piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 29

             Co prawda nie miałam pojęcia gdzie mnie Malik ciągnie. Chodź bym się nie zdziwiła, jakby wywiózł mnie gdzieś w las gdzie by mnie zgwałcił i pozbawiła życia, a moje zwłoki pozostawił w krzakach.
Tak wiem... za dużo cukru, horrorów i King'a.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Ja słuchałam LP , a Malik zajmował się sobą. Było trochę niezręcznie ale w końcu przywykłam.
 - To gdzie ty mnie właściwie ciągniesz? - powiedziałam siadając wyprostowana na fotelu.
Spojrzał na mnie za ciemnych okularów przeciwsłonecznych.
 - Zobaczysz.
Kurwicy można dostać!
Zaczęłam stukać palcami po desce rozdzielczej. Zayn wytrzymał przez niecałą minutę.
 - Mogłabyś skończyć? - chwycił moją rękę.
Wyrwałam mu się.
 - Ty lepiej patrz na drogę! Nie che abyś mnie zabił!
Na każdym kroku wypominałam mu to, że ie potrafi porządnie jeździć.
 - Zejdziesz ze mnie? - zapytał błagalnie.
 - Nie.
 - Jak ja z tobą wytrzymam?! - wzniósł ręce ku niebu, puszczając tym kierownice.
JA natomiast chwyciłam się kurczowo siedzenie.
 - Zwariowałeś? ty naprawdę chcesz sie zabić!
Spojrzał na mnie smutno.
 - Liczyłem, że znów rzucisz sie na kierownice. - spiorunowałam go spojrzeniem.
Dobrze wiem, że użył tej sztuczki aby mnie pocałować.
 - Człowiek na błędach sie uczy. - westchnęłam pogardliwie.
        W samochodzie zapanowała niezręczna atmosfera. Teraz bawiłam sie szybom. Raz jechała w dół, a raz w górę. Ale i to mnie znudziło. Zaczełam przeglądać płyty Malika. Nic ciekawego... Później sprawdziłam schowek. Okulary przeciwsłoneczne, jakaś mapa, tabletki... ciekawe na co, założę się, że jest jakimś arabskim szmuglerem narkotyków pod przykrywką gwiazdki. Grzebałam dalej. Jakieś czasopismo, paczka papierosów, które od razu wylądowały za oknem.   
 - Co ty robisz?! - krzyknął na mnie Zayn - Jeszcze nie była otwarta! Dopiero co ją kupiłem!
Spojrzałam na niego... mało mnie to interesowało ale dobra. 
 - Tego świństwa powinno się nie produkować! - warknęłam i sprawa była zakończona.
I wróciłam do przeszukiwania jego schowka. Na samiutkim końcu zauważyłam dwie prezerwatywy.
 - Uuuu szykuje się niezła impreza... - pomachałam mu kondonami przed nosem - czy tak na wszelki wypadek? - zaczełam się z nim drażni
Spojrzał na mnie cwaniacko.
 - A coś proponujesz? - poruszał śmiesznie brwiami.
 - Oczywiście. - odparłam sarkastycznie - o każdej porze dnia i nocy. - wyszczerzyłam się do niego.
 - Trzeba było szybciej mówić - pokazał mi język i skręcił na pobocze.
Jebłam śmiechem jak się zatrzymał. Spojrzałam na niego przez łzy, a on też rozbawiony na mnie patrzył.
Nagle spoważniałam.    
 - Ale wyczułeś moją ironię? - spytałam.
 - Nie, jestem idiotom i tego nie zauważyłem. - zarzucił mi.
Uśmiechnęłam się do niego cwaniacko.
       Otworzyłam usta aby mu się odgryźć ale on skutecznie mi przeszkodził zasłaniając wargi ręką. Spojrzałam na niego gniewnie. Zrobiłam minę obrażonego dziecka, założyłam ręce na piersi i fochłam się.
Miałam ochotę go ugryźć ale i tak za dużo razy miałam z nim styczność wczoraj i nie chciałam ryzykować.
Nagle oderwał dłoń od moich warg i trzasnął drzwiami.
Rozejrzałam się po okolicy totalnie zbita z pantałyku.
Otworzył mi drzwi:
 - Wysiadaj, jesteśmy na miejscu.
Rozejrzałam sie po okolicy. Oprócz drogi był tylko las. Czyli jednak chce mnie zgwałcić i zabić, a moje ciało pozostawić za krzakami.
Unisłam pytająco brew gdy stałam na przeciwko niego.
 - Paul chce sie z nami spodkać w tamtym domku.- wskazał palcem na las.
Teraz dopiero dostrzegłam dym wylatujący z kominka jakiegoś domku.
 - A poco che sie ze mną spotkać?
Wywrócił oczami.
 - Potrzebujemy agenta i okazało się, że Paul chętnie cie przyjmie. - aż za bardzo było wyczuć jego sarkazm w głosie.
Wpadłam na pomysł aby zrobic z siebie totalną idiotkę i dać pozory Malikowi, że nie zczaiłam jake.    - Naprawdę?! Moje marzenie w końcu się spełni!
Wyciągnęłam z torebki okulary lustrzanki, nasadziłam je na nos, złączyłam palce w "pistolet" i zaczełam zgrywac pajaca, że sprawdzam teren.
Skryłam się za jednym drzewem i strzelałam z mojej niewidzialnej broni do Malika, który patrzył na mnie jak na kretynkę. No ale cóż... on ciągle zgrywa z siebie debila to ja tez moge ;P
 - Najadłaś się cukru?
Przetażałam się po ziemi.    
 - Wczuwam się w role.
Pozłałam mu znaczace spojrzenie.
        Gdy w końcu zczaił, że żartuje  Zrobił się czerwony jak burak i sie do mnei nie odezwał.
Ja natomiast ogarnęłam sie i weszłam do drewnianej chatki.
Od razu przywitał nas Paul.
Był ubrany całkiem na czarno i uśmiechał się przyjacielsko, ale na moja intuicję agenta coś tu śmierdziało.
Kazał nam spocząć na sofie, on natomiast przysunął sobie krzesło i usiadł okrakiem opierając brodę na ręce.
 - Wtajemniczyłeś ją? - pokazał głową na mnie.
 - Nie - odparł Zayn.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc palnęłam co mi ślina na język przyniosła.
 - Nie pisze się na żadne zadanie dziwki i tym podobne.
Spojrzeli na mnie z minami " Boże! Co to za wariatka ", znaczy tak przynajmniej odczytałam ze spojrzenia Zayn'a.
 - Nie- odparł spokojnie Paul - nic takiego nie bd robić...
Wstanęłam.
 - Dobra. Po co mnie tu ściągnęliście? - zmierzyłam ich groźnym spojrzeniem.
 - Zanim jej to powiesz do chodź ją zakujmy! - powiedział Zayn.
Zasłoniłam się rękami.
 - Spierdalaj ode mnie! Ja w takie zabawy sie nie bawię. Zaraz zadzwonie po taksówkę...
Zaczęłam grzebac w torebce, ale została mi skutecznie odebrana przez Paula.
 - Jak dojdziemy do porozumienia to odwieziemy cie do domu. 
Spojrzałam z niedowierzaniem na niego.
 - Dobra to ja pójde na piechotę.
 - ZAMKNIJ MORDĘ I POSŁUCHAJ! - wydarł się Zayn.
Autamatycznie usiadałm jak grzeczna dziewczynka i zrobiłam maślane oczka.
 - Dobra słuchaj. - zwrócił się do mnie Paul - Wasze fotki. - pokazał mi zdjęcia jak się lizaliśmy z Malikiem - obiegły już cały świat. I trzeba coś zrobić abyś ty - wskazał na mnie - nie wyszła na dziwkę, a on - wskazał na Zayn'a - na skończonego dupka.
 - Dzięki - warknął.
 - Co za debil... -wzniosłam oczy ku niebu. - ale to razej logiczne, że po pijaku robi się dziwne rzeczy, wiec nie am w tym nic dziwnego.
Paul pokiwał z uznaniem głową.
 - No tak. Ale jeszcze są te fotki. - wyłożył na stół zdjęcia gdy jechałam Zayn'owi na kolanach o to wyglądało jakbyśmy się ukradkiem całowali... - i te fotki - ze szpitala i podpis że złapałam Malika na dziecko, przy czym jebłam głośnym śmiechem.
 - Ej ale powoli! JA nie chce mieć pokrzywionych dzieci! - roześmiałam się. Chłopaki się nie śmiali więc szybko ucichłam.
Paul coś mruknął czego nie zrozumiałam a Zayn się zaśmiał. 
 - i jeszcze te zdjęcie - Byłam na nim ja i Zayn, namiętnie całujących się. Poznałam wystrój pomieszczenia... o kurwa! Przecież to był mój dom! Zrobili te zdjęcie gdy Malik opiekował się Emily... Zajebie wszystkie hieny. - Oboje wyszliście napaleni i wam się to podobało...
 - To było dawno i nieprawa! - powiedziałam na swoja obrone.
 - Mam tu dowody rzeczowe i twój wniosek został oddalony. - powiedział spokojnie Paul.
Warknęłam w odpowiedzi.
Wiedziałam co teraz Menager  powie i już się bałam.
 - Do was najlepszym wyjściem byłoby jakbyście zaczęli ze sobą chodzić.
Musialam puścić face plama, b oboje się roześmiali.
 - Nie ma mowy.




