niedziela, 10 czerwca 2012

Rozdział 23

 Przeczytaj notkę pod rozdziałem!

Drugą godzinę męczyłam się nad hydrauliką Mercedesa 190SL, i powoli dostawałam do głowy. W końcu rzuciłam narzędziami i udałam się do gabinetu ojca.
Zasiadłam za biurkiem i zaczęłam przeglądać papiery tatusia. Byłam strasznie ciekawa z kim to się musiał spotkać, aż w Paryżu.
A dziwne było jeszcze to, że jutro mama od Livi wyjeżdża również do stolicy Francji na jakąś konferencję.
Ale nic nie znalazłam.
Włączyłam komputer.
Przeglądnęłam moją pocztę i  facebooka.
I nagle wpadłam na pomysł.
Spróbowałam się włamać na prywatnego laptopa tatusia, którego dziwnym trafem nie wziął ze sobą.
 - Cholera! MA hasło!  zaklęłam.
Próbowałam się włamać.
 - Ciekawe jakie ma hasło... -myślałam na głos.
Wpisałam imie Emily, ale na marne.
Później nazwisko... tez nie.
Nazwa warsztatu... nie.
Ulubiona drużyna piłkarska... Też nie.
Numerek ulubionego gracza... Też nie!
 - No kurna! Co jeszcze?! - tak.. bardzo lubie mówić d powietrza!
Ale nagle wpadłam na pomysł.
Wpisałam, krótkie imie: DAJANA
Imie mojej zmarłej mamy.
Wyskoczył mi  powiadomienie, że hasło jest poprawne.
 - Dzięki mamo! - wyszeptałam, patrząc na jej zdjęcie znajdujące się w białek oprawce na biurku.
Podpierała swoją brodę ręką, na której miała bransoletkę, którą ja nosiłam na co dzień jako pamiątkę po niej. Swoje miodowe loki, miała rozpuszczone i kaskadą spływały jej na ramiona i plecy. Uśmiechała się. Wyglądała naprawdę szczęśliwa... a te zdjęcie zostało zrobione podczas naszego ostatniego pobytu w Polsce. W tedy już wiedziała że ma raka i nosiła w sobie Emily.
Potrzęsłam głową.
Dziś nie jest mój szczęśliwy dzień...
Najpierw obściskuje się z jakimś gejem w salonie, a później bawię się w szpiega i wspominam stare czasy... na pewno mam wysoką gorączkę!
Zaczęłam przeglądać pocztę taty.
Oooooo... znalazłam się na naszym końcie bankowym.
Ostatnio był przelew na konto jakiegoś biura podróży.
Sprawdziłam na co...
O szlag by to!
Pokój dla dwóch osób w centrum Paryża! I dwa bilety lotnicze! Jeden na 25 sierpnia, a drugi na 27 sierpnia!
Dni wyjazdu Taty i cioci do Paryża!
 - No, no ! Dzieci są niegrzeczne! - mruknęłam.
 - A ty do siebie mówisz? - usłyszałam znajomy głos.
Przestraszona, aż spadłam z krzesła, zrzucając połowę papierów na podłogę.
 - Kurwa! Luke! Nie strasz! - moje serce waliło jak oszalałe.
 - Sorry... nie wiedziałem, że przeprowadzasz akcje życia! - podniósł rękę w obronnym geście.
 - Spadaj! - mruknęłam.
Pomógł mi wstać.
 - Wyjawisz mi co masz na sumieniu? - spytał wlepiając we mnie te swoje kakaowe oczy.
 - Ja nic... ale za to mój stary ma i to dużo! Zaraz się będzie tłumaczył!
Machinalnie wyciągłam telefon.
Ale powstrzymałam się.
 - A ty co tu robisz? - zwróciłam się do Luka.
 - A ja? - powiedział niewinnie - Byłem umuwiony z twoim tatą, że mam podrzucić swoje CV i mam zagwarantowaną pracę.
No i stanęłam jak wryta.
On-tu-chce-pracować?!
 - To wspaniale! - wydusiłam.
Uniósł brew. 
 - Tylko tyle? Wspaniale? Bez żadnego buziaka, ani miśka? Ja się tak nie bawię! - zaprotestował
 - Och! Biedny... przecież wież, że ci ulegnę. - pokazałam mu język i cmoknęłam w policzek - wież, że czuje się wykorzystywana?
 - Wcale, że nie! Ja cie do niczego nie zmuszam! - zaprotestował z szarmanckim uśmieszkiem.
 - Broni się tylko winny!
 - To może coś zróbmy, abym się poczuł winny.  - wymruczał mi do ucha.
Szczęka mi opadła.
Wyczułam w jego głosie taką dwuznaczność, że o ja PIERDOLE!
Z jednej strony podobało mi się to...
A z drugiej przerażało.
Coś w mojej głowie kazało mi uciekać.  
  - Głupek! - powiedziałam odwracając się do niego.
Zamknęłam laptopa tak aby tata się nie domyślił, że go używałam.
Luke bawił się moimi włosami. 
Spojrzałam na zegarek.     
 - O kurwa! 
Była 16,40 ! Z równą godzinę ma wylądować Alen!
A ja nawet nie gotowa!
Zerwałam się z krzesła.
 - Alan... Samolot!... Spóźnię się! - zaczęłam panikować.
 - Ale co sie stało? Wież, że nie lubię gdy masz takie napady.
Machnęłam do niego ręką aby się zamknął.
 - Wyłaź z gabinetu bo musze zamknąć! Osobiście CV przekażę! A teraz spadaj! Śpiesze się!
Wyrzuciłam go z gabinetu. Zamknęłam drzwi na klucz i pędem udałam się do domu.
Jeszcze zostałam powalona przez Sabę, który z łaski swojej nie chciał zejść... no cóż...
 - Saba! Weznę cię WYSTERYLIZOWAĆ!
Zagroziłam.
Pies podkulił ogon i uciekł.
 - Alex co ty wyrabiasz? - dobiegł mnie głos Zayn'a
 - Aktualnie to się śpieszę. - odpowiedziałam nie patrząc na niego - BEN! Wyłaź z kuchni! - wydarłam się.
Po chwili w drzwiach pojawiła się kudłata głowa chrzestnego.
 - Co?! - ledwie go było słychać. Miał w ustach co najmniej pół kurczaka w ziołach.
 - Oprócz tego, że odkupujesz nam jedzenie z lodówki ...
 - Wcale, że nie! Jedne udko sobie wziąłem! - puściłam jego uwagę mimo uszu.
 - ... to masz na głowie cały warsztat! A i w garażu czeka na ciebie nie naprawiona hydraulika w srebrnym Mercedesie  SL, więc masz dużo pracy! - zwaliłam całą robotę na niego.
Spuścił głowę jak małe dziecko.
Szybkimi susami pobiegłam do pokoju.
Wpadłam do łazienki.
Rzuciłam ciuchy do prania i wskoczyłam pod prysznic. Musiałam zmyć z siebie cały smar.        
Po 5 min wyskoczyłam z niego.
Wytarłam się i ubrałam w czarne kabaretki, czarne spodenki z szelkami i luźną białą nietoperkę. Do tego kozaczki na obcasie i kapelutek na głowę.
Znów użalałam się nad naprawieniem twarzy.
W ruch poszedł puder, tusz do rzęs i kredka do oczu, a na końcu błyszczyk.
Wzięłam jedyną torebkę, która nie była zawalona jakimiś szpargałami.
Wsadziłam do niej dokumenty i portfel. 
Wybiegłam z pokoju.
Ale od razu się wróciłam.
pobiegłam do pokoju Alana.
Dosypałam Papugom żarcia i dałam wodę, a także wymieniłam stare gazety.
Wyleciałam z pokoju.
Zbiegłam ze schodów.
Udałam się do salonu gdzie słyszałam śmiechy.
 - A wy co? Hazart uprawiacie?
Zayn z Emily grali w pokera.
Powstrzymałam się od ryknięcia śmiechem.
 - Alex gdzie idziesz? - spytała Emily.
 - A to niespodzianka! - powiedziałam i przykucłam przy niej.
 - Alex! - zrobiła oczy kota ze Shreka - Proszeeee!
Miała wielkie niebieskie oczy.
Ale ja jestem nie ugienta. No prawie...
 - Pokaż karty. - posłusznie mi je okazała - no mała! Wygrałaś!
Wyłożyłam jej karetę na stolik.
 - Wow... - powiedział Zayn - może zagrasz z nami? - spojrzał na mnie.
Ja odwróciłam wzrok.
unikałam go od naszego pocałunku...
 - Nie - wstałam - zaraz sie spóźnię! - cmoknęłam małą w policzek - bądź grzeczna.
 - Zabierz mnie ze sobą! - błagała małą.
 - Nie! - wybiegłam z pokoju.

***

Zaparkowałam na tyłach lotniska. Nie odebrałam kolejnego telefonu od Alana. 
Robię pozory, że o nim zapomniałam. Uwielbiałam się tak z nim bawić.     
Stałam za wielkim białym filarem.
Mało kto mnie spostrzeże.
Nagle obok mnie przeszła postać ubrana na czarno z walizami i niesforną fryzurą.
Alan w całej okazałości.
Biały koszulka, a na nim czarna rozpięta koszula i czarne jeansy, a do tego białe buty z Nike, okulary przeciwsłoneczne i bransoletki rzemykowe na rękach.
Jego włosy były w artystycznym nieładzie czyli tak jak zawsze.
Nawet mnie nie zauważył.
Wyszedł dumnie z lotniska i stanął na środku schodów.
Zaczął się rozglądać wokoło. Zapewne za mną.
Ja podkradła się do niego od tyły.
 - No proszę, proszę... Kogo ja tu widzę! - powiedziałam, a ten machinalnie się odwrócił - młodszy braciszek skazany na mnie! O tym marzyłam!
Miałam założone ręce na piersi i próbowałam  utrzymać minę "gankstera".
Co mi nie wychodziło widząc głupią minę Alana. 
Podeszłam do niego - był o głowę wyższy odemnie -  i przytuliłam sie.
 - Nabrałam cię! - pokazałam mu język.
 - Głupek! - usłyszałem jego kojący głos.
 - Nie to ty jesteś smarkaczem, który nie wie jak się ma odzywać do starszych! - zagroziłam mu palcem.
Ten westchnął:
 - Jesteś tylko o 2 minuty starsza odemnie!       
 - Ja bym powiedziała "aż!" dwie minuty! - pokazałam mu język.
Wzniósł oczy ku niebu. 
 - Zachowujesz się jak dziecko!
 - I za to mnie kochasz! - odparłam.
Alan przytulił mnie.
Nagle poczułam jak moje nogi odrywają się od ziemi.
Braciszek zaczął się kręcić, a ja zgięłam nogi w kolanach i śmiałam się jak jakiś psychopata. 
 - Psychol! - powiedziałam jak postawił mnie na ziemi.
 - I za to mnie kochasz. - pokazał mi język.
 - Pieprzony kradziej! Z papugowałeś mnie! - oskarżyłam go.
Ten wzruszył ramionami.
 - A przy okazji! Kiepski z ciebie agent! Twoje kroki było słychać jak cholera!
Pacnęłam go ręką w ramię.
  - Niszczysz moje ambicje zostania szpiegiem! - oskarżyłam go.
Ten wzruszył ramionami.
Droga do domu upłynęła za szybko.
Co prawda ciagle się dźgaliśmy, szturchaliśmy i gnoli, ale to nasz taki rytuał.
Oczywiście podziwiał moje kochane autko i gratulował mi że wreszcie go złożyłam.
No nie powiem nie kryłam dumy!
Wjechałam na podjazd.
Auta Malika już nie było i nawet dobrze!
Nie chciałam sobie psuć humoru! 
Weszliśmy do domu i Alan wydarł sie:
 - EMILY! Przyjechałem!
Usłyszeliśmy pisk.
Najpierw wleciał do przedpokoju Saba który nas przewrócił.
Dziwnym trafem miał pomalowane pazury na różowo...
Prawie zalizał Alana na śmierć, ale odstąpił miejsce Emily, która zaczęła, skakać po biednym braciszku i całować go.
Tak wyrażała swoją radość.
 I tak upłynął wieczór i poranek...




Wiem, wiem, totalne dno!
W mojej głowie jakoś lepiej to wyglądało.
No cóż... Przepraszam was, że musicie czytać takie wypociny ^^
Chciałabym wspomnieć że Kaxii przeprowadziła ze mną niedawno wywiad i serdecznie was zapraszam do przeczytania go (: A jednocześnie odwiedzenia jej bloga :D
MA naprawdę świetny pomysł... ale trochę straciła wiarę w siebie.
Mam nadzieję, że  ten głupi pomysł z zawierzeniem bloga zaraz ci wpadnie!
Zapraszam was do odwiedzenia bloga mojej "cynicznej" przyjaciółki Pimeys  i do odwiedzenia mojego drugiego bloga Nowe życie :*
A i przypominam o głosowaniu na mnie na Wymarzony Świat z 1D :P Kto jeszcze tego nie zrobił to serdecznie zapraszam^^ Jestem nr 9^^ 
Pozdrawiam!!
Zakręcony Duet!!
<3 <3 <3

czwartek, 7 czerwca 2012

Rozdział 22

 PRZECZYTAJ NOTKE POD ROZDZIAŁEM!!

Obudziły mnie promienie słoneczne.
Niechętnie zgramoliłam się z ciepłego łóżeczka i doczołgałam się do łazienki. Spojrzałam w lustro. Miałam wielkie wory pod oczami. Byłam cała blada i miałam zaczerwieniony nos od kataru.
No tak... przeziębiłam się po naszym wypadzie nad jezioro... Masakra.
Nie wiem czy dam rade dziś naprawić swoją twarz . Na prawdę wyglądała krycznie.
Z ciągnęłam z siebie ubrania i wrzuciłam je do kosza. Weszłam pod prysznic.
Ciepłą woda pieściła moją skórę i dawała mi ulgę.
Szybko umyłam się i nałożyłam odżywkę na głowę.
Opatuliłam się ręcznikami i weszłam do pokoju Alana. Nakarmiłam Fered'a i Georg'a, którzy zaczęli skrzeczeć jak pojebani. Wyszłam z pokoju i skierowałam się na dół w samym ręczniku.
Nie miałam pojęcia gdzie jest Emily.
pewnie Danielle gdzieś ją zabrała. Zapewne napisała mi SMS-a ale moja komórka zapodziała się w moim burdelu, a nie miałam sił na szukanie jej.
W salonie na stoliku leżał mój szkicownik, kilkanaście ołówków i gumka.
Tak rysowałam i to nawet nieźle.
Razem z Livią rysowałyśmy. Ona mogła przerysować kreska w kreskę, kolor w kolor wszystko co jej się pokaże. Ja ja wymyślałam  swoje kompozycję w wyobraźni i przelewałam to na papier.
Usiadam na sofie i otworzyłam szkicownik.
Pare rysunków zamyślonej Livi, kilka szkicy samochodów, pare koni w galopie, kilka rysunków zwierząt, kwiaty i ten nad którym wczoraj pracowałam.
Gdyż zbliżają  się urodziny Emily postanowiłam zrobić jej prezent. Chciałam namalować jej w pokoju portrety swoich idoli więc wzięłam się w garść i zaczęłam projektować to na kartce.   
I wyszło z tego tyle, że naszkicowałam portret Zayn'a i poszłam spać.
Musze dziś namalować resztę chłopców i powiedzieć o moich planach tacie... aby go nie zaskoczyć i aby mógł na kilka dni przed urodzinami pozbyć się Emily z domu.
Włączyłam telewizor i od razu wybrałam MTV Rock.
Włączyłam głośniki i puściłam je na ful.
Akurat wojnę toczyły dwa zespołu Limp Bizkit i Linking Park. Mi to pasowało bo osobiście uwielbiałam oba zespoły.
Wzięłam węgielek i teraz zaczęłam szkicować mordkę Harry'ego.
Z tym nie było trudno bo 3/4 jego twarzy zasłaniały loki. Dorysowałam jeszcze jego sexi dołeczki i poszłam do kuchni po coś do jedzenia.
Wyciągnęłam banana i jogurt i wróciłam na swoje miejsce.
Drogą którą szłam zostawiłam kropelki wody, które ze mnie ściekały.
Z ciągnęłam ręcznik z włosów i dałam im spokojnie spłynąć na ramiona. Postanowiłam zrobić sobie dzisiaj loczki więc nie poczesze włosów.
Znów wzięłam do ręki węgielek i szkicownik.
Teraz skupiłam się nad poprawą portretu Zayn'a.
Osobiście znudziłam sie po 2 minutach. Wyłączyłam telewizor, włączyła iPoda i wybrałam Play Listę do skakania jak pojebana, co potocznie nazywałam tańcem. 
Zaczęłam skakać jak pojebana, czego bym nigdy nie zrobiła jakby, ktoś był w domu. Nie mam pojęcia jak na tej liście znalazła sie piosenka "Pink Panter", ale spoko...
Zaczęłam tańczyć jakieś kocie ruchy w takt piosenki. Kilka razy poprawiałam ręcznik aby nie spadł.
Nagle zauważyłam czyjąś obecność. Przestraszona wzięłam co wpadło mi do ręki... a był to kubek z wypitym jogurtem... Nie ma co jakbym była jakimś bandziorem szczerze zaczęła bym się bać tego "śmiercionośnego kubka zagłady", który w moich rękach był naprawdę bardzo niebezpieczny. 
Cisnęła kubek ku wejściu do salonu gdzie stała tajemnicza postać.
Usłyszałam ŁUP i resztki jogurtu rozbrysło się na ziemie. Tak... Kubeczek nawet nie pokonał połowy odległości dzielącą mnie od bandziora.
 - Pojebało cie? Jesteś jakaś psychiczna! - usłyszałam znajomy głos Zayn'a.
 - Kretynie co mnie straszysz?! I wg jak tu weszłeś? I co tu robisz? - potok słów wyleciał z moich ust, nawet nie zastanawiałam się co powiedzieć. Złość zrobiła swoje.
 - Łał! Udało mi się nastraszyć Alex.. WOW... Pogratuluje sobie! - zakpił chłopak
 - Super... przyznam ci medal! - od parsknęłam - można wiedzieć co TY robisz w moim DOMU?!
Nagle zza jego nóg pokazała się Emily.
Miała na sobie zielone spodenki i buzieczkę z postaciami jakiejś bajki.
Uśmiechała sie do mnie przebiegle.
 - Cześć Alex! Fajnie, że już wstałaś! Pobawisz się z nami? - za pleców wyciągnęła laleczkę Barbie.
Uniosłam brew.
 - Nie miała się tobą dziś zająć Danielle? - zwróciłam się do krasnala
Dziewczynka zrobiła zdziwioną minę:
 - To ty nie wiesz?
Wpatrywałam się w nią wyczerpująco.
 - No bo Liam ma dziś urodziny i Dan zorganizowała dla nich romantyczny wypad na hawaje! Wrócą dopiero za  dni na KONCERT! - ostatnie słowo wypiszczała.
Popatrzyłam na nią tępym spojrzeniem.
 - Dan poprosiła mnie abym dziś zajął się Emily... nawet wysłąła ci SMS-a - zabrał głos Zayn.
 - A z kąd ja to miałam wiedzieć? Jak od wczoraj telefonu na oczy nie widziałam? Co ja wróżka? - zakpiłam.
 - Jeszcze skrzydełka i jak ulał! - powiedział chłopak.
Spojrzałam na siebie.
O kurwa....
Miałam na sobie tylko ręcznik, który zasłaniał o wiele za mało niż powinien.
Poczułam jak robie się cała czerwona. Odwróciłam się plecami do towarzystwa i chciałam wybiec z salonu. Ale jedynym wyjściem było te przy, których oni stali.
Znów odwróciłam się.
Zaczęłam maszerować w ich stronę.  
Zrobili mi miejsce.
Zayn perfidnie się uśmiechał. Miałam ochotę trzasnąć mu w twarz, ale się powstrzymało mnie to, że mój ręcznik zahaczył się o klamkę i usłyszała odgłos pękania materiału.
W panice chwyciłam ręcznik w aby mi nie zjechał.
Emily ryknęła śmiechem, a Malik obrócił się i nie patrzył na mnie.
Byłam mu za to dozgonnie wdzięczna. Ale był jeszcze jeden problem. Jak zacznę się ruszać ręcznik cały mi spadnie, a trzymałam go już w dwóch miejscach.. sorry więcej rąk nie mam!
Zayn zaskoczył mnie jeszcze bardziej.
Zdjął z siebie koszulkę i podał mi ją, ciągle na mnie nie patrząc.
 - Emmm? Ale ja nie che twojej koszulki! - powiedziałam
 - Zamknij mordę! I bierz ją! nie widzisz, że usiłuje ci pomóc? - mówił to tonem nie znającym sprzeciwu.
Wzięłam koszulkę i szybko wciągnęłam ją na siebie.
Była o wiele za duża i wisiała na mnie jak na wieszaku. Zasłaniała o wiele więcej niż ręcznik, który puściłam i stałam w samej koszulce.
Czułam się dość dziwnie... Ale to może pomińmy.
 - Yyyy... to ja się pójdę przebrać. - bąknęłam i zniknęłam na schodach.
Policzki mi połoneły ze wstydu... Co za obciach...
Wpadłam do mojego pokoju.
Wciągnęłam na siebie bieliznę i jakieś ciuchy, które wpadły mi w ręce.
Zaczęłam szukać telefonu.
Chciała sprawdzić czy naprawdę Danielle zostawiła mi wiadomość.
Co tam, że miałam 4 nieodebrane połączenia.
Jedno od Livi, a reszta od Harry'ego.
I kilka SMS-ów, w sumie trzy od lokatego o treści:

" UDUSZE CIE ZA TEN SAMOOPALACZ! 
WYGLĄDAM TERAZ JAK MURZYN! "
A no tak... Postanowiłam z Malikiem uprzykrzyć życie Harry'ego za zamknięcie nas w kabinie. JA obmyśliłam cały plan, a do Zayn'a należała brudna robota.
A pierwszą rzeczą, którą miał zrobić było podmienienie mu podkładu, którym teraz musiał się smarować bo oberwał za wylanie coli na przednie siedzenie mojego auta i ma dużego siniaka pod okiem i rozwaloną wargę... Cóż ja nie prosiłam się aby brał moje auto.
Szybko odpisałam mu:

"CZYLI DUŻO SIĘ NIE ZMIENIŁO :*
NASTĘPNYM RAZEM MUSZE SIĘ BARDZIEJ POSTARAĆ (:
MAM NADZIEJE ŻE FANKĄ SIĘ SPODOBASZ ;D
A NA DRUGIE PODEJŚCIE MAM ZAMIAR ZROBIĆ COŚ Z TWOJĄ CZUPRYNĄ :P"

Trochę się nad nim poznęcam. No cóż... musze mieć coś z życia!
Odczytałam kolejną wiadomość, ale teraz od mojego braciszka:

"PRZYJEŻDŻAM SZYBCIEJ (:
MÓJ SAMOLOT LĄDUJE DZIŚ O 17,40 W LONDYNIE (:
BYŁBYM WDZIĘCZNY JAKBYŚ PO MNIE PRZYJECHAŁA I NIE SPÓŹNIŁA SIĘ :D
ALAN"

No, no! Nie spodziewałam się takiego SMS-a. Ale szczerze miło mnie zaskoczył. Jestem ciekawa czemu zdecydował się na szybszy przyjazd.
Miałam jeszcze jednego SMS-a od Danielle.

"WYJEŻDŻAM Z LIMEM NA MAŁY WYPAD (:
CHŁOPCY ZAJMUJĄ SIĘ EMILY GDY MNIE NIE BD :P
A I 31 SIERPNIA ROBIE IMPREZE Z OKAZJI URODZIN LI <3
KOCHAM:*
DANIELLE  
PS. DZIŚ CHYBA PRZYCHODZI ZAYN. NIE ZABIJ GO.

Czy ja wyglądam na masowego mordercę? Owszem jak się wkurzę to mogę dużo zrobić ale aby od razu zabijać? Jestem za mocnym okaleczaniem, a nie morderstwem:P
Podeszłam do lustra.
Musiałam wstawić twarz na swoje miejsce... Czeka mnie z tym dużo roboty!
Nałożyłam cienką warstwę podkładu i pudru, a teraz bawię się eye-laynerem. Zrobiłam tak zwane "szopie oczy" czyli pociągnęłam kreskę na dolnej powiece i górnej i nałożyłam pomadkę.
Przejrzałam się w lustrze.
Czarne rurki, i luźna brązowa bluza i brązowe botki na lekkim obcasiku. Ładnie się dopełniały.
Potraktowałam moje włosy pianką, aby te loczki jakoś wyglądały i zaszłam na dół.
Z salonu dochodziły mnie głosy śmiejących się dzieci.
Weszłam tam i stanęłam jak wryta.
Malik - który miał na sobie moją koszulkę z tekstem piosenki "Fire" od Linking Park... muszę sobie zapamiętać abym ją wyparzyła i odkaziła! -  i Młoda leżeli poskładani na ziemi oglądając stare film., jak ja byłam jeszcze bobaskiem. Czyli fochające się dziecko w roli głównej.
Podeszłam do telewizora i wyłączyłam to.
 - No EJ! - zaczął lamentować Malik - teraz miało być najlepsze!
 - Co mi sie w prywatnych rzeczach grzebie?! Jesteś na swoim?! - wydarłam się - pierdzielony pedofil! - mruknęłam.
Rzuciłam w niego jego koszulką.
Odwróciłam się i poszłam do kuchni.
Otworzyłam lodówkę i wyjęłam mleko, później podeszłam do szafki i wciągnęłam płatki czekoladowe. To była jedyna rzecz, którą potrafiłam zrobić bez ryzyka spalenie kuchni.
Kucharka ze mnie marna.
Zaczęłam jeść powoli płatki. Z salonu nie dochodziły żadne odgłosy więc mogłam spokojnie jeść.
Ale nagle moja udręka się zaczęła.
Do kuchni wpadła jak małe tornado Emily i zaczęła skakać jakby coś przedawkowała, ale nie cukier.
 - Alex! Głodna jestem! Zrób mi coś do jedzenia! - wskoczyła na borowe krzesło obok mnie, a później na blat stołu i zaczęła skakać.
 - Zaraz rąbniesz tą swoją łepetynką o coś i będziesz ryczeć. - skarciłam ją - niech ci coś do jedzenia zrobi OPIEKUNKA! - wydarłam się w stronę drzwi.
Po chwili w drzwiach pokazała się głowa z czarnymi na żelowanymi włosami.
 - Że niby ja? - zapytał.
Wzniosłam oczy ku niebu.
 - Nie kurna ja... Oczywiście, że ty! - warknęłam.
 - Ale ja się nie znam na tym. Ty jesteś kobietą...
 - Błyskotliwy jesteś! - wtrąciłam, a on przewrócił oczami
 - Chodzi mi o to, że się na tym lepiej znasz odemnie. - założył ręce na piersi.
 - Haha! Dobry żart! - wtrąciła się Emily - ona już wodę spaliła! Kurczaka w ziołach podpaliła i wywołała pożar. Nawet do porządku nie umi parówki nad ogniskiem trzymać! - gadała jak katarynka - A w zeszłe wakacje...
Wstałam i szybko zasłoniłam jej buzie ręką.
Ona zaczęła protestować, ale wyszło jej z tego stłumione jęki.
 - Alex! Puść ją! Chce się dowiedzieć co narobiłaś! - podszedł do mnie Zayn.
 - Nic specjalnego! - zaczęłam się gorączkowo cofać.  
Jednym ruchem Zayn oderwał moją rękę od buzi Emily i przyciągnął mnie do siebie.
Staliśmy do siebie twarzą w twarz.
Trzymałam ręce na jego torsie, a on na moich plecach.
Wyglądał na tak samo zaskoczonego jak ja.
Podniosłam wzrok i napotkałam jego kakaowe oczy.
Miał tak piękne oczy.
Jego rzęsy jak zawsze sklejone od tytoniu. Czułam jego słodki zapach perfum pomieszany z gryzącą wonią nikotyny.
Jego twarz zaczęła się do mnie powoli zbliżać.
Widziałam teraz wyraźniej jego pełne różowe usta.
Ale nagle otrząsnęłam się:
 - Jestem kiepską kucharką. - palnęłam od czapy.
Chłopak zatrzymał się i po chwili się otrząsnął.
Rozluźnił swój uścisk, a ja szybko z niego wyślizgnęłam się.
 - NIE , nie nie! Wszystko źle! - zaczęła lamentować Emily - teraz mieliście się pocałować! Później mieliście ze sobą chodzić! Zrobić dzieci! Alex! Wiesz jak ja chce mieć takiego fajnego szwagra?! I wszystko popsuliście! Mieliście mieć gromadkę dzieci z którymi miałam się bawić! Ślub byśmy zrobili wtedy kiedy Tata i ciocia! A wy wszystko zepsuliście!
Młoda zaczęła tupać ze złości.        
Wymieniłam z Zayn'em szybkie spojrzenia: 
 - Ta mała spryciula to wszystko zaplanowała! - zaczęłam.
Popatrzyłam znacząco na Malika.
 - Ona już zaplanowała nam całą przyszłość! - podjął chłopak.
 - Nie sądzisz, że powinniśmy ją wyłaskotać za wsze czasy?! - zaproponowałam.
 - NIE!!! - młoda uciekła z piskiem.
 - Zaraz cie dorwę! - puściłam się biegiem za nią.
Za mną słyszałam kroki śmiejącego się Malika.
Dorwaliśmy małą w salonie.
Chowała się za rogówką.
Wyciągliśmy ja za nogi i zaczęliśmy łaskotać. 
Emily piszczała jak pojebana. W końcu jak młoda już nawet nie miała siły na piszczenie, zostawiliśmy ja w spokoju.
 - Em - zaczął Zeyn - a co powiesz na to, abyśmy się teraz odegrali na Alex?  
 - CO?! - wycedziłam
 - Tak! - nagle Młoda odzyskała siły i rzuciła się na mnie.
A zaraz za nią poszedł Zayn.
Na całe nieszczęście Emily znała moje słabe punkty jeśli chodzi o łaskotki.
Zayn unieruchomił mnie dość skutecznie.
Siedział mi na nogach tak, że mu mogłam zrobić nieznaczną krzywdę i trzymał mnie za nadgarstki.
Znaleźliśmy się w nie komfortowej sytuacji bo nasze twarze znajdowały się bardzo blisko siebie.
Emily natomiast wlazła mi dosłownie pod bluzkę i piórkiem zaczęła mnie łaskotać.
Darłam sie niemiłosiernie.  
Nagle usłyszałam trzask drzwi i gruby głos:
 - Co tu się dzieje!? Nakręcacie jakiegoś pornosa?!
No oczywiście Ben ze swoim światem.
Na te słowa wszyscy stanęli w bezruchu.
Popatrzyłam w stronę ojca Chrzestnego.
Stał w całej okazałości.
Jego brzuszek już uciekał z pod poplamionej smarem bluzki - musze sobie zapamiętać, żeby na urodziny kupić mu o rozmiar większy - i niebieskim kombinezonem.
 - O pornosie w ubraniach jeszcze nie słyszałem - powiedział zamyślony gładząc swojego wąsa - mogliście powiedzieć to bym chociaż kamerę przyniósł.
Emily wygramoliła się z pod mojej bluzy.
Mina Bena była bezcenna. 
Nie wytrzymałam i ryknęłam śmiechem.
Zayn popatrzył na mnie zakłopotany i zszedł ze mnie.
Zwrócił się do Bena.
 - To nie tak ja pa myśli... - zaczął nieudolnie.
Latynos popatrzył na niego.
 - Że nastolatki dobrze spędzają ze sobą czas? Śmiejąc się i dokazując sobie nawzajem?! - powiedzial spokojnie
Mina Malika była bezcenna.
Znów ryknęłam śmiechem.
 - Dobra... całkiem tak jak pan myśli. - poprawił się niezręcznie. Wyciągnął przed siebie dłoń - Zayn Malik.
 - Ben i tyle powinno do ciebie starczyć. A zawracaj się do mnie per Pan. - powiedział Ben robiąc groźną minę.
 - Jasne szefie! - wyszczerzył się czarnowłosy.
 - Nie podlizuj się! - zgromił go Ben.
Znów ryknęłam śmiechem.
 - Grzybiara numer jeden prosze wstać z tej podłogi i doprowadzić siebie do porządku. - znów zagrzmiał Ben
 - A weź się wypchaj! - pokazałam mu język.
 - Jak ty się do starszych odzywasz? - próbował wygladać na groźnego, ale średnio mu to wychodziło.
 - A jak ty się odzywasz? Jak byś byś moim synem przejechałabym ci mydłem po mordzie! - odgryzłam się.
 - Ma pan bardzo interesującą córkę. - Zayn nie połapał się w sytuacji... i mu się nie dziwię.
Ale mu chyba nie wybaczę tego, że spokrewnił mnie z chodzącą beczką sadła.
Oboje z Benem popatrzyliśmy na niego jak na obłąkanego.
I razem ryknęliśmy śmiechem.
Chłopak stał totalnie zbity z pantałyku.
Wstałam i podeszłam do Bena.
 - Osobiście ci wkopie za porównanie, że jesteśmy rodziną! - objęłam Bena rękom - Ta kupa sadła jest moim Ojcem  Chrzestnym. - pocałowałam go w policzek.
 - I vice versa Chrześniaczko. Tez nie chciał bym być spokrewniony z taką fałszywą zdzirą niemającą własnego życia prywatnego i puszczającą się po kontach.
Spojrzałam na niego z ukosa.
 - Odezwał się. - fuknęłam tylko w jego stronę i podeszłam do Emily.
 - Tylko tyle? - Ben wyglądał na bardzo zdziwionego - Żadnego odgryzania się? - zwrócił się do Zayn'a - Dała ci dupy, że jest w tak dobrym humorze?
Zrobiłam wielkie oczy.
Spojrzałam na Zayn'a , a ten zrobił się czerwony ze śmiech.
 - Ale prawie się przedemną rozebrała! - powiedział.         
 To był cios poniżej pasa.
 - Ty tez nie byłeś dłużny! - odgryzłam się.
 - Zawsze wiedziałem, że prędzej czy później poddasz się mojemu urokowi. - poruszał śmiesznie brwiami.
 - Jasne wmawiaj sobie. - przewróciłam oczami - po pierwsze musiałbyś przestać palić. Po drugie musiałbyś nauczyć się do porządku jeździć i przeglądać się cały czas w lusterku! I znowu to robisz! - Zayn akurat przeglądał się w szybce telefonu.
Zrobił się czerwony jak buraczek.
Ale od razu zaszczycił mnie przebiegłym uśmieszkiem.
 - Czyli mam jakieś szanse?
Zrobiłam wielkie oczy:
 - Tego nie powiedziałam. - ucięłam.
Robiło się coraz bardziej niezręcznie, a Bena i Emily gdzieś wywiało.
 - No nie! - uparł się - powiedziałaś co powinienem zmienić! Czyli mam jakieś szanse!
 - Jesteś uparty jak osioł! - fuknęłam - z taką mordą nawet w piekle nie miałbyś u mnie szans!
 - Przed pięcioma minutami byłąś skłonna mnie pocałować!
Zatkało mnie.
 - To było dawno i nieprawda! - broniłam się!
 - Alex przyznaj podobam się tobie!
Zayn był coraz bliżej, a stolik zagradzał mi droge ucieczki.
 - NIE podobasz mi się. - powiedziałam stanowczo.
 - Udowodnij! - zażądał.
Uniosłam brew zbita z pantałyku.
 - Niby jak?
Nie zdążył odpowiedzieć.
Jego usta wpiły się do moich.
NA początku byłam zaskoczona.
Ten pocałunek był taki, że aż zatraciłam się w im.
Odwzajemniłam pocałunek nie opierając się.
Czułam taką podniecającą rozkosz.
Wplątałam palce w jego włosy i przyciągnęłam go bliżej do siebie.
Całowaliśmy się namiętnie oparci o szybę z salonu.
Ale nagle odzyskałam rozum widząc błysk.
Odepchnęłam Zayn'a i spoliczkowałam go.
 - Nigdy więcej tak nie RÓB! - wycedziłam i pobiegłam do swojego pokoju, zostawiając oszołomionego Malika w salonie.
Zatrzasnęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie.
Podciągnęłam kolana pod brodę i wplątałam palce we włosy.
 - CO JA KURWA ROBIĘ?! - wyszeptałam...



Wiem! Dno totalne!! Bardzo was przepraszam!
A jeszcze bardziej za to, że tak długo nie pisałam, ale próbuje wyciągnąć na świadectwo z paskiem bo punkty przydadzą mi sie do rekrutacji i siedzę całymi dniami i zakuwam!
Mam nadzieje, że mi to wybaczycie :* ! Ja naprawdę się staram i dodaje wtedy gdy mam czas!
Obiecuje wynagrodzić to wam po 20 jak już będę miała wszystko na spokojnie (:            
OGŁOSZENIE PARAFIALNE ! 
Biorę udział w konkursie na najlepszego bloga miesiąca na Wymarzony Świat z 1D i mam do was wielką prośbę! Mam numerek 9 i prosze abyście zagłosowały na mnie! Zostało jeszcze tylko 5 dni! 
Tam można zmieniać swoje głosy więc jak ktoś już zagłosował to może to anulować i zagłosować jeszcze raz! Jest to ankieta wielokrotnego wyboru więc możecie zagłosować na wszystkich!
A i założyłam nowego bloga, ale on nie jest o 1D. Na razie mam tylko PROLOG, bo chce się nim zająć dopiero po wystawianiu ocen (:Tutaj macie adres: http://n-o-w-e-z-y-c-i-e.blogspot.com/
Serdecznie was zapraszam (: 

Kocham was!! 
<3 <3 <3      

czwartek, 31 maja 2012

Rozdział 21

 - Co znowu? - odebrałam 3 telefon od Harry'ego. - jak jeszcze raz się mnie zapytasz co jest napisane w moim pamiętniku to skrócę cie o głowę!
Harry dorwał się do mojego pamiętnika... tyle dobrze, że pisałam go po polsku ni nic z niego nie rozumiał. A Emily nie rozczyta mojego pisma... ledwie umi czytać... a co dopiero rozczytać moje bazgroły!
 - Twoja świnka się popsuła. Dostał jeść i pić... i nadal piszczy... a teraz coś z niej leci... FUJ!
 - Harry... - próbowałam mówić spokojnie, ale jak boga kocham z tym chłopakiem nie można po ludzku - zwierzęta też mają potrzeby fizjologiczne... chyba uczyłeś sie na tym na biologi...
 - Livia przyjedź tu bo zaraz do głowy dostanę... - nagle urwał -  Co z niej wychodzi?! - powiedział przerażony.
 - Harry jesteś obrzydliwy! - rozłączyłam się.
Danielle patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
 - Co te dziecko znowu natworzyło?
 - A te dziecko nie uczy sie z biologii i nie wie, że zwierzęta muszą robić psipsi i kaka...
Dziewczyna uniosła brew:
 - Psipsi i kaka? Mówisz jak Emily...
 - Tak wiem.
Znów rozdźwięczał się mój telefon.
Kurwa i znów Harry.
 - I on tak przez 24 na h? - jęknęłam - nie da się go włączyć?
Danielle parsknęła śmiechem.
 - Uwierz... próbowałam... ale ciesz się , że to nie Lou... ten to ma ADHD!
 - Myślałam, że gorzej już być nie może - mruknęłam - CO?! - warknęłam do słuchawki.
 - Bo wyszło z niej takie 2 różowe kuki z oczami... Czy mam sie bać? - zapytał - bo to mi na kosmitów wygląda.
 - Czekaj, czekaj... jakie różowe kulki z oczami? Co ty gadasz?
 - Czekaj wyślę ci zdjęcie.
Rozłączył się.
 - Według Harry'ego, mam inwazje kosmitów w domu...
Dan westchnęła.
 - Powinien odstawić cukier.
 - Też tak sądzę. - potaknęłam.
Usłyszałam melodyjkę.
Wzniosłam oczy ku niebu.
 - Jak to znów Harry przysłał mi jakieś moje zdjęcie z dzieciństwa... albo co gorsza swoje zdjęcie... To osobiście pofatyguje się do Alex po jakiś pomysł powolnej i bardzo bolesnej śmierci! - wypowiedziałam to przez zaciśnięte zęby.
 - Teraz to raczej Alex obmyśla jakiś zabójczy plan na zemszczenie się na tobie i Harry'm... a znając życie, my czyli Ja, Emily, Eleanor i chłopaki też oberwiemy... - sprostowała Danielle
 - Nie będzie, aż tak źle... chyba. 
W samochodzie rozdźwięczał melodyjka, mojego telefonu.
Zaklęłam w duchu.
Otworzyłam wiadomość.
Wyświetliło się zdjęcie.
W klatce była moje Mikusia, a obok niej leżały różowe kuleczki. Przyjrzałam się im bliżej. Było widać zarysy oczu, nosku i łapek.
Ale to nie możliwe!
Przecież Mikusia nie mogła być w ciąży! Niby kiedy? Na pewno mama by mi o tym powiedział!
W samochodzie rozdźwięczył melodyjka.
O wilku mowa.
 - Znaleźliście ich? - nawet  nie dałam mamie zacząć. 
 - Tak.... są cali i zdrowi... no prawie... - usłyszałam w jej głosie nutkę troski. 
 - Powiedz mi, że nie złamała nic Zayn'owi... - jęknęłam. 
 - I co? Żyją? - dopytywała się lokata.
 - Cichaj! - syknęłam do Danielle i zakryłam palcami usta.
 - Nie nie nie! - uspokoiła mnie mama - raczej Alex... cała fioletowa i wg....
 - Co?! Pobił ją?! - prawie krzyknęłam, na co Danielle gwałtownie skręciła. Ciulnęłam głową o szybę pasażera. 
 - CO?! - krzyknęła dziewczyna. 
 - Cichaj! - próbowałam ją uspokoić. I tak ledwie co mamę słyszałam bo w tle Alex z Zayn'em kłócili się o jakąś pierdołę... Są gorsi od dzieci! - Mamo! Ucisz tamtą dwójkę bo cie nie słyszę!
Przez chwilę słyszałam stłumioną rozmowę. A później znów głos mamy:
 - Co ja mówiłam? - zapytała
 - Zayn pobił Alex? - byłam co raz bardziej ciekawa... 
Osobiście sądziłam, że Alex jest skłonna do pobicia... No przecież załatwiła nos Megan w pierwszej klasie... Ale aby Zayn? Oczywiście Alex jest cholernie upierdliwa i nachalna... no ale chyba mu aż tak za skórę nie zalazła!
 - A nie nie nie! Broń Boże! To chyba szybciej ona jego by pobiła! 
 - CIOCIU! - usłyszałam krzyk Alex.
Wyobraziłam sobie jej minę i uśmiechnęłam się.
 - Kochanie wszyscy wiedzą, że jesteś do tego zdolna! Siedź cicho i daj mi spokojnie porozmawiać z córką!  - ofuknęła ją mama.
 - Ciocia to by się lepiej na drodze skupiła, a nie na gadaniu z Livią!
 - Alex bo cie wyrzucę! - zagroziła mama - Przypominam ci, że jesteś na mojej łasce i mogę zrobić co chce!   
 - MAMO! Wróć do mnie! - przypomniałam, jej o mojej obecności.
 - Z Alex wszystko w porządku! Jest nieznośna jak zwykle... 
 - Ale co mówiłaś, że jest sina? - dociekałam. 
 - Bo siedzi tu w za krótkich spodenkach, w bluzce, która nie powinna nazywać się bluzką i...
 - Mówisz tak jak tata! - usłyszałam głos przyjaciółki 
 -... jest opatulona - mama puściła uwagę mimo uszu i kontynuowała - bluzą tego uroczego Zayn'a.
 - Uroczego? Nie wiem co w nim ciocia uroczego widzi... - znów Alex podjęła monolog
 - Jak podrośniesz to inaczej będziesz śpiewać! - upomniała ją. 
Czułam się jak jakiś podsłuchiwacz.
Nie chciałam przerywać ich rozmowy, ale przypomniałam sobie o Mikusi.
 - Momo! mogłabyś mi to wyjaśnić, że Mikuśka się okociła? - walnęłam z grubej rury      

I zaległa głucha cisza.
 - Ty kpisz sobie i o drogę pytasz?
 - Nie kpie. - ucięłam - Harry przysłał mi właśnie zdjęcie! I jak wół tak są małe świnki... i dużo krwi... Momo! Coś ty z nią zrobiła w czasie mojej nieobecności? - wyrzuciłam z siebie
 - No... No bo Mikusia była taka samotna jak ciebie nie było... zabrałam ją raz do koleżanki... ale jestem przekonana, że ona mówiła, że to ona, a nie on! 
 - MAMO!  
 - Livia! Pogadamy w domu! - powiedziała szybko i rozłączyła się.
Miałam ochotę cisnąć telefonem.
Danielle kazała opowiedzieć wszystkie szczegóły.
Więc tak zrobiłam.

***  

 - Zostawić cię na chwilę sam na sam ze świnką to już jej dzieci zrobiłeś!- dokuczył Harry'emu, Louis
  - Ja jej nawet nie dotknąłem! - zaprotestował loczek - to Emily zaczeła ją głaskać i nagle zaczeła wyć...
 - Tak jak ty? - dogryzła mu Alex.
 - Siedź cicho bo znów zamknę cie z Zayn'em w jednym pokoju! - odfuknął.
Widocznie jeszcze nie wiedział, że kłócenie się z Alex nie wyjdzie mu najlepiej.
 - Czy ty naprawdę chcesz sie pożegnać z męskością? - Alex uniosła brew - mogę ci to załatwić w 2 minuty! 
Chłopak zakrył swoje czułe miejsce, z przerażeniem w oczach.
 - Nie zbliżaj się do mnie! - zaczął oddalać się od skrzata.
 - Ale czemu? Przecież ja cie nie zamknęłam na kilka godzin do małej klitki z osobą, z którą najchętniej byś się pobił... I niby jaki masz argument do obrony?
Harry miał głupi wyraz twarzy. 
Czasem myślę, że ta kobieta mogła by być prawnikiem... ale wywalali by ja z sądów za używanie łaciny kuchennej.
 - Louis! Powiedz jej coś! - Harry schował się za przyjacielem, ale ten go odepchnął.
 - A co ja mam jej powiedzieć? Ja nie chce zostać znokautowany! - gdy na potkał wzrok Alex, chłopak  schował sie za swoją dziewczyną - El obroń mnie! Ona ci nic nie zrobi!
 - JA cie obronie Kochany, mój! - A teraz Emily weszła do akcji.
Stanęła pomiędzy Alex i kryjącym sie za Eleanor, Louisem. Wyglądało to przekomicznie. Emii w różowej sukieneszce i dwoma kucykami z zadziorną miną. i Alex, która próbowała pohamować śmiech... marnie jej to wychodziło.
 - Emily! Bo pójdziesz spać! - zagroziła jej starsza siostra.
 - Nie boje się ciebie! - zaprotestowała i skrzyżowała ręce na piersiach.
 - A powinnaś! - Starsza siostra zaczęła się do niej zbliżać.
Ale Liam porwał Emily z podłogi i przerzucił ją sobie przez ramię, ratując całą sytuację. Ta zaczęła wierzgać i okładać go małymi piąstkami.
 - Zostaw! Ja muszę chronić mojego Louiego! ZOSTAW! - darła się jak opentana.
A na chłopaku nie robiło to najmniejszego wrażenia.       
Nagle do salonu wkroczyła mama i opanowała sytuację.
 - Kto pomoże mi przy ciasteczkach? Specjalnie dla Emily CZEKOLADOWE!
Dziewczynka przestałą się szamotać i pisnęła radośnie.
 - JA pomogę! - zgłosił się Niall.
 - I ja! - potaknął Zayn, szturchnął blondyna w ramię - będę pierwszy!
I zniknął za drzwiami w kuchni. Blondyn z bojowym krzykiem poleciał za nim.
 - Jak dzieci! -westchnęła, Alex i wzniosła oczy ku niebu.
Mimowolnie parsknęłam.
 - Chłopaki! Czekajcie na MNIE! - loczek przebiegł obok mnie.
Ale ja nie miałam zamiaru go puszczać! Najpierw miał mi wyjaśnić, co on zrobił Mikusi.
Chwyciłam go za koszulkę.
On poślizgnął się na kafelkach i wylądował na stoliku.
 - Fajtułapa! - dokuczyła mu Alex
 - Zamknij mordę! - uciął chłopak .        
 - Marzysz! - pokazała mu język.
Boże ta dwójka tak się dopełniała!
W salonie zostałam tylko ja Alex, która pilnowała aby lokaty nie uciekł... lepszej fuchy nie mogłam jej znaleźć. Lou i Eleanor, którzy zajmowali się sobą na kanapie, a reszta z moją mamą na czele robiła ciasteczka w kuchni. 
 - Harry! opowiedz mi jeszcze raz co się stało ze świnką! - zażądałam.
 - No.. zaczęła kwiczeć... dałem jej marchewę.. a później z niej coś takiego wyskoczyło. - wyrecytował.
 - Tyle w tym szczegółów było, że o cholera! - zakpiła Alex.
 - No powiedziałem w skrócie!
 - Ten skrót to sobie możesz wsadzić! - ucięłam.
Ambitnie miałam 3 małych świnek... jakoś mi sie nie uśmiechało to wszystko hodować...


Po jakieś godzinie, Emily zasnęła na kolanach Louiego.
 - Patrz jaka słodka! - podniecała się El.
 - No nie? I jeszcze ma świra na moim punkcie! - powiedział chłopak
 - Ale spójrz na nią! Jakie ma słodkie loczki... uśmiech.. i wg cała jest słodka! - Eleanor skakała na sofie jak pojebana.
 - Jak chcecie to możecie ją sobie wziąć! - ożywiła się Alex - załatwię nawet papiery adopcyjne! Tata na pewno się zgodzi! A młoda bd w niebie! - Mówiła to z taką nadzieją w głosie, że prawie w to uwierzyłam.  
 - Co z ciebie za siostra?! - oburzył się Zayn.
 - Ja mam na myśli dobro dziecka! - powiedziała to jak jakaś babka z kiczowatych seriali, która odbiera rodzicom dzieci, bo za mało zarabiają...
 - A coś ty się taka wielkoduszna zrobiła?! - drażnił się z nią!
 - W małym ciele, wielki duch! - uśmiechnęła się z satysfakcją.      
 - Chyba chciałaś powiedzieć w mikroskopijnym ciele, wredny duch! - pokazał jej język i odrazu oberwał z poduszki.
 - Ja ci zaraz dam wredny!
Zaczęła go gonić po domu. Nagle wbiegli do kuchni i przez chwile nie było ich ani słychać ani widać. Ale nagle rozległ się paniczny krzyk Zayn'a... i nieprawdopodobnie szybko wybiegł z kuchni. A zaraz za nim Alex z patelnią.
Chłopak wskoczył za sofę kryjąc się przed małym skrzatem z wielką patelnią! 
 - Co ty wyrabiasz?
Krzyknęłam do przyjaciółki. Miała niebezpieczny obłęd w oczach.
 - ALEX! W tej chwili PROSZĘ odłożyć tą PATELNIĘ! Bo ZADZWONIĘ do twojego OJCA! - krzyknęła mama.
Alex w pół kroku stanęła.
Opuściła patelnię i zrobiła niewinną minkę.
 - Ale mogę raz! Obiecuje! Raz go walnę i odłożę! Proszeeee.... - zrobiła paczydłami jak kot ze Szreka.
 - Liczę do trzech! Raz...! Dwa...!
No i Alex zniknęła w kuchni. Aby po chwili pojawić się z wielkim tasakiem w ręku!
 - ALEX! - krzyknęła mama.
 - Ale nie mówiłaś nic o nożach! - zaprotestowała.
 - Dzwonię do ojca! - blondynka wyciągnęła telefon i kliknęła raz.
 - Ty go już masz na szybkim wybieraniu? - zakpiła Alex, ale od razu pożałowała tych słów.
Mama zrobiła się cała czerwona.   
 - ALEXANDRO DAJANO WASILEWSKA! Nie odnoś się tak do mnie! I odłóż tan nóż!
No i Alex znów zniknęła w kuchni.
Wróciła z bananem na ryjku.
Klapnęła obok mnie. Ale po chwili spojrzała na Emily i wstała.
 - Dobra ja się już zbieram i zabieram Emily na chatę.
 - Nieeeeeee! - krzyknęła równocześnie para.
 - Cicho! Zabieram ją do łóżka! - ucięła.
Wzięła torebkę.
Podałam jej klucze od samochody, a ona spiorunowała mnie spojrzeniem.
Wzięła Emmily na ręce i wyszła z domu.
 - Poszła już? - szepnął Zayn.
 - Teren czysty możesz wyjść. - powiedział Liam.
 - To co? - zaczeła El - my tez się już zbieramy?
Popatrzyła na swojego mena.
 - TAK! - przytaknął Liam - nie będziemy dłużej wam na głowie siedzieć!
 - KURWA! KTO WYLAŁ COLE NA SIEDZENIE MOJEGO WOZU?! - ryknęła Alex.
Harry mimowolnie pobladł.
 - Macie tylne wyjście? - zwrócił się do mojej mamy.
 - Och kochany! - zaczeła - nawet tylne wyjście nie pomoże ci w ucieczce przed Alex... Już ci współczuję biedaku!    
Harry zrobił się jeszcze bledszy.

***

Obudziły mnie budzik. 
Wstałam z łóżka. 
Wzięłam, ubrania i do skakałam do łazienki. 
Uciągnęłam na siebie czarne spodenki, białą bluzkę. Z przodu miała napis: " I Love Fencing ", a z tyłu szermierza w wypadzie. Założyłam na to szelki. Rozpuściłam włosy i roztrzepałam je. 
Zeszłam do kuchni i zjadłam śniadanie złożone z grzanek z dżemem. 
Dałam Mikusi świeżą wodę i siano. Zobaczyłam jeszcze jak tam ma się jej potomstwo. W nocy przybyły na świat jeszcze dwie. Nie mam pojęcia co z nimi zrobie jak podrosną! Chyba wyśle je dziadkowi  Alex, który ma bzika na punkcie zwierząt!
Spojrzałam na kalendarz: 27 sierpień... za 5 dni przyjeżdżają bracia od Alex, a za 7 dni rocznica śmierci mamy Alex....15 dni moje urodzinki, nie szykowałam zbyt wielkiej imprezy... 
Ale znając życie co najmniej pół szkoły zwali mi się na głowę... jak co roku... No i w końcu przyjedzie tatuś... po prostu cieszyłam japę... najchętniej to bym uciekła.
Albo po prosze Alex aby jako prezent załatwiła mi bilet na Hawaje! Albo gdziekolwiek indziej!
Albo lepiej! Naciągnę ojca aby zafundował mi i Alex krótkie wakacje w tropikach! Skrzat napewno się zgodzi pod pretekstem, że się wysmaży i trochę urośnie!  
Dobra! Koniec z marzeniami! - skarciłam się. 
Spojrzałam na zegarek 9,47
Mama już do godziny jest w pracy...
Alex jeszcze śpi...
Jak inni moi znajomi...
Nie miałam co z sobą zrobić...
Dopiero na 11,00 byłam umówiona z trenerem na konsultację... musiałam mu wyjaśnić, że nie wystartuje na najbliższych zawodach szermierczych bo jestem w gipsie.. Dokładnie nie wystartuje w żadnych zawodach do dwóch miesięcy!
Wzięłam torebkę i wyszłam na miasto.
Poszłam na przystanek autobusowy.
Centralnie zdążyłam na autobus do Londynu. Kupiłam bilet i wsiadłam do piętrusa.
Poszłam na samą górę podziwiać widoki.
Po 20 min wysiadłam i skierowałam się do centrum handlowego.
Połaziłam trochę po galerii.
Kupiłam sobie waniliowego Sheyka i poszłam usiąść na ławce.
Nagle usłyszałam znajome głosy. Odwróciłam się w tamtą stronę.
Stał tam Luke... i obściskiwał się z jakąś różową lafiryndą...
Czekaj czekaj! Ja znam te farbowane włosy i sztuczny nos! 
Luke leciał w ślinkę z Megan! Z naszym największym wrogiem!
Ten lalusiowaty pedał z piekła rodem, który chodził z Alex... teraz obściskiwał się z różową ropuchą, bijącą dzieci i sztucznym nosem.. a jestem pewna, że na swoje urodziny zrobi sobie operację plastyczną! 
Alex się załamie.. ale przecież z nim zerwała... ale ona znów coś do niego czuje... Kuźwa! Zaraz pozbawię go ojcostwa!
Wstałam z miejsca.
Zaczęłam do nich podchodzić ale nagle mój telefon zadzwonił.
Odebrałam:
 - Dzwonie i dzwonie, a ciebie nie ma! Gdzie jesteś? - usłyszałam głos Stylesa
 - Harry? O kurcze! Która godzina?!
Byłam z nim umówiona na 10,20 pod moim domem. Miał mnie zawieźć do trenera! Kompletnie o tym zapomniałam! 
 - 10,34 gdzie ty jesteś? Deszcz pada a ja stoje jak jakiś Romeo...
 - Harry... kompletnie zapomniałam! Jestem teraz w Londynie w centrum handlowym! Mógłbyś po mnie przyjechać?
 - Kobieto! Ty się zdecyduj! grrr... dobra zaraz bd czekaj tam na mnie! - i rozłączył się.
Schowałam telefon i odwróciłam się w stronę całującej się parki.
Ale ich nie było..
No ładnie.
Wyszłam z galerii.
No ładnie leje deszcz.
Witam w Londynie! 3/4 roku leje deszcz 1/4 świeci słońce... Bosko!
Nie miałam przy sobie, ani płaszcza, ani parasola... jak wychodziłam nie zapowiadało się na deszcz...
Weszłam do jakiegoś sklepu i wybrałam beżowy płaszcz z kapturem. 
Przymierzyłam go, zapłaciłam kartą, oderwałam metkę i założyłam go na siebie.
Ślicznie komponował się z czarną torebką i czarnymi botkami.
Wyszłam z centrum prosto do białego kabriolety (  na szczęście zamkniętego! ), który prowadził Harry. Miał na sobie dżinsy, szarą koszulkę z tekstem piosenki jakiegoś zespołu i czarną marynarkę i czapkę " kondona".
 - Cześć! - powitał mnie.
 - Hej! - cmoknęłam go w policzek na powitanie - malowałeś się pudrem?!
Chłopak zaczerwienił się.
 - Nie wiem czy wiesz.. ale moja twarz wczoraj spotkała się z nogą Alex! Kto ją wg puścił na Kapuera'ę?
Zaśmiałam się.
 - Wykupiłam jej na to kurs dwa lata temu! - wyszczerzyłam się.
 - Dzięki wielkie! Przez ciebie mam pół twarzy sine i rozwaloną wargę! - pożalił się.
 - To po jaką cholerę ci ta czapka, która odkrywa ci twarz? - powiedziałam ironicznie.
 - Bo mi Zayn powiedział, że puder ma się wysuszyć!
Ryknęłam jeszcze głośniejszym śmiechem.
 - Powiedz mi od kiedy puder się suszy? - postukałam go po głowie
 - ZAYN! Jak ja go dorwę! - wydarła się
 - Lepiej tego kondona zdejmij!
Zerwałam mu czapkę z włosów.
 - O wiele lepiej! - roztrzepałam mu jeszcze loki.
Harry bardzo nie lubi jak ktoś bawi się jego włosami! Zaczął się awanturować i sam zrobił sobie fryz.
 - A tak wg to gdzie jedziemy? - zapytał gdy staliśmy na skrzyżowaniu.
 - Do Hali Sportowej w Londynie.
 - A gdzie to jest?
 - Niech Bóg ma w opiece twoją małą duszyczkę! - wyrecytowałam fraze, którą zawsze babcia mi powtarza i wzniosłam oczu ku niebu.

                              
O 11,20 byliśmy na miejscu... Harry trochę pobłądził i musieliśmy pytać się o droge przechodniów... a później Harry pozował do kilku zdjęć.W końcu dotarliśmy do ziemi obiecanej!
Wyskakałam z samochodu i poczłapałam do sali.
Harry szedł tuż za mną i odganiał sie od fanek.
W końcu zatrzasnęłam za nami drzwi w sali.
Akurat wpadliśmy na trening i cztery plansze były zajęte przez szermierzy, którzy walczyli ze sobą. Od czasu do czasu zapalały się lampki sygnalizujące punkt zawodnika. Dźwięk uderzanych o siebie kling był niesamowity... uwielbiałam go... mogłam się w nim zatracić. OD czasu do czasu ktoś krzyknął.
Na najbliższej planszy rozpoznałam moje dwie kumpele walczące pomiędzy sobą. 
          
 - Ta po lewej, która właśnie zrobiła wypad do moja przyjaciółka Kaya, a ta druga to Sabrina trenują od szóstego roku życia. O właśnie obopólny!
 - Co to znaczy? Te ostatnie? - zapytał chłopak. 
 - Że dubel.  
 - Że co?
Irytował mnie!
 - Że punk to każdej zawodniczki! 
 - To trzeba było od razu! A ty mi z jakimiś cukierkami wyskakujesz... 
 - Harry! Trzasne cię w ten głupi łeb!
 - Ejj a co one teraz robią? 
Wskazał na planszę gdzie zawodniczki żegnały się. 
 - Dziękują sobie za walkę. Ty nigdy nie widziałeś jak sie walczy w szermierce?
 - Ja nawet tego powiedzieć nie umiem. - usprawiedliwił się. 
 - No fakt. - odparłam. 
 - No proszę, proszę! Kogo tu nogi niosą? - usłyszałam za sobą głos Kayi.
Odwróciłam się i zobaczyłam ją w pełnym białym mundurku, zlana potem, z maską i szpadą na rękach.
 - Jak widzisz jedna noga! - wskazałam na gips. 
 - Coś ty kurwa zrobiła?!  Sezon się zaczyna a ty w gipsie wylądowałaś? - zbulwersowała się - Pogięło cię? 
 - Opowiadaj! - Dołączyła do nas Sabrina 
Również w całym stroju szermierczym.
  
  - Przyjaciel tego pana - wskazałam na Harrego, który wpatrywał się w dziewczyny z zaciekawieniem - wziął i prawie nas potrącił na jezdni. Alex zrobiła skręt ratując nas od śmierci... ale zostałam w gipsie.
 - A Alex nie chce wrócić na stare śmieci? - zapytała Sabrina.
 - Jakby dzień był dłuższy to by walczyła... ale wiesz... tu club.. samochody, garaż kapuera.. ona już tego za dużo ma... przecież pamiętacie jak rozpaczała odchodząc... 
 - W sumie racja... - Kaya spojrzała na lokatego -   Ej Sari! - zwróciła się do Sabriny Kaya - czy to nie ten chłopczyk z tego zespołu?
 - Ej no! Rzeczywiście! - potaknęła.
Czy tylko ja z Alex na całej kuli ziemskiej nie znamy ich zespołu? 
Wyrwał mnie z rozmyśleń Harry:
 - Liv może nasz przedstawisz?
 - A... jasne! - opamiętałam się - Harry poznaj Kaye i Sabrinę! - pokazałam na ciemnoskórą i białaskę - dziewczyny poznajcie tego porywacza ze szpitalnych łóżek, który oberwał od dziewczyny... - zamilkłam na podkając jego wzrok - yyymm.... Panie poznajcie Harrego Stylesa... - po prawiłam się.
 - Miło mi waz poznać drogie panie! - ujął od każdej dłoń i pocałował. 
Miałam wrażenia, że dziewczyny się zaraz roztopią.  
 - CO TO MA BYĆ ZA OBIJANIE SIĘ?! - usłyszałam głos trenera... zawsze go słychać a później widać - JUŻ WSKAKIWAĆ NA PLANSZĘ! SMITH! JAKSON!  MAM WAM WYSŁAĆ SPECJALNE ZAPROSZENIE?  - dziewczyny, aż stanęły na baczność. 
 - My jesteśmy po walce! Zaraz przyjdziemy! - odkrzyknęła Sabrina
 - Trenerze! Ktoś do trenera przyszedł! - krzyknęła Kaya! 
Skubana chciała się mną wybronić! Nie daruje jej tego! 
 -  A KTO TO? - teraz trener wyłonił się w całej okazałości.
Niski mężczyzna... nawet niższy od Alex, posiwiały z brodą i bardzo dobrze rozwiniętym mięśniem piwnym, w okolicy gdzie kiedyś -  z pół wieku temu! - znajdował sie kaloryfer. 
Stefan Alberten, kawaler po 50 - siątce.
Budził postrach w swoich adeptach. 
 - Dobry trenerze! - pisnęłam. 
Ucieszyłam się widząc tego staruszka... przez prawie rok.. masakra. 
 - O witam panienko! Mam nadzieje, że ostro trenowałaś u tych pijaków!  - powitał mnie zgryźliwością.
 - Polska to nie jest naród pijaków... to tylko nasi politycy są pojebani! - zaczęłam się z nim wykłócać. 
Ten tylko się zaśmiał. 
Nagle z poważniał. 
 - Mam nadzieje, że to tylko ozdoba! - wskazał na gips. 
 - O tuż nie. Ściągają mi to coś pod koniec miesiąca, a później i tak przez miesiąc nie bd mogła ćwiczyć... Ale bd walczyć na wózku, aby nie wyjść z wprawy! - widząc minę trenera poprawiłam się. 
 -  NO TO NA CO CZEKASZ? JUŻ PRZEBIERAJ SIĘ! - zwrócił się do reszty - A WY CO? JUŻ WALCZYĆ! A CHŁOPAK TEZ MA SIĘ PRZEBRAĆ I ĆWICZYĆ! NA MOJEJ SALI NIE BD OBIJANIA!  NO JUŻ! 
Cała nasza grupka rozpierzchła się. 
 - Liv... ale ja nie mam nic na zmianę! - pożalił się Harry - a po za tym nie chce!        
 - Och nie marudź! zaraz ci coś załatwię! Ćwiczenia dobrze ci zrobią! 
Z szatni chłopców wyszedł właśnie Scott. Był rok 2 lata odemnie starszy, ale jako tako przyjaźniliśmy się. 
Prawie na niego wpadłam, ale w pore chwyciłam się drzwi. 
 
  - Scott! Hej miło cie widzieć! Wydoroślałeś! W polsce zajebiście! Tylko mi was brakowało! A gips... to taga głupia sprawa... prawie nas potrącili na motorze... Alex uratowała sytuację ale ja zostałam w gipsie... a tera ogromna proźba! - powiedziałam to wszystko na jednym wdechu - Musisz się tym o to gostkiem zająć - wskazałam na Hazzę - trener kazał mu ćwiczyć! Z góry dzięki! Harry Scott, Scott Harry. Mam nadzieje, że się zaprzyjaźnicie! To pa! 
Mówiłam to jak jakaś maszyna. Do skakałam do szatni dziewczyn.
W kilka sekund się przebrałam... Ubrałam na siebie jakąś koszulkę, rękawek plastron, wciągnęłam do rękawa mundurka kabelek do szpady i mundurek. Wzięłam maskę i szpadę z uchwytem francuzkim i wyszłam do ludzi...
Ambitnie musiałam wyglądać z jedną nogą w gipsie. 
Nawet sie nie rozgrzewałam.. Sam trener rozgrzał mnie krzykami.
Stanęłam przy drabinkach i celowałam w manekina, ćwicząc pchnięcia. 
Kontem oka widziałam wychodzącego z szatni chłopców Harrego i Scotta w stroju sportowym do rozgrzewki. Na Harrym koszulka wisiała jak na wieszaku. Kierowali się do szafy na szpady. 
Harry otworzył ją 
I wszystkie szpady zwaliły się na niego! 
To musiało boleć! 
Każdy mądry nie podchodzi do tej szafy bez zabezpieczenia! Od lat nikt w niej nie sprzątał!
Scott wyruszył mu na pomoc. 
Po 5 min stali obok mnie. 
 - Widzę, że poznałeś już nasza Narnijską szafę! - przywitałam go.
 - Te miejsce mnie przeraża!  - powiedział
 - Ja też tak miałam na początku! - westchnęłam. 
Po godzinie wskoczyliśmy na planszę... znaczy ja siedziałam na krzesełku, a Harry próbował mnie atakować... no nie powiem, że to mu jakoś ambitnie dobrze szło ale miał zaciesz więc było ok.
I tak upłynęła nam czas... 



Rozdział 21!! W końcu!!
Sorry, że nie dodawałam, ale jestem zawalona rzeczami.. ty występy! Tu poprawy.. no masakra!
Ale jest długa więc myślę, że mi przebaczycie!! :P
Mam do was masakryczną proźbe!
Na Wymarzony Świat z 1D   jestem z numerkiem 9 i mam proźbę jak z mojego Radlina do Londynu! Proszę wejdźcie i zagłosujcie!!
Jest to dla mnie ważne!
Z góry dzięki za wszystkie głosy i pozdrawiam!! 
Tak jakoś naszło mnie na dodawanie zdjęć bohaterów:P 
Napiszcie, czy lepiej ich opisywać czy dodawać zdjęcia:D 
Bd mi lepiej:P 
<3 <3 <3 
Zakręcony Duet :*

piątek, 25 maja 2012

Rozdział 20 - naprawiłam:P

                 Usłyszałam odgłos zapalanych silników samochodowych. Dugnęłam Zayn'a, który był na mnie obrażony za stwierdzenie, że "Jeździ jak stara baba!", no ale cóż... prawda boli.
 - Ej... oni się zbierają.
Chłopak trochę się ożywił .
  - Ale chyba nas nie zostawią? - zapytał panicznie.
 - Nie wiem.
Nie zmówiliśmy się, ale oboje zaczęliśmy równocześnie krzyczeć i walić w drzwi. Ale nikt z łaski swojej nie podszedł.
Zaczęłam głośniej wrzeszczeć, ale na nic.  
 - Zdejmij stanik i rzuć go może zauważą! - powiedział Zayn pomiędzy krzyczeniem, a waleniem w drzwi.
Popatrzyłam na niego jak na skończonego durnia.
 - No chyba cie pogięło zboczeńcu! - odparłam - sam sobie, rzucaj.
 - A dasz mi stanik? - zapytał.
Miałam ochotę go udusić... ale się powstrzymałam. Policzyłam od jeden do dziesięciu i z powrotem i uspokoiłam się.
 - Udajmy, że tego nie słyszałam. - powiedziałam spokojnie.
Nagle odgłos silników ucichł. Opadłam na piasek.
Już próbowaliśmy się podkopać... ale po pierwsze: Było za mało miejsca; po drugie: Zajęło by nam to ze dwa dni... Więc byliśmy uwięzieni.
Siedzieliśmy tak w ciszy. Jedyną rzeczą co miałam to moja torba i ciuchy, ale one się nie liczą... Bo przy Zayn'ie się nie przebiorę, a bikini mam jeszcze mokre... więc została torba, sięgnęłam po nią.
Zaczęłam w niej grzebać. Moja torebka pochłania wszystko jak czarna dziura... a nie Ona pochłania Jak Niall, zjada tak duże ilości, rzeczy, a później połowę z nich wydala...
Znalazła w niej : klucze z domu, iPoda, błyszczyk, balsam do ciała, gumę do żucia. Bilety z kina... bilety z jakiegoś koncertu, zapalniczkę ( w sumie nie wiem po co ), okulary przeciwsłoneczne i jakieś ulotki i batonik Mars.
Brak telefonu.
No tak... mogłam się tego spodziewać... Albo został w samochodzie, albo Emily go wzięła.
 - Masz coś dojedzenia? - zapytał Zayn.
 - Nie. - ucięłam i schowałam głębiej batonik - mam gumę do żucia. Chcesz? - wyciągnęłam w jedo stronę zielone orbitki.
 - Pytanie! - prawie się rzucił na gumy.
 - Ej no spokojnie! - upomniałam go.        
W końcu zadowolił się piątą gumą.
Siedzieliśmy w ciszy. Mnie już gardło bolało od ciągłego wrzeszczenia, jak nie na Zayn'a to na ludzi aby nam otworzyli.
Coś czuje, że jutro bd chora... A bardzo tego nie lubię!
 - Czemu mnie tak nie lubisz? - w końcu zagadnął Malik.
Przekrzywiłam głowę.
 - Ale to nie tak, że cie nie lubie... po prostu... - urwałam.
No i tu mnie miał.
Właściwie czemu ja go nie lubie?
Bo śpiewał Boybend'dzie? Bo prawie mnie potrącił? Bo ciągle dokuczaliśmy sobie nawzajem? Bo ubiera się jak gej? Nie mam pojęcia...
 - Hymmnn - zamyśliłam się.
Myśli przebiegały mi w głowie i tworzyły różne obrazy... ale w nich nie umiałam znaleźć odpowiedzi.
 - To nie jest tak że cie nie lubie... - zaczęłam ponownie - ja po prostu... obdarowuje cie inną formą przyjaźni! Serio! Z Livią nie chce się kłócić... bo przeważnie o coś mądrego przegrywam... a z tobą się kłócę... i moje życie przez to staje się ciekawsze!  
Chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem.
No tak... ja i moje głupkowate odpowiedzi... Po prostu bajecznie!
 - Dzięki - w końcu wydusił z siebie - a już się martwiłem, że nienawidzisz mnie przez to co śpiewam...
 - Jasne? Serio? - teraz ja nie dowierzałam własnym uszom - No szkoda, że ani jednej waszej piosenki nie słyszałam. - uniosłam brew. 
Nagle Zayn zaczał coś śpiewać... Albo rapować?
Brzmiało to mniej więcej tak:
So c-come on
You got it wrong
To prove I'm right I put it in a so-o-ong
I don't know why
You're being shy
And turn away when I look into your e-e-eyes...
No nie powiem... Szczęka mi trochę opadła. 
 - Nic nadzwyczajnego! - sprostowałam zaczepnie - sama potrafię lepiej! - droczyłam się z nim 
Chłopak zaskoczony, uniósł jedną brew:
 - Serio? Jesteś pewna? To dawaj!
No i nastała niezręczna cisza.
Przekrzywiłam głowę i wpatrywałam się w Zayn'a.
 - Głośniej bo nie słyszę! - ponaglił Malik.
Uniosłam brew.
 - Ty ogarniasz takie coś jak sarkazm? To jest w naszych czasach bardzo popularne. - powiedziałam.
 - Uwierz, wiem co to sarkazm, a teraz śpiewaj! - rozkazał.
 - Nie!
 - Śpiewaj!
 - Pogięło cię? - już mnie irytował - ja nie umiem śpiewać!
Chłopak uniósł brew.
 - Emily i Livia mówiły coś innego! No śpiewaj! - uparł się jak osioł.
Po patrzyłam na niego jak na wariata.
 - Czy ty jesteś pewny, że chcesz stracić słuch? - zapytałam ironicznie.
 - Uwierz, po święcę się. - wlepił we mnie paczydła.
Przekrzywiłam głowę.
Nie miałam zamiaru śpiewać. 
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam:
 - Wlazł Malik na płotek, walnął go młotek siekierka dobiła i Malika zabiła. - wyrecytowałam.  
Myślałam, że się na mnie obrazi, ale ten tylko zaczął się śmiać.
 - Wyjesz gorzej niż Louis pod prysznicem!
Te stwierdzenie, też mnie rozśmieszyło.
 - Zaśpiewasz coś normalnego? - zapytał niespodziewanie.
 - Nie odpuściłeś jeszcze? - jęknęłam - jesteś gorszy od Emily!
 - Dzięki za komplement - odparł, rzucając ten swój łobuzerski uśmieszek.
 - Ale to nie był komplement. - odparłam .
 - Ale słysząc to z twoich ust, to tak jakby komplement. - on się ze mną droczył! Jeszcze nie wie, że wszedł na niebezpieczną ścieżkę!
 - Jesteś niemożliwy!
 - Tak wiem.
 - I co, tylko tyle? Tak wiem? Myślałam, że zaczniesz mi dogryzać! - fuknęłam.      
No to teraz zaczął mnie irytować.
 - Tak wiem.
 - Przegrzało ci procesor? - przysunęłam się bliżej niego i zaczęłam pukać mu w czoło - Holo! - wydarłam się mu do ucha, a on nic - jest tam kto? Wszystko dobrze?
 - Mogłabyś ciszej? Próbuje się wyciszyć! - upomniał mnie Zayn.
No i szala się przelała!
Teraz byłam wkurzona i poirytowana... jak wybuchnę to nie będzie co zbierać...
 - Wiesz co tu masz? - wskazałam na jego głowę.
 - O ile mi wiadomo to mózg. - odparł spokojnie.
 - Otóż nie. Tam masz Mózgojada. A wiesz co on robi? - nie dałam mu czasu na odpowiedz - Głoduje, bo od... ile ty masz lat? - musiałam przerwać bo nie znałam odpowiedzi.
 - Dziewiętnaście... ale...
 - Bo od 19 lat nie miał co jeść! 
Uniósł zaskoczony brew.
JA tez byłam trochę zaskoczona, swoim wybuchem.
 - Wow... twoja pierwsza wypowiedź, która miała sens. - powiedział powoli.
Mój wyraz twarzy musiał być przerażający po zakrył się rękami.
Wyglądało to dość komicznie więc zaczęłam się śmiać.
                       Strasznie się nam nudziło więc zaczęłam w Zayn'a rzucać piaskiem.No i po jakimś 10 tysięcznej garści piasku na jego włosach zaczęła się wojna. Która skończyła się na tym, że Zayn musiał mnie wyciągać z pod kabiny. Bo próbowała się przecisnąć pod nią... No bo chciałam uciec... ale tego nie przemyślałam i ugrzęzłam.
 - Jak byś zrzuciła pare kilo to byś się nie zaklinowała! - dokuczał mi chłopak
 - No szkoda, że się zatrzymałam na etapie biustu! - warknęłam
Widziałam kontem oka jak chłopak się uśmiecha. Próbowałam się trochę odkopać ale nie dałam rady. Coraz bardziej sie pogrążałam...
 - Nie szarp się! Bo jeszcze bardziej pogorszysz sprawę. - pouczył mnie Zayn - pomogę ci.
 - Nie dzięki... - warknęłam.
Poczułam ból na pośladku.  
 - Co ty robisz? - warknęłam.
 - Nie mogłem się oprzeć. - wyszczerzył się chłopak.
Dostałam drugiego klapsa.
 - No ej! - krzyknęłam.
Próbowałam go wierzgnąć, ale nie umiałam się tak przekręcić.
 - To ty mi lepiej pomóż! - warknęłam.
 - Za buziaka. - odparł stanowczo.
 - CO?! - i znów dostałam klapsa - Grrrrrr! Jesteś okropny! -  Pożaliłam się
 - Zemsta jest słodka! - odparł złowieszczo.
Poczułam jak zaczął mnie po stopach łaskotać. Ale na mnie to nie robiło wrażenia, bo nie miałam łaskotek... ale za to mój brat miał za dwóch.
 - Czemu się nie śmiejesz? - usłyszałam zawiedziony głos Malika - powinnaś się śmiać!
Uparł się. Jego nie udolne próby łaskotania, dobijały mnie.
 - JA nie mam łaskotek... Takie rzeczy mnie nie ruszają. - odparłam. Wzięłam głęboki oddech - Czy pomożesz... a raczej. Czy wyciągniesz mnie? - wydusiłam w końcu.
 - Za buziaka! - powiedział głosem małego dziecka.  
 - No dobra! Ale wyciągnij mnie! - jęknęłam.
Perspektywa całowania się z Zayn'em nie bardzo mi pasowałam. Wolała bym już całować świnie!
Dostałam kolejnego klapsa, ale po tym wziął się do roboty.
W efekcie miałam zdarte plecy, ale już się wydostałam.
  - Teraz nagroda. - upomniał się chłopak robiąc dzióbek.
Westchnęłam.
Przyciągnęłam się do niego bliżej.
Zbliżyłam twarz do jego twarzy.
Widziałam każdy detal jego mordki. Posklejane rzęsty, usta o których marzyła każda kobieta, jego kakaowe oczy, a największe wrażenie robiło na mnie jego nie typowy kolor skóry i rysy araba. Wyglądał strasznie pociągająco i egzotycznie... Czekaj! Czy ja właśnie powiedziałam pociągająco? Mój mózg się przegrzał na tym słońcu!
Nasze usta dzieliły milimetry.
Zaraz miały się spotkać.
I wreszcie...
W ostatniej chwili, gwałtownie skręciłam, i cmoknęłam go w policzek.
Nie ukrywam, że chłopak jest zdziwiony.
Uniósł jedną brew:
 - Jesteś twarda - skomentował.
Ja tymczasem oparłam się o ściankę kabiny.
 - Nie powiedziałeś na jakiej zasadzie ma być buziak. - wzruszyłam ramionami.
 - Jesteś trudna!
 - Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. - odparłam z chytrym uśmieszkiem       
 - No i teraz cie mam! - powiedział triumfalnie chłopak - podobam ci się! - wskazał na mnie oskarżycielsko palcem.
 - Coś - ty - znów - wymyślił? - zaakcentowałam
 - Czyli mam jakieś szanse?
 - Chyba w piekle. - odparłam
I zapadłą niezręczna cisza.
Musze być bardziej ostrożna w dobieraniu słów. Chłopak wyłapuje wszystko z podtekstu... Masakra... Jest lepszy odemnie!
Wzięłam torebkę i odpakowałam batonika.
Wzięłam gryza.
 - MASZ MARSA! - wykrzyczał Zayn.
Patrzyła na batonik jakby to była Arka Przymierza.
 - Daj gryza! - zażądał - albo lepiej daj mi go całego!
 - NIE! - zaprotestowałam
 - Daj mi go!
 - Nie!
 - Daj albo go wezne! Jestem silniejszy!
 - A ja mądrzejsza! - odparłam.
 - Chyba w snach!
 - Nie bądź taki "Hej" do przodu bo cie z tyłu zabraknie!
 - To ty się zaklinowałaś!
 - NA etapie biustu! nie odwracaj kota ogonem!
 - Ale ty tam nic nie masz! Założę się, że nosisz staniki z push-up'em!- powiedział to i od razu się zamknął. Chyba zrozumiał swój błąd.
 - CO?! Chcesz mi powiedzieć, że chodzę w puszkach?! POJEBAŁO CIĘ?! -wszystko się w mnie gotowało i miałam ochotę go rozszarpać!
 - Alex... uspokój się bo zaraz wybuchniesz! - przeraził się mulat.
 - Grrr... - warknęłam - NIE dostaniesz BATONA! - wycedziłam.
 - Ej daj mi chociaż gryza! - błagał - głodny jestem!
 - CO mnie to?! Trzeba było uważać na słowa!
 - Bo go sobie weznę! - zagroził.
 - Zostaniesz skopany! - odgryzłam się.
 - Szybciej się połamiesz!
 - Raczej ciebie połamie!
Zatkało go. Raz za razem otwierał usta, ale nic z nich nie wypłynęło. No cóż... w grach słownych wygrywam!
Nagle chłopak rzucił się na batonika.
Walczyłam jak  lew w obronie "Marsa". Ale nasza bijatyka skończyła się na tym, że batonik wylądował w piasku.
Oboje krzyknęliśmy " NIEEEEEEEE" Ale to nie pomogło w skrzeszeniu jedzenia.
Już  1132 raz zabiłam Zayn'a wzrokiem, ale z marnym skutkiem.
Mierzyliśmy się wzrokiem.
Oczywiście wygrałam.
Usiadłam bezradnie, na piasku.
Nie wiem ile już tu siedzieliśmy, ale widziałam jak słabe już są promienie słoneczne, więc musi być już coś po 20,00.
Raczej nas nie otworzą... BO sobie pojechali... Nie wiem gdzie... A powinni już być jakby chcieli nas "wyswobodzić" i wrócić do domu przed ciszą nocną... Ale widać chcieli nas tu zostawić na noc.
Spojrzałam w górę kabiny.
Nie było dachu!
Poczułam jak nad moją głową  zaświeca się lampka.
 - Wstań! - rozkazałam Zayn'owi.
Ja sama byłam już na nogach. Próbowałam doskoczyć do krawędzi dachu. Ale los chciał abym miałą wielkość skrzata i ledwie dotykałam czubkami palców krawędzi.
 - Coś ty wymyśliła? - zapytał znudzony Zayn.
 - Podsadź mnie! - wskazałam na górę - wyjdę i otworze ciebie!
Chłopak rozpromienił się, ale zaraz spochmurniał.
 - Czemu na to szybciej nie wpadłaś? - oskarżył mnie!
 - Och! Przepraszam bardzo! JA chodziarz na coś wpadłam! A nie tak jak ty! - odwarknęłam.
Chyba wiedział, że ze mną w potyczkach słownych nie wygra i tylko piorunował mnie spojrzeniem.
Ale nie specjalnie mu to odpowiadało.
Pochylił się.
 - Wskakuj!
Musiał mnie wziąć na barana... Nie miał innego wyboru, bo inaczej się z tond nie wydostaniemy. No bo ja raczej go nie podsadzę! Szybciej to bym się złamała w pół!
Jakoś wgramoliłam się na niego.
 - Jesteś leciutka! - przyznał.
 - Wielkość skrzata robi swoje! - odparłam
 - Ale mogłabyś zrzucić pare kilo!
Pacnęłam w jego na żelowaną, czuprynę.
 - Siedź cicho! - syknęłam.
Musiałam się podciągnąć. A moje mięśnie mi w tym pomogły... ale i tak musiałam stanąć Zayn'owi na głowie... Średnio mu sie to podobało...
Ale w końcu byłam wolna! Zgrabnie wylądowałam na ziemi... ale trochę kostki zabolały. Przeciągnęłam się.
 - Od razu lepiej! - usłyszałam trzaski jak kręgi na karku mi postrzelały - Malik podaj mi torebkę!
Torba uderzyła mnie w głowę.
 - Uważaj! - warknęłam i potarłam bolące miejsce.
 - To teraz mnie otwórz! - zawołał chłopak.
Spojrzałam na krzesło. I uśmiechnęłam się w myślach.
 - Nie.
 - CO?! Czemu nie? - chłopak zaczął panikować i walić w drzwi.
 - Teraz jesteś moim więźniem. - powiedziałam triumfalnie.
 - Ty kpisz czy o droge pytasz?
 - Chce mieć troche rozrywki. Po czekaj chwile... a no tak ty nie masz wyboru... pójde kupić coś do jedzenia i przyjdę!
Ale nagle kabina zaczęła cała dygotać. Zayn chyba próbował wyważyć drzwi. Odsunęłam się pośpiesznie od kabiny... ale w między czasie upuściłam torebkę.
Nagle usłyszałam trzask i krzyk.
Kabina runęła na krzesło, krzyknęłam przerażona. To było za blisko...

<< Z perspektywy Zayn'a>>


Chyba za mocno wpadłem na ścianę, bo usłyszałem trzaśnięcie i konstrukcja, kabiny runęła w dół. Usłyszałem jeszcze krzyk Alex, a później kilkanaście odgłosów łamania czegoś. 
Runąłem w dół razem z kabiną... ni nie miałem innego wyjścia. Spadłem na ryj...coś czuje że bd miał podbite oko...
Zacząłem krztusić się piaskiem.
Wygramoliłem się jakoś z pod gruzów byłej kabiny.
Rozejrzałem się.
Chmura piasku zawężała mi pole widzenia.
 - Alex? - wykrztusiłem.
Nie było odpowiedzi.
 - ALEX! - krzyknąłem.
Spojrzałem w dół. Z pod guzów wystała torebka dziewczyny.
Teraz sobie skojarzyłem, że te trzaski to mogły być łamania kości...
A kabina była dziwnie w jednym miejscu wygięta. 
Co ja zrobiłem?!
 - Kurwa... tylko nie to!
Rzuciłem się na przewróconą kabinę. Próbowałem ją podnieść, ale okazała się za ciężka!
Osunąłem się na kolana.
Skryłem twarz w dłoniach.
 - Nie... tylko nie to... Co ja zrobiłem?! - zacząłem jęczeć - czemu ona? Czemu zawsze musi być ona? Coś mnie z nią łączyło... ale... KURWA CZEMU?!
Zacząłem się żalić.
Czułem się okropnie. Przy naszym pierwszym spotkaniu prawie ją potrąciłem... a teraz chyba ją połamałem... Czemu ja mam takie szczęście do kobiet?
 - Ja coś do niej czuje... - byłem na granicy płaczu.
 - Tak, nienawiść, niechęć, odrazę, cynizm to do nie czujesz!

Usłyszałem za sobą śmiech Alex.
Wstałem jak oparzony.
 - Jak ty to... Przecież byłaś tam! - wskazałem na przewróconą kabinę - Prawie wyznałem ci miłość...
Usp... Zagalopowałem się.
Dziewczyna patrzyła na mnie przerażona. Ale później zaczęła się śmiać.
 - Prawie udało ci się mnie nabrać! Dobry Żart!
Było mi trochę niezręcznie... ale też zacząłem się śmiać aby nie podpaść. 
 - Jak cie zaraz dorwę! NIE otworzyłaś mi DRZWI!
Dziewczyna zerwała się w biegu dalej się śmiejąc.
A ja pobiegłem za nią... chciałem ją dogonić.
Wbiegła do wody i od razu się zanurzyła.
Ja nie miałem ochoty zbliżać się do wody i zostałem na brzegu.
 - Dorwe cie jak wyjdziesz z wody! - zagroziłem.
<< Z perspektywy Livi >>

Harry'ego zostawiliśmy w domu razem z Emily i Mikusią... która miała ich pilnować. 
Jechałam samochodem Alex razem z  Danielle, która prowadziła. Zaraz za nami kulał się Louis z Eleanor, nieszczęsny Niall z moją mamą w białym kabriolecie i Liam swoim audi. Musieliśmy się rozdzielić na wypadek gdyby jakimś cudem spotkaliśmy Zayn'a i Alex po drodze... Oczywiście jeśli żyją... Bo prawdopodobne było to, że skrzat i mulat pozabijali się... Było już ciemno, a Zayn nie odpowiadał na telefon... A telefon Alex został w samochodzie... Troche zaczynałam sie martwić bo było już po 22,00, a my dopiero byliśmy w połowie drogi. 
Dan nerwowo stukała palcami o kierownice. 
Jej ciemne loki zostały spięte w koński ogon. Wyglądała ślicznie. 
Tak wyjątkowo. 
Dobrze, że Liam doceniał ten skarb jaki ma. 
Nagle zadzwonił mój telefon. 
Melodyjka "Lullaby" rozdźwięczała się po samochodzie. 
Spojrzałam na ekran. 
Dzwonił Harry... bawił się moim telefonem i nawet wyskoczyła jego mordka w zacieszu. Kiedyś go udusze!       
 - No? - odebrałam.
 - Ten twój szczur bez ogona piszczy. - usłyszałam poirytowany głos Harry'ego
 - To nie szczur! Tylko świnka morska! - poprawiłam go - daj jej coś do jedzenia to przestanie! ŻADNYCH ŻELEK! - dopowiedziałam, Harry był zdolny do wszystkiego.
Dan parsknęła.
 - No chyba bym nie dał jej takiego świństwa! Mogła by zjeść swoich braci!
Tak... chłopaka dobiło stwierdzenie mojej mamy, że żelatyna jest robiona z chrząstek zwierząt... Teraz ma odwrotną manię co do żelek... Daje mu tydzień i mu się odwidzi!
Nawet założyłam się z Lou... jak wygram kupuje mi płytę Nirvany. On obstawia, że jutro bd już wcinał żelki... jak przegram bd mu musiała kupić tygodniowy zapas marchewki!
 - Marchewka jest w lodówce... możesz jej to dać.
 - Dobra...
Rozłączył się.
 - Ciekawa jestem - zwróciłam się do Danielle - czy oni nadal siedzą w tej kabinie.
 - No... a tak właściwie to po co ich zamknęłaś?
 - Aby się kłócić przestali. - było to troche naiwne... ale była jakaś setna procenta, ze przestaną sie kłócić.
  - Ale wież, że jak z tego wyjdą... to bd bardzo poturbowani...
Wzruszyłam ramionami.
  - Nie moja wina!
 - A właśnie twoja!
 - Czemu zawsze wszystko idzie na mnie?!
<< Z Perspektywy Alex >>

Zimno.
Zimno.
Zimno.
Zimno.
ZIMNO! 
A nie miałam zamiaru wychodzić z wody.
Tam czekał na mnie Zayn. 
Zajadał się przysmakami kupionymi w sklepiku...
Siedział w ciepłej bluzie i patrzył jak się męcze. 
Słońce już zaszło i było ciemno jak w dupie. 
Jedna latarnia oświetlała tylko plaże i część jeziora. 
Raz za razem czułam jak jakaś rybka się o mnie ociera... Uwierzcie! Przerażające uczucie! 
Szczękałam zębami. 
miałam dziwne przeczucie, że Zayn to słyszy... ale chyba mi sie zdawoło. 
W końcu się poddałam. 
Szczękając zębami i trzęsąc się cała wyszłam na brzeg.
Podeszłam do chłopaka, który poklepał miejsce obok siebie.
Dwa razy szczękłam niż usiadłam.     
 - Jesteś uparta jak osioł! - powiedział zdejmując zieloną bejsbolówk.
 - Zimno... dddużżoo moo-żżeee.... - szczęknęłam.
Okrył mnie bluzą. Była tak ciepła.
Owinęłam się  nią szczelniej . 
 - Debilu możesz się nabawić zapalenia płuc. - powiedział zatroskany Zayn.
 - D-dllaczeko mi pp-omagasz? - zapytałam drwiąco.
 - W przeciwieństwie do ciebie ja ma serce.
 - Dzięki. 
No i nastała niezręczna cisza przerywana moimi szczęknięciami...
po 13 szczęknięciu Zayn nie wytrzymał i zaczął się śmiać.
 - Ty kuźwa masz zaciesz ze wszystkiego.
 - To przestań! - nagle wstał - zbieraj się idziemy! Nie mam zamiaru spać wtulony do ciebie! Bo zamarzniesz z zimna! Wstawaj!
Praktycznie mnie podniósł.
 - No  i wróciła norma - uśmiechnęłam się. - a już myślałam ,ze te toje wyznanie było prawdziwe! - zażartowałam.
 - Taaaa... idź bo zmienie zdanie i wrzucę cie do wody! - zagroził
 - Już mnie nie ma!
Pobiegłam do jednej ze stojących kabin.
***

Było cholernie zimno. Szliśmy od pół godziny, było i zimno i ciemno jak w dupie. A końca drogi nie było widać. Od czasu do czasu słyszałam jakieś podejrzane odgłosy i kleiłam się wystraszona do Zayn'a... Co jak co ale nie lubię po ciemku w lesie chodzić... A zwłaszcza gdy Malik prowadzi.
Już straciłam nadzieje na dotarcie tej nocy do domu gdy zauważyłam reflektory samochodowe.  
  - Zayn...
 - Widzę. - uciął
Samochód zbliżał się.
Modliłam się w duchu aby to nie był jakiś pedofil... gwałciciel.. ani masowy morderca, który uciekł z więzienia.
Przy nas zatrzymał się biały kabriolet.
A prowadziła go ciocia Małgosia.
Na tylnym siedzeniu siedział Niall z lornetkami na oczach.
 - Bogu dzięki, że was w końcu znalazłam! - powiedziała ucieszona ciocia - wskakujcie!
Zayn przepuścił mnie. Usiadłam na fotelu obok kierowcy.
 - Dobrze, że sie nie pozabijaliście.  - powiedział blondasek.
 - Może się nie pozabijaliśmy... ale Livi i Harry to zimne trupy! - odparłam złowieszczo...



Rozdział 20!!!
Zaistniałe pewne komplikacje... notka pojawiła się już wczoraj, ale nie wiemy co się stało... poprostu włączyłam komp i jej nie było...
Dlatego wstawiłam ją teraz:D Bo wcześniej nie miałam czasu, a musiałam ją jeszcze dokończyc bo się całe nie zapisało...
Napiszcie w komentarzach, czy to dno, czy wręcz przeciwnie:P 

Pozdrawiamy!!<3
I jeszcze raz przepraszamy!!
Zakręcony Duet<3 <3 <3 :*

niedziela, 20 maja 2012

Rozdział 19

                 Podjechaliśmy pod mój dom. Był to duży drewniany budynek o jasnych obramowaniach. Ogród był troche zarośnięty, ale to przez brak czasu i to, że nasz ogrodnik odszedł na emeryturę. Zaparkowaliśmy na podjeździe. Wyszłam z samochodu szukając kluczy w torebce: Powiadam wam: " Kobieca torebka to czarna dziura! Raz coś włożysz i już tego nie odzyskasz!". Ale  w końcu znalazłam klucze w tylnej kieszeni spodni... Z serii Livia szuka rzeczy! 
Oczywiście wszyscy wpakowali mi się na chatę. Co tam, że powiedziałam, że zajmie mi to 2 minuty... NO ale chłopcy musieli załatwić swoje potrzeby fizjologiczne... a w domu miałam tylko 2 łazienki... Matka mnie zabije, że bydło wpuściłam do domu! 
Naill poszedł się bliżej zapoznać z moją lodówką. A Liam rozsiadł się z dziewczynami na kanapie. 
Może mój dom nie był zbyt duży i wypasiony tak jak Alex, ale czuło się rodzinną atmosferę, której u mojej przyjaciółki brakowało. 
Przyjaciółka mojej mamy, która jest dekoratorką wnętrz, wybrała do naszego domu dość specyficzny wystrój. 
Ściany były szare z domieszką srebrnych wzorów,Kanapa była szara, a całą jedną ścianę zajmowało wielkie akwarium z jakimiś egzotycznymi rybkami i roślinkami... To akurat był wkład własny mojego taty, który opłacał nam cały dom... to były "jego" alimenty... Myślał, że jak przyjedzie raz w roku na moje urodziny i zabierze mnie na wakacje do polski to wynagrodzi mi to, że robi karierę w Polsce i ma mnie głęboko w dupie... No i niedawno się dowiedziałam, że mam przyrodniego brata! Zabawił się z jakąś laską, jeszcze nim ja się na świecie pojawiłam... Nie no... bardzo odpowiedzialny ojciec nie ma co!
Cały wystrój dopełniały białe meble ze srebrnymi obramowaniami.... No i oczywiście nie mogłam zapomnieć o białym fortepianie, który stał przy akwarium. Odkurzam go tylko wtedy gdy Alex przyjdzie.
No i nie mogłam zapomnieć o drewnianych schodach, które po prostu były bajeczne! A schodząc po nich zawsze czułam się jak księżniczka.
 - Zaraz przyjdę tylko pójdę po piłkę! - oznajmiłam kolegom.
Weszłam po schodach.
Ukazał mi się oczom, krótki hol w barwach szaro-srebrnych. Na komodzie do butów stał wazon z białymi tulipanami.
Poszłam na wprost i weszłam do swojego pokoju. Drzwi były charakterystyczne bo znajdowały się na końcu holu i namalowana na nich była wilka czarna gitara.
Weszłam do środka. Od razu uderzył mnie zapach trocin. W pokoju miałam klatę z Świnką morską Mikusią. Towarzyszyła mi już od 5 lat, był to prezent urodzinowy mojej mamy.
Zapiszczała radośnie na mój widok.
 - Maleńka zaraz ci marchewę przyniosę! - powiedziałam na jej widok.
Przeszłam przez pokój i udałam się do szafy, która znajdowała się w ścianie, na przeciw dużego łoża, które było cholernie wygodne.
Ogólnie mój pokój nie był super zajebiście wypasiony. Co prawda na ścianie wisiała moja gitara z podpisami, i na jednej ścianie miałam ponaklejane płyty od spodu... dało to jakby charakter lustra  i jeden obraz, który przywiozłam z Egiptu, ale to jedyny element ozdobny w pokoju. Posiadałam jeszcze biurko przy, którym się uczyłam, mini sofe i dwie gitary na, których grałam: akustyk i klasyk.
No ale w porównaniu z pokojem Alex ja bardzo dobrze widziałam kolor swojej podłogi, a co najważniejsze pamiętałam jak ona wygląda. Moje rzeczy były ładnie poukładane na miejscu i nic nie walało się po podłodze... no może oprócz trocin, ale to już wina Mikusi!
Otworzyłam szafe.
NA górze znajdowały się moje wszystkie buty i ozdoby. Poniżej na wieszakach znajdowały się ubrania poukładane kompletami, na samym dole znajdowały się pudła z różnymi duperelami np. Tekstami moich piosenek, starymi zeszytami szkolnymi, jakiś starych zabawek, no i miałam nadzieje, że tu gdzieś znajdę piłkę.
Przeliczyłam się trochę bo pudeł było za dużo i tak trochę nie dam rady ich sama przeszukać. Musiałam iść po pomoc.
Wyciągnęłam biało-brązowo-czarną świnkę morską z klatki. Wyglądała jak rozetka... ale była tak spasiona, że mogła by uchodzić za rasę Rex. No nie moja wina, że ja ją karmię i moja mama jej łakocie do rzuca...
 - Ale ty ciężka jesteś! - powiedziałam do niej - coś ty jadła? 
Wzięłam ją na ręce i zeszłam na dół.
Wkroczyłam do kuchni. Postawiłam świnkę na blat i otworzyłam lodówkę.
No tak... Niall się do niej dorwał i teraz świeciła pustkami... No tak... Napisałam mamie SMS, że ma zrobić zakupy.
 - Kto mi wyjadł wszystkie marchewki? - krzyknęłam w stronę salonu.
 - Zostały jeszcze dwie! - odkrzyknął mi Liam
 - No i poco jej mówiłeś? - teraz podniósł głos Louis - Już, żadnej nie ma! Horan zjadł!
 - A wcale, że nie! - zbulwersował sie chłopak - przyznaje się do: sera, sałaty, jogurtu, budyniu i zupy! Ale marchewkę to ty zjadłeś!        
 - Dzięki... ale z was za kumple!
Wzięłam świnkę na ręce i wmaszerowałam do salonu.
Lud zgromadzony okupywał laptop. No tak... telewizora nie miałam. Nie był mi po prostu potrzebny... a i tak większość czau przesiadywałam u przyjaciółki, a matka nie miała czasu na oglądanie telewizji.
Emily przewodziła kółkiem nadmiernej adoracji.  
Stanęłam przed laptopem.
 - Dawaj mi marchewki! - zwróciłam się do Louisa, przy okazji użyłam zabójczego spojrzenia Alex.
Chłopak schował a siebie marchewki.
 - Ale ja nie mam, żadnych marchewek! - zaprotestował
 - Prosze cię! - parsknęłam - nawet ślepy by zauważył jak chowasz je za siebie!
 - Co ty masz na rękach? - zapytała Eleanor.
Mikusia kwiknęła.
 - To jest moja świnka morska, a marchewki były dla niej!
 - Jaka słodka! - powiedział Harry - moge potrzymać?
Podszedł do mnie i wyciągnął po nią ręce.
Westchnęłam:
 - Dobra... ale nie spuść jej! - ostrzegłam.
 - No chyba jej nic nie zrobię!
Podałam mu ją.
NA nieszczęście, Harry ma dziurawe ręce, ale z pomocą przyszedł Liam i złapał świnkę przed uderzeniem o ziemi.
 - HARRY! - wydarłam się
Chłopak skulił się.
 - Wyślizgnęła się!
 - Ochhh! - sapnęłam.
Wzięłam od Louisa marchewkę i dałam ją śwince. Mikusia zaczęła ją chrupać na kolana Liama.  
Dziewczyny zaczęły ją głaskać, a Emily zaczęła paplać całą jej historię... no chociaż mnie wyręczyła...     
 - Dobra potrzebuje jakiegoś mężczyznę, aby pomógł mi poszukać piłki. - popatrzyłam się uważnie na  chłopaków.
 - Nie ja! - krzyknął Harry.
 - Nie ja! - krzyknął Liam.
 - Nie ja - Luis
 - Nie ja, nosz kurde! Zawsze przegrywam! - pożalił się Niall
Chwyciłam chłopaka za rękę i pociągłam go na schody.
 - Wy gracie w "nie ja"? Serio? - zapytałam się.
 - Jakbyś mieszkała razem z piątką facetów, która nie kwapi się do sprzątania, wynoszenia śmieci i robienia posiłków, to byś powiedziała coś innego.
 - Yyyyy Wole tego nie doświadczyć. - odparłam.
Zaprowadziłam chłopaka do pokoju.
Zrobił krótkie wow, patrząc na ścianę z płyt. 
Wyciągnęłam pudło z piosenkami i postawiłam je obok łóżka. Chłopak ciekawski zaczął je przeglądać.
 - Piszesz piosenki? - spytał.
 - No, jak mnie nawiedzi to coś napisze. - odparłam przerzucając kolejne pudła.
 - A co podobają ci się? - zapytałam.
 - Nom... Jedne masz naprawdę dobre. - odparł tym swoim śmiesznym irlandzkim akcentem - jak to się śpiewa?
Podał mi kartkę z tytułem " Ulotne chwile"
 - Szczerze mówiąc... nie mam pojęcia. Ale zaraz sprawdzę!
Wyciągnęłam gitarę. O dziwo była nastrojona więc zaczęłam grac i śpiewać. Po chwili zawładnęła mną muzyka. Odzyskałam świadomość po tym jak ciulnęłam gipsem o stolik z którego spadła figurka słonika.
 - Niezła jesteś -pochwalił mnie chłopak.
 - Dzięki. -odłożyłam gitarę.
Znów zaczęłam szukać piłki. W końcu ją znalazłam. Po czym zaczęłam szukać pompki... no bo piłka to taki flak, że się nawet nie chce odbijać.    
Po jakiś 10 minutach na pompowałam piłkę. Niall był zupełnie niepomocny bo albo sobie podgrywał na gitarze, albo czytał moje bazgroły...
 - Ej  a może napisałabyś nam kiedyś piosenkę?  - zagadną mnie.
 - Nieee... to nie dla mnie. A po za tym ja nie umiem pisać.
Chłopak spojrzał na mnie z pode łba.
 - Właśnie widzę jak nie umisz pisać. - potrząsnął kartką.
 - Naprawdę ci się podobają? - zapytałam podejrzliwie.
 - Serio. - odparł stanowczo.
 - No to chyba mam coś do ciebie. - powiedziała rozpromieniona.
Zaczęłam  grzebać w pudle, aż znalazłam mój notatnik. Wyciągnęłam najbardziej pomiętą kartkę na świecie. Nawet nie sprawdzałam co na niej jest. podałam blondynowi.
 - To jest chyba najlepsza piosenka, którą napisałam.
Chłopak popatrzył na mnie z iskrą w oczach. Zaczął czytać kartkę. powoli z jego ust schodził uśmieszek.
 - Nabijasz się ze mnie? - powiedział
Patrzyłam na niego zdziwiona
 - Ale o co ci chodzi?
 - To jest ta twoja "najlepsza piosenka"?  To jest chłam! Przedszkolak by tego nie zaśpiewał! - poderwałam się oburzona.
 - Palant! Trzeba było mi powiedzieć, że nie umiem pisać! A nie gnoić mnie! - odparłam z wyrzutem.
Wzięłam piłkę do ręki i skierowałam się w stronę drzwi.
 - Serio napisałaś piosenkę o keczupie i majonezie? Bo jakoś mi się nie chce wierzyć. - zawołał za mną chłopak.
 - Co ty gadasz? - zapytałam.
Byłam zflustrowana i nie miałam ochoty na niego patrzeć.
 - No bo piosenka zaczyna się " Pójdę do lodówki i wyciągnę majonez... " Cytuje z tekstu! - wyciągnął kartkę w moją stronę.   
Wzięłam od niego kartkę i zaczęłam czytać.
Teks opierał się na robieniu sałatki z keczupu i majonezu... Nie przypominam sobie, abym o czymś takim pisała...
 - Ale ja tego nie pisałam... EMILY! To ona musiała to napisać! Widocznie jak sprzątałam to włożyłam wszystko do pudła...
 Oboje ryknęliśmy śmiechem.
 - Co z nas są za idjoci! - powiedział Niall.
 - Potwierdzam... kretyni do potęgi!
Gdy w końcu się uspokoiliśmy zeszliśmy na dół, nadal się śmiejąc.
W salonie usłyszałam jeszcze jeden znajomy głos.
Weszliśmy do salonu. Na fotelu siedziała moja mama.
Była młodą kobietą po trzydziestce, jej blond włosy ścięte na "Kleopatrę", ładnie dopasowały się do jej twarzy. Miała na nosie okulary, które dodawały jej uroku.
Jej dźwięczny głos pobrzmiewał w salonie.
Tłumaczyła coś Harremu, który jadł żelki i patrzył na nią nieprzytomnym wzrokiem.
A mama się produkowała:
 - ...skrobia kukurydziana, glukozy, syrop jabłkowy, mąka przenną. regulator kwasowości, kwas jabłkowy, przeróżne stabilizatory, barwniki i żelatyna.I dlatego nie powinieneś jeść żelek!
Z serii: Moja mama i zdrowa żywność.
Akurat weszłam na dobry moment do pokoju.
 Harry otrząsnął się.
 - Przepraszam mówiła coś pani? Bo mi się chyba płyta zacięła.  - i zjadł żelka.
Pod moją mamą ugięły się kolana.
 - Żelki są zrobione z chrząstek i kości zwierząt. - powiedziała twardo, piorunując chłopaka spojrzeniem.
Ten zrobił wielkie oczy i zaczął wypluwać na rękę żelki, które miał w buzi.
 - Trzeba było tak od razu! - powiedział machając gorączkowo rękami.
Moja mama wyglądała za usatyswakcjonowaną.
 - Ręczniki są w kuchni. - powiedziała do loczka, a on zniknął w głębi kuchni - o cześć kochanie! powiedziała na mój widok.
Podeszłam do niej i pocałowałam w policzek.
 - Hej... mam nadzieje, że już poznałaś resztę bandy? - wskazałam na przyjaciół.
 - Tak... Emily dość szybko mi ich przedstawiła... - przewróciła oczami - I coś czuje, że Louis, za kumplował się z Mikusią.
Wskazała głową na kanapę.
A ja parsknęłam śmiechem.      
Louis siedział na ziemi, a  na jego głowie siedziała Mikusia.
Na pierwszy rzut oka sama ta scenka byłą śmieszna... ale jakby się przypatrzeć to obojhe jedli jedną marchewkę.
Lou zrobił gryza i zaraz podał marchewę śwince, która zaczęła ją obgryzać... Wyglądało to wprost przesłodko!   
Nie szło się nie śmiać. 
A Harry wszystko zagrywał telefonem.
 - Livia wypożyczę cie kiedyś - zagadnął mnie Niall.
 - CO?! - podniósł głos loczek - jak to wypożyczyć?
Popatrzyliśmy na niego jak na debila. W pierwszej chwili nie wiedziałam o co mu chodzi... Ale później zrozumiałam.
 - Harry! Ty zboczuchu!
 - Ale mi chodziło - zaczął zaczerwieniony Niall - o to, że wypożyczyć na pisanie tekstów piosenek!  
Wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
Z jakieś dwie godziny zeszło nam gadanie z moją mamą.
Obgadywaliśmy różne gwiazdy i śmialiśmy się z kawałów chłopców.
Nagle spojrzałam na piłkę, która teraz służyła Mikusi za zabawkę.
 - ZAPOMNIELIŚMY O ALEX I ZAYN'IE! - wydarłam się. 

     



Z góry przepraszamy za tak słabą notkę... ale po prostu ja jestem chora... i moje "żarty" i wypowiedzi bohaterów są słabe... Obiecuje się poprawić!
I chciałabym podziękować Kindze, która zgłosiła nas do konkursu na Wymarzony Świat z One Direction:D  

Zaszła mała zmiana w Opisie Livi i Małgosi. Po prostu z nieuwagi zostało napisane, że ojciec Livi był aktorem... jak teraz to przeczytałam to mi coś nie pasowało, bo od początku była mowa, że jest Znanym polskim MUZYKIEM! Przepraszam was bardzo, za takie niedociągnięcia! ~ Oliwia

A z mojej strony macie pytanko : 
Z kim, waszym zdaniem powinny być dziewczyny:D
Proszę odpowiedzi w komentarzach lub GG :D