imprezę w clubie. W sumie nie dziwie mu się. Przy tej bandzie skretyniałych dzieci mogliby wybuchnąć się razem z domem.     
Zauważyłam jasną czuprynkę przechodzącą nieopodal mnie.
 - Cześć Niall! - wydarłam się. Chłopak przez cały dzień próbował mnie unikać. Jeszcze tylko dla niego nie miała zemsty. Louisowi pospałam ubrania proszkiem na swędzenie i... no... jego super zajebisty bieg na golasa do basenu był... bardzo interesujący. Nie wiedziałam, że można tak szybko zedrzeć z siebie ciuchy. Danielle panicznie boi się żab i właśnie to wykorzystałam przeciw niej. Wybrałam się z Młodą nad staw i nazbierałam żab. Wrzuciłam jej do torebki i do samochodu... teraz się do mnie nie odzywa ale ma za swoje. Livi nagle wszystkie ciuch zmieniły kolor na wściekły róż... w czym myślałam, że mnie udusi, a Eleanor miała dość ekscytującą sesje zdjęciową. W roli głównej: woda, osy, węże, duże pająki itp. A Mike? Cóż... miała bliskie spotkanie z biała farbą do włosów w szamponie. Do teraz nie umi uzyskać naturalnego odcieni włosów, a i jeszcze dziwnym trafem rozleciał się jej motor. Ciekawe dlaczego?!  A teraz biedny Niall czeka na swoją kolej.
Chłopak zatrzymał sie w połowie roku i odwrócił sie niechętnie.
 - Cześć...
Miałam wrażenie, że chciał uciec.
 - Wiesz bd dziś u was na chacie.
Przeczesał niespokojnie swoją czuprynę.
 - To super...
Spojrzałam na niego przebiegle:
 - Wiesz Harry potrzebuje korków z maty i będe u was bywała częściej. Podobno Paul mu zagroził, że jak bd zagrożony to koniec z zespołem? A to ci niefart...
Miałam wrażenie, że zaraz z emocji wybuchnie. I miałam racje. Kurde! Mogę iść na wróżkę!
 - Dobra Alex wygrałaś! - krzyknął. Kilkoro przechodniów się odwróciło w naszą strone - Trzymasz mnie trzeci dzień w niepewności! Mam tego dość! Weź zrób mi to co masz zrobić! Proszeeeeee! - zaczał błagać.
Nie miałam zamiaru mu iść na rękę.
Zatrzepotałam przebiegle rzęsami:
 - Przyjdzie czas, przyjdzie miejsce... albo na odwrót.
Posłałam mu buziaczka.
Szczerze podziwiałam go za to, że nie wybiegł z płaczem, ale szybkie ewakuowanie też mi wystarczyło.
 - Bawi cie takie znęcanie się nad ludźmi? - usłyszałam sarkastyczny głos Malika.
Skrzyżowałam ręce na piersiach i skierowałam się ku niemu.
 - A ty im nie chcesz dać nauczki? Przeszło ci już? - zapytałam z równym sarkazmem.
Ten uśmiechnął się szarmancko.
 - Bez przesady. Jeszcze pocierpią swoje. - uśmiechnął się tajemniczo.
Miałam ochotę własnymi rękami wycisnąć z niego wszystko to co chce zrobić bo szczerze mnie zaciekawił.
 - Działasz na własną rękę? - dopytałam się.
Zaśmiał się rozbawiony.
 - Już wiem czemu to tak lubisz. - powiedział odwracając sie na pięcie.
Czy ja jestem tępa czy on właśnie mi coś sugerował?
 - Ale co? - spytałam głupkowato.
Odsalutował i zniknął w tłumie.
Chciałam go dogonić ale jakoś mi zniknął. Pierdzielony czarodziej. Hudini się znalazł.
Zostało mi tylko rozmyślanie, co miał na myśli.

 - Długo mam na ciebie czekać? - warknęła Livia do słuchawki.
Zapięłam spodnie i wciągnęłam na siebie białą bokserkę.
 - Już jadę... - mruknęłam.
