poniedziałek, 16 lipca 2012

Rozdział 31

Usłyszałam dzwonek do drzwi.
Jęknęłam.
         Odstawiłam książkę " Córka dymu i kości " i zgramoliłam się z kanapy. Przywołałam do siebie Sabę, aby odstraszył natrętne hieny, które przybywają do mojego domu chmarami. Nawet kazałam zasłonić szklane ściany aby mi zdjęć nie robili. Od dwóch dni się to już ciągnęło.
Męczące dwa dni.
Zgodziłam się na lipny związek z Zayn'em aby nie wyszło, że jestem dziwką, a on chłopaczkiem na raz.  
         Dokładnie dwa dni temu po rozmowie z Paulem, Malik zaprosił mnie na kolację do jakiejś prestiżowej restauracji, gdzie akurat śpiewała jakaś piosenkarka i było na niej wiele paparazzi. Więc zrobili nam kilka zdjęć jak się obejmowaliśmy i ukradkiem całowaliśmy.
Jedne zdjęcie sobie zachowałam.
        Byłam ubrana w czarną sukienkę zasłaniającą dekolt i ramiona, świetnie opinającą talie i zaznaczającą walory mojej figury, a także odsłaniające długie, na szczęście! opalone nogi. Na stopach miałam czarne, 12cm szpilki z zakrytym noskiem. W jednej ręce trzymałam czarną kopertówkę, a drugą obejmowałam Malika, który uśmiechał sie do paparazzi z miną niegrzecznego chłopczyka.
Zostawiłam te zdjęcie aby nabijać sie z Zayn'a.
Od dwóch dni udawaliśmy parę.
        Jeździliśmy razem na zakupy, chodziliśmy do parku itp. Do wszystkich wyglądaliśmy na zakochaną parę, która mówi do siebie czułe słówka i jak bardzo kochamy się.
W rzeczywistości: gnoiliśmy się, obrażaliśmy sie, dokuczaliśmy sobie. A za każdym razem co Zayn mnie obejmował próbował powstrzymać mnie od rzucenia sie na niego. A wszystko robiliśmy z uśmiechem.
Szczerze powiem że dobrze się bawiłam zgrywając takiego pajaca.
        Podeszłam do drzwi, a ręką przytrzymywałam Doga jak zawsze. Saba był przydatny. Takie duże i groźne bydle skutecznie odstraszał nieproszonych gości.
Przekręciłam klamkę.
 - Cześć Alex. - po głosie poznałam gościa, który czyścił nam dwa razy w tygodniu basen. Bodajże nazywał sie Jonasz?
 - Hej. - przywitałam go oddychając z ulgą.
Puściłam Sabe aby przywitał sie z opalonym na czekoladę, wysokim szatynem o wysportowanej budowie ciała.
 - A tak wg gratuluję. - no i zbił mnie z pantałyku.
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
 - Ale czego? - zapytałam.
Ten roześmiał się.
 - No twojego związku z chłopaczkiem z One direction, co jak co ale jest w twoim typie... no zdziwiłem się jak zobaczyłem cie z nim za pierwszym razem bo totalnie się od siebie różnicie ale później zacząłem wiązać fakty: - zaczął nadawać jak katarynka... tak... za dużo czasu spędził z Emily i teraz gada jak ona. Z grzeczności wsadziłam mordę w kubeł i się nie odzywałam - oboje lubicie samochody, - zostawiłam to bez komentarza - oboje świetnie śpiewacie...
 - JA wyje jak kojot do księżyca.
Przewrócił oczami.
 - Słyszałem sie kilkadziesiąt tysięcy razy i chyba wiem lepiej! - pogroził mi palcem - ... na czym to ja... aha! oboje macie masę tatuaży i bardzo sie lubicie.
Miałam ochotę mu odgryźć ale powtarzałam sobie, to co Paul mi powiedział i podziałało. 
Uśmiechnęłam sie do chłopaka najserdeczniej jak umiałam i mam nadzieję, że nie wyszło sztucznie.
 - Tak... Zayn jest - próbowałam poszukać odpowiedniego słowa i wreszcie go znalazłam - inny niż wszyscy i dlatego go tak gnoję... - wymamrotałam ostatnie słowo.
 - Co robisz? - dopytał się chłopak zdziwiony.
Postanowiłam się poprawić.
 - Libię! Ja go lubię! Umyj uszy! - udałam oburzoną.
         Chłopak przeszedł przez dom i zaczął czyścić basen. Jak zawsze rozebrał się do kąpielówek odsłaniając swój umięśniony, czekoladowy tors, o którym każda dziewczyna marzy. 
Nie wiele myśląc zebrałam moje graty i poszłam do pokoju przebrać się w strój kąpielowy.
Wyjęłam telefon i zadzwoniłam do Livi. 
Po drugim sygnale odebrała:
 - Co gołąbeczku byś ode mnie chciała? - usłyszałam jej wesoły głos.
Nabijała sie ze mnie od kiedy po prosiłam aby pomogła mi się ubrać na "randkę" z Malikiem. Czułam się strasznie poniżona gdy się ze mnie nabijała... no cóż... życie jest okrutne. 
 - Masz szczęście, że jesteś na drugim końcu ulicy bo byś solidnie oberwała z buta w łeb. A wracając do rzeczy wskakuj w seksowny strój kąpielowy i przychodź! Jonasz przyszedł czyścić basen więc mamy całe 2h gapienia się na jego boskie ciałko!
Ostanie wypiszczałam.
 - Daj mi 20 min i będe pod twoim domem! 
Rozłączyła się.
Byłam już ubrana i teraz czekałam na Liv.
         Nie mając wiele do roboty będąc sama w domu ( Alan wziął Emily do wesołego miasteczka, chciał z nią spędzić troche czasu przed wyjazdem na turniej. ), wzięłam na kolana laptopa chcąc ogarnąć ryjbook'a, twittrea i pocztę.
W czym dostałam długi list od taty, który brzmiał w skrócie:  " Ja nie wiem co ty wyrabiasz w tej Anglii ale cały świat dudni o twoim związku z Zaynem. Martwie się , że popełnisz jakieś głupstwo, ale czuje że coś tu śmierdzi. - chwila opierdalania mnie za imprezę na której upiłam się w raz z Alanem. Całą odpowiedzialność zeszła na mnie jako na najstarszą - Masz dopiero 16 lat! - znów opierdalanie o imprezę - Jak się zaciążyłaś wracasz do dziadków albo zamieszkasz z tym twoim adoratorem - zabolało bardziej niż myślałam - Mam nadzieję, że w warsztacie wszystko dobrze i nie rozniosłaś go w drobny mak. Mam szczerą nadzieję, że trenujesz do najbliższych zawodów? Wczoraj miało przyjechać nowa rajdówką więc ją wypróbuj, najprawdopodobniej pojedziesz w niej w rajdzie. Pozdrów tam wszystkich! Kocham was! I widzimy się 5-tego! 
Tata <3 "
Od kiedy on potrafi tą emotikonkę? A... Emily... wszystko jasne.
         Nie za bardzo przejmowałam sie słowami taty. Potrafił tylko gadać ale nic nie robił. Było mu ciężko po stracie mamy i musiał sobie jakoś poradzić, a ja mu w tym nie pomagałam.
Nie od zawsze byłam taka pyskata. Moje życie zmieniło się po śmierci mamy o 180 stopni. Tata zaczął nas rozpieszczać abyśmy zapomnieli o smutku i zawsze spełniał nasze zachcianki. A teraz za to płacił.
Zdołowałam się jeszcze bardziej.
         Aby poprawić sobie humor weszłam na ryjbook'a. Kilka nieznanych lasek pytało się mnie jak Zayn całuje? ( na samą myśl robi mi sie niedobrze ) Czy 1D jest takie o jakich piszą tabloidy, czyli debile z ADHD ( jak najbardziej ) No i kilka lasek groziło mi, że mnie zabiją.
Fajnie! Może w końcu skończy się moje bezsensowne życie!
