czwartek, 17 maja 2012

Rozdział 18

Skorzystałam z okazji gdy Alex z Zaynem wpadli do kabiny i zatrzasnęłam za nimi drzwi. Myślałam, że jak tak głośno się kłócą to nawet nie zauważą, że zamknęłam drzwi, ale po chwili poczułam napór z ich strony. Podparłam  drzwi gipsem i tak stałam. Nie mogłam się ruszyć więc zawołałam Harrego, który właśnie wyszedł z kabiny: - HARRY!! - wrzasnęłam - podaj mi jakieś krzesło!
Na początku stał jak sparaliżowany. Miał tak śmiesznie przekręconą głowę, że się nie dało. Popatrzył na mnie zdziwiony Wzruszył ramionami i posłusznie udał się w poszukiwanie krzesła.
 - Livia! Coś ty wymyśliła? - wytarła się Alex.
 - Nie skrzecz mi do ucha! - wydarł się na nią Zayn.
 - Ja wcale nie skrzeczę! - fuknęła - Livia wypuść nas! A w zasadzie mnie! On tu może zostać!
 - Dzięki. - mruknął.
 - Nie wypuszczę was! - odparłam - wkurzacie mnie, że się ciągle kłócicie! Wydostaniecie się dopiero gdy się pogodzicie!
Nagle napór ustał
 - Zayn'ie Malik'u - usłyszałam głos Alex - czy wybaczysz mi, że cię znieważałam, gnoiłam, obgadywałam i dokuczałam, że źle jeździsz?
 - Eeeee... yyy? - jąkał się chłopak - coś ty wymyśliła?
 - Ciiii - syknęła - przebaczysz mi? - znów podjęła swój tandetny monolog.
 - Nie. - odparł.
Usłyszałam głuchy PLASK i jęk chłopaka.
 - Alex! Nie bij go! - krzyknęłam w obronie chłopaka - i właśnie przez takie zachowanie was zamknęłam!
Do cholery gdzie ten Harry?    
 - To jak chcesz abyśmy oboje przeżyli to lepiej nas wypuść! - broniła się Alex... i znów zaczęła walić w drzwi.       
Na szczęście na horyzoncie pojawił się Harry z krzesłem.
Pomachałam mu aby się pośpieszył.
 - Alex tu jest Pppajjjąk!!! - wytarł się Zayn
 - No i co z tego? - odpowiedziała mu beznamiętnie dziewczyna - przez cały czas miałeś jednego na głowie.
 - CO?! - wrzasnął
 - Nie gadaj, że boisz się pająków! - zakpiła Alex
 - Weź go!
Usłyszałam głuchy odgłos jakby ktoś właśnie uderzył z całej siły w ścianę kabiny.
Trochę się przestraszyłam, że cała konstrukcja runie... a bardziej się bałam, że ktoś popełnił morderstwo.
 - Odsuń się odemnie! - wydarła się Alex
 - Weź tego pająka! - odparł chłopak.
 - Wezmę go jak mnie puścisz! - odparła
 - Eeee? Co tam się dzieje? - zapytałam
 - Tam jest Pająk - odparł Zayn
 - No dobra to wiem, ale co jeszcze? - zapytałam.
Byłam nawet skłonna im drzwi otworzyć.
 - Przytulił się do mnie! Narusza moją przestrzeń osobistą! I będę musiała się odkazić! - zaczęła lamentować Alex.
Niekiedy jej egoizm mnie przeraża.    
W końcu Harry przyniósł krzesło.
 - Dłużej się nie dało? - odparłam, robiąc miejsce Harry'emu, który unieruchamiał klamkę krzesłem.
 - Nie moja wina, że wszystkie jakieś kijowe! - odparł
 - Nie mów, że szukałeś odpowiedniego koloru... -jęknęłam
Ten uśmiechnął się, a ja walnęłam się w czoło.
 - No przecież żartuje! - odparł na co ja wypuściłam z ulgą powietrze.
 - Od czep się! Od czep się! Od czep się! Zabije cię! Od czep się! Od czep się! Od czep się! Zabije cię! Od czep się! Od czep się! - zaczęła Alex. Znów usłyszałam głuche PLASK! i jęk chłopaka - a to masz dopiero przedsmak śmierci! - powiedziała szyderczo Alex.
 - Eee?? możesz mi wytłumaczyć co się tam dzieje? - zaczął Harry    
  - To proste! Tam jest pająk, Zayn boi się pająka, przytulił się do Alex, a teraz oberwał od niej! codzienność! - wzruszyłam ramionami.
 - Tiaaaa... codzienność.
Nagle ktoś krzyknął i to nie była Alex.
Wrzeszczał wniebogłosy! Myślałam, że ktoś kota obdziera ze skóry!
 -  Wskakuj na barana! i sprawdź co się dzieje! - powiedział Harry głosem nieznającym sprzeciwu.
 - Nie ma mowy! - zaprotestowałam
 - Bez żadnego ale! - odparł.
Po chwili siedziałam mu na ramionach i wychylałam się zobaczyć co się stało.
Zayn leżał skulony na piasku zakrywał sobie twarz rękami, a Alex stała nad nim z wyciągniętą ręką na, której siedział czarny pająk wielkości kapsla. W oczach Alex malował sie obłęd! Co było codziennością!
 - Paczaj jaki ładny!  Patrz jaki słodki! - powiedziała przemiło Alex - Paczaj jaki ładny!  Patrz jaki słodki! Paczaj jaki ładny!  Patrz jaki słodki! - znęcała się nad nim.
 - Co sie tam dzieje? - zapytał Harry
Opowiedziałam mu w skrócie co widzę. Ten zaśmiał się i niestety zachwiał.
Nie wiem jak on to zrobił, ale wylądowałam na nim. On tylko głucho jęknął. Ważne, że mi było miękko.
 - Mam twoje włosy w ustach! - jęknął Hazza
 - To po co otwierasz jape? - odparłam wstając z niego.
Pomogłam mu wstać.
 - Zayn! Nadałam mu imię: HAROLD! - powiedziała Alex głosem małej dziewczynki - Zayn poznaj Harolda! Harold poznaj Zayn'a!   
 - Weź go odemnie! - wrzasnął chłopak.
 - Nie!
 - Alex! - zaczął Harry - jak będziesz grzeczna to was wypuścimy!
 - Co?! - szepnęłam do ucha lokatemu.
 - Ciii - gestem nakazał mi siedzieć cicho.
 - No dobra... - powiedziała Alex. - HAROLD! NIE! CZEMU?! ON BYŁ TAKI MŁODY!! tyle życia jeszcze przed nim!!
 - Ups! - powiedział figlarnie Zayn.    
 - Jak mogłeś go zabić?! - krzyknęła Alex
 - Dałaś mi go przed twarz! Ja tylko usunąłem twoją rękę z przed mojej twarzy! - powiedział z satysfakcją.
 - Celowo Walnąłeś moją ręką w kabinę! Zmiażdżyłam go przez ciebie! - fuknęła Alex.
- FE!! Jak mogłaś wytrzeć flaki pająka we mnie? - krzyknął chłopak.
 - Jak mogłeś go zabić?
Nie mogłam już słuchać tej kłótni.
 - Harry zabierzemy auto Alex i jedziemy do jakiejś knajpki? - próbowałam przekrzyczeć kłócących się.
Nagle kłótnia umilkła.
 - Nie masz klucza! - krzyknęła z satysfakcją Alex
 - Nie potrzebuje! -  droczyłam się z nią  - przecież uczyłaś mnie zapalać na styk!
Nagle przed moimi stopami wylądowały kluczyki!
 - Masz ale błagam! Nie popsuj! I tak cie zabije! Ale nie popsuj! -lamentowała.
 - Widzisz? - zwróciłam się do Harry'ego podnosząc kluczyki - tak się sprawy załatwia!
 - Harry też jest w to zaplątany?! - oburzyła się przyjaciółka - Wiesz, że cię zabije? - zagroziła dziewczyna..
Chłopak spojrzał na mnie przerażony:
 - Liv... może im jednak otworzymy? Ja jestem za piękny i za młody, aby umierać! - zaczął panikować. 
 - Co za skromność! - dogryzła Alex.
Spojrzałam na niego zadziornym spojrzeniem.
 - Zwariowałeś? Ten mały skrzat ci nic nie zrobi! A wypuścimy ich dopiero jak przestaną się kłócić!
 - JA ci kurwa dam małego skrzata! - przerwała mi przyjaciółka - Wypuść mnie to pokarze ci co ten mały skrzat potrafi!
 - Jak chcesz to pokazać,  to może to zrobić tu i teraz! - dopowiedział Malik
Ryknęłam śmiechem razem z Harrym
 - ZAYN!!! TY cholerny zboku! - wydarła się Alex - Livia błagam cie wypuść mnie! Zrobię co zechcesz! Mogę za ciebie sprzątać... Robić za twojego manekina! Nawet będziesz mogła uczyć mnie gry na gitarze tylko błagam wypuść mnie! Zrobię co zechcesz!
Nagle z kabiny wyszedł Liam z Dan, a zaraz za nimi Lou i El.
Liam popatrzył na nas ze zdziwieniem:
 - Można wiedzieć co się tak drzecie? - zapytał
 - No właśnie!- zaczął Lou - Przerwaliście nam... eeemmm... - popatrzył na Eleanor
 - Przebieranie się - powiedziała to trochę za szybko.
Li z Dan zrobili głośne " uuuuu " i zaczęliśmy się śmiać. Nasze gołąbeczki zaczerwieniły się i wycofały się.
 - Gdzie się podziała Alex z Zayn'em? - Dan zaczęła się rozglądać.
Spojrzałam na Harry'ego
 - Eeemmmm... poszli się przejść! - palnęłam
Na całe szczęście loczek przytaknął.
 - Jasne! Tak to się teraz nazywa! - zaśmiał się Liam - zapewne siedzą za jakimś krzakiem...
 - TU JESTEŚMY! - wydarła się Alex
Dan i Liam spojrzeli na nas zdziwieni.
 - Czemu zamknęliście ich w kabinie? -zapytała brunetka.
 - Bo mają się pogodzić i nie wypuścimy ich do puki się nie uspokoją!
Tupnęłam do wyrazu nogą
Para zaśmiała się i odeszła.
 - To co? - zwróciłam się do Harry'ego - jedziemy coś zjeść?
 - Zajmij się nim! - krzyknęła desperacko Alex
 - Harrym? - odparłam zaczepnie.
Wiem, że chodziło o samochód, ale nie mogłam się powstrzymać.
 - Jasne! - fuknęła dziewczyna - Tego do wsadź do torebki i wrzuć do jeziora!
 - Nie! - zaprotestował chłopak - chyba mi tego nie zrobisz? - zwrócił się do mnie, robiąc minkę bezdomnego psa.
 - Chodź!  - pociągnęłam go za koszulkę w stronę samochodu.  