Ta dam!
Tak wiem zmaściłam...
Nie mam już o czym pisać... wszystkiego czego się chwytam to psuję ;(
Jak komuś sie nudzi może wpaść na inne moje blogi :   
/http://n-o-w-e-z-y-c-i-e.blogspot.com/ na Bloga, którego piszę wraz z Kingą : http://dzieje-olimpu.blogspot.com/   i który pisze  z Pimeys : http://czytasz-to-na-swoja-odpowiedzialnosc.blogspot.com/

Przez Kolorową biorę także udział w konkursie na : " BLOG MIESIĄCA; LIPIEC 2012 " Na Wymarzony Świat z 1D
Ostatni raz biore w tym udział więc chciałam bym sprawdzić ile mój blog jest dla was wart!

Z góry dzięki za wszystkie głosy^^

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 28 - pisany przez Pimeys

 PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!


Szłam na parking i ten dziwny typek z tego całego zespołu uparł się na to by mnie odprowadzić.
-Po co za mną leziesz?
-Przyciąga mnie do ciebie jakaś niesamowita siła.
Zbliżył się do mnie, a ja wyciągnęłam rękę by go powstrzymać.
-Idź z tą swoją siłą na pole, przyczep się do jakiegoś ciągnika i raz w życiu zrób coś pożytecznego.
Facet pokiwał głową.
-Lubie jak dziewczyna udaję niedostępną.
No teraz to już przegiął.
-Słuchaj ty nie jesteś za stary na takie numery?
            Facet pokręcił głową. Niemal się posikałam ze szczęścia na widok mojego srebrnego autka. Chłopak zdziwił się, kiedy zobaczył do którego auta wsiadam. Zamknęłam drzwi i przez nieuwagę prawie go przejechałam. Ale kto to widział stawać zaraz za autem. Pokiwał mi i coś jeszcze powiedział, ale skutecznie zagłuszyłam go głosem Coreya. Boże kto był na tyle psychiczny i kazał mi tańczyć? Jechałam zadowolona do domu, mając nadzieje, że to już koniec nieszczęść na dziś. Cóż trochę za bardzo się przeliczyłam i soczyście poklnęłam sobie po rosyjsku, kiedy zobaczyłam zaparkowane auto mamy. Czyli to był dopiero początek.     Czy ktoś mi kurwa wytłumaczy, co ona tutaj robi? Powinna jeszcze siedzieć w pracy albo na solarium, albo u kosmetyczki. Gdziekolwiek tylko nie tutaj. Wyszłam z auta z zadowoleniem takim jak przypalony kotlet. Weszłam do domu przeciągając tę chwilę jak najbardziej. Dom był duży i śmiało szło go nazwać mini willą. Musiałam przejść przed drzwiami kuchni, i salonu by dostać się na schody. Moja matka siedziała w kuchni i zadowoleniem połą kawę.
-Lili czekałam na ciebie.
Ludzie szykujcie kalendarze. O to dzień, w którym matka zdrobniła moje imię i jeszcze do tego cieszyła się, że wróciłam. Weszłam do ogromnej kuchni i pierwsze co zrobiłam to przeszukałam garnki z nadzieją, że jest coś jadalnego.
-Kochanie na patelni jest spaghetti. 
Nie wiem czego obawiałam się bardziej. Tego jak zachowywała się matka czy tego co jest na patelni. Podniosłam pokrywę i doszłam do wniosku, ze chyba sobie nie pojem.
-Wiem jak bardzo lubisz spaghetti więc zrobiłam je specjalnie dla ciebie.
Stałam szczerze zdezorientowana.
-Mamo... Czy ty sobie ze mnie kpisz?
Matka spojrzała na mnie zdziwiona i lekko zdenerwowana. Czyli jednak w tym domu nigdy nie będzie spokoju.
-Nie. Czemu pytasz?
Przewróciłam oczami. Matka znowu udowodniła, że nic o mnie nie wie.
-Mamo. Po pierwsze. Nie lubię spaghetti. Po drugie- nawet gdybym lubiła to go nie zjem, bo nie przepadam z mięsem, a tu jest go więcej niż samego makaronu.
Matka była szczerze zdumiona.
-Jak to nie jesz? Jak mieszkaliśmy w USA to jadłaś je niemal codziennie.
Miałam ochotę przywalić sobie patelnią w łeb.
-Mamo. Wujek Eric uwielbia spaghetti nie ja.
Zastanawiałam się co mogę spokojnie zjeść pod czujnym okiem szanownej pani doktor, by nie dostać opierdziel. A to byłą trudna decyzja bo zakupy robił ojciec i większość produktów w niej to byłą fast foody albo mrożonki, którymi matka gardziła.
-Byłabyś choć raz wdzięczna i nie wybrzydzała.
Z westchnieniem wyciągnęłam maślankę, jagody, truskawki, maliny i śmietanę wysokoprocentową. Matka przyglądała mi się uważnie i tylko czekałam aż skomentuje moje poczynania. Siedziała cicho kiedy wsypywałam do robota kuchennego cukier, owoce i zalewałam kefirem. Zamknęłam pokrywkę i spokojnie nastawiłam to dziadostwo.
-A po co ci ta śmietana?
Uśmiechnęłam się i wznosząc toast w stronę matki, przyssałam się do słodkiego, kremowego mleka. Matka wydawała się tym oburzona. Zabrałam gotowy koktajl i szklankę i miałam zamiar opuścić to pomieszczenie, kiedy zatrzymał mnie głos matki.
-Lilith chciałam z tobą porozmawiać.
Yhm zaczyna się. Połowa kłótni zaczyna się tymi słowami. Usiadłam na krześle na przeciwko matki i nie przejmując się nią powoli nalewałam koktajl do szklanki. Błogosławieni ci, którzy to wymyślili.
-Lili bo widzisz- mama przybrała delikatny ton- mamy bardzo ważną operację w Japonii- oczy otworzyły mi się szerzej na tą cudowną nazwę- i będziesz musiała zamieszkać sama z ojcem.
Ojej ale się przejmuję. Popijałam koktajl zastanawiając się czego ona ode mnie chciała.
- Nie będzie mnie prawie miesiąc- w moim mózgu rozległy się anielskie śpiewy- i chciałam z tobą porozmawiać.
Przewróciłam oczami.
-Robisz to od dziesięciu minut.
Matka musiała przerwać by przypadkiem mnie nie udusić. Nie wiem jak ona mogła być chirurgiem skoro nie umiała przy mnie wytrzymać więcej niż piętnaście minut.
- Nie będzie mnie jakiś czas i chciałam ci przypomnieć, że jesteś jeszcze dzieckiem i całe życie przed tobą.
Roześmiałam się, kiedy doszło do mnie znaczenie jej słów.
-Mamo. Masz 36 lat i chcesz przekazać swojej osiemnastoletniej córce, że ma się zabezpieczać podczas seksu? Czy ty sobie ze mnie żartujesz?- matka chciała mi odpowiedzieć, ale szybko jej przerwałam- wiem jak się czuje niechciane przez matkę dziecko i nawet jeśli zrobię sobie dzieciaka, w co wątpię, to się nim zajmę sama.
Matka się zbulwersowała.
-Wcale nie jesteś niechciana.
Pokręciłam głową z miną "kogo ty chcesz oszukać?".
-Chciałaś rozmawiać na poważnie więc teraz nie okłamuj samej siebie. Wychowywało mnie dwóch mężczyzn, bo dla ciebie kariera jest ważniejsza niż dziecko. I nawet nie próbuj zaprzeczać bo ja mam dobrą pamięć. Zresztą po moim zachowaniu widać, kto mnie wychowywał, a kto nie.
-Lilith Karen Smith- powiedziała wściekła- nie życzę sobie, żebyś odnosiła się do mnie w taki sposób i to jeszcze w moim domu.
Prychnęłam wyprowadzona z równowagi.
-Co już nawet prawdy nie umiesz przyjąć prosto w twarz? Lepiej jedź do swojego kochanego szpitala, bo uśpiona osoba nie powie ci, że coś zrobiłaś źle. A skoro już tak ładnie prosisz to wyprowadzę się szybciej niż ty wyjedziesz do tej swojej durnej Japonii- krzyknęłam, wzięłam koktajl i ruszyłam do swojego pokoju.              Przeszłam przez ogromny hall i wdrapałam się po schodach na pierwsze piętro. Weszłam do pokoju i na znak dla matki, rąbnęłam drzwiami z całej siły by była pewna, że nie ma tu po co przychodzić. Miałam ochotę krzyczeć, ale zamiast tego wypiłam resztę koktajlu i usiadłam w moim kochanym bałaganie. Ściany oblepione plakatami z autami, zespołami i drużynami baseballowymi, zarzucone ubraniami łóżko i pełno śmieci na podłodze przypominało mój poprzedni pokój. Ale były tu też przedmioty wstawione przez moją matkę, które z uporem tu wracały za każdym razem gdy się ich wyzbyłam. Wielka flaga Anglii, magazyny z angielskimi gwiazdkami( kto w ogóle produkuje takie gówno?) i jakieś dziwne figurki przedstawiające atrakcje tego przeklętego kraju, prześladowały mnie swoja obecnością. Ściągnęłam z siebie ubrania i spojrzałam na siebie w lustrze. Nie wyglądałam najgorzej, ale ta zakichana Anglia mi nie służyła. Wykonałam kilka ruchów z tańca obserwując swoje ciało. Nie, tych co kazali mi tańczyć naprawdę pojebało. Przecież ja się do tego nadawałam, jak rower do wyścigów samochodowych. Ubrałam jakąś luźną koszulkę, jeansy, moją kochaną baseballówkę z nazwą drużyny, w której grałam nim mnie tu sprowadzono i dumna z siebie wyszłam z pokoju. Matka dalej siedziała w kuchni.
-A ty dokąd się wybierasz?
-Jak najdalej stąd- odpowiedziałam nawet się nie obracając. Wyszłam z domu, nie zważając na słowa matki. Jak chciała tak ma. Poszłam do garażu i wyprowadziłam z niego swoje małe srebrno- szare cudeńko.
            Zabrałam ten przeklęty kask i kurtkę, pomachałam matce, która obserwowała mnie z okna kuchni i pojechałam w świat zastanawiając się dokąd?
Pojechałam na plażę, jedynie normalne miejsce, które znałam po kilkumiesięcznej wizycie tutaj. Rozłożyłam się na piasku i opierając głowę o motor, obserwowałam wzburzone fale. Jakieś małe dzieci biegały po plaży, a ich rodzice wykorzystywali pogodny dzień spacerując. Jakiś chłopczyk zatrzymał się przy mnie i wyciągnął rękę w stronę motoru.
-Jaki fajny- powiedział. Był mały i całkiem uroczy. Miał jasne roztrzepane włoski i ciemne oczka. Nie przepadałam za blondynami, ale ten był całkiem przyjemny dla oka. Odsunęłam się trochę od motoru i zachęcając dzieciaka by podszedł bliżej.
-Musi się nim fajnie jeździć.
Pokiwałam w odpowiedzi głową.
-Jeśli twoi rodzice się zgodzą, to przewiozę cię kawałek.
Chłopak spojrzał na mnie smutno.
-Moich rodziców tu nie ma.
Chłopczyk usiadł obok mnie głaskając niebieski lakier.
-A gdzie są twoi rodzice?
Chłopaczek wzruszył ramionami i zrobiło mi się go naprawdę żal.
-Jesteś tu sam?
Chłopaczek pokiwał głową.
-A gdzie mieszkasz?
Zdałam sobie sprawę, ze zachowuję się jak jakiś pedofil, ale chłopak chyba nie miał mi za złe tego wypytywania.
-Mieszkam u babci, ale ona nie widzi i muszę bawić się blisko domu.
             Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pocieszająco do chłopaka. Wiedziałam jak to jest nie mieć matki ( moja angażowała się w moje życie, mniej niż parówki, które jadłam na śniadanie), ale nie wyobrażałam sobie życia bez ojca. Usiadłam na motor i posadziłam chłopaka przed sobą. Chłopak wydawał się szczęśliwy nawet wtedy, gdy robiliśmy kółka na ścieżce przylegającej do plaży. Cieszył się tak bardzo, że nawet mi polepszył się nastrój. Kiedy przejażdżka się skończyła, chłopak zaciągnął mnie do jakiejś kryjówki i pokazywał mi muszelki, które znalazł na plaży. Zostałam wzbogacona w kilka ślicznych okazów w podziękowaniu za przejażdżkę. Robiłam z chłopakiem zamek z piasku, bawiąc się przy tym doskonale, kiedy na plażę władował się jakiś chłopak i zaczął wołać mojego kompana. Jimmy, bo tak nazywał się mój nowy znajomy nie był chętny do odejścia więc jego opiekun przyszedł do nas.
-Bardzo dziękuje, ze..- chłopak przerwał i spojrzał na mnie uważnie- ja cię znam.
Pokiwałam głową. Ja też go znałam, ale nie umiałam powiedzieć skąd. I po chwili sobie przypomniałąm.
-Ty jesteś z bandy gejów- krzyknęłam. Tylko nie umiałam sobie przypomnieć jego imienia. Hmm...
-A ty jesteś Mike jak się nie mylę- powiedział, a ja kiwnęłam głową. Jak on się nazywał? Chłopak dosiadł się do nas i razem budowaliśmy zamek. Przyglądałam mu się czasami, próbując przypomnieć sobie jego imię. No do jasnej cholery! Znaleźliśmy sobie patyczki i udawaliśmy, że to prawdziwi ludzie podkładając im głos. Cała moja wściekłość na matkę, wypłynęła. Cudowne uczucie.