Weszłam na Polskiego Pudelka aby się pośmiać i rzeczywiście się pośmiałam, aż łezki mi poleciały.
Nie wiedziałam, że można takie głupoty napisać!
Ale podziałało i miałam zajebisty humor.
 - A tu się zaszyłaś! - pocałowałam mnie w policzek ruda.  
Przewróciłam oczami.
 - Chodź bo jeszcze ucieknie!
Pociągnęłam Livie za sobą na schody.
         Byłam ubrana w czarno-czerwone bikini, czarne japonki na stopach, lustrzane awionetki na nosie i z książką w ręku.
Liv natomiast miała na sobie granatowe bikini, ciemne okulary i jakąś kryminalną książkę od Cook'a w ręce.
 - Nie mówiłaś mi że masz nowy tatuaż! - zaczełą czepiać się mnie Liv.
Spojrzałam na nią jak na debila.
 - Mój ostatni tatuaż robiłam razem z Zaynem wtedy co Harry nas podpuścił. Więcej razy nie robiłam! - wzruszyłam ramionami.
 - Jasne! Nawet najlepszej przyjaciółce o wszystkim ni mówisz! - oburzyła się.
 - Kobieto! Gdzie ja niby mam nowy tatuaż?!
 - Tu!
Dotknęła mi szyi.
Nie umiałam tam spojrzeć i poszłam do lustra.
 - O ja pierdole! - krzyknęłam - jaki zajebisty!
 Dokładnie pod prawym uchem było widaś śiczny tatuaż pająka w 3D.
 - Wygląda jakby naprawdę ci chodził po szyi! - westchnęła Liv.
 - Właśnie wiem! Nawet po pijanemu mam dobry gust! - zaśmiałam się.
 - Skąd wiesz, że zrobiłaś go na imprezie?
Wzniosłam oczy ku niebu.
 - Bo inaczej bym pamiętała?!
Livia wzniosłą ręce w geście poddania.
 - A co to znaczy "Z" na jego odwłoku? - spytała.
 - Tam jest jakieś "Z"?
Spojrzałam jeszcze raz. No i rzeczywiście tam było.
 - Czy myślisz to samo co ja? - zapytałam.
 - Pierwsza litera z imienia Zayn'a? - trafiła przyjaciółka.
Musze się zbluzgać w myślach.
 - Obiecuje kończe z piciem! - obiecałam, a Liv parsknęła głośnym śmiechem.
 - Jak ty kończysz pić to ja jestem baletnica! - naśmiewała się ze mnie. Połaskotałam ją po żebrach i uciekłam nad basen.  
Rozsiadłyśmy sie wygodnie na leżakach. Ja miałam zajebisty widok na Jonasza, a Liv tez nie mogłą pogardzić miejscem.
Podziwiałyśmy w ciszy tyłeczek chłopaka, który zapewne nie miał pojęcia co robimy. Kilka razy do nas zagadał pytając o pogodę i jak tam w polsce. 
Był naprawdę sympatyczny i za to go lubiłam. Nie umiał kogoś urazić, a jak już to zrobił nieświadomie, to był skłonny kupić kwiaty na przeprosiny.
Nagle coś mnie tknęło w wyglądzie Livi.
 - Do jasnej cholery gdzie ty masz gips?! -wydarłam się na nią.
Mój wybuch był tak gwałtowny, że Jonaszowi wypadła sitka, którą czyścił basen.  
Przyjaciółka spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
 - Chodzę już tak od trzech dni! Tańczyłam bez gipsu! A ty dopiero teraz zauważyłaś? - byłą na mnie zła.
Czułam się dziwnie -,-".
 - Czy ja jestem jakaś lesba i gapie ci sie ciągle na nogi?! - odwarknęłam.
 - Nie ale nie zauważyłaś.
 - Bo nie zwracałam na to uwagi!
Zacmokała dwa razy i dała za wygraną.
 - Nie mam gipsu od imprezy i w sumie nie wiem co sie stało.  - powiedziała lekceważąco.
Spojrzałam na nią z niedowierzaniem.
 - Czyś ty ocipiała?! Miałaś złamanie z przemieszczeniem i od tak gubisz gips? Jesteś nienormalna!
 - Odezwała się - odgryzła mi.
Zabolało.
Dokładnie wiedziałam o co jej  chodzi, a ja nie mogłam jej odwarknąć aby nie zepsuć naszej tajemnicy.
 - Dzieci! Dzieci! - usłyszałam donośny głos Jonasza- nie kłócić mi się bo obie wylądujecie w kącie!  Obie żeśmy sie roześmiały.
Później atmosfera znów się rozluźniła i obczajałyśmy Jonasza.
Słońce świeciło i opalało moje ciało. Cieszyłam się jednym z nielicznych słonecznych dni w Anglii. Przeważnie jest deszczowo co jest wkurzające. Pod względem klimatu wole polskę ale to tutaj jest moje, życie i nie chce tego zmieniać, ale za to współczułam Alanowi.
On W Polsce ma swoje życie, a rodzinę ma w Anglii. Nie raz widziałam bul w jego oczach gdy żegnał się ze swoimi wierzchowcami. Konie. To było jego życie, które musiał pozostawić daleko na wschodzie.
 - Tu jesteś kochanie! - usłyszałam głos mojego tajemnego kochanka.
Jęknęłam.
 - Znowu on! - powiedziałam bezgłośnie do Livi.
A ta parsknęła niepohamowanym śmiechem. 
Uśmiechnęłam sie przesłodko do Zayn'a i powiedziałam:
 - Tęskniłam za tobą Misiu!
Nie chciałam nawet wstać... tak wiem jestem bardzo leniwa i machnęłam w jego stronę ręką.
 - No nie wiedziałem, że aż tak będziesz za mną tęsknić! - chłopak zatrzepotał rzęsami.
W jego słowach było czuć ironię.
Chciałam mu odgryźć ale chłopak zrobił coś niespodziewanego.
Położył się na mnie.
 - Co ty kurwa robisz? - szepnęłam.
 - Przywiozłem za sobą kilku paparazzi wiec musimy wyglądać na zakochanych.
Westchnęłam.
 - Ty zrobisz wszystko aby mnie obmacać? - powiedziałam ironicznie.
Zobaczyłam w jedo oczach światełko rozbawienia.
 - Na to wygląda.
Jednym ruchem zrzuciłam go z siebie.
 - Misiu! Co ty wyprawiasz?! - udałam niewinną.
Kontem oka widziałam czerwoną ze śmiechu Livię.
 - Miałaś ose we włosach! - skłamał chłopak i pociągnął mnie za kosmyk włosów. To bolało!  - o już jej nie ma!
Wywróciłam oczami.
I wpadłam na genialny pomysł. 
 - Myślałam o tobie... - urwałam na chwilę robiąc napięcie - i w końcu doszłam do wniosku, że będziesz tak KOCHANY! i przyniesiesz dla mnie i Liv koktajl owocowy z miętom i wiórkami czekoladowymi.  
Malik wyglądał uroczo z takim wyrazem twarzy.   
Liv i Jonasz parsknęli śmiechem, ale od razu go stłumili uśmieszkami.
 - Kochanie może jeszcze sobie zażyczysz masażu?  - podpuścił mnie chłopak.
Spojrzałam na niego z udawanym oburzeniem i pacnęłam go w ramię.
 - Zamknij sie! Słuchają nas! Pogadamy o tym wieczorem! - lekko szturchnęłam go w stronę kuchni. - a teraz bądź tak miły i przynieś nam te koktajle, ok Misiu?
Zatrzepotałam rzęsami.
Postukał palcem po swoich wargach dając mi do zrozumienia, że oczekuje zapłaty.
 - Buziak! - powiedział.
Z ociąganiem ale cmoknęłam go w wargi.  Gdy chciałam się oderwać chłopak bezczelnie mnie przytrzymał i nasz pocałunek do widzów przerodził się w bardziej namiętny.
Chłopak wstał zadowolony i podreptał do kuchni.
 - Skurwiel! - krzyknęłam za nim po polsku, ale zrobiłam to najsłodszym głosem jakim potrafiłam. Chyba dostałam zamierzony efekt bo Malik wszedł zadowolony do domu, a Jonasz popatrzył na mnie z czułością.  
Przybiłyśmy sobie z Livią piątki.
 - No patrz! - powiedziała rozbawiona - i masz swojego murzyna!
Obie parsknęłyśmy śmiechem. 