Byłam spóźniona już 20 minut.
W warsztacie zgubiłam rachubę czasu... Amerykański Harley z 95 bardziej mnie interesował niż piepszony czas, którego zawsze miałam za mało. W rezultacie spóźnie się do Miki... a wraz ze mną Livia, po którą miałam być 40 min temu. Pięknie.
        Zabrałam kluczyki i dopięłam skórzaną, kurtkę. Dopakowałam parę rzeczy. Porwałam z ziemi kask i dryblując między zabawami Emily, nią samą i zwierzakami dotarłam w końcu do mojego kochanego motoru. Dosłownie wskoczyłam na niego w powietrzu dopinając kask.... w czym jakby nie ściana no by się Hayabusa przewrócił. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i d moich uszu dobiegł piękny odgłos pracujących koni mechanicznych... istna magia.
Prułam po sosie z przyzwoitą prędkością 110 km/h. Modliłam się tylko aby mnie smerf nie goniły bo by było kiepsko. Ale kij z tym.
Gdy zauważyłam wkurzoną osóbkę nazywającą się Livią, to cała magia jazdy się ulotniła, a ogarnęło mną przerażenie. To się doigrałam.
 - Hej. - wymamrotałam.
 - Coś ty zmarłych grzebała? Albo zarzynała małe bezbronne dzieci? - wydarła się - dłużej nie szło?
Widać było, że jest na mnie zła. No ale cóż... raz sie żyje.
 - Żadnego "hej kochanie"? Ani " Miło cie widzieć " ? "Ciesze się, że gdy jechałaś na złamanie karku nic się nie stało i nadal chodzić z żywymi"? Nic cię nie rusza?
Powiedziałam z rozpaczą.
Przewróciła oczami.
 - Ruszyło mną gdy zobaczyłam "moje"  różowe rzeczy. - ledwie słyszałam ją przez kask.
Czyli jeszcze jest na mnie zła.
Ruszyłam z kopyta na spotkanie z Mike.

 - Kazałam ci skręcić w lewo za żywopłotem! - Liv próbowała przekrzyczeć wiatr.
 - No i tak zrobiłam! - wydarłam się.
Parsknęła
 - Skręciłaś  w te drugie lewo idiotko!
Uuuu... Oaza spokoju troszkę się poirytowała. To nie wróży nic dobrego... 
Byłam już wkurzona i nie chciało mi się nawracać normalnie. Po prosu przyhamowałam i zrobiłam zwrot prawie doprowadzając Livie do zawału. Nie lubiła gdy tak robię. A teraz miałam to w dupie.
Przy tym cholernym żywopłocie skręciłam w dobrym kierunku.
 - Zadowolona? - warknęłam.
 - Bardzo.
Obie grałyśmy dobie na nerwach. W sumie. Każda była tak samo uparta i nie chciała dać za wygraną. No ale cóż..
       Po piątym kółku w końcu ukazała nam sie postać Mike stojąca na chodniku. Była wkurzona.
Zaszarżowałam w jej stronę. Poczułam jak Livia przerażoną moim zamiarem chwyta mnie mocniej w pacie, a ja powoli zaczynam tracić dech. Zatrzymałam się gwałtownie pół metra d dziewczyny, kóra stała nie wzruszona.
 - Umowną godziną była 15.00 - warknęła.
Była ubrana w luźne spodnie dresowe i czarną koszulkę. Włosy miała spięte wysoko, a kilka niegrzecznych kolczyków opadało jej na spocone czoło.
 - No wiesz! To nie ja dałam ci mapę ze słowami klucz takimi jak. " Zielony żywopłot " Zobaczysz dom z kominem" " Słup z Maryją". Przecież to absurdalne! - wydarłam sie.
Spojrzała na mnei gniewnie.
 - Absurdalnie to było wlanie mi farby do włosów do szamponu. Wredna jędza!
Mówiła  to bardzo spokojnie jak na siebie. Aż sę zdziwiłam, że coś knuję.