***

 Staliśmy w kolejce do kasy w McDonaldzie. W końcu! Gdy przyszła na nas pora dziewczyna zza ladą uśmiechnęła się promiennie na widok loczka. 
 - Dzień dobry co podać? - zapytała się Harrego wpatrując się w niego jak w obrazek
 - Na co masz ochotę? - zapytał mnie ignorując spojrzenie kasjerki. 
 - A co ty byś wybrał? - kurde! A obiecałam sobie, że nie będę z nikim flirtowała po tak, krótkiej znajomości! 
 - Z tąd? - spojrzał na jadłospis, a później na mnie - Najchętniej wybrałbym ciebie... - poruszał śmiesznie brwiami. 
Poczułam jak robi mi się ciepło na policzkach! Skubaniec jechał w otwarte karty! 
Puściłam mu kuksańca. 
 - Przestań bo się czerwienie! - odparła ironicznie. 
 - Słodko się czerwienisz! - odparł. Widocznie nie zajarzył mojej dyskretnej ironii.
Przewróciłam oczami. 
 - To ja jednak się skuszę na... - zwróciłam się w stronę jadłospisu - ... podwójne frytki, kurczakoburgera i wodę. A ty? - teraz popatrzyłam w zielone oczy loczka. 
Miał je ciemniejsze niż u Alex. Oczy mojej przyjaciółki wręcz hipnotyzowały. Były tak jaskrawe... zawsze wygrywała w bitwie na oczy! Jak ona tak na ciebie patrzy... jest przerażająca! A wyglądem przypomina skrzata... lub jakiegoś elfa! Jest taka drobniutka! I jeszcze jej zielone oczy! Masakra!
 - Ja to samo... tylko zamiast wody poproszę dużą colę! - odparł - ja płace! 
Powiedział gdy zobaczył jak wyciągęłam portfel. Ja od razu zaprotestowałam: 
 - Ale ja umiem zapłacić za siebie. 
 - I co mnie to interesuje? - Harry za dużo czasy spędza z Alex! Nabywa już jej cechy! Musze chyba z nią porozmawiać! - Ja zawsze płace na randkach! 
Uniosłam brwi
 - To MY jesteśmy na randce? - zarzuciłam włosy do tyłu i zatrzepotałam rzęsami.            
Dziewczyna zza ladą westchnęła głęboko. Popatrzyłam na nią. Napotkałam jej morderczy wzrok i mimowolnie skryłam się za Harrym.
 - Dobra zapłać jak ci tak zależy. - odparłam.
W sumie to miłe uczucie jak ktoś za ciebie płaci... czułam się tak dowartościowana...
Chłopak z bananem na twarzy zapłacił kasjerce i za pozował do kilku zdjęć. Gdy W KOŃCU usiedliśmy do stolika od razu wzięłam sie za jedzenie.
Harry opowiedział mi parę żartów. Później zadawaliśmy sobie różne dziwne pytania np: " Czy jesteś dziewicą? " , " Twoja największa tajemnica ", " Czego się najbardziej wstydzisz? ". W sumie trudno było coś z niego wyciągnąć bo był mistrzem wymijających odpowiedzi. Ale ja była czujna ( to zasługa Alex) i nie dałam się wywieść w pole!
Ciągle wracałam do tego samego, aż w końcu uzyskałam satysfakcjonującą mnie odpowiedź.    
 - Livia... wiesz dobrze mi się z tobą rozmawia... - zaczął Harry.
Po patrzyłam na niego z zaciekawieniem.
 - No? - ponagliłam 
 - Bo chciałbym ci coś powiedzieć...
 - Przecież cały czas rozmawiamy! - uniosłam brwi.
 - No wiesz... Boo... - nagle urwał. Po patrzył za okno. Wyglądał jakby się z czymś w środku bił. Nagle westchnął -  Czy chciałabyś się kiedyś ze mną wybrać a jakiś mały wypad za miasto?
No i wszystkie moje motylki w brzuchu, które szalały umarły... Mój czar prysł! Nosz kurde!
 - Wiesz powinniśmy już wracać... - powiedziałam wstając i zbierając moje rzeczy.
 - Tak... - powiedział ze smutkiem.
Pomógł mi zebrać wszystkie rzeczy i podtrzymał mnie gdy wyskakałam się z restauracji.
Chłopak otworzył mi drzwi do czarnego Doodg'era Alex.
Czułam się dowartościowana i tak jakoś miło.
Harry wsiadł do samochodu. W ręce trzymał niedopitą colę. Odpalił wóz.
Przez chwilę jechaliśmy w ciszy.
 - Cholera! - jego krzyk wyrwał mnie z zamyślenia - Alex mnie zabije!
Spojrzałam na niego.
 - Co zrobiłeś? - zapytałam.
 - Rozlałem colę na siedzenie! - pożalił się.
 - Mogła to przewidzieć - westchnęłam - Mam już szykować ci grób? 
Akurat to by mu się przydało jak Alex się dowie, że zbeszcześcił jej nowe autko... I jeszcze "pożyczyliśmy" je... a dokładnie ukradliśmy... Będzie wściekła.
Zdołowałam go jeszcze bardziej tym wyrażeniem no ale cóż... Naglę zaczęłam robić takie dziwne ruchy. Zaczęłam się śmiać.
Ale w końcu z czaiłam co chciał zrobić. Zdjął koszulkę odsłaniając ładny zarys kaloryferka na torsie. Nagle w samochodzie zrobiło się gorąco... Wspominałam już, że mam słabość do umięśnionych chłopaków?
Patrz prosta! Patrz prosto! Patrz prosto! - powtarzałam sobie litanię w myślach.
Chłopak zwinął koszulkę i zabrał się do wycierania rozlanej cieczy.
 - Wiesz, że mam coś takiego jak chusteczki? - powiedziałam wyciągając paczkę z torby.
Spojrzał na mnie z ukosa:
 - Trzeba było wcześniej o tym mówić! - podałam mu chusteczkę.