           Ta dam! Wielka władza obalona! Cha cha cha :D A więc dam wam odpowiedź na pytanie Bujki. Jest tą tancerką z kucykiem ^^ Ale się cieszę, że w tym nie tańczyłam :D Mam nadzieję, że wam się podobało, bo to chyba ostatni raz kiedy Bujka dała mi trochę władzy :D Z pozdrowieniami. P.

Znów spróbowałam sił w  Wymarzony świat z 1D  proszę o głosy :D MAm nadzieje że w tym etapie mi szczęście dopisze^^ Z góry dzięki <3 <3 <3 
Bujka i Pimeys
<3 <3 <3

czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 27

Jak to możliwe, że na tą sale taneczną weszło 7 znanych mi mord? Jeszcze polskich mord?
Łozo, Tomson, Śniady, Torresiwo, Lajan, Baron i Dziamas z zespołu Afromental?
              Wszyscy cieszyli jape jak wchodzili na parkiet. Z początku nawet nas nie zuważyli bo jeden drugiego szturchał. Nagle Łozo zerwał czapkę z głowy Tomsona, a ten zaczął go gonić.
Przebiegli obok nas śmiejąc się jak obłąkani.
Natomiast Śniady, Dziamas i  Lajan bawili się dredami Barona, który nie były tym faktem zadowolony.
A Torresiowo zajadał tortille.
Spojrzałam na Danielle jej wzrok mówił: " Ciesz się, że są spokojniejsi od naszych ".
Na to tylko przewróciłam oczami.
Gdy w końcu Tomson dorwał Wojtka i powalił go na ziemię, oboje oprzytomnieli i zdali sobie sprawę z naszej obecności.
 - Hello - przywitał się Tomson wstając z Łoza.
 - Hey - odparła Danielle - This is...
Oczywiście ja chwolno dupa musiałam im przerwać i pochwalić się, że znam polski.
 - Hej, jestem Alex, a to - przedstawiłam po kolei - Livia polka, Cara, Mike i Danielle nasza instruktorka, którą pewnie już poznaliście.
Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę.
Ja uśmiechnęłam się do wszystkich prostacko.
 - Wy dwie umiecie po polsku? - zapytał Torresiowo wypluwając kawałki przeżutej tortilli na swoją koszulkę.
 - Nie po chińsku właśnie mówiłam... - poinformowała - Polska to mój i Livi  rodowity kraj - uśmiechnęłam się i objęłam ramieniem dziewczynę.
 - Tak. - powiedziała tylko Liv.
Czułam, że jest a mnie zła, że jestem przepadzita i musiałam się pochwalić, że jestem Polką.. no ale cóż... ja to ja i tego nikt nie zmieni.
 - No to trafiliśmy na samych swoich. - Odparł Łozo podając wszystkim rękę i przedstawiając się po angielsku.
             Po chwili juz gadaliśmy ze sobą jakbyśmy się znali od kilkunastu lat ( oczywiście po angielsku ).Po jakiś 20 min Baron zaczął nas rachować.Patrzyłam na niego z rozbawieniem.
Próbował nas policzyć ,ale ciągle się ktoś ruszał i nie umiał .
Na jego warzy pojawił się grymas niezadowolenia.
 - Ale coś mi się nie zdaje, aby było was dwanaście - powiedział w końcu, zarzucając swoje dredy do tyłu.
 - Owszem - odparła spokojnie Danielle. - jeszcze siedem dziewczyn przyjdzie z mojego studia tanecznego i wtedy bd nas 12 - posłała mu słodki uśmiech.
            Pokazaliśmy chłopakom nasz taniec i byli pod wielkim wrażeniem naszych umiejętności, na co Mike odparła:
 - Człowieku ciebie pojebało? Trup w prosektorium robi bardziej taneczne ruchy ode mnie. Popraw sobię wzrok albo osobiście ci go nastawię- spojrzała na niego groźne -  CO ja tu kurwa robię?- zapytała po cichu
Wszyscy spojrzeli na tą dwójkę.
Chłopak był zaskoczony  