 - Niewinna sie odezwała - prychnęłam - ciesz się, że to była tylko farba! Byłam do ciebie miła! Mogłas skończyć tak jak biedy Peyne. - powiedziałam z zawadiackim uśmieszkiem.
Spiorunowała mnie spojrzeniem:
 - A idź ty się schowaj. - warknęła - wogule nie wiem poco Cię tu zaprosiłam! - odwróciła się do mnie dupą i zaczęła iść w kierunku boiska do kosza gdzie grało już parę osób.
      Ja uznałam że bezpieczne miejsce mojego motoru będzie gdzieś gdzie bd miała go na oku. Więc podjechałam bliżej. Dziewczyny dopiero dochodziły, a ja te chwile przeznaczyłam na obczajanie klat grających w kosza. Kilka samców było dość niezłych. Zdjęłam kask i poczułam w powietrzu testosteron!
 - Wasley pakuj swoje dupsko na boisko i gramy! - krzyknęła w moją stronę Mike.
Spojrzałam na swój tyłek:
 - Co ty masz do niego? Nie jest aż tak wielki... no dobra jest.. w sumie musiałabym iść pobiegać bo już mi boczki odstają, a zamiast w cycki to idzie mi w dupsko... trzeba sie wziąć za siebie. - Mówiłam to do dziewczyn, ale równie dobrze mogłam to mówić do słupa, bo te inteligente osoby mnie nie słuchały. 
Westchnęłam i wzniosłam ręce do nieba.
Weszłam na boisko i skierowałam się na ławki gdzie Livia zdejmowała spodnie i zakładała nowe.
 - STRIPTIZ!! - zaczął sie wydzierać jakiś chłopak.
Grający faceci przerwali grę i jak sępy gapili się na Livię, która wciągnęła na siebie spodnie.
 - Nie imbecylu to nie striptiz - powiedziała rozbawiona Livia.
Mike posłała mi niebepieczne spojrzenie:
 - Jak chcesz striptiz to zgłoś sie do niej - wskazała kciukiem na mnie.
Rzuciłam w nią torebką ale gnój miał refleks i uskoczył przed nią.
Zrobiłam się czerwona jak burak i czułam jak tętnica na czole pulsuje mi.
Miałam ochotę ją rozszarpać, ale zamiast tego zciągnęłam z siebie skórzane spodnie i kurtkę.
Stałam ubrana w szary szeroki dres i biała bokserkę. Włosy spięłam w wysoki kok i byłam gotowa do gry.
 - Dobra! - uciszyła nas Mike - Te spóźnialskie to moje przyjaciółki. - rzuciła mi spojrzenie spode łba, a ja pokazałam jej język - ta wiedźma to Alex - puściłam jej sójkę w bok za te stwierdzenie  - a ten rudy to Livia.
Przez chwilę paplała bezsensu i przedstawiała nam chłopaków i dziewczyny, kóre miały z nami grać. Czy ona myśli, że ja ich imiona zapamiętam?? Ja ledwie pamiętam imiona osób w warsztacie, a co dopiero nowe twarze.
 - Od razu mówię, że mam słabą pamięć co do imion więc nie miejcie mi tego za złe.  
Mike zignorowała mnie.
 - Dobra dzielimy się!
Wyszło na to, że byłam z Mike, 2 bliźniakami ... imion nie zapamiętałam.. i dwoma blondynkami, które były piekielnie dobre.
Zaczęliśmy grać.
            Piłka śmigała w każda stronę. Mike ignorowała mnie ale jak udało mi sie rzucić kosza to ogarnęła sę i zaczęłyśmy współpracować. Osobiście nie wiem jakim cudem ta piłka wpadła do kosza... nie grałam az tak dobrze w kosza osobiście wolałam ręczną. Jakiś blondyn się na mnie uwziął i ciągle mnie krył... co z tego że ta gra na tym polegała?! W porównaniu z nim byłam drobniutka i krucha.
W końcu udało mis ie podać piłkę jednej z dziewczyn. Po kilku akcjach przegrywaliśmy tylko jednym punktem.