***

Wróciliśmy na plażę. Wyszłam z samochodu. Z kabiny wciąż dobiegały głosy kłócących się ludzi. Nadal nie mogli wyjść... a byli w tak felernej sytuacji... Ich kabina była najbardziej osadzona w piasku. I jakby chcieli się przeczołgać to najpierw musieli by dość sporo piasku usunąć.  
Mieli strasznego pecha. 
Poszłam z Harrym na plaże, gdzie  siedziała reszta naszej bandy. 
Emili z Danielle uciekały przed Liamem... Dość marnie im to wyszło bo chłopak szybko je dogonił i zaczął się nad nimi znęcać " Morderczymi łaskotkami!". To była jego masowa broń zagłady. 
Reszta osób siedziała na piasku. Wyglądali na znudzonych. 
 - A cóż się nie bawicie? - zapytałam szturchając blondyna, który leżał na piasku. 
 - Nie ma co robić. - mruknął. 
Słońce jeszcze troche świeciło... Wypad do Maka nie zajął nam więcej niż pół godziny.
 - Jak chcecie to mogę skoczyć do domu po piłkę do siaty... tylko ktoś mnie będzie musiał pod wieść.
Nagle wszyscy sie ożywili.
Zwołaliśmy się i po 5 minutach wszyscy... oprócz naszych więźniów siedzieli w samochodach. Obraliśmy najszybsza drogę do mojego domu... Czyli za jakieś 40 minut będziemy na miejscu^^


                 


Chciałybyśmy was bardzo przeprosić za to, że tak długo żeśmy notki nie dodawały... No ale byłyśmy przez cały tydzień zawalone sprawdzianami itp.
Przepraszam was bardzo za tak nudną notkę... ale po prostu nie miałam co wymyślić z braku czasu );No i wyszło takie coś... Takie Homa-niewiadomo  :(
Ciężko jest podzić moje życie prywatne i pisanie bloga... Po prostu ja angażuje się do wszystkiego... a że jeszcze mi sie nie chce uczyć to później musze wyciągać ocen^^
Notka w połowie napisana przez Oliwię... a w połowie prze zemnie:P Kolejna pojawi się w weekwnd... a w najgorszym wypadku we wtorek.. bo w poniedziałek jestem na wycieczce w Krakowie:P
Notka nudna jak flag z lejem ale obiecujemy się poprawić!!

Jeszcze z mojej strony chciałabym was zaprosić na oficjalny Blog One Direction. Dziewczyny miały naprawdę świetny pomysł na założenie tego bloga i obiecuje im w tym pomagać^^ Osobiście zgłosiłam się do ich "konkursu" Więc myśle, że będzie dobra zabawa:P
A tutaj Adres:  http://wymarzony-swiat-z-1d-official.blogspot.com/

Chciałabym jeszcze was zaprosić na bloga mojej przyjaciółki, której pisałam niedawno rozdział^^ Kinga
I na blog mojej drugiej przyjaciółki, nie pisze o 1D, ale jej blog jest warty uwagi! Pisze jak nie jeden dobry autor książek!! Pimeys

czwartek, 10 maja 2012

Rozdział 17

 - Alex! Alex! WSTAWAJ!! - wydarła mi się do ucha Emily.
 - Spadaj mały skrzacie! - warknęłam zaspana - nie widzisz, że śpię? - naciągnęłam poduszkę na głowę.
Miałam zaburzone pole widzenia. Spać mi się chciało niemiłosiernie... może to dla tego, że ambitnie rozmawiałam z rodzinką z polski do 2 w nocy, a później jeszcze gadałam przez telefon z Livią...
Miałam bardzo namiętną noc!
 - Alex! miałaś mnie zabrać na plaże! - piszczał mała - to ostatni słoneczny dzień w te wakacje! ALEX! - zaczęła skakać po moim łóżku, a przy okazji i po mnie.
Jęknęłam.
 - Która godzina? - wychrypiałam, z ciągając z  siebie kołdrę i leniwie wstając.
Emyli pisnęła i zaczęła jeszcze bardziej skakać po łóżku.
 - 8,30!
 - CO?! Tak wcześnie?! - wydarłam się - JA wracam do łóżka. - i rąbnęłam całym ciężarem o materac.
Mała podskoczyła i zleciała z łóżka i huknęła sobą o podłogę.
Pisnęła ale nie rozpłakała się... No tak... teraz to mnie bd dręczyć.
 - Alex! No RUSZ się! - piszczała - Jak nie wstaniesz to zacznę wrzeszczeć!
 - Ty mała... - warknęłam
To nie fair! To był ewidentny szantaż! Nie lubię szantaży! No chyba że moje...
 - Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa - wydarła się.
Cisnęłam w jej stronę poduszką.
Która ja zwaliła z nóg czego nie chciałam... ale też może być...
Zrobiła głośne CAP na tyłek i przestała krzyczeć.
 - Ała... moja pupa! - zaczęła zawodzić, kilka razy chlipnęła.
Spojrzałam na nią, aby sprawdzić czy wszystko okej.
Popatrzyła na mnie szklanymi oczami z podwiniętą dolną wargą.
 - O ile wiem jesteś za duża i za chytra nad użalaniem się nad sobą. - powiedziałam i przewróciłam się na drugi bok.
 - Grrrr... -warknęła na mnie.
No cóż... sama ją wychowałam i znałam jej sztuczki. Nie nabierze mnie na nic.
 - Nie warcz! Bo wylecisz na dwór razem z Sabą! - dogryzłam.
Mała tupnęła nogą i jęknęła:
 - TATO! - i wybiegła z pokoju.
Powieki strasznie mi ciążyły. Po chwili odleciałam.

 - ALEX! - usłyszałam donośny głos taty i obudziłam się - Obudź się i zabierz Emi na plaże!
 - Jeszcze pięć minut! -jęknęłam naciągając kołdrę na głowę.
 - WSTAWAJ JUŻ! - wydarł się.
 - A nie lepiej jak ostatni dzień spędzi z tobą? Przecież wyjeżdżasz od jutra do Paryża!
Byłam wściekła, że nie dawają  mi  pospać.
A właśnie... tatuś nas opuszcza, aż na tydzień... wraca dopiero dzień przed rocznicą śmierci mamy. W tym czasie ja przejmuje jego obowiązki w domu i w warsztacie. aaa i jeszcze mam moich kochanych braci z lotniska odebrać 2 września... no ładnie...
Musze to zacząć zapisywać.
 - Alex! - wydarł się - wstawaj bez dyskusji! Albo przyjdę z wiadrem wody! Zimnej wody!
Zagroził.
Niech mnie pocałuje!
 - Jasne jasne. - obróciłam się na drugi bok.
I znów mnie ścięło.

PLUM
Poczułam chłód i nagle zrobiło mi się strasznie mokro.
Otworzyłam gwałtownie oczy i rąbnęłam czołem w stolik.
stolik?!
Jaki stolik?
Nie przypominam sobie abym na łóżku miała jakiś stolik! Ale mniejsza z tym.
Jęknęłam z bólu.
Sturlałam się jakoś z łóżka i całą sobą uderzyłam o ziemie.
Usłyszałam jak Emyli z tatą się chichrają.
Ja natomiast byłam cała mokra.
Moja biała koszula - mokra
Moje szorty - mokre,
Moje włosy - mokre,
Moje łóżko - mokre.
W tym dniu kokoś zabije i to nie będzie Zayn.
 - Czy was pogięło?! - wrzasnęłam na cały dom.
Woda ściekała ze mnie.
 - Ostrzegałem, że przyjdę z wodą. - wydukał tata nadal się chichrząc.
 - A po jaką cholere wam ten stolik?  - wskazałam na śniadaniowy stolik, o którego rąbnęłam.
Duże dziecko uraczyło mnie figlarnym uśmieszkiem
 - To są moje drastyczne metody - pokazał mi język.
 - Jak dziecko... - jęknęłam w weszłam do łazienki.