 - Jak chcesz możemy seksowne ruchy przećwiczyć u mnie. - poruszał śmiesznie brwiami.
 - Dobre sobie - warknęła - dostaniesz zadyszki niż urania ściągniesz. - powsłała mu kpiacy uśmiech.
 - Ostra. - powiedział Dziamas.
Dan wskoczyła pomiędzy Mike i chłopaków niż ta ich pożarła żywcem.
Łozo też zainterweniował.
 - Dobra to która wjeżdża na rowerze?
Wszystkie głowy dziewczyn zostały zwrócone w stronę Wojtka.
 - Na jakim rowerku? - zapytała Liv.
Ten spojrzał na nią.
 - Nie mówiłaś im? - zwrócił się do Dan.
 - Jakoś o tym zapomniałam... - odparła wymijająco - dziewczyny  chłopcy zażyczyli sobie aby kilka dziewczyn wjechały na różnych pojazdach. I bd nimi tylko jeździły...
 - Chce rower! - krzyknęłyśmy równocześnie z Mike.
Widze ze obie mamy taki sam entuzjazm do tego tańca.
 - Wypieprzaj ja chce rower! - powiedziała Mike.
 - Ale.... - zaczęłam ale skutecznie Dan mi przerwała.
 - Dobra Mike ma rower. - zarządziła,
 - Ale Dan... - zaczełam
 - Boże Alex nie jesteś dzieckiem! Chyba mi sie nie rozpłaczesz?! - zapytała lekceważąco.
Odwróciłam się na pięcie udając, że płacze.
 - Nikt mnie nie lubi.... - pociągnęłam nosem i skierowałam się do obrotowy drzwi z których wychodzi się z sali.
Stanęłam tam obrażona.
 - Bobra... Alex...-  powiedziała w końcu Danielle -  miałaś wjechać w samochodzie ale jak nie...
 - Dzięki, dzięki , dzięki!!
W kilka sekund znalazłam się obok niej i wyściskałam ja mocno.
             Nagle usłyszała za sobą jak ktoś próbuje kaszleć a wychodziło mu to jakby się kłaczkiem dusił. Obróciłam się chcąc znaleźć sprawcę  tego zamieszania.
Przy drziach obrotowy stał Zayn i próbował zwrócić na siebie uwagę.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na debila.
A ten dalej kaszlał jak pojebany.
 - Kuźwa psychiczny jesteś człowieku? - warknęła Mike.
Chłopak zrobił niewinną minkę.
 - Potrzebuje na chwile porwać Alex.- spojrzał na Mike i mina mu zrzedła - To znowu ty?
Lili wyszczerzyła sie do niego:
 - Znów musze oglądać twoją krzywą mordę! - wzniosła ręce ku niebu.
Po cichaczu przybiłyśmy ze soba piątki.
Coraz bardziej przekonywałam się co do tej dziewczyny... i zaczęłam naprawdę ja lubić.
 - Alex... no rusz się. - ponaglał Zayn - bo tam zajdę i już nie bd ci do śmiechu.  
Słysząc to włączyłam swój instynkt obronny.
 - Ja nigdzie z tobą nie idę
 - Ależ nalegam - powiedział przeczesując włosy.
 - Co ty kombinujesz? - zapytała Liv.
Chłopak zrobił minkę jakby nie wiedział o co chodzi.
 - Ale ja nigdzie z tym pedofilem nie ide! - poskarżyłam się.
Dan walnęła się dłonią w czoło.
 - Alex... masz 16lat... serio... możesz uprawiać juz sex od roku.
Powiedziała.
 - A co ja jakas ułomna, że tego nie wiem? - warknęłam.
 - To skończ udawać ciula i chodź! - ponaglił Malik.
 - Dzieci i ryby głosu nie mają.
 - No właśnie! To siedź cicho i rusz swoje zacne cztery litery.  
Unioslam brew.
 - A ty znów o jednym. - westchnęłam.
 - Ja? To ty mnie wczoraj wciągnęłas do łóżka.
Ze strony chłopaków z Afromental ( których najwyraźniej Malik nie zauważył ) słyszałam zgodne "uuuuu" i gwizdy.
 - Yyy, że co prosze? Ja cię ciągnęłam?
 - Alex pogrążasz się. - szepnął mi do uch mój rozsądek czyli Livia, którą i tak nie słuchałam.
 - To co słyszałaś. - wyszczeżył się do mnie.
 - Przepraszam bardzo ale ja nie ty. O ile mi wiadomo to ty chcesz mnie przelecieć za każdym razem kiedy jestem w pobliżu. A że wczoraj się lizaliśmy... a swoją droga byłam tak pijana, że dobrze nie widziałam na oczy bo gdybym zobaczyła twoją mordę uciekła bym z krzykiem.
 - Jakoś wczoraj nie miałaś tego problemu... A mam dość ciekawy film. - wyszczerzył się perfidnie.   
Mój wyraz twarzy musiał byc komiczny bo wszyscy jebli śmiechem.
 - Jebany ciulu przecież ja wczoraj z tobą nie spałam. - warknęłam.
Ten spojrzał na mnie cwaniacko.
 - Czy ja coś o spaniu mówiłem? Mówię tylko o tym, że założyliśmy się i wygrałem i musisz coś dla mnei zrobić! - pokazał mi język.
 - Yhhy... bo już ci uwierzę... - założyłam ręce na piersi.
 - Liam wszystko nagrał... ze szczegółami...
Zrobiła Face Plama.
Wzięłam swoje rzeczy i pokonana wyszłam z sali, a zaraz zamną Zayn.
 - Z łaski swojej przestań mi sie gapić na dupe! - warknęłam nie odwracając sie.   
 - Wcale, że nie gapiłem ci się na dupe... no może troszkę...
 - Jebany zbok. - westchnęłam.
 - Przepraszam bardzo, że jestem facetem.
 - Jakim facetem? - odwróciłam się w jego stronę - ty jeszcze masz dziecięcy tłuszczyk - dźgnęłam go w policzek, a ten poirytowany próbował się odsunąć i wpadł na szklaną ścianę  - a nie mówiąc o męskości.
Zayn zrobił się czerwony jak buraczek.
Chwycił mnie za nadgarstki i szybkim ruchem przygwoździł do szyby... zamieniliśmy się miejscami i teraz ja byłam przyparta do muru.
 - Zaraz z tobą nie wytrzymam! - warknął dość głośno - jesteś rozpieszczona, upierdliwa i nierozważna! Matka w domu cie nie uczyła jak się powinnaś zachowywać?
Na wzmiance o mojej mamie coś we mnie pękło.
 - Pieprz się Malik! Moja mama zmarła gdy miałam 11 lat! Patrzyłam na jej śmierć! - zawahałam się - Konała na łóżku szpitalnym, a ja na to patrzyłam! Musiałam szybko dorosnąć i zająć sie Emily! Jestem rozpieszczona i w to nie wątpie ale mój ojciec nas rozpieszczał abyśmy nie czuli takiej pustki po straci matki! - poczułam jak łzy napływają mi do oczu - Więc z łaski swojej jak jeszcze raz bd chciał obrażać moją matkę to sobie odpuść!
Wyrwałam się oniemiałemu chłopakowi z objęć i pobiegłam do szatni tłumiąc łzy.   