 - OSTATNI RZUT! - zakomunikowała Mike
Dostałam piłkę i pan Andrzej ( tak nazywałam wszystkich chłopaków, których imion zapomniałam ) znów zaczął mnie kryć.
 - Z łaski swojej weź się odsuń bo naruszasz moją przestrzeń. - kozłowałam piłkę, a jednocześnie szukałam podania u kolegów z drużyny, ale niestety wszyscy byli kryci.
 - Na tym polega ta gra. - usłyszałam jego głęboki głos.
 - No spoko ale za chwile bd tak stać do rana, bo ty mi nie odbierzesz piłki. - próbowałam go sprowokować. 
Zaśmiał się.
 - Czy czasem w te grze o to nie chodzi? - spojrzał na mnie lazurowymi oczami.
 - Ta... - wykorzystałam chwilę nieuwagi i próbowałam się wydostać.
Rezultat?
Wpadłam na niego i przeturlaliśmy się  po ziemi. Piłkę przejęła Livia i tym samym jej drużuna wygrała.
 - Baran! - fuknęłam śmiejąc się - Przez ciebie przegrałam!
Zaśmiał sie.
 - Ta zwal wszystko na biednego kalekę. To ty się na mnie rzuciłaś jak rozwścieczona osa.
Dźgnęłam go w pierś.
 - Taa... raczej gracja hipopotama.
Uniósł brew, a w jego oczach widziałam rozbawienie.
 - Raczej stada rozwścieczonych waleni.
Oberwał za to stwierdzenie w ramie.
  - Baran.
 - Powtarzasz się. - zaśmiał się.
Wywróciłam teatralnie oczami.
 - Jasper ! Nie podrywaj mi koleżanki! Jest już zajęta! - usłyszeliśmy krzyk Mike.
Jasper trza zapamiętać... może się przydać.
Spojrzał na mnie badawczo:
 - Spoko kuzynka my tylko gadamy.
Zrobiłam wielkie oczy jak spodki.
 - Jesteście kuzynostwem?! - pokiwali głowami - Bez obrazy Jasper ale wiesz w jakie gówno się wpakowałeś?!
Nie czekałam na odpowiedź gdyż rozwścieczona Mike zaczęła mnie gonić.  Zasłoniłam się chłopakiem i to on przyjął na sebie cios w brzuch Mike. Chwilę mu zajęło przywrócenie prawidłowego oddechu.
   - Wybacz Jas... To nie było przeznaczone do ciebie. - zaczeła go przepraszać.
Wyszczerzyłam się.
 - Obrońco mój! - cmoknęłam go w policzek.
Mike odchrząknęła.
 - Malik będzie zazdrosny... - zaświergotała.
Miałam ochote wymierzyć jej policzek.
Jasper zrobił wielkie oczy:
 - Chodził z Tym Malikiem?
Zrobiłam kwaśną minę.
 - Taaaaa...
 - Są razem juz od roku i bardzo się kochają. Nie słyszałeś ploty o ich zaręczynach? - miałam ochote przywalić Mike.
Odchrząknęłam.
 - Dasz mi mówić za siebie? - warknęłam.
Ta wyszczerzyła się.
 - To ja was zostawię...
Odwróciła się na pięcie i poszła w stronę ławeczki gdzie siedziała Livia.
 - Wredna Małpa! - zawołałam za nią.
Ta tylko uniosła rękę w geście rogów szatana.
Gadaliśmy jeszcze  jakiś czas, gdy Liva przeyszła i świadczyła, że Harry wzywa nas na chatę aby się pouczyć matematyki.
Czy ten dzień może być jeszcze piękniejszy?? Przez dobre trzy godziny będę znęcała się nad loczkiem. Moje modły zostały wysłuchane!  


No i wróciła po dwóch tygodniach:P
Dopiero teraz miałam czas na napisanie notki... znaczy większość już miałam wcześniej ale teraz to dokończyłam. Nie jestem z niej za bardzo zadowolona bo się nie klei...
Przestaje mędzić i wracam do zeszytów.
Bujka :**