                        Po godzinie byłam już pod domem Livi. Wcześniej zadzwoniłam do niej z informacją, że zabieram ją nad jezioro. Nie specjalnie się ucieszyła... uwielbiała pływać, a gips nie dawał jej takiej możliwości.
Do Dodga ( pierwszy raz nim wyjechałam! Jarałam się tym niemiłosiernie! ) wpakowałam koc piknikowy, parawan, parasol, leżak, pływaczki Emyli, piłkę i parę innych rzeczy. 
Przechodnie patrzyli na auto z szacunkiem i zaskoczeniem. Nawet jacyś smarkacze... mieli od 18 do 22 lat. Cykali sobie przy moim autko focie!  
Emily rozsadzało z podniecenia.
Gdy w końcu Livia pojawiła się przed furtką... lekko szczęka jej upadłą.
Ale zaraz jej mina zrzedła i szła... bardziej skakała... wściekłą do samochodu.
Miała na sobie krótkie beżowe szorty i białą bluzkę z flagą Angli. Miała ze sobą dużą beżową plażową torbę, duży biały kapelusz i okulary przeciwsłoneczne i beżowe japonki. 
Gdy w końcu usiadła i zmierzyła mnie wzrokiem powiedziała:
 - Jak mogłaś mi nie powiedzieć że w końcu naprawiłaś te auto?! - wybuchła.
 Walnęłam się dłonią w czoło.
 - Ja już myślałam, że chcesz mnie opierdzielić za to, że wyciągłam cie nad jezioro albo za 100 innych rzeczy... a ty wyskakujesz mi z taką rzeczą... - odparłam rozbawiona - a tak przy okazji Hej.  - pocałowałam ją w policzek.  
 - Możesz mi to wyjaśnić?! - nie dawała za wygrana.
Przewróciłam oczami.
 - Chciałam ci zrobić niespodziankę. - pokazałam jej język.
 - Takie niespodzianki możesz sobie wsadzić! - warknęła
Obie wybuchłyśmy śmiechem.
Wyjechałam na ulicę.
Livia wyciągnęła z torebki poranną gazetę. Pokazała mi pierwszą stronę gazety:
" ZAYN MALIK PRZEFARBOWAŁ WŁOSY! "
Ryknęłam głośnym śmiechem, a Livia zaczęła czytać:
 - Ten 19- letni celebryta, wywołał skandal! Jego nowy kolor włosów wprost nie pasuje co do jego karnacji! Chłopak chyba zrozumiał swój błąd i zakrył swoją nową fryzurkę czapka... Niestety jedna wścibska fanka ściągnęła czapkę z jego głowy na próbie dźwiękowej. Liam Payne wypowiedział się na ten temat :" Zayn założył się z Louisem, że do końca dnia ma pocałować dziewczynę, która mu się podoba..."
Livia przerwała czytanie i uniosła brew:
 - Ciekawe, która dziewczyna... - odparłam sarkastycznie - czytaj dalej.
"... ale niestety chłopak nie odważył się... więc zerwał zakład i miał sobie przefarbować włosy ". Reporterka Abby S. próbowała się coś dowiedzieć o tajemniczej dziewczynie. Ale nie otrzymała odpowiedzi. Być może nową dziewczyną gwiazdy może być Alexandra Weasly, która jest kuzynką dziewczyny Liama, Danielle Peazer. Alex od dłuższego czasu kręci się wokół, chłopców... No cóż może w najbliższym czasie napiszemy o jakimś pikantnym romansie owej pary..." 
 - Alex czemu jesteś w gazecie? - zapytała Emily.
 - Zapytaj się Danielle. - odparłam i na tym rozmowa się skończyła.

W połowie drogi na plaże zadzwonił mój nowiutki telefon Samsung galax young, który wczoraj kupiła... wcześniejszy telefon oddałam Harremu... no cóż był wniebowzięty.
 - Hallo? - powiedziałam odbierając go.
Jeszcze go nie ogarnęłam gdzie się daje na głośnomówiący.
 - Hej Alex! tu Danielle.
 - Co tam? - spytałam.
 - Bo mam do ciebie sprawę.
 - No? - przełożyłam telefon do drugiego ucha.
 - Bo.... jak ci to powiedzieć... - zastanowiła się - dobra bez ogródek. Jesteśmy w drodze nad jezioro i Zayn auto popsuł...
 - Wcale że nie! - usłyszałam głos Malika.
 - Jasne jasne... - mruknęłam
 - Czy mogła byś nam pomóc? - zapytała Dan
 - Yyyy... mamy problem... ja też jade nad jezioro... muszę się dziś zając mała... i raczej nie mogę przyjechać... a po za tym nie mam narzędzi! 
 - Alex... proszę...! Zajmę się Emyli!
Oooo kusząca propozycja...
 - Przez tydzień! - targowałam się.
 - Dobra! Przez tydzień! Alex Proszę... - błagała dziewczyna.
Westchnęłam.
 - Dobra... gdzie jesteście? - uległam... noe nie mogłam jej zostawić... a bardzo kuszące było zostawienie Emyli na cały tydzień!
Opowiedziała dokładnie gdzie są i gdzie mam skręcać. Niestety musiałam nadrobić prawie 30km!
Gdy w końcu załapałam gdzie są, rozłączyłam się.
 - Zmiana planów! - oznajmiłam reszcie.
Obie siedziały na tylnym siedzeniu i grały w papier kamień nożyce.
 - Alex! Obiecałaś, że ten dzień spędzimy nad jeziorem! - zbuntowała się mała.
Spojrzałam na nią przez moje okulary pilotki.
 - No dobra... chciałam abyś spędziła cały dzień z tym swoim zespołem one... coś tam... ale jak nie...
Emily wydarła się.
Nim spowodowałam wypadek, Livia uciszyła małą swoim kapeluszem.
Na co ta zaczęła skakać jak pojebana po siedzeniu.
 - Masz dwie sekund do uspokojenia się albo już ich nigdy nie zobaczysz! - syknęłam
Emily ostatni raz pisła i usiadła grzecznie.
 - Zapnijcie pasy... musimy zawrócić i nadrobić 30 km. - uśmiechnęłam się do lusterka.
 - Alex... czy to na pewno dobry pomysł? Jak cie złapią na prawku tymczasowym to cie wpakują... 
Nie dosłyszałam co powiedziała bo zagłuszył ją krzyk.
Postanowiłam nie czekać na jakiś przydrożny postój.
Żadnego samochodu nie widziałam więc spuściłam ręczny i skręciłam autem.
Miałam wprawę w takich wyczynach... w końcu kto jest wicemistrzem Anglii w rajdach? No kto? Oczywiście że ja!
Samochód zmienił pas ruchu.
 - Kto puści pawia wylatuje z samochodu!
 - A można bez tego? JA NIE CHCE UMIERAĆ! - powiedziała Livia.
 - Tchórz! - odparłam dociskając pedał gazu.

***

W końcu zauważyłam na końcu drogi, dwa stojące samochody, jeden miał otwartą klapę i ludzie wokół niego się krzątali. Podjechałam. 
W końcu zobaczyłam Danielle opierającą się o białe Audi, i czarny wóz Malika. 
Podjechałam jak najbliżej włączyłam lampy awaryjne. Zgasiłam silnik. 
Livia z Emily wyskoczyły z auta i zaczęły całować ziemię. 
 - Dzięki bogu! - wyszeptała Livia. 
Obie dziewczyny były blade jak ściana.
Ja natomiast wyszłam z samochodu i skierowałam sie w stronę gapiów.
Pięciu chłopaków i dwie dziewczyny przywitali mnie z entuzjazmem. 
Przytuliłam się z Eleanor i Danielle. 
Harry rzucił się na mnie z tuleniem, ale ja go sprawnie odepchnęłam. 
Louis też próbował bez skutecznie.
 - A ty za ten wywiad w gazecie dostaniesz w kopane! - zwróciłam się do Liama - i Danielle cię nie obroni!
Chłopak zrobił niewinną minkę:
 - Nie wiem o czym mówisz!
Puściłam mu sójkę w bok. 
Niall z Harry'm podbiegli do Livi i Emily... a ta zaczęła piszczeć i skakać jak pojebaniec! Bo widzi swoich idoli.
Ja natomiast podeszłam do samochodu. 
Nie wiem po jakiego kija Malik zatrzasnął klapę... Jego głupota mnie przeraża! 
 - Ślicznie wyglądasz. - powiedział - jako moja przyszła dziewczyna prezentujesz się nienagannie.
Powstrzymałam się od rąbnięcia go w twarz.
Miałam na sobie czarne spodenki, które zakrywały tylko tyłek... i kusą niebieska nietoperkę, która odkrywała mi cały brzuch i jedno ramię, a pod tym zielono-czarne bikini... ubrałam się na plaże! Jak bym wiedziała, że dziś natknę się na chłopaków to ubrałabym się w golf i długie spodnie! 
Uśmiechnęłam się złowieszczo i zmierzyłam go wzrokiem.
 - A ty powinieneś się bardziej postarać. - odparłam. Miał na sobie białe rurki i niebieską koszule, która opinała jego mięśnie... nie nie powiem. Był dość nieźle zbudowany!
Minęłam go... bardzo.... bardzo blisko. Całkiem się o niego otarłam.
Poczułam jak przechodzi po jego ciele dreszcz.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją.
Harry usiadł sobie, na fotelu kierowcy, patrzyła na mnie i czułam się niekomfortowo. Po prostu Styles rozbierał mnie wzrokiem i zajadał sobie bezczelnie żelki! 
Nie podobało mi się to... ale zaraz tą zabawę mu zepsuje.
Baran nie pomyślał, że zaraz jego widok zasłoni klapa...
Otworzyłam samochód i usłyszałam zawodzenie lokatego.
 - Przyznaj się! co znów popsułeś?! - zapytałam Zayn'a. 
 - JA?! Nic! Po prostu jechałem i nagle zaczęło się z niego dymić i stanął! - odpowiedział urażony.
 - Przyznaj się nie umisz jeździć! - dogryzłam.
 - Ja nie umie jeździć?! To ty mi się wpakowałaś pod koła! - oskarżył  mnie.
Uniosłam brew, powstrzymując się od przywalenia mu.
 - O ile wiem JA miałam ZIELONE światło. I dzięki MNIE nie ZDERZYLIŚMY się CZOŁOWO! - warknęłam - więc wbij sobie to do pustego łba - puknęłam go dwa razy palcem po czole - że JA jestem lepszym kierowcą  i możesz się za mną schować!
Całą moją wypowiedź napakowałam tyle jadu, że aż chłopak się odsunął.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją i wróciłam do oglądania samochodu.
W tym czasie Styles wysiadł z samochodu i usiadł na poboczu gdzie miał dobry widok na MNIE!
Ale zbytnio się tym nie przejmowałam.
Zayn sobie gdzieś poszedł.
NO I DOBRZE!
Więc zostałam sam na sam z autkiem.... no i Harrym.. ale tego nie zwracałam uwagi.
 - Puścić ci pornosa? - zapytałam, a chłopak drgnął - bardziej się nim pod jarasz niż mną. - pokazałam mu język.
On popatrzył na mnie:
 - W zupełności mi wystarczysz! -  odparł posyłając mi perfidny uśmieszek.
 - Obyś się nie udławił lokami! - powiedziałam rozbawiona.
Ten chłopak działam na mnie kojąco.
Nie wiem czemu.
Był zabawny, śmieszny.... a jak patrze na jego pocieszną mordkę, aż humor mi sie poprawia.
A po za tym zachowuje się śmiesznie.... i to mnie do niego przyciąga.
Może i jestem dla niech ostra... no ale jak można śpiewać w boy bendzie? Tego jakoś nie umiałam przełknąć.... Za to Livia miała to gdzieś i cholernie jej tego zazdrościłam!
Nagle usłyszałam klakson i jakieś czarne Audi TT cupe, zatrzymało się obok samochodu.
Wyprostowałam się.
Poczułam jak staje za mną Harry i słyszałam kroki Zayn'a.
Czarna szyba powoli opuszczała się.
Oczom ukazała się dziewczyna niewiele starsza odemnie.
Miała skórę koloru niedojrzałej brzoskwini i niebieskie oczy koloru letniego nieba, które błyszczały podniecone spora prędkością. Włosy związała w koński kucyk, ale kilka niesfornych kosmyków opadało jej na twarz. Zakładała je odruchowo za uszy ale wyglądało na to że brązowe, falowane włosy żyją własnym życiem i tak jak właścicielka nie przestrzegała żadnych reguł. Na głowie zawiązała chustkę z Jack Daniels'a. Ubrana w kremową bokserkę i czarne rurki wyglądała niesamowicie i zarazem dziecinnie. Na fotelu obok leżała koszula w kratę.
 Uśmiechała się przyjaźnie. 
 - Hej może w czymś pomóc? - spytała poufale. 
Obejrzałam się za siebie na chłopców. 
Mieli zaciekawione miny. 
 - Jak masz narzędzia to witamy z otwartymi ramionami... ale jak nie no to przykro... - odparłam. 
Dziewczyna zmierzyła mnie spojrzeniem. 
 - No proszę... mechanik... - odparła zaciekawiona - więc sami swoi! - mówiła z amerykańskim akcentem, ale różnił się i to bardzo od akcentu Luke. 
Wyłączyła silnik i wyszła z samochodu. 
 Podeszła do bagażnika i wyciągnęła całe pudło z  narzędziami.
 - To jak? Mogę zostać? - spojrzała na mnie niebieskimi oczami. 
 - Witamy! - odparłam radośnie, podałam jej rękę - Alex.
Ujęła mnie za przegłub w geście mechaników, zrobiła to tak aby się nie pobródzić od smaru, który miałam na dłoni. 
 - Lilian... ale wszyscy mówią mi Mike. - odparła.
Właśnie mi się przypomniało, że Harry i Zayn robią za mój cień. 
 - Mike poznaj tego pożeracza żelek Harry'ego - wskazałam lokatego.
Chłopak był trochę zaskoczony, ale ujął jej dłoń. 
 - Mike - odparła. 
 - A o to - pokazałam na Zayn'a - rozjeżdżający  niewinne osoby i psuja samochodów, upierdliwiec to Zayn. 
Poczułam ból w stopie i zgięłam się. 
 - AU! - zabiłam Zayn'a spojrzeniem - pogięło cie?! Dobrze się czujesz? Bo coś mi się nie wydaje! 
Teraz mierzyliśmy się spojrzeniem.
 - Idź już naprawiać ten wóz! - rozkazał chłopak. 
Uśmierciłam go znowu spojrzeniem. Kiwnęłam na dziewczynę aby poszła za mną. 
Objaśniłam co się stało z samochodem i czego będziemy potrzebowały. Mike miała dużo, rzeczy w samochodzie i zrobiłyśmy z gumowej rułki prowizoryczną pompkę do wypompowania wody. Chłodnica była cała zalana i to nas niepokoiła ale w końcu dałyśmy rade.
Pracowałyśmy w ciszy. Niekiedy wymieniałyśmy się zdaniami. A tak było słychać tylko piski Emily i śmiechy chłopców i dziewczyn. 
 - Mike dlaczego się zatrzymałaś? - przerwał cisze Harry, który nadal zajadał się żelkami. 
Zamiast dziewczyny odpowiedział Malik:
 - Zapewne chciała autograf. - powiedział bez namiętnie. 
Widziałam jak dziewczyna unosi brew: 
 - Nie, - powiedziała bez ogródek - zobaczyłam jakąś dziewczynę, która użerała się z dwoma pajacami to postanowiłam ulżyć jej cierpieniom. - posłałam jej wdzięczny uśmiech.
 - Ale na pewno nie chcesz autografu? - dopytywał się Harry.
Wstał i za swojej szarej marynarki wyciągnął czarny marker... 
 - Proszę... gotowy na każdą okazję - mruknęłam, a Mike ryknęła śmiechem. 
 - A niby czemu chciałabym autograf od chłopaczków z boybendu? Aby opylić na allegro? - zapytała zdziwiona - sorry, ale nie jestem, biedna, aby tak nisko upaść. - wzruszyła ramionami. 
 - Sami swoi - powiedziałam i przybiłam jej żółwika.
Zaczęłyśmy się chichrać jak pojebane.
 - Widzę, że obie jesteście siebie warte... - zaczął niechętnie Zayn, który zaglądał nam przez ramiona pod maskę - Co jedna to gorzej poinformowana. 
Nagle z ręki Mike wypadł ogromny klucz, prosto na stopę Zayn'a. Chłopak zgiął się w pół i wtedy nadział się na mój łokieć.
Krzyknął z bólu. 
Nie moja wina, że nam dogryzał. 
 - Używaj swoich oczów to nie wpadniesz na mój łokieć. - odparłam krztusząc się ze śmiechu

***

Po dwudziestu minutach  W końcu naprawiłyśmy auto i teraz chodzi na cacy! 
Oczywiście poradziłam Malikowi, aby kupił sobie nowe, lepsze, szybsze...
A on tylko powiedział, że się zastanowi! 
No szlak by cie trafił. 
Wymieniłyśmy się z Mike numerami i pożegnałyśmy się. 
Dziewczyna wsiadła do swojego Audi i tyle ją widziałam. 
 - Kochani możemy jechać! - oznajmiłam.
Wszystkie głowy zwróciły się do mnie. 
Ja aktualnie wycierałam ręce w jakąś szmatę. 
 - Fajne bryka - powiedział Lou obchodząc moją czarną bestię - dasz się przejechać? 
Uniosłam brew: 
 - Chyba cie pogięło! - burknęłam - wiesz ile te auto jest warte? 
Chłopka zwiesił głowe i poszedł do swojej dziewczyny, która dała mu buziaka na pocieszenie, ku jemu wielkiemu zadowoleniu.
 - Alex! otwórz auto! chce usiąść za kierownicą! - powiedział Styles zbliżając się niebezpiecznie do samochodu. 
 - A jak myślisz, dlaczego zamknęłam samochód? - odparłam. Chłopak wpatrywał się we mnie tempo, westchnęłam - przed tobą! 
 - Ale Alex! - zaprotestował - ja już przecież nie jestem dzieckiem! 
 - No w to bym wątpiła!
Odpowiedziała Danielle wywołując tym salwę śmiechu. 
 - Nie to nie! - oburzył się lokaty. 
Wyciągnął telefon z takim impetem, że wyślizgnął się mu z rąk i uderzył o karoserię samochodu. 
 - STYLES!!! - wydarłam się co sił w płucach.
Liam i Niall powstrzymali mnie nad rzuceniem się na chłopaka. 
 - Przepraszam! Przepraszam! - zaczął się płaszczyć Harry - nie chciałem! To przez przypadek! 
 - Ty tu jesteś przez przypadek! - warknęłam - Masz dożywotni zakaz zbliżania się do MOJEGO SAMOCHODU! Pod karą śmierci! - te ostatnie słowa wypowiedziałam szyderczo. 
Nagle zza Audi wybiegła Emily. 
Nie wierzyłam własnym oczom. 
Na każdym miejscu na ciele miała czarne zakrętasy... Przypuszczam, że chłopcy przyozdobili ją autografami.
 - Co WYŚCIE jej ZROBILI?! - wydarłam się. 
Pozabijałam wszystkim spojrzeniem,  Szkoda tylko, że nadal stali. 
 - Alex! Alex! - Em szarpała mnie za spodenki - patrz! Podpisali mi się wszędzie! Czy to nie wspaniale? A jutro Zayn przyjdzie mnie pilnować bo Danielle nie może! Czy to nie wspaniale? 
Trajkotała jak najęta. 
Patrząc na jej słodką buźkę, cała moja złość się ulotniła. 
Posłałam Daniell spojrzenie pt. " Co ty zemną grasz? ", ta tylko posłała mi niewinny uśmieszek. 
Spojrzałam na Malika. 
Uśmiechał się do mnie perfidnie. 
Ja natomiast puściłam mu moje spojrzenie numer 5 " Ja cie do domu nie wpuszczę " 
 - Pozwolisz! Alex pozwolisz! - z psychicznego torturowania, wyciągnęła mnie Emily. 
 - Yyyyy? - spojrzałam błagalnie na Livie. Ta tylko pokręciła głową - Młoda do wozu! Jedziemy nad jezioro! 
Sama zdziwiłam się z jaką ulgą to wypowiedziałam. 

***
Nad Stare Jezioro dojechałam jako pierwsza. 
No tak... Założyłam się z chłopakami, że nawet gdy odczekam 10 min, nad jeziorem bd pierwsza. I miałam racje.... No ale nikt nie mówi, że nie można skrótami!    
Zaraz za mną przyjechał Liam z Danielle i Niall'em, a na samym końcu wlókł się Malik z Louisem i Eleanor. 
Natomiast Harry'emu pozwoliłam jechać ze mną Livią i Emily, ponieważ miał prawko i był pełnoletni. Jakby psy mnie złapali nie mogli by mi nic powiedzieć.   
 - Wisicie mi nową płyte Red Hot'ów - oznajmiłam już na plaży. 
 - Yhyymm - szemrali kierowcy. 
Słońce pięknie grzało. 
Jak na ostatni słoneczny dzień. 
Rozłożyłam parawan i w miejscu gdzie siedziała Emily rozciągnęłam parasol plażowy. Oczywiście na koc razem ze mną, Livią i małą wrył się Malik, który rozłożył sie perfidnie... bo nie chciało mu się rozkładać koca i Styles, który ambitnie zrobił sobie ze mnie poduszkę i rozłożył się na moich udach. 
Nie chciało mi się z nim sprzeczać i sypnęłam mu piaskiem po głowie. 
Ten wstał jak oparzony i zaczął mnie gonić.
Ja zaczęłam uciekać wzdłuż plaży.   
Na krótkie dystansy byłam na prawde dobra... Szybko uciekłam Harremu. Ale po 100 metrach opadłam z sił i Harry mnie dopadł. 
Obydwoje tażaliśmy się po piasku. 
Później Harry mnie podniósł i zaniósł mnie do wody. 
Harry rozbryzgiwał wode na wszystkie strony. 
 - Anie mnie nie próbuj wrzucić! - zagroziłam 
 - Czemu? - odparł 
 - Bo pociągnę cie za sob... - nie dokończyłam. 
Chłopak wrzucił mnie do wody, ale ja nie zastałam dłużna, Po ciągłam go za sobą i oboje pryskaliśmy się zimną wodą. 
Później reszta do nas dołączyła.
Niall i Louis próbowali nauczyć Emily pływać... no ale niezbyt im to wychodziło bo spryciula ciągle kleiła się do Lou... ( była w nim zakochana... i chciała mieć z nim piątkę marchewkowych dzieci... ale to inna sprawa! ). Biedna Eleanor... miała taką konkurentkę...
Mieliśmy możliwość skakania z mini mola na 6m.
Oczywiście Emily też chciała, ale jej nie pozwoliłam i biedny Lou musiał się z nią bawić na brzegu. Żal mi było tego chłopaka.
Zayn jako jedyny nie chciał pływać i ciągle gadał z Livią.
Polubili się bardzo... ale nie wiem co z tego wyjdzie... Mówili o muzyce i różnych innych pierdołach. No cóż... oboje nie pływali i mieli mnóstwo czasu na rozmowy.
Ale w końcu Zayn się przemógł i taplał się z nami.
Po jakiejś godzinie wrzasków, pisków i dobrej zabawy uznałam, że pójdę po Emily i zabiorę ją na rowerki wodne.
Tak więc wyszłam z wody na pomost i skierowałam się na plażę.
Nagle usłyszałam krzyki Danielle i Eleanor:
 - Ej gdzie jest Zayn? - powiedziała El.
 - Jeszcze przed chwilą tu gdzieś był. -  Liam zaczął rozglądać się.
 - Ale on nie umi pływać! Gdzie on jest? - powiedziała Danielle przejętym głosem.
Odwróciłam się i spojrzałam w stronę przyjaciół.
Rzeczywiście nie widziałam nigdzie Zayna.
 - Jest tutaj! - wrzasnął Harry.
Pokazywał na ciemną plamę pod wodą.
Wszyscy zaczęli w tamto miejsce podpływać.
JA natomiast stałam jak kołek na molu.
Podbieli do mnie Lou z Emily na ramionach i Livia, która klnęła na piasek, który dostał się jej do gipsu.
 - Co się dzieje? - zapytał chłopak.
 - Czy to prawda, że Zayn nie umi pływać? - zapytałam - bo jak wylądowałam z nim w waszym basenie to zdawało mi się, że pływał.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
 - Mi się zdaje, że tam wcale głęboko nie jest. Ja tam swobodnie stoje. Nie moja wina, że jesteś taka maleńka. - uśmiechnął się perfidnie i odskoczył od mojego ciosu.
 - JA ci zaraz dam maleńka...! - zaczęłam go gonić.
 - Pomóżcie! - wydarła się spanikowana Danielle.
Chłopcy próbowali wciągnąć bezwładne ciało Malika na pomost.
Pod biegliśmy do nich i pomogliśmy.
 - Trzeba mu zrobić sztuczne oddychanie - powiedział Liam.
 - A się na to nie pisze! - za protestował Harry.
 - JA też nie! - powiedział Lou
 - Jak powyżej! - poparł ich Niall.
 - Ja nie mam zamiaru go dotknąć! - oznajmiłam i wycofałam się.
 - JA CHCE! JA CHCE!  MOGĘ JA? NO PROSZE... - zaczęła wydzierać się Emily. 
Wszyscy spojrzeli na nią z politowaniem.
 - Nie mała - zaczeła Danielle biorąc ją na ręce - ale ty już jesteś ciężka! I wyrosłaś! - zaczęła odwracać jej uwagę.
 - Alex! - zaczęła Livia - przecież masz licencje ratownika! Umisz to robić!
No to teraz mnie wkopała.
Spojrzałam na nią morderczym wzrokiem.
 - No rusz się! - popchnęła mnie El.
 - Zdrajcy! - warknęłam.
Uklękłam przy delikwencie.
Zrobiłam wszystko co miałam zrobić. Sprawdziłam oddech... i resztę pierdół... Robiłam tak samo jak mnie uczyli.
Zrobiłam głęboki wdech i zaczęłam zbliżać moje wargi do jego warg.
Gdy wreszcie się ze sobą zetknęły poczułam jak ktoś mnie obejmuje rękami i przyciąga do siebie. Spanikowana próbowałam się wyrwać.
Poczułam miękkie wargi Zayn'a, zapach wody i męskiego dezodorantu, którego woda jeszcze nie zmyła. Uwielbiam męskie zapachy! I męskie koszule!...
Poczułam jego język, który rozwarł mi zęby.
Nagle ogarnęła mnie rozkosz... ale później gniew.
Wyrwałam się z jego objęć i spoliczkowałam go.
Ku niezadowoleniu gapiów.
Wstałam i wściekłą zaczęłam oddalać się.
 - Skurwiel! - warknęłam.
Wszyscy się chichrali... łącznie z Livią - tą zdrajczynią, Danielle i Emily... och jeszcze mnie popamiętają.
 - Ej no Alex! To tylko zabawa! - powiedział Zayn
 - Jakaś chora zabawa! - warknęłam.
 - Wiem, że ci się podobało! Nawet się rozluźniłaś!
Tego już było za wiele. Obróciłam się w nadziei, że jakimś cudem mój wzrok może zabijać ale myliłam się.
Spojrzałam w odrażającą twarz Malika, który śmiał mi się w twarz.
Widząc moją minę uśmieszek mu zszedł.
 - Alex! Wyluzuj! - próbowała uspokoić mnie Livia, kładąc mi rękę na ramieniu.
Strzepnęłam ją.
Zayn podbiegł do mnie.
Byłam taka wściekłą, że popchnęłam go do wody.
Usłyszałam głuche łup, kiedy jego głowa uderzyła w kant mola i plusk, gdy wpadł do jeziora.
Wystraszyłam się i odskoczyłam w tył.
Koledzy westchnęli szybko.
To były sekundy grozy.
Nagle Zayn wypłynął, ale to bardziej wyglądało na topielca. Głowę miał cały czas w wodzie. 
Zgrabnie wskoczyłam do wody i podpłynęłam do Zayn'a.
Odwróciłam go twarzą, tak aby mógł swobodnie oddychać... czego nie zrobił.
Podpłynęłam z nim do mola... Dwa razy prościej to zrobić z manekinem, niż prawdziwym topielcem! Chłopcy wciągnęli go na molo.
Od razu zaczął kaszleć i wypluwać wodę.
Wyszłam z wody i przytuliłam go.
Strasznie się o niego bałam! A jeszcze miałam takie cholerne poczucie winy, że go prawie zabiłam!
- Zayn! Boże jak się bałam! Nie strasz mnie więcej! - przytuliłam go do siebie.
Oboje byliśmy w cholernym szoku.
 - Miękko. - powiedział.
Trochę mnie zaskoczył.
 - ZAYN! - wydarłam się.
Co tam, że przyciągłam go do siebie, tak, że jego głowa była na moich piersiach!

***

Gdy w końcu atmosfera opadła, wróciliśmy do zabawy. 
Załatwiłam nawet skuter wodny mojego braciszka... ( nawet mu o tym nie powiem! i tak by się nie obraził... chyba! ) 
Więc wariowaliśmy jak szaleni!
Malik już nie zbliżał się do wody i bawił się z Emily. 
Szkrab nie chciał ubrać pływaczek więc zakazałam wchodzić jej do wody!
Co mnie to obchodzi, że  wygląda w nich idiotycznie! Bezpieczeństwo jest ważniejsze!
 - Wyszczekana jest tak jak ty - podsumował Liam. 
 - No nie mów... - odparłam ironicznie - praktycznie to ja ją wychowałam... a że nabyła moje cechy to już nie moje wina! - broniłam się
Wzięłam nawet Zayna na przejażdżkę, skuterem.. tak w rama przeprosin... 
O dziwo się zgodził. 
A później chłopcy załatwili narty wodne i robiłam za holownika. 
Po 18,00 zaczęliśmy się zbierać.
Próbowałam być miła dla Malika.
O dziwo mi to wychodziło!
Wszystkie kabiny i łazienki ( w sumie było ich 5, a Liam  z Danielle weszli do jednej razem, a Louis i Eleanor zrobili tak samo... później dobiegały nas dziwne odgłosy... )  plażowe były zajęte... no nie licząc jednej. Ja z Zayn'em zrobiliśmy sobie małe zawody, kto pierwszy ten lepszy.
Wpadliśmy równocześnie do kabiny i zaczęliśmy się przepychać.
 - Damy mają pierwszeństwo! - powiedziałam ciągnąc go do tyłu.
 - Żadnej damy tu nie widzę! - odparł chłopak - starszym się ustępuje!
 - Zachowujesz się jak dziecko! - oskarżyłam go
 - A ty nie?
 - Akurat ja jestem dojrzalsza od ciebie!
 - W twoich snach...
 - W rzeczywistości!
 - Uważaj bo ci uwierzę!
 - A powinieneś!
 - Gramy w papier kamień nożyce? - zapytał
Westchnęłam:
 - Jak dziecko... Dobra.
Oboje staliśmy w kabinie.
 - Trzy, czte-ry! - powiedział.
HUK!
Drzwi z kabiny zatrzasnęły się zostawiając mnie i Malika w środku.
Zaczęliśmy zgodnie w nie walić. 




I w końcu rozdział 17! 
Pojawiła się w nim nowa postać i myślę, że się wam spodoba!
Chciałybyśmy wam gorąco podziękować za te 5,600 wejść! 
Nawet nie wiecie jak się jaramy! :D
Tekst zaznaczony na niebiesko był pisany przez przyjaciółkę, bo po części to jej postać:D  
Kolejna bd pisana przez Oliwie więc może w niej być zawarte wiele kontrowersji!!
Trochę musiałyśmy pozmieniać jak się robi sztuczne oddychanie na cele opowiadania! Mam nadzieję, że nie macie nam tego za złe. 

sobota, 5 maja 2012

Rozdział 16

Alex starała się farbując Zayn'owi włosy. Jeszcze nigdy nie widziałam jej tak nad czymś skupionej... poprawka! Zawsze jest taka skupiona gdy grzebie w samochodach!
Ja po szesnastu latach znajomości i przyjaźni bardzo dobrze tą dziewczynę znam.
Wiem, że teraz bardzo ubolewa nad tym co zrobiła. Może teraz zgrywa wielką twardzielkę, ale widzę po jej wyrazie twarzy i mowie ciała, że jest jej przykro.
Co prawda Alex ma głęboki temperament i gigantyczną dumę. Po prostu, ona taka jest.
I za to ją kocham!  
Jest sobą i tylko to się liczy.
Nawet jeśli gra ( tak jak teraz, a uwierzcie jest w tym dobra! ) i udaje kogoś innego, to cała Alex.
 - Alex za 10 minut musimy być w samochodzie. - ponaglił ją Liam.
Liam... hymn... strasznie nadopiekuńczy. No ale w tym wariatkowie przyda się ktoś odpowiedzialny! Troszkę zazdroszczę Danielle, że ma tak wspaniałego chłopaka... no może ma zboczenie w postaci zamiłowania do różnych zabawkowych gadżetów i nie na widzi łyżek... ale naprawdę to złoty chłopak.
 - Zamknij się! Już kończę! - warknęła na niego Alex.
Tak... cała Alex... z niewyparzoną gębą.
 - Dobra... - chłopak wyślizgnął się z kuchni.
Teraz zostałam w pomieszczeniu tylko ja, Alex i Zayn, który chyba przeglądał twitter'a.
Gips strasznie mnie irytował. Wszystko mnie swędziało... a najgorsze było to, że nie mogłam się podrapać!
 - Długo jeszcze? - zapytał czarnowłosy.
 - Jak się jeszcze raz odezwiesz to ci grzebień wepchnę do gardła! - zagroziła Alex.
 - Ja bym jej posłuchała! - powiedziałam z przekąsem - Alex jest do tego zdolna!
Dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem.
 - Ty to lepiej z tond wyjdź. - warknęła.
 - Wracamy do normy! - zaśpiewałam i w podskokach wyszłam z kuchni.
Oczywiście oberwałam grzebieniem w głowę. No ale cóż należało mi się.
                 Weszłam do biało-beżowego salonu. Na rogówce siedzieli chłopcy oglądający jakąś tandetną kreskówkę. Usiadłam na jednym z foteli i zaczęłam rozglądać się po pokoju.
Na ścianie były powieszone fotografie zwierząt, samochodów i ludzi... a także czarna gitara klasyczna z białymi podpisami jakiś ludzi... były tak zabazgrane, że nie mogłam odczytać kto się na niej podpisał.        
Podniosłam się i podreptałam do gitary.
O dziwo pudło miałam na wysokości głowy... yea... 180 robi swoje!
Jedyny autograf, który rozczytałam to podpis Slasha  . 
Matko... on bosko grał na gitarze!  Uwielbiałam piosenkę, którą nagrał z Fergi "Beautiful Dangrerous".
To był jedyny autograf, który rozczytałam.
 - Tu jest jeszcze Chad Kroeger... - ten blondasek Niall wskazał palcem autograf - z takich sławniejszych to jeszcze Damien Rice, ale to z irlandii... a później mam już mało znanych muzyków. - zaszczycił mnie słodkim uśmieszkiem.
Miło z jego strony, że mi to opowiedział. 
Nie byli tacy źli jak Alex opowiadała... a ona lubi lekko koloryzować... Chodź zgodzę się z nią, że wyglądają na seksownych pedałów.
No tak.. Alex uwielbia oceniać ludzi po okładce... ale już nad tym pracuje i jesteśmy na dobrej drodze do sukcesu!
 - Wow... zazdroszczę tylu podpisów! - powiedziałam.
Wiedziałam, ż wpatruje się w gitare jak w jakiś cud świata... ale dla mnie te podpisy dużo znaczyły. Kochałam muzykę. Sama grałam na gitarze i komponowałam piosenki. Lubiłam śpiewać... Ale strasznie obawiałam się śpiewać sama przed publicznością. Zawsze trema zżerała mnie od środka... ja mogłam śpiewać ale tylko w duecie! i przed lustrem, ale to inna sprawa.
 - To nic... - odparł wzruszając ramionami.
Widziałam jak się rumieni.
 - Ja mam tylko podpisy od polskiego zespołu Dżemu i Happysad'u... i z takich większych gwiazdek to Anthony Kiedis . - byłam na prawdę dumna że muzyk podpisał mi się na gitarze... Było to niedawno...
Razem z Alex byłyśmy na ich koncercie Red Hod Chili Peppers
Czekałyśmy wtedy na moją mamę. Miała po nas przyjechać... a że koncert był na drugim końcu Londynu to nie moja wina! 
Ludzi już prawie nie było... A ekipa sprzątająca zabrała się za ogarnianie stadionu. 
Stałam z Alex jak dwie sieroty wrzeszczące do siebie... ( tak stałyśmy przy głośnikach i trochę nam przytępiło słuch ). Przed nami zatrzymał się czarny bus. Coś się w nim popsuło. I stanął.
Pamiętam dobrze jak kierowca wybiegł z samochodu... ( klnął niemiłosiernie! ) i otworzył klapę. 
Oczywiście mówiłam Alex, aby się do tego nie mieszała, ale jak to ona zrobiła wszystko po swojemu. Podbiegła do kierowcy i zaczęła z nim rozmawiać... w rezultacie oboje się na siebie darli aby się zrozumieć. W końcu kierowca dopuścił ją do samochodu. 
Przez chwile w nim grzebała. 
Ja oczywiście stałam jak sierota.          
Z busa nagle wyskoczył Anthony i Chad Smith ( perkusista zespołu ). Byli najebani po koncercie. 
Przez chwilę z sobą pogadaliśmy, znaczy... ja próbowałam ich zrozumieć. 
W końcu mama po nas przyjechała gdy mężczyźni próbowali zaprosić nas do busa... tak my 14 letnie smarkule... już to widziałam. 
Obie zaczęłyśmy panikować ale przyjechała mama i opanowała sytuację. 
Że w samochodzie była moja gitara, przywieziona z naprawy, to skorzystałam z okazji i cały zespół podpisał mi się na niej.
To był niezapomniany koncert... no mógł być lepszy jakby nie chciano nas zgwałcić... ale i tak mi się podobało!
Ze wspominania wyciągnął mnie blondyn:
 - Masz podpis Anthony'ego?! - prawie pisnął.
 - A ty Slash'a i Chada! - podzieliłam jego entuzjazm
 - Kiedy go spotkałaś? - spytał
 - Długo by opowiadać... byłam na ich koncercie i ta dam! - powiedziałam.
 - Zazdroszczę! - westchnął - wiesz...
 - PRZYNAJMNIEJ JUŻ NIE SĄ MARCHEWKOWE! - przerwał nam krzyk Alex, dochodzący z kuchni.
 - CZY TY UWAŻASZ ŻE JA MIAŁEM TAKI KOLOR WŁOSÓW?! - ryknął Zayn.
Chłopcy z kanapy szybko wstali i skierowali się w stronę kuchni.
Ja też gorączkowo zaczęłam skakać.
 - TO NIE MOJE WINA, ZE KUPILI TANDETNĄ FARBĘ! - znów krzyk Alex.
 - Spokojnie! - Liam wszedł pierwszy do kuchni, a zaraz za nim Lou.
 - Nie ma to jak kłótnie małżeńskie! - szepnął do mnie Harry, ten zakłamany porywacz z łóżek szpitalnych!
Parsknęłam śmiechem.               
                   Skubaniec wmówił mi, że Alex kazała mi mnie przywieść do domu. No to ja mu uwierzyłam! No jak mogłam nie uwierzyć, takiej słodkiej mordce?! Tak.. tylko zamiast przywieść mnie do mojego domu, zawiózł mnie do swojego! Grrr...
W końcu się opanowałam i weszłam do kuchni.
Obok lodówki stała wściekłą Alex z rękami założonymi  na piersiach i przymrużonymi oczami wyglądała groźnie... ale cały urok psuło jej ubranie, które było na nią za duże i wisiało na niej jak na wieszaku.
Moja mała kruszykna... - pomyślałam.
Ona by mnie za to stwierdzenie zabiła! Miała kompleks niższości... ale i tak mało kiedy chodziła w szpilkach.   
Zayn stał jak najdalej od okna i przeglądał się w lusterku.
Jego włosy już nie były marchewkowe... ale daleko miały do swojego dawnego koloru... Powie szczerze, że kasztanowy kolor włosów średnio mu pasował.
                    Jakoś wszyscy zmieścili się w jednej kuchni... chodź była cholernie mała, ale pomieściła 7 osób.
Chłopcy oczywiście leżeli poskładani ze śmiechu.   
 No a jakby inaczej...
Ja próbowałam zachować powagę i równowagę! ( bo pan wielmożny Harry się na mnie uwisł... jakby mi nie był trudno utrzymywać równowagę na jednej nodze! ) 
 - To mogłaś ich posłać po inną! - warknął Zayn.
 - Na obrazku była czarna! Nie moja wina że wyszedł inny kolor! - żachnęła się.
Zmierzył ją lodowatym spojrzeniem.
 - Dzieci! Dzieci! - atmosferę próbował ratować Liam- uspokójcie się!
Widziałam jak ogniki w oczach Alex rozpalają się... niedobrze... bardzo niedobrze... 
 - CHŁOPCY! - usłyszałam w holu, donośny głos jakiegoś mężczyzny - Co tu się stało?! - teraz zabrzmiał groźnie.
 - Cześć! - chłopcy krzyknęli chórem.
Widziałam jak Zayn z Liamem wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Czarnowłosy skierował się do drugich drzwi.
Harry wybiegł z kuchni i zaczął gorączkowo rozmawiać z mężczyzną.
 - Mieliśmy gości... a Niall miał ochotę na ciasto...  
 - Tak! Teraz zwal wszystko na mnie! - wydarł się blondyn, wybiegając z kuchni.
 - No dobra... aja miałem ochotę na ciasto i wpadłem na pomysł bitwy na żarcie. - słyszałam w jego głosie skruchę.
Liam z Louisem zaczęli ciągnąć mnie i Alex do przeciwległemu pokoju.
Tak... mnie prowadził Lou i przez niego wpadłam na krzesło, a potem na stół.
 - Czy te zderzenie z ścianą naruszyło ci czaszkę mózgową? - zapytałam go pół głosem.
Ten podwiął wargę i spojrzał na mnie smutno.
Za to Alex parsknęła śmiechem i została uciszona pączkiem z lukrem.
Dałabym głowę jakby jej wzrok zabijał połowa ludzi leżała by martwych!     
 - A cóż to za miłe panie? - usłyszałam głos mężczyzny.
Odwróciłam się na pięcie.
Przedemną stał wysoki mężczyzna. o szpakowatych włosach. Był nieogolony. Pojedyncze zmarszczki dawały jego twarzy surowy wygląd. Był najwyżej po czterdziestce... ale tata od Alex wyglądał młodziej. 
Miał na sobie jasne dżinsy, czarną koszulkę z tygrysem, a na to czarna marynarka.
 - Dobry... - powiedziała wesoło Alex...
Co ona kombinuje?
 - Dobry... - mruknęłam.
Zaczęłam wpatrywać się w przyjaciółkę. 
 - Alex, Livia poznajcie naszego szefa ochrony