***

            Wyszłam z szatni już całkiem ogarnięta. Włosy pół spięłam, a resztę puściłam wolno na plecy. Miałam na zmianę ciuchy w torbie i przebrałam sie w czarne rurki, glany i workowatą szarą bluzę z tekstem piosenek AC/DC. 
Troszkę się musiałam pomalować aby nie było witać, że ryczałam. Więc podkreśliłam oczy czarnym laynerem i pociągnęłam tuszem do rzęs, chodź nie wiem po co i tak założyłam awionetki. Puder zrobił swoje i nie było widać ani cienia wczorajszego dnia. Chodź ból głowy niekiedy dawał o sobie znać. 
                 Dziwnie się czułam bez kluczyków do jakiegokolwiek pojazdu... tak jakby mnie coś opuściło. Zayn stał na zewnątrz oaprty o ścianę budynku z zatroskaną mina.
Postanowiłam nie dać po sobie poznać, naszej małej sprzeczki.
 - Rusz dupę! śpieszy mi się! - rzuciłam przechodząc obok niego.
Poczułam jak jego ciepła dłoń łapie mnie za rękę.
 - Czekaj! - zatrzymał mnie. Zrobiłam obojętną minę i spojrzałam na niego - chciałem ci przeprosić za nie wyparzony jęzor...
  - Stul dziób! - ucięłam - poniosło mnie. - odparłam z prawdziwą skruchą - Więc bla, bla, bla... wybaczam Ci... sranie w banie... zapomnijmy o tym i rusz dupe bo się ściemnia!
 - Czy ty właśnie mnie przeprosiłaś? - powiedział z niedowierzaniem Zayn, ale od razu w jego oczach zauważyłam przebłysk " inteligencji " w jego przypadku bym sie spierała.
 - Nie zauważyłam.
 - Mogłabyś powtórzyć? Bo nie dosłyszałem! Jesteś taka niska, że mam biede cie usłyszeć!
Kretyn przytknął sobie dłoń do ucha i  pochylił się nade mną.
Później czułam tylko jak moja stopa w glanie trafia w coś miękkiego ( udo Malika ), a ten kuli sie w euforii bólu.
 - Nie kpij sobie ze mnie! - rzuciłam zostawiając za soba kulejącego chłopaka.
Weszłam do jego samochodu i rozsiadłam się wygodnie. Kolana oparłam o deskę rozdzielcza założyłam słuchawki na uszy i odleciałam w tekst piosenki "Numb" Linkin Park.      




No to teraz moja ogromna skrucha za to, że początek tak się nie trzyma kupy, że aż boli czytać... /: 
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału...
W następnym spróbuje rozwinąć problem imprezy i mam nadzieje, że wam się spodoba ^^
A Tu macie coś ode mnie :


To z mojej akademi zakończeia 3 gimnazjum^^ Sama robiłam do niej scenariusz :D
A teraz zagadka : 
 - Którą tancerką jestem?

Miłego zgadywania:D 

piątek, 29 czerwca 2012

Rozdział 26

                Gdy w końcu się opamiętałam, wstałam z ziemi i pobiegłam za Alex do kibla. Zaraz za mną biegła Sabrina chowając do torby netbooka.
 - Czyżby się o tym za drastycznie dowiedziała? - spytała, za zakrętem prowadzacym do kibla.
 - Ona? Coś ty... zrobiła sobie mały sprint do kibla tak dla zdrowia.. - powiedziałam ironicznie i przyśpieszyłam.
Chyba w tym kiblu nie trzymają ostrych narzędzi nie? Bo w końcu szkoła prywatna... ale chyba nie robią aż takiego zaangażowania. Wpadłam najpierw do kibla z trójkątem.
Kto normalny postawia drzwi do kibla zaraz za zakrętem? Przecież jakby ktoś biegł i nie zdążył by się zatrzymać to wleci męskiego i jeszcze wzrok straci...
Szybko ewakuowałam się z męskiego gdzie koledzy patrzyli na mnie.... a dokładnie rozbierali mnie wzrokiem...
Wpadłam do damskiego, a tam zobaczyłam Alex pochylającą się nad umywalką. Nie widziałam jej twarzy bo była do mnie dupom odwrócona.
 - Co ty robisz? - sapnęłam.
Dziewczyna niezdarnie się odwróciła w moją stronę.
Zobaczy łam, że przez cały czas płukała usta.
 - Pppmiałłaaam www upuustatacchhh  jjjjejaggoo bbbęzzykkk.. - wymamrotała.
 - CO?! - krzyknęłyśmy równo z Sabriną
Bie nie rozumiałyśmy co szatynka powiedziała.
 - Miałam w ustach jego język! - powiedziała wypluwając wode.
Obie z blondyną rąbnęłyśmy dupskami o podłoge i zaczęłyśmy sie z Alex lachać.
 - Kochanie ale ty już dużo więcej rzeczy w ustach miałaś niż jego język - powiedziała Sab.
Alex spiorunowała ją wzrokiem.
 - Nie udław się. - warknęła i znów wróciła do płukania ust.
Gdy w końcu się uspokoiłam usiadłam na ziemi i patrzyłam na przyjaciółkę.
Ta zaczęła sobie poprawiać włosy i raz po raz płukała gardło.
W końcu wyciągnęła telefon.
 - Do kogo dzwonisz? - zapytałam z czystej ciekawości.
 - Do Bena. Chce sie dowiedzieć w jakim stanie mnie znalazł... - powiedziała i przyłożyła słuchawkę do ucha.
 - A co myślisz, że sobie dzieciaka zrobiłaś? - dogryzłam jej.
Tak pokazał język.
 - Ben gdzie byłam gdy mnie znalazłeś? - chwila ciszy, jej rysy twarzy stężniały - w sypialni mówisz...
 - Co?! - szepłyśmy z Sabriną.
Alex gestem nakazała abyśmy siedziały cicho.
 - Daj na głośnomówiący! - powiedziałam.
O dziwo dziewczyna zrobła tak jak jej kazałam.
 - ... ja współczuje temu biednemu chłopakowi, który z tobą spał. Został brutalnie skopany na podłogę, gdy ty się rozwaliłaś na całym łóżku.
mimowolnie ryknęłam śmiechem.
 - Dobra... ale w jakim stanie mnie znalazłeś? - zpytała poirytowana dziewczyna.
 - spałaś. Ewidentnie spałaś. A Alana znalazłem pływającego na pontonie w basenie... no nie powiem aby było go łatwo wyciągnąć.
Alex już nie wytrzymała i zaczęłą sie drzeć do słóchawki :
 - CO MNIE INTERESUJE ALAN?! czy byłam naga jak mnie znalazłeś? - prawie rzuciła telefonem o ziemię.
Nastała niezręczna cisza.
 - Wiesz dobrze że mądrość odziedziczyłaś po chrzestnym. Więc nie byłaś taka głupia aby przelecieć pierwszego lepszego chłopaczka. - zakończył swoją rozmowe przekleństwem po hiszpańsku, którego nie powtórzę.
Widziałam uśmiech zadowolenia na twarzy Alex, która zaczęła tańczyć dziki taniec triumfu. W końcu uderzyła nogą o krawędź ściany i zawyła.
 - Zamknij się - warknęłam - wyjesz jak ranny mors.

***

              Dzień minął dość szybko. Zaraz po wyjściu z kibla skierowałyśmy isę do sekretariatu oddać papiery ukończenia liceum w Polsce. Później spotkałyśmy chłopaków i Alex zaczęła wrzeszczeć na Zayn'a, a brzmiało to mniej więcej tak ( jedne słowa ocenzuruje )    
 - Zayn! Tu skurwielu pip pip pip, co ty siebie wyobrażasz do cholery? Że mnie upijesz i przelecisz? pip pip pip chyba ci na mózg siadło pip... więcej się do mnie nie zbliżaj! i Wisisz mi płyn do płukania ust!
Alex wyżyta że mogła na kimś wyładować gniew z bananem na mordce powędrowała na apel, zostawiając zdezorientowanego chłopaka przed szkołą.
Później chłopcy do nas dołączyli, a Zayn trzymał się jak najdalej od Alex, która w każdej chwili mogła się na niego rzucić.
               Nasz pani dyrektor - Sofia Smith, przedstawiła chłopaków i wyznaczyła minie i Alex ( akurat to było do przewidzenia bo wcześniej z nią gadał Liam z Harrym ), na co ta rzuciła jej gniewne spojrzenie. Nie rzywiły do siebie jakiś wybitnych stosunków, ale można powiedzieć ze nie przepadały za sobą. Ales ją nie lubiła bo kazała jej nosić kiecki i uczęszczać na zajęcia pozalekcyjne, Smith, że Wesley nie ma odpowiedniego stroju i nie chce brać czynnego udziału w życie szkoły. Oczywiście Dyrektorka dała kilka słów, że bardzo się cieszy że my  w końcu wróciłyśmy i nic nam się nie stało.
Stanie w banie jak zwykle.
A później kazała nam się rozejść do sal lekcyjnych.
Okazało się, że jesteśmy w jednej klasie z Harrym i mieliśmy większość przedmiotu razem. Nawet było śmiesznie jak ten baran zaczał się wygłupiać, nawet zerwał kwiatek ze szkolnego ogródka i zaczął śpiewać na klęczkach do naszej nauczycielki Angielskiego.
Chyba uczy się od Paula.
Po lekcjach z Alex musiałyśmy iść na zajęcia taneczne. Na całe szczęście prowadziła je Danielle i chyba da nam troche wytchnienia, nie?
Ubrałyśmy się, w luźny czarny T-shirt i czarne spodnie dresowe. Na nogi naciągnęłam czarne baletki do tańca.
             Weszłyśmy na wielką salę taneczną, która była obita ciemnym drewnem, miała wielkie szklane okna i wielkie lustro na całą ścianę.
Na środku sali stała Danielle, która nami dowodziła... bo nasza choreografka... no po prostu nie chciało się jej z nami użerać i przychodziła pare razy w miesiącu zobaczyć jak sobie radzimy i powiedzieć nam gdzie mamy z jakim programem wystąpić.
Nam to nawet na rękę. Gdy nam się nie chciało przychodzić po prostu dzwoniłyśmy do Dan i odwoływałyśmy zajęcia. 
 - Hej! - ryknęłam na całe gardło.
Już mnie głowa nie bolała i błam happy.
Dziewczyna tylko odmachała.
Zauważyłam, że jak na razie pojawiłam się tylko ja i Alex. Nikogo więcej nie było.
 - Co tak nas mało? - zapytała Alex.
Danielle słabo się uśmiechnęła.
Też troszkę zabalowała ale Liam czuwał i nie schlała się za szybko.
 - Większość dziewczyn w zeszłym roku skończyła szkołę i w tym roku mamy dość okrojony skład.
Nagle do sali wpadła dziewczyna o blond włosach. Od razy poznałam w niej Care,dziewczynę która była przewodniczącą gimnazjum jak jeszcze do niego chodziłam. Była od nas starsza o rok, a dopiero w tym roku zaczęła swoją edukację w liceum. No może to dlatego, że wraz z Alex poszłyśmy szybciej do szkoły, a później i tak nas przerzucili o rok wyżej, bo dyrekcja uznała, że się zanudzimy na śmierć... No w Polsce dość dużo żeśmy się nauczyły i teraz, tak czy siak byłyśmy do przodu z materiałem.
 - Cześć wszystkim - wydyszała - sorry za spóźnienie ale się zgubiłam.
 - Spoko - powiedziała Alex i przytuliła dziewczyę.
 - Dobra dziewczyny rozgrzewamy się - powiedziała Danielle - a później mam dla was niespodziankę!
Dziwnym trafem popatrzyła na nas.
Poszłam pod lustro rozgrzewać się.
 - I jak tam w polsce? - zagadnęła blondynka.
Usłyszałam trzask drzwi i do sali wbiegła brunetka. Dam głowe, że ją gdzieś już widziałam.

Alex       

          Do sali weszła Mike. Mike? Co ona tu robi?
Stała  drzwiach w czarnej bokserce, krótkich spodenkach i czarnych glana. Opierała się niedbale o drzwi. Żuła gumę i przyglądała się nam z niechęcią.
 - O - zaczęła Danielle podchodząc do dziewczyny - ty zapewne jesteś Lilianna Iwanov, zgadza się?
 - Po prostu Mike - warknęła dziewczyna.
Wstałam z ziemi i podeszłam do rozmawiających dziewczyn:
 - No proszę proszę... kogo tu przywiało. - przywitałam się.
Teraz Mike zwróciła na mnie uwagę.
 - Kojarzę cię. Ty jesteś tą dziewczyną od tych dwóch pedałów? - zapytała i podała mi dłoń.
 - Jednego... - usłyszałam szept Cary i wybuch śmiechu.
Rzuciłam w nią tym co miałam pod rękom czyli butelką z niezakręconą wodą, która uderzając w ziemię rozprysła się na Livie i Carę. Te spojrzały na mnie gniewnie i poszły do szatni się przebrać. Widocznie wiedziały, że się ze mną nie zaczyna.
Danielle parskneła śmiechem ale odrazu go stłumiła. Posłała mi karcące spojrzenie... znaczy się tak to miało wyglądać ale jej nie wyszło. Mike z ledwością opierała się o ścianę śmiejąc się.
 - Wytresowane. - stwierdziła.
 - Można tak powiedzieć - odparłam wymijająco - a co ty tu tak właściwie robisz?
Rzuciłam okiem na dziewczynę. Na ramieniu miała przewieszoną torbę, a lekcje się już dawno skończyły więc albo sie zgubiła albo...
- Stoję. - odparła bez wzruszenie.
Uderzyłam sie rękom w czoło.
 - nie kurwa... nie domyśliła bym się, wiesz? - odparłam z sarkazmem.
Mike otwierała uż usta ale pomiędzy nas wskoczyła Danielle. Widać wyczuła, że coś wisi w powietrzu.
 - Lilianna...
 - Mike - przerwała jej ostro dziewczyna.
Dan przewróciła oczami.          
 - ...Mike będzie z nami tańczyć na tej samej zasadzie co ty i Liv.
Spojrzałam z zaciekawieniem na Mike.
 - Fajnie. Chce widzieć ja zasuwasz na parkiecie - zwróciłam się do dziewczyny.
 - Ja tańczyć nie umiem. - odparłam.
Teraz to ja wywruciłam oczami.
 - Niech zgadnę, - zaczęła Dan - jesteś dobra w grzebaniu w samochodach ?
 - Tak.
 - Alex też tak mówiła i teraz nawet biodrami umi ruszać! - wystrzeliła Dan.
Brunetka ryknęła śmiechem.
 - Dzięki. - mruknęłam gniewnie i udałam się do rułek, które stały obok lustra na których niekiedy ćwiczyłyśmy rozciąganie. 
Gdy byłam już dość rozgrzana na salę weszły Liv i Cara ubrane w o wiele za duże koszulki. Spojrzały na mnie gniewnie i poszły do innego konta. Zrobiłam obrażoną minę i włączyłam muzykę.
                 W tym czasie Mike zdążyła się przebrać w długie dresowe spodnie. Weszła od niechcenia, na salę i zaczęła się rozgrzewać pod instrukcjami Danielle.
W końcu kuzynka wstała i zwróciła się do nas.
 - Dziewczyny dostałyśmy propozycję zatańczenia na gali... - wszystkie zaczęłyśmy wiwatować.. no oprócz Mike - ... która odbędzie się w Londynie dokładnie za 2 tygodnie. Mam już wymyślony układ i nawet wiem z jakimi gwiazdami macie tańczyć.- spojrzała na nas zadowolona - mają się dziś na próbie zjawić więc zabierzmy się do roboty z układem. 
Znów zaczęłyśmy wiwatować jak pojebane.
Ja nie mam pojęcia skąd u nas wzięła się chęć tańczenia... o ile wiem nie byłyśmy wybitnie dobre, a jednak chciałyśmy tańczyć. Dan zawsze powtarzała, że taniec bierze się z serca, a nie z umiejętności.
 - Dobra ustawcie się w szachownicy. - Zrobiłyśmy tak jak nam kazała. - będziecie go tańczyć z partnerami, ale wy i tak bd musiały odwalić połowę roboty za nich...  
 - Zamknij sie i pokazuj te kroki! - nie wytrzymałam już. 
Spiorunowała mnie spojrzeniem ale zaczęła tańczyć.
Gdy skończyła to oczywiście ja musiałam to skomentować.
 - To wgląda jak taniec na rurze.     
Dziewczyny mi przytaknęły.
 - Mówiłam wasi partnerzy będą śpiewać, a wy bd sprawiać dobre wrażenie...
 - I dlatego mamy się zachowywać jak pizdy? - warknęła.
Ta zmierzyła mnie spojrzeniem:
 - Ja  tego nie wymyślałam więc siedź cicho i powtórz to! 
Ja bardzo nie lubiłam jak Danielle b yła wkurzona. Kazała nam to tańczyć 1216884138463186453 razy do perfekcji.. jakby któraś się chociaż odrobinę spóźniła tańczyłybyśmy od początku i tak w kółko i kółko. Po pół godzinie byłam spocona, chciało mi się pić i chwiałam się na nogach.
Padłam zmęczona na zimny parkiet.
Usłyszałam uderzenie innych ciał o podłogę i zrozumiałam, że wszystkie padłyśmy ze zmęczenie.
 - Wody... - wychrypiałam - dajcie PIĆ!
Poczułam jak w moją głowę uderza butelka. Chicho jękłam i wypiłam całą zawartość butelki.
Od razu się ożywiłam czując jak zimna woda spływa mi po układzie pokarmowym.  
Wstałam i byłam gotowa do kolejnych seryjek nowych kroków.
 - Dobra okazuj drugi taniec! - zaaponowałam. 
 Dziewczyny cicho jęknęły, a Daniele, która ledwie się spociła stanęła zadowolona i ustawiłą się na miejscu.
 - Jaki drugi taniec? To nawet połowa nie była. Wstawać i patrzeć co jest dalej.
Znow pokazała seryjkę kroków.
Powtarzałyśmy to jak pojebane.
Nagle usłyszałam trzask drzwi i głośne śmiechy.
 - Wasi partnerzy nareszcie dotarli. - powiedziała zadowolona Danielle.
Odwróciłam się podniecona. Gale, które odbywały się w Londynie zawsze są na poziomie światowym. Wiec byłam ciekawa z jaką gwiazdą bd tańczyć.
Odwróciłam się i prawie zbiło mnie z nóg.
DO sali wszedł zespół...




Tak wiem zdupiłam i to mocno!!
Chciałabym was serdecznie... z całego serca przeprosić za to że obiecałam dodawać cześciej notki, a nie dodawałam. Ale ma usprawiedliwienie! Przygotowywałam akademie z okazji zakończenia gimnazjum i po prostu nie miałam czasu... Bo tu musiałam piosenki zgrywać tu wymyślać różne kompozycje... i jeszcze miałam próby bo wyjeżdżam na festiwal... Miałam totalne urwanie głowy...
I jeszcze chicałabym was przeprosić za zdupiony rozdział ;/ Pisałam go w między czasie... gdy mogłam odetchnąć i takie niezidentyfikowane coś wyszło...



A tutaj macie zdjęcie Cary :D

piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 25

                Usłyszałam namolny sygnał budzika. Ciulnęłam nim o ziemię i zamilkł. Poczułam ból głowy ale od razu mnie ścięło.
Coś zaczęło mną trząsać i z ciągnęło ze mnie kołdrę. Jęknęłam i otworzyłam jedno oko. I to był błąd.
 - Za jasno! - jęknęłam i schowałam głowę pod poduszkę.  
Teraz dopiero zaczęłam kontaktować.
                 Poczułam straszną suchość w gardle i potworny ból głowy. No tak... Objawy nieprzespanego kaca. Aż mi się niedobrze zrobiło.
Niewiele myśląc zgramoliłam się z łóżko, przy którym stał Ben i coś do mnie mówił, ale ja go nie słuchałam... moją misją było udać się do kibla.
Na całe szczęście doczołgałam się do łazienki, zanim zdążyłam udekorować podłogę mojego pokoju.
Obok kibla leżał słodko chrapiąc Alna, który musiał przez całą noc tulić kibel.
Moje pragnienie było tak duże, że zaczęłam pić wodę z kranu.
Cudownie...
Ktoś postawił przede mną szklankę z musującą substancją.
Łapczywie żuciłam się na nią i wypiłam jednym chlustem.
Gdy poczułam jej smak wyplułam to coś, przy czym oforskałam lustro.
Pięknie...
 - Co to? - sapnęłam płucząc usta wodą.
 - Proszki przeciwkacowe. - w jego głosie wyczułam nutkę kpiny.
Znów rzuciłam się na szklankę z proszkami, gdy poczułam palący ból w głowie.   
 - Za pięć minut na dole! - wykrzyczał Ben, wyciągając półprzytomnego Alanka z łazienki, który zaczął majaczyć:
 - Sexy and I Know It... Ej... maleńka... może jeszcze jednego drinka? - i czknął.
Wyglądało to komicznie. 
 - Nie wrzeszczcie! - warknęłam zatykając sobie uszy.
W cholerę coś mi szumiało i słyszałam odgłos kosiarki.
A tak wg... to nie myślałam wtedy trzeźwo! 
Wzięłam okulary przeciwsłoneczne i założyłam je na oczy.
Teraz już mi tak przed oczami nie świeciło.
Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół.
             Do moich nozdrzy dobił się zapach świeżych naleśników z wanilią, czekoladą, bitą śmietaną i syropem klonowym.
Od razu zrobiło mi się niedobrze i znów poleciałam do kibla.
Przewróciłam wazon z liliami i stolik z przedpotopowym telefonem stacjonarnym.
 - CO TAM SIĘ DZIEJE NA DOLE?! - krzyknął Ben i dodał jakies przekleństwo po Hiszpańsku, którym często mnie obrzucał. 
Nie odpowiedziałam.
Poczłapałam zmarnowana do kuchnie, gdzie siedziała Emily.
 - Dzień dobry ALEX! 
 - Musisz się tak drzeć? - warknęłam i obrzuciłam ją lodowatym spojrzeniem.
Ta zrobiła zdziwioną minę.
 - Ale ja nie wrzeszczę...
 - Ciiiiii...  - syknęłam przyciskając dłonie do uszy.
Położyłam głowę na blacie kuchennym i zcięło mnie.
Poczułam coś zimnego na skórze i wstałam. Spadłam s krzesła i obiłam swoje cztery litery.
Byłam cała mokra i śmierdziałam kawą.
 - Fuj! - jęknęłam.
Nienawidziłam kawy. To było ohydne, śmierdziało, wyglądało jak kupa i wg FUJ!
A teraz byłam cała tym oblepiona, a na dodatek zbierało mi się na wymioty.
I znów poczułam ból w okolicach skroni.
 - Masz 10min na ogarniecie się czyli: umycie i wypindrzenie i marsz do  SZKOŁY!! - powiedział ostro Ben - po dziesięciu minutach wchodze do łazienki i wyciągam cię z niej. Nie obcgodzi mnie, że bd goła. MAsz 10 min. Czas START! - popchał mnie w stronę łazienki.
Jęknęłam i znów poleciałam całować kibel.
Nie miałam siły na rozbieranie się.
Weszłam pod prysznic w ubraniach.
Nastawiłam na lodowata wodę i tak stałam przez 10min.

***

O 10,00 byłam już gotowa na cacy. 
              Kac mi trochę doskwierał, ale i tak dobrze, że proszki przeciw bólowe zadziałały i nie rozrywa mi głowy. Ale cholernie chciało mi się pić i miałam wstręt do światła... Nie mówiąc o tym, że ręce mi się trzęsły ze zmęczenia. przespałam ledwie 3h? No ładnie... coś mi się zdaje, że jutro nie pójdę do szkoły... 
Plus tego, że miałam kaca?
Całkiem zapomniałam o tym, że mój były chłopak - do którego coś czułam i to nie było coś więcej niż przyjaźń -  chodził z moim największym wrogiem.
W końcu usłyszałam klakson.
Nie byłam w stanie jechać samochodem  i Livia obiecała coś załatwić... a ja już się bałam co ta wymyśliła.
Wyszłam z domu zabierając z sobą torebkę do, której spakowałam półtorej litra wody, komórkę, papiery moje i Alana ( który teraz smacznie spał bo do szkoły zacznie dopiero chodzić od listopada... farciarz usrany! ), tabletki na gardło i portfel.
Przed domem stał czarny miniwan z przyciemnionymi na maksa szybami. Na moje oko o 4 stopnie więcej niż pozwalały na to przepisy.  
Podeszłam do samochodu.
Moje odbicie odbiło się w ciemnej szybie.
               Włosy miałam pół upięte, a reszta spływała mi falami na ramiona i lekki makijaż... na więcej mnie nie było stać tylko na zamaskowanie fioletowych worów pod oczami, ale i tak nikt nie widział moich oczu bo miałam je zasłonięte lustrzanymi pilotkami. 
Miałam na sobie czarne eleganckie spodnie, czarne baleriny ( nie chciałam zaliczyć gleby w szpilkach ), białą bluzkę, a nią bordową marynarkę z logiem naszej szkoły.
Co prawda powinnam byc ubrana w nasz szkolny mundurek, ale ja i Livia uważałyśmy, że to bez sensu, a i tak jak mamy pewność, że nas nie wywalą ( zawyżamy średnią szkoły ), ani ukarzą ( chodziłyśmy na możliwe wszystkie zajęcia pozalekcyjne, byłyśmy do tego zmuszane przez dyrektorkę w ramach pracy na "zaliczenie roku", a to dzięki temu, że wyjeżdżałyśmy co pół roki do polski i tam uczęszczałyśmy do szkoły ). Mogłyśmy sobie pozwolić na swój wkład własny w nasz image.
Na marynarce miałam kilka na szewek z anarchii, Linking Park'a, kilka pentagramów i pacyfek.
              Drzwi busiku otworzyły się i wyszedł z nich Niall, tez z okularami przeciwsłonecznymi i wpuścił mnie na tylnie siedzenie przy szybie, obok Livi.
Gdy wchodziłam do busu, który prowadził trzeźwy Liam, który wczoraj wypił na zdrowie jednego kieliszka... on to jakoś tłumaczył, że ma z nerkami problemy... czy nie ma jednej nerki... już nie pamiętam.
Uderzył mnie ostry zapach alkoholu, męskich perfum i potu... No nie powiem aby było to jakieś zajebiste zestawienie.   
 - Hej. - rzuciłam. Nie miałam nawet siły cmoknąć ją w policzek i usiadłam na miejscu.
 - Hej... - odpowiedziała pół przytomna.
 - Czy musicie się tak drzeć?! - usłyszałam łamliwy głos loczka, który rozłożył się na siedzeniu przed nami.
Uśmiechnęłam się do niego cwaniacko.
 - Trzebabyło tak ostro nie balować! - wykrzyczałam mu do ucha.
Wiem wredota ze mnie.
 - O ile wiem to ty schlałaś się najszybciej - odgryzł się.
Wzruszyłam ramionami.
 - I tak mam twardsza głowę od ciebie. Ty się schlałeś po 4 drinku, piwie i kolejce gadałeś gupoty, a ja miałam 3 drinki, dwa piwa, jedną kolejkę i strumień i dopiero wtedy film mi się uciął. - pokazałam mu język.
 - Ale ty to wszystko dobrze pamiętasz... - odparł sarkastycznie.
 - Ja nie ty. - warknęłam. 
 - Cicho! -jęknęła Livia - oboje się uciszcie! - odwróciła się dupą do mnie i rozłożyła się na dwóch siedzeniach.      
Oparłam głowę o szybę i pociemniało mi.

Obudził mnie głośny klakson.
Podskoczyłam na fotelu i huknęłam głową o dach busa. Jęknęłam i padłam na siedzenie.
 - JESTEŚMY NA MIEJSCU!!! - wydarł się Liam.
Wszyscy zgodnie wymamrotaliśmy, aby siedział cicho bo zostanie skopany.
Niall ( był chyba najbardziej przytomny ) otworzył drzwi, a promienie słoneczne brutalnie wdarły się do samochodu.
Poprawiłam okulary i postąpiłam krok do przodu. Od razu rąbnęłam głową o dach. Poleciałam do przodu.
Upadła bym ale czyjeś silne ręce przytrzymały mnie.
Spojrzałam na delikwenta, który uratował mnie od całowania gleby.
A był nim Zayn w okularach przeciwsłonecznych.
  - No nie wiedziałem, że tak pieszczotliwie bd mienie witać.  - uśmiechnął się łobuzersko.
Jak bym miała troche więcej siły to oberwał by  w twarz, ale nie chciało mi sie nawet odpowiadać.
 - Czy my o czymś nie wiemy? - puścił mi wredny uśmieszek Harry.
Spiorunowałam go wzrokiem.
 - Że jesteś debilem? - odparłam - wiem to od wtedy gdy cię poznałam.
Wyszarpałam się z objęć szatyna i wyszłam z busu. 
            Zobaczyłam znajome twarze, których od pół roku nie widziałam. Połowa ludzi, których mijałam miało na sobie okulary przeciwsłoneczne. No tak z pół starych znajomych  Danielle zleciało się na wczorajsza imprezę.
Przy wielkim dębie stała Sabrina.
Miała na sobie bordowy mundurek szkolny, czyli, spódnice do kolan, która wyglądała obrzydliwie i marynarkę z logiem szkoły. Na nasz widok rozpromieniła się.
Podeszła do nas,  a miał z tym nie mały kłopot, gdyz była na szpilkach. Tez wczoraj pojawiłam się na imprezie urodzinowej Liama, ale chyba piła najmniej. Gdy ostatni raz ją widziałam dopijała drugiego drinka. Ta to ma poukładane w głowie.
 - Cześć wam! - przytuliła nas - nie obraźcie się ale wyglądacie okropnie.
 - Tak... wiem... - wymamrotałyśmy.
Nagle usłyszałam piski.
W stronę chłopaków leciało stado rozwydrzonych, lasek z naszej szkoły. Boże... jak dobrze, że odeszłyśmy od nich... w innym wypadku zostałybyśmy zgniecione.
Ale współczułam im.
 - Biedni... - mruknęła Livia.
Wyciągnęłam wode z torebki, wzięłam łyka i podałam butelkę przyjaciółce. Ta łapczywie sie do niej przyssała.
 - No Alex gratuluje! Nie wiedziałam, że chodzicie ze sobą! - zaczęła paplać jak najęta Sabrina.
 - Czekaj czekaj... z kim chodzę? Że jak? - nie wiedziałam o co jej chodzi.
Ta zrobiła duże oczy i wyciągnęła z torby netbooka. Przez chwile coś na nim klikała, a później odwróciła go w moją stronę.
 - No popatrz. Trąbią o tobie i Zaynie od rana.
Gdy te słowa usłyszałam przestraszyłam się nie na żarty.
                   Na pierwszej stronie widniały zdjęcia pary, która była do siebie przyssana i nie szło odróżnić, która ręka do kogo należała. Zdjęłam okulary i przyjrzałam się osobom dokładniej.
Nie wątpliwie chłopakiem był Zayn... poznam jego egzotyczny kolor skóry.
A siebie poznałam po tym, że Zayn próbował mnie rozebrać i moja bluzka była dźwignięta do poziomu żeber, gdzie zobaczyłam moje tatuaże...
Będę musiała odkazić usta i zdezynfekować siebie... Fuj! Malik mnie dotykał! I wpychał język do mojego gardła. Ble...  
 - I to nie wszystko. - Sabrina kliknęła w następne zdjęcie.
W kolejnym całowałam się z jakimś blondynem. Ale na pierwszym planie było widać jak Eleanor zaczyna kręcić butelką więc odetchnęłam z ulgą.
 - Czy t Niall? - spytała Liv.
 - Nie mam pojęcia. Jakbyś nie zauważyła to ja genialna zasłoniłam mu twarz. - powiedziała cynicznie.
 - Nie wiesz z kim sie całowałaś? - sapnęła Sabrina z wyrzutem.
Spojrzałam na nią jak na debila.
 - Stara... ja połowy imprezy nie pamiętam... Ja nawet nie wiem jak się do domu dostałam.
Dziewczyna nic nie odpowiedziała tylko kliknęła na kolejne zdjęcie.
 - A kurwa... - wymsknęło mi się.
Ostatnie zdjęcie i tytuł : "Na nową dziewczynę, Zayn Malik nie może narzekać. Prezentuje się dość sex-ownie, a jej ruchy taneczne są płynne i wyzywające!" Tutaj dali moje zdjęcie jak tańczyłam z Zany'em taniec potocznie nazywany " do parteru ", Czyli jak sama nazwa wskazuje... Dobra nie bd wam tego tłumaczyć. "Na dodatek para postąpiła krok na przód spędzając z sobą imprezowa noc, sam na sam, oni i łóżko". 
Livia musiała doczytać ostatnie zdanie bo jebła śmiechem i zaczęła tarzać się po ziemi. 
 - Hahaha... boki zrywać... wyssali wszystko z palca - odparłam. 
Usiłowałam trzymać nerwy na wodzy.           
 - Kochana moja! - znów zaczeła Sabrina - ale oni nawet mają dowody, że weszliście razem do JEGO SYPIALNI! 
Szczęka mi opadła gdy zobaczyłam kolejne zdjęcie.
           Scena wyglądała tak: 
Ja wpijałam się w usta szatyna i przyciągałam go za bluzkę do siebie. Prawie na nim wisiałam... -,-" , a on natomiast obejmował mnie jedną ręką w talii, a drugą ręką usiłował zamknąć drzwi do jego sypialni. 
Spojrzałam z przerażeniem na Livie, która jeszcze bardziej się śmiała. 
Odwróciłam się na pięcie i pobiegłam w stronę łazienki.             





 OGŁOSZENIE PARAFIALNE!!
Uznałam, że zacznę pisać krótsze notki i bd je częściej wstawiała. (: 
Mam zamiar zrobić ankietę, bd ona polegała na tym, że chce sprawdzić ile osób czyta mojego bloga i bd tylko jedna odp. :P 
Po drugie: Serdecznie was zapraszam do " Bohaterów ", pojawią się tam nowe postacie (; 
Chciałabym was zaprosić na blog mojej przyjaciółki Pimeys z którą za niedługo zakładam blog :D Ale nie bd on o chłopakach z 1D... 
Również chciałabym was zaprosić do opowiadania mojej drugiej przyjaciółki Kingi, która powinna dostac porządnego kopa, aby dostała chęci do NAPISANIA jakiejś notki na swojego bloga o 1D i jej reszty blogów!!! 
Aaaaa!!! I chciałabym wam serdecznie podziękować za 44 obserwowanych i ponad 17,000 wejść! Wg, mam zaciesz na tej mojej krzywej mordce gdy wide ile osób ze mną jest:D 
Oczywiście dziękuje wam również, za wasze komentarze, które dają mi kopa do pisania kolejnej notki (: 
Tak więc kończę zanudzać (; 
Aaaa... Nie wiem kto czyta mojego bloga Nowe życie, ale chciałabym poinformować, że pojawiła się na nim kolejna notka!!       
Koniec :P
Kocham!