No i 30 rozdział za nami! 
O dziwo jestem zadowolona z tego rozdziału O.o
Tak mnie też to dziwi;P
Chce wam podziękować za  ponad 24,000 odwiedzin, 55 obserwowanych i za 353 komentarzy! O.o
W moich najśmielszych oczekiwania nawet tego nie było!
Chce podziękować stałym bywalcom jak i tym, którzy wpadają czasem^^
Jestem wdzięczna za wszystko co dla mnie robicie^^
Jeśli macie jakieś pomysły do ulepszenia mojego bloga to piszcie do mnie na twitter'ze (@_Bujka_) lub GG (13122283)
Pozdrawiam!!!

Ps. Głosujcie na mnie na Wymarzony Świat z 1D^^ To moja ostatnia kandydatura ;P Dla was to pare sekund a dla mnie to wiele znaczy!!!
Kocham
<3 <3 <3

piątek, 13 lipca 2012

Rozdział 29

             Co prawda nie miałam pojęcia gdzie mnie Malik ciągnie. Chodź bym się nie zdziwiła, jakby wywiózł mnie gdzieś w las gdzie by mnie zgwałcił i pozbawiła życia, a moje zwłoki pozostawił w krzakach.
Tak wiem... za dużo cukru, horrorów i King'a.
Przez całą drogę nie odzywaliśmy się do siebie. Ja słuchałam LP , a Malik zajmował się sobą. Było trochę niezręcznie ale w końcu przywykłam.
 - To gdzie ty mnie właściwie ciągniesz? - powiedziałam siadając wyprostowana na fotelu.
Spojrzał na mnie za ciemnych okularów przeciwsłonecznych.
 - Zobaczysz.
Kurwicy można dostać!
Zaczęłam stukać palcami po desce rozdzielczej. Zayn wytrzymał przez niecałą minutę.
 - Mogłabyś skończyć? - chwycił moją rękę.
Wyrwałam mu się.
 - Ty lepiej patrz na drogę! Nie che abyś mnie zabił!
Na każdym kroku wypominałam mu to, że ie potrafi porządnie jeździć.
 - Zejdziesz ze mnie? - zapytał błagalnie.
 - Nie.
 - Jak ja z tobą wytrzymam?! - wzniósł ręce ku niebu, puszczając tym kierownice.
JA natomiast chwyciłam się kurczowo siedzenie.
 - Zwariowałeś? ty naprawdę chcesz sie zabić!
Spojrzał na mnie smutno.
 - Liczyłem, że znów rzucisz sie na kierownice. - spiorunowałam go spojrzeniem.
Dobrze wiem, że użył tej sztuczki aby mnie pocałować.
 - Człowiek na błędach sie uczy. - westchnęłam pogardliwie.
        W samochodzie zapanowała niezręczna atmosfera. Teraz bawiłam sie szybom. Raz jechała w dół, a raz w górę. Ale i to mnie znudziło. Zaczełam przeglądać płyty Malika. Nic ciekawego... Później sprawdziłam schowek. Okulary przeciwsłoneczne, jakaś mapa, tabletki... ciekawe na co, założę się, że jest jakimś arabskim szmuglerem narkotyków pod przykrywką gwiazdki. Grzebałam dalej. Jakieś czasopismo, paczka papierosów, które od razu wylądowały za oknem.   
 - Co ty robisz?! - krzyknął na mnie Zayn - Jeszcze nie była otwarta! Dopiero co ją kupiłem!
Spojrzałam na niego... mało mnie to interesowało ale dobra. 
 - Tego świństwa powinno się nie produkować! - warknęłam i sprawa była zakończona.
I wróciłam do przeszukiwania jego schowka. Na samiutkim końcu zauważyłam dwie prezerwatywy.
 - Uuuu szykuje się niezła impreza... - pomachałam mu kondonami przed nosem - czy tak na wszelki wypadek? - zaczełam się z nim drażni
Spojrzał na mnie cwaniacko.
 - A coś proponujesz? - poruszał śmiesznie brwiami.
 - Oczywiście. - odparłam sarkastycznie - o każdej porze dnia i nocy. - wyszczerzyłam się do niego.
 - Trzeba było szybciej mówić - pokazał mi język i skręcił na pobocze.
Jebłam śmiechem jak się zatrzymał. Spojrzałam na niego przez łzy, a on też rozbawiony na mnie patrzył.
Nagle spoważniałam.    
 - Ale wyczułeś moją ironię? - spytałam.
 - Nie, jestem idiotom i tego nie zauważyłem. - zarzucił mi.
Uśmiechnęłam się do niego cwaniacko.
       Otworzyłam usta aby mu się odgryźć ale on skutecznie mi przeszkodził zasłaniając wargi ręką. Spojrzałam na niego gniewnie. Zrobiłam minę obrażonego dziecka, założyłam ręce na piersi i fochłam się.
Miałam ochotę go ugryźć ale i tak za dużo razy miałam z nim styczność wczoraj i nie chciałam ryzykować.
Nagle oderwał dłoń od moich warg i trzasnął drzwiami.
Rozejrzałam się po okolicy totalnie zbita z pantałyku.
Otworzył mi drzwi:
 - Wysiadaj, jesteśmy na miejscu.
Rozejrzałam sie po okolicy. Oprócz drogi był tylko las. Czyli jednak chce mnie zgwałcić i zabić, a moje ciało pozostawić za krzakami.
Unisłam pytająco brew gdy stałam na przeciwko niego.
 - Paul chce sie z nami spodkać w tamtym domku.- wskazał palcem na las.
Teraz dopiero dostrzegłam dym wylatujący z kominka jakiegoś domku.
 - A poco che sie ze mną spotkać?
Wywrócił oczami.
 - Potrzebujemy agenta i okazało się, że Paul chętnie cie przyjmie. - aż za bardzo było wyczuć jego sarkazm w głosie.
Wpadłam na pomysł aby zrobic z siebie totalną idiotkę i dać pozory Malikowi, że nie zczaiłam jake.    - Naprawdę?! Moje marzenie w końcu się spełni!
Wyciągnęłam z torebki okulary lustrzanki, nasadziłam je na nos, złączyłam palce w "pistolet" i zaczełam zgrywac pajaca, że sprawdzam teren.
Skryłam się za jednym drzewem i strzelałam z mojej niewidzialnej broni do Malika, który patrzył na mnie jak na kretynkę. No ale cóż... on ciągle zgrywa z siebie debila to ja tez moge ;P
 - Najadłaś się cukru?
Przetażałam się po ziemi.    
 - Wczuwam się w role.
Pozłałam mu znaczace spojrzenie.
        Gdy w końcu zczaił, że żartuje  Zrobił się czerwony jak burak i sie do mnei nie odezwał.
Ja natomiast ogarnęłam sie i weszłam do drewnianej chatki.
Od razu przywitał nas Paul.
Był ubrany całkiem na czarno i uśmiechał się przyjacielsko, ale na moja intuicję agenta coś tu śmierdziało.
Kazał nam spocząć na sofie, on natomiast przysunął sobie krzesło i usiadł okrakiem opierając brodę na ręce.
 - Wtajemniczyłeś ją? - pokazał głową na mnie.
 - Nie - odparł Zayn.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc palnęłam co mi ślina na język przyniosła.
 - Nie pisze się na żadne zadanie dziwki i tym podobne.
Spojrzeli na mnie z minami " Boże! Co to za wariatka ", znaczy tak przynajmniej odczytałam ze spojrzenia Zayn'a.
 - Nie- odparł spokojnie Paul - nic takiego nie bd robić...
Wstanęłam.
 - Dobra. Po co mnie tu ściągnęliście? - zmierzyłam ich groźnym spojrzeniem.
 - Zanim jej to powiesz do chodź ją zakujmy! - powiedział Zayn.
Zasłoniłam się rękami.
 - Spierdalaj ode mnie! Ja w takie zabawy sie nie bawię. Zaraz zadzwonie po taksówkę...
Zaczęłam grzebac w torebce, ale została mi skutecznie odebrana przez Paula.
 - Jak dojdziemy do porozumienia to odwieziemy cie do domu. 
Spojrzałam z niedowierzaniem na niego.
 - Dobra to ja pójde na piechotę.
 - ZAMKNIJ MORDĘ I POSŁUCHAJ! - wydarł się Zayn.
Autamatycznie usiadałm jak grzeczna dziewczynka i zrobiłam maślane oczka.
 - Dobra słuchaj. - zwrócił się do mnie Paul - Wasze fotki. - pokazał mi zdjęcia jak się lizaliśmy z Malikiem - obiegły już cały świat. I trzeba coś zrobić abyś ty - wskazał na mnie - nie wyszła na dziwkę, a on - wskazał na Zayn'a - na skończonego dupka.
 - Dzięki - warknął.
 - Co za debil... -wzniosłam oczy ku niebu. - ale to razej logiczne, że po pijaku robi się dziwne rzeczy, wiec nie am w tym nic dziwnego.
Paul pokiwał z uznaniem głową.
 - No tak. Ale jeszcze są te fotki. - wyłożył na stół zdjęcia gdy jechałam Zayn'owi na kolanach o to wyglądało jakbyśmy się ukradkiem całowali... - i te fotki - ze szpitala i podpis że złapałam Malika na dziecko, przy czym jebłam głośnym śmiechem.
 - Ej ale powoli! JA nie chce mieć pokrzywionych dzieci! - roześmiałam się. Chłopaki się nie śmiali więc szybko ucichłam.
Paul coś mruknął czego nie zrozumiałam a Zayn się zaśmiał. 
 - i jeszcze te zdjęcie - Byłam na nim ja i Zayn, namiętnie całujących się. Poznałam wystrój pomieszczenia... o kurwa! Przecież to był mój dom! Zrobili te zdjęcie gdy Malik opiekował się Emily... Zajebie wszystkie hieny. - Oboje wyszliście napaleni i wam się to podobało...
 - To było dawno i nieprawa! - powiedziałam na swoja obrone.
 - Mam tu dowody rzeczowe i twój wniosek został oddalony. - powiedział spokojnie Paul.
Warknęłam w odpowiedzi.
Wiedziałam co teraz Menager  powie i już się bałam.
 - Do was najlepszym wyjściem byłoby jakbyście zaczęli ze sobą chodzić.
Musialam puścić face plama, b oboje się roześmiali.
 - Nie ma mowy.




Ta dam!
Tak wiem zmaściłam...
Nie mam już o czym pisać... wszystkiego czego się chwytam to psuję ;(
Jak komuś sie nudzi może wpaść na inne moje blogi :   
/http://n-o-w-e-z-y-c-i-e.blogspot.com/ na Bloga, którego piszę wraz z Kingą : http://dzieje-olimpu.blogspot.com/   i który pisze  z Pimeys : http://czytasz-to-na-swoja-odpowiedzialnosc.blogspot.com/

Przez Kolorową biorę także udział w konkursie na : " BLOG MIESIĄCA; LIPIEC 2012 " Na Wymarzony Świat z 1D
Ostatni raz biore w tym udział więc chciałam bym sprawdzić ile mój blog jest dla was wart!

Z góry dzięki za wszystkie głosy^^

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 28 - pisany przez Pimeys

 PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM!!!


Szłam na parking i ten dziwny typek z tego całego zespołu uparł się na to by mnie odprowadzić.
-Po co za mną leziesz?
-Przyciąga mnie do ciebie jakaś niesamowita siła.
Zbliżył się do mnie, a ja wyciągnęłam rękę by go powstrzymać.
-Idź z tą swoją siłą na pole, przyczep się do jakiegoś ciągnika i raz w życiu zrób coś pożytecznego.
Facet pokiwał głową.
-Lubie jak dziewczyna udaję niedostępną.
No teraz to już przegiął.
-Słuchaj ty nie jesteś za stary na takie numery?
            Facet pokręcił głową. Niemal się posikałam ze szczęścia na widok mojego srebrnego autka. Chłopak zdziwił się, kiedy zobaczył do którego auta wsiadam. Zamknęłam drzwi i przez nieuwagę prawie go przejechałam. Ale kto to widział stawać zaraz za autem. Pokiwał mi i coś jeszcze powiedział, ale skutecznie zagłuszyłam go głosem Coreya. Boże kto był na tyle psychiczny i kazał mi tańczyć? Jechałam zadowolona do domu, mając nadzieje, że to już koniec nieszczęść na dziś. Cóż trochę za bardzo się przeliczyłam i soczyście poklnęłam sobie po rosyjsku, kiedy zobaczyłam zaparkowane auto mamy. Czyli to był dopiero początek.     Czy ktoś mi kurwa wytłumaczy, co ona tutaj robi? Powinna jeszcze siedzieć w pracy albo na solarium, albo u kosmetyczki. Gdziekolwiek tylko nie tutaj. Wyszłam z auta z zadowoleniem takim jak przypalony kotlet. Weszłam do domu przeciągając tę chwilę jak najbardziej. Dom był duży i śmiało szło go nazwać mini willą. Musiałam przejść przed drzwiami kuchni, i salonu by dostać się na schody. Moja matka siedziała w kuchni i zadowoleniem połą kawę.
-Lili czekałam na ciebie.
Ludzie szykujcie kalendarze. O to dzień, w którym matka zdrobniła moje imię i jeszcze do tego cieszyła się, że wróciłam. Weszłam do ogromnej kuchni i pierwsze co zrobiłam to przeszukałam garnki z nadzieją, że jest coś jadalnego.
-Kochanie na patelni jest spaghetti. 
Nie wiem czego obawiałam się bardziej. Tego jak zachowywała się matka czy tego co jest na patelni. Podniosłam pokrywę i doszłam do wniosku, ze chyba sobie nie pojem.
-Wiem jak bardzo lubisz spaghetti więc zrobiłam je specjalnie dla ciebie.
Stałam szczerze zdezorientowana.
-Mamo... Czy ty sobie ze mnie kpisz?
Matka spojrzała na mnie zdziwiona i lekko zdenerwowana. Czyli jednak w tym domu nigdy nie będzie spokoju.
-Nie. Czemu pytasz?
Przewróciłam oczami. Matka znowu udowodniła, że nic o mnie nie wie.
-Mamo. Po pierwsze. Nie lubię spaghetti. Po drugie- nawet gdybym lubiła to go nie zjem, bo nie przepadam z mięsem, a tu jest go więcej niż samego makaronu.
Matka była szczerze zdumiona.
-Jak to nie jesz? Jak mieszkaliśmy w USA to jadłaś je niemal codziennie.
Miałam ochotę przywalić sobie patelnią w łeb.
-Mamo. Wujek Eric uwielbia spaghetti nie ja.
Zastanawiałam się co mogę spokojnie zjeść pod czujnym okiem szanownej pani doktor, by nie dostać opierdziel. A to byłą trudna decyzja bo zakupy robił ojciec i większość produktów w niej to byłą fast foody albo mrożonki, którymi matka gardziła.
-Byłabyś choć raz wdzięczna i nie wybrzydzała.
Z westchnieniem wyciągnęłam maślankę, jagody, truskawki, maliny i śmietanę wysokoprocentową. Matka przyglądała mi się uważnie i tylko czekałam aż skomentuje moje poczynania. Siedziała cicho kiedy wsypywałam do robota kuchennego cukier, owoce i zalewałam kefirem. Zamknęłam pokrywkę i spokojnie nastawiłam to dziadostwo.
-A po co ci ta śmietana?
Uśmiechnęłam się i wznosząc toast w stronę matki, przyssałam się do słodkiego, kremowego mleka. Matka wydawała się tym oburzona. Zabrałam gotowy koktajl i szklankę i miałam zamiar opuścić to pomieszczenie, kiedy zatrzymał mnie głos matki.
-Lilith chciałam z tobą porozmawiać.
Yhm zaczyna się. Połowa kłótni zaczyna się tymi słowami. Usiadłam na krześle na przeciwko matki i nie przejmując się nią powoli nalewałam koktajl do szklanki. Błogosławieni ci, którzy to wymyślili.
-Lili bo widzisz- mama przybrała delikatny ton- mamy bardzo ważną operację w Japonii- oczy otworzyły mi się szerzej na tą cudowną nazwę- i będziesz musiała zamieszkać sama z ojcem.
Ojej ale się przejmuję. Popijałam koktajl zastanawiając się czego ona ode mnie chciała.
- Nie będzie mnie prawie miesiąc- w moim mózgu rozległy się anielskie śpiewy- i chciałam z tobą porozmawiać.
Przewróciłam oczami.
-Robisz to od dziesięciu minut.
Matka musiała przerwać by przypadkiem mnie nie udusić. Nie wiem jak ona mogła być chirurgiem skoro nie umiała przy mnie wytrzymać więcej niż piętnaście minut.
- Nie będzie mnie jakiś czas i chciałam ci przypomnieć, że jesteś jeszcze dzieckiem i całe życie przed tobą.
Roześmiałam się, kiedy doszło do mnie znaczenie jej słów.
-Mamo. Masz 36 lat i chcesz przekazać swojej osiemnastoletniej córce, że ma się zabezpieczać podczas seksu? Czy ty sobie ze mnie żartujesz?- matka chciała mi odpowiedzieć, ale szybko jej przerwałam- wiem jak się czuje niechciane przez matkę dziecko i nawet jeśli zrobię sobie dzieciaka, w co wątpię, to się nim zajmę sama.
Matka się zbulwersowała.
-Wcale nie jesteś niechciana.
Pokręciłam głową z miną "kogo ty chcesz oszukać?".
-Chciałaś rozmawiać na poważnie więc teraz nie okłamuj samej siebie. Wychowywało mnie dwóch mężczyzn, bo dla ciebie kariera jest ważniejsza niż dziecko. I nawet nie próbuj zaprzeczać bo ja mam dobrą pamięć. Zresztą po moim zachowaniu widać, kto mnie wychowywał, a kto nie.
-Lilith Karen Smith- powiedziała wściekła- nie życzę sobie, żebyś odnosiła się do mnie w taki sposób i to jeszcze w moim domu.
Prychnęłam wyprowadzona z równowagi.
-Co już nawet prawdy nie umiesz przyjąć prosto w twarz? Lepiej jedź do swojego kochanego szpitala, bo uśpiona osoba nie powie ci, że coś zrobiłaś źle. A skoro już tak ładnie prosisz to wyprowadzę się szybciej niż ty wyjedziesz do tej swojej durnej Japonii- krzyknęłam, wzięłam koktajl i ruszyłam do swojego pokoju.              Przeszłam przez ogromny hall i wdrapałam się po schodach na pierwsze piętro. Weszłam do pokoju i na znak dla matki, rąbnęłam drzwiami z całej siły by była pewna, że nie ma tu po co przychodzić. Miałam ochotę krzyczeć, ale zamiast tego wypiłam resztę koktajlu i usiadłam w moim kochanym bałaganie. Ściany oblepione plakatami z autami, zespołami i drużynami baseballowymi, zarzucone ubraniami łóżko i pełno śmieci na podłodze przypominało mój poprzedni pokój. Ale były tu też przedmioty wstawione przez moją matkę, które z uporem tu wracały za każdym razem gdy się ich wyzbyłam. Wielka flaga Anglii, magazyny z angielskimi gwiazdkami( kto w ogóle produkuje takie gówno?) i jakieś dziwne figurki przedstawiające atrakcje tego przeklętego kraju, prześladowały mnie swoja obecnością. Ściągnęłam z siebie ubrania i spojrzałam na siebie w lustrze. Nie wyglądałam najgorzej, ale ta zakichana Anglia mi nie służyła. Wykonałam kilka ruchów z tańca obserwując swoje ciało. Nie, tych co kazali mi tańczyć naprawdę pojebało. Przecież ja się do tego nadawałam, jak rower do wyścigów samochodowych. Ubrałam jakąś luźną koszulkę, jeansy, moją kochaną baseballówkę z nazwą drużyny, w której grałam nim mnie tu sprowadzono i dumna z siebie wyszłam z pokoju. Matka dalej siedziała w kuchni.
-A ty dokąd się wybierasz?
-Jak najdalej stąd- odpowiedziałam nawet się nie obracając. Wyszłam z domu, nie zważając na słowa matki. Jak chciała tak ma. Poszłam do garażu i wyprowadziłam z niego swoje małe srebrno- szare cudeńko.
            Zabrałam ten przeklęty kask i kurtkę, pomachałam matce, która obserwowała mnie z okna kuchni i pojechałam w świat zastanawiając się dokąd?
Pojechałam na plażę, jedynie normalne miejsce, które znałam po kilkumiesięcznej wizycie tutaj. Rozłożyłam się na piasku i opierając głowę o motor, obserwowałam wzburzone fale. Jakieś małe dzieci biegały po plaży, a ich rodzice wykorzystywali pogodny dzień spacerując. Jakiś chłopczyk zatrzymał się przy mnie i wyciągnął rękę w stronę motoru.
-Jaki fajny- powiedział. Był mały i całkiem uroczy. Miał jasne roztrzepane włoski i ciemne oczka. Nie przepadałam za blondynami, ale ten był całkiem przyjemny dla oka. Odsunęłam się trochę od motoru i zachęcając dzieciaka by podszedł bliżej.
-Musi się nim fajnie jeździć.
Pokiwałam w odpowiedzi głową.
-Jeśli twoi rodzice się zgodzą, to przewiozę cię kawałek.
Chłopak spojrzał na mnie smutno.
-Moich rodziców tu nie ma.
Chłopczyk usiadł obok mnie głaskając niebieski lakier.
-A gdzie są twoi rodzice?
Chłopaczek wzruszył ramionami i zrobiło mi się go naprawdę żal.
-Jesteś tu sam?
Chłopaczek pokiwał głową.
-A gdzie mieszkasz?
Zdałam sobie sprawę, ze zachowuję się jak jakiś pedofil, ale chłopak chyba nie miał mi za złe tego wypytywania.
-Mieszkam u babci, ale ona nie widzi i muszę bawić się blisko domu.
             Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się pocieszająco do chłopaka. Wiedziałam jak to jest nie mieć matki ( moja angażowała się w moje życie, mniej niż parówki, które jadłam na śniadanie), ale nie wyobrażałam sobie życia bez ojca. Usiadłam na motor i posadziłam chłopaka przed sobą. Chłopak wydawał się szczęśliwy nawet wtedy, gdy robiliśmy kółka na ścieżce przylegającej do plaży. Cieszył się tak bardzo, że nawet mi polepszył się nastrój. Kiedy przejażdżka się skończyła, chłopak zaciągnął mnie do jakiejś kryjówki i pokazywał mi muszelki, które znalazł na plaży. Zostałam wzbogacona w kilka ślicznych okazów w podziękowaniu za przejażdżkę. Robiłam z chłopakiem zamek z piasku, bawiąc się przy tym doskonale, kiedy na plażę władował się jakiś chłopak i zaczął wołać mojego kompana. Jimmy, bo tak nazywał się mój nowy znajomy nie był chętny do odejścia więc jego opiekun przyszedł do nas.
-Bardzo dziękuje, ze..- chłopak przerwał i spojrzał na mnie uważnie- ja cię znam.
Pokiwałam głową. Ja też go znałam, ale nie umiałam powiedzieć skąd. I po chwili sobie przypomniałąm.
-Ty jesteś z bandy gejów- krzyknęłam. Tylko nie umiałam sobie przypomnieć jego imienia. Hmm...
-A ty jesteś Mike jak się nie mylę- powiedział, a ja kiwnęłam głową. Jak on się nazywał? Chłopak dosiadł się do nas i razem budowaliśmy zamek. Przyglądałam mu się czasami, próbując przypomnieć sobie jego imię. No do jasnej cholery! Znaleźliśmy sobie patyczki i udawaliśmy, że to prawdziwi ludzie podkładając im głos. Cała moja wściekłość na matkę, wypłynęła. Cudowne uczucie.


           Ta dam! Wielka władza obalona! Cha cha cha :D A więc dam wam odpowiedź na pytanie Bujki. Jest tą tancerką z kucykiem ^^ Ale się cieszę, że w tym nie tańczyłam :D Mam nadzieję, że wam się podobało, bo to chyba ostatni raz kiedy Bujka dała mi trochę władzy :D Z pozdrowieniami. P.

Znów spróbowałam sił w  Wymarzony świat z 1D  proszę o głosy :D MAm nadzieje że w tym etapie mi szczęście dopisze^^ Z góry dzięki <3 <3 <3 
Bujka i Pimeys
<3 <3 <3

czwartek, 5 lipca 2012

Rozdział 27

Jak to możliwe, że na tą sale taneczną weszło 7 znanych mi mord? Jeszcze polskich mord?
Łozo, Tomson, Śniady, Torresiwo, Lajan, Baron i Dziamas z zespołu Afromental?
              Wszyscy cieszyli jape jak wchodzili na parkiet. Z początku nawet nas nie zuważyli bo jeden drugiego szturchał. Nagle Łozo zerwał czapkę z głowy Tomsona, a ten zaczął go gonić.
Przebiegli obok nas śmiejąc się jak obłąkani.
Natomiast Śniady, Dziamas i  Lajan bawili się dredami Barona, który nie były tym faktem zadowolony.
A Torresiowo zajadał tortille.
Spojrzałam na Danielle jej wzrok mówił: " Ciesz się, że są spokojniejsi od naszych ".
Na to tylko przewróciłam oczami.
Gdy w końcu Tomson dorwał Wojtka i powalił go na ziemię, oboje oprzytomnieli i zdali sobie sprawę z naszej obecności.
 - Hello - przywitał się Tomson wstając z Łoza.
 - Hey - odparła Danielle - This is...
Oczywiście ja chwolno dupa musiałam im przerwać i pochwalić się, że znam polski.
 - Hej, jestem Alex, a to - przedstawiłam po kolei - Livia polka, Cara, Mike i Danielle nasza instruktorka, którą pewnie już poznaliście.
Wszystkie oczy były skierowane w moją stronę.
Ja uśmiechnęłam się do wszystkich prostacko.
 - Wy dwie umiecie po polsku? - zapytał Torresiowo wypluwając kawałki przeżutej tortilli na swoją koszulkę.
 - Nie po chińsku właśnie mówiłam... - poinformowała - Polska to mój i Livi  rodowity kraj - uśmiechnęłam się i objęłam ramieniem dziewczynę.
 - Tak. - powiedziała tylko Liv.
Czułam, że jest a mnie zła, że jestem przepadzita i musiałam się pochwalić, że jestem Polką.. no ale cóż... ja to ja i tego nikt nie zmieni.
 - No to trafiliśmy na samych swoich. - Odparł Łozo podając wszystkim rękę i przedstawiając się po angielsku.
             Po chwili juz gadaliśmy ze sobą jakbyśmy się znali od kilkunastu lat ( oczywiście po angielsku ).Po jakiś 20 min Baron zaczął nas rachować.Patrzyłam na niego z rozbawieniem.
Próbował nas policzyć ,ale ciągle się ktoś ruszał i nie umiał .
Na jego warzy pojawił się grymas niezadowolenia.
 - Ale coś mi się nie zdaje, aby było was dwanaście - powiedział w końcu, zarzucając swoje dredy do tyłu.
 - Owszem - odparła spokojnie Danielle. - jeszcze siedem dziewczyn przyjdzie z mojego studia tanecznego i wtedy bd nas 12 - posłała mu słodki uśmiech.
            Pokazaliśmy chłopakom nasz taniec i byli pod wielkim wrażeniem naszych umiejętności, na co Mike odparła:
 - Człowieku ciebie pojebało? Trup w prosektorium robi bardziej taneczne ruchy ode mnie. Popraw sobię wzrok albo osobiście ci go nastawię- spojrzała na niego groźne -  CO ja tu kurwa robię?- zapytała po cichu
Wszyscy spojrzeli na tą dwójkę.
Chłopak był zaskoczony  

 - Jak chcesz możemy seksowne ruchy przećwiczyć u mnie. - poruszał śmiesznie brwiami.
 - Dobre sobie - warknęła - dostaniesz zadyszki niż urania ściągniesz. - powsłała mu kpiacy uśmiech.
 - Ostra. - powiedział Dziamas.
Dan wskoczyła pomiędzy Mike i chłopaków niż ta ich pożarła żywcem.
Łozo też zainterweniował.
 - Dobra to która wjeżdża na rowerze?
Wszystkie głowy dziewczyn zostały zwrócone w stronę Wojtka.
 - Na jakim rowerku? - zapytała Liv.
Ten spojrzał na nią.
 - Nie mówiłaś im? - zwrócił się do Dan.
 - Jakoś o tym zapomniałam... - odparła wymijająco - dziewczyny  chłopcy zażyczyli sobie aby kilka dziewczyn wjechały na różnych pojazdach. I bd nimi tylko jeździły...
 - Chce rower! - krzyknęłyśmy równocześnie z Mike.
Widze ze obie mamy taki sam entuzjazm do tego tańca.
 - Wypieprzaj ja chce rower! - powiedziała Mike.
 - Ale.... - zaczęłam ale skutecznie Dan mi przerwała.
 - Dobra Mike ma rower. - zarządziła,
 - Ale Dan... - zaczełam
 - Boże Alex nie jesteś dzieckiem! Chyba mi sie nie rozpłaczesz?! - zapytała lekceważąco.
Odwróciłam się na pięcie udając, że płacze.
 - Nikt mnie nie lubi.... - pociągnęłam nosem i skierowałam się do obrotowy drzwi z których wychodzi się z sali.
Stanęłam tam obrażona.
 - Bobra... Alex...-  powiedziała w końcu Danielle -  miałaś wjechać w samochodzie ale jak nie...
 - Dzięki, dzięki , dzięki!!
W kilka sekund znalazłam się obok niej i wyściskałam ja mocno.
             Nagle usłyszała za sobą jak ktoś próbuje kaszleć a wychodziło mu to jakby się kłaczkiem dusił. Obróciłam się chcąc znaleźć sprawcę  tego zamieszania.
Przy drziach obrotowy stał Zayn i próbował zwrócić na siebie uwagę.
Wszyscy spojrzeli na niego jak na debila.
A ten dalej kaszlał jak pojebany.
 - Kuźwa psychiczny jesteś człowieku? - warknęła Mike.
Chłopak zrobił niewinną minkę.
 - Potrzebuje na chwile porwać Alex.- spojrzał na Mike i mina mu zrzedła - To znowu ty?
Lili wyszczerzyła sie do niego:
 - Znów musze oglądać twoją krzywą mordę! - wzniosła ręce ku niebu.
Po cichaczu przybiłyśmy ze soba piątki.
Coraz bardziej przekonywałam się co do tej dziewczyny... i zaczęłam naprawdę ja lubić.
 - Alex... no rusz się. - ponaglał Zayn - bo tam zajdę i już nie bd ci do śmiechu.  
Słysząc to włączyłam swój instynkt obronny.
 - Ja nigdzie z tobą nie idę
 - Ależ nalegam - powiedział przeczesując włosy.
 - Co ty kombinujesz? - zapytała Liv.
Chłopak zrobił minkę jakby nie wiedział o co chodzi.
 - Ale ja nigdzie z tym pedofilem nie ide! - poskarżyłam się.
Dan walnęła się dłonią w czoło.
 - Alex... masz 16lat... serio... możesz uprawiać juz sex od roku.
Powiedziała.
 - A co ja jakas ułomna, że tego nie wiem? - warknęłam.
 - To skończ udawać ciula i chodź! - ponaglił Malik.
 - Dzieci i ryby głosu nie mają.
 - No właśnie! To siedź cicho i rusz swoje zacne cztery litery.  
Unioslam brew.
 - A ty znów o jednym. - westchnęłam.
 - Ja? To ty mnie wczoraj wciągnęłas do łóżka.
Ze strony chłopaków z Afromental ( których najwyraźniej Malik nie zauważył ) słyszałam zgodne "uuuuu" i gwizdy.
 - Yyy, że co prosze? Ja cię ciągnęłam?
 - Alex pogrążasz się. - szepnął mi do uch mój rozsądek czyli Livia, którą i tak nie słuchałam.
 - To co słyszałaś. - wyszczeżył się do mnie.
 - Przepraszam bardzo ale ja nie ty. O ile mi wiadomo to ty chcesz mnie przelecieć za każdym razem kiedy jestem w pobliżu. A że wczoraj się lizaliśmy... a swoją droga byłam tak pijana, że dobrze nie widziałam na oczy bo gdybym zobaczyła twoją mordę uciekła bym z krzykiem.
 - Jakoś wczoraj nie miałaś tego problemu... A mam dość ciekawy film. - wyszczerzył się perfidnie.   
Mój wyraz twarzy musiał byc komiczny bo wszyscy jebli śmiechem.
 - Jebany ciulu przecież ja wczoraj z tobą nie spałam. - warknęłam.
Ten spojrzał na mnie cwaniacko.
 - Czy ja coś o spaniu mówiłem? Mówię tylko o tym, że założyliśmy się i wygrałem i musisz coś dla mnei zrobić! - pokazał mi język.
 - Yhhy... bo już ci uwierzę... - założyłam ręce na piersi.
 - Liam wszystko nagrał... ze szczegółami...
Zrobiła Face Plama.
Wzięłam swoje rzeczy i pokonana wyszłam z sali, a zaraz zamną Zayn.
 - Z łaski swojej przestań mi sie gapić na dupe! - warknęłam nie odwracając sie.   
 - Wcale, że nie gapiłem ci się na dupe... no może troszkę...
 - Jebany zbok. - westchnęłam.
 - Przepraszam bardzo, że jestem facetem.
 - Jakim facetem? - odwróciłam się w jego stronę - ty jeszcze masz dziecięcy tłuszczyk - dźgnęłam go w policzek, a ten poirytowany próbował się odsunąć i wpadł na szklaną ścianę  - a nie mówiąc o męskości.
Zayn zrobił się czerwony jak buraczek.
Chwycił mnie za nadgarstki i szybkim ruchem przygwoździł do szyby... zamieniliśmy się miejscami i teraz ja byłam przyparta do muru.
 - Zaraz z tobą nie wytrzymam! - warknął dość głośno - jesteś rozpieszczona, upierdliwa i nierozważna! Matka w domu cie nie uczyła jak się powinnaś zachowywać?
Na wzmiance o mojej mamie coś we mnie pękło.
 - Pieprz się Malik! Moja mama zmarła gdy miałam 11 lat! Patrzyłam na jej śmierć! - zawahałam się - Konała na łóżku szpitalnym, a ja na to patrzyłam! Musiałam szybko dorosnąć i zająć sie Emily! Jestem rozpieszczona i w to nie wątpie ale mój ojciec nas rozpieszczał abyśmy nie czuli takiej pustki po straci matki! - poczułam jak łzy napływają mi do oczu - Więc z łaski swojej jak jeszcze raz bd chciał obrażać moją matkę to sobie odpuść!
Wyrwałam się oniemiałemu chłopakowi z objęć i pobiegłam do szatni tłumiąc łzy.   

***

            Wyszłam z szatni już całkiem ogarnięta. Włosy pół spięłam, a resztę puściłam wolno na plecy. Miałam na zmianę ciuchy w torbie i przebrałam sie w czarne rurki, glany i workowatą szarą bluzę z tekstem piosenek AC/DC. 
Troszkę się musiałam pomalować aby nie było witać, że ryczałam. Więc podkreśliłam oczy czarnym laynerem i pociągnęłam tuszem do rzęs, chodź nie wiem po co i tak założyłam awionetki. Puder zrobił swoje i nie było widać ani cienia wczorajszego dnia. Chodź ból głowy niekiedy dawał o sobie znać. 
                 Dziwnie się czułam bez kluczyków do jakiegokolwiek pojazdu... tak jakby mnie coś opuściło. Zayn stał na zewnątrz oaprty o ścianę budynku z zatroskaną mina.
Postanowiłam nie dać po sobie poznać, naszej małej sprzeczki.
 - Rusz dupę! śpieszy mi się! - rzuciłam przechodząc obok niego.
Poczułam jak jego ciepła dłoń łapie mnie za rękę.
 - Czekaj! - zatrzymał mnie. Zrobiłam obojętną minę i spojrzałam na niego - chciałem ci przeprosić za nie wyparzony jęzor...
  - Stul dziób! - ucięłam - poniosło mnie. - odparłam z prawdziwą skruchą - Więc bla, bla, bla... wybaczam Ci... sranie w banie... zapomnijmy o tym i rusz dupe bo się ściemnia!
 - Czy ty właśnie mnie przeprosiłaś? - powiedział z niedowierzaniem Zayn, ale od razu w jego oczach zauważyłam przebłysk " inteligencji " w jego przypadku bym sie spierała.
 - Nie zauważyłam.
 - Mogłabyś powtórzyć? Bo nie dosłyszałem! Jesteś taka niska, że mam biede cie usłyszeć!
Kretyn przytknął sobie dłoń do ucha i  pochylił się nade mną.
Później czułam tylko jak moja stopa w glanie trafia w coś miękkiego ( udo Malika ), a ten kuli sie w euforii bólu.
 - Nie kpij sobie ze mnie! - rzuciłam zostawiając za soba kulejącego chłopaka.
Weszłam do jego samochodu i rozsiadłam się wygodnie. Kolana oparłam o deskę rozdzielcza założyłam słuchawki na uszy i odleciałam w tekst piosenki "Numb" Linkin Park.      




No to teraz moja ogromna skrucha za to, że początek tak się nie trzyma kupy, że aż boli czytać... /: 
Nie jestem zadowolona z tego rozdziału...
W następnym spróbuje rozwinąć problem imprezy i mam nadzieje, że wam się spodoba ^^
A Tu macie coś ode mnie :


To z mojej akademi zakończeia 3 gimnazjum^^ Sama robiłam do niej scenariusz :D
A teraz zagadka : 
 - Którą tancerką jestem?

Miłego zgadywania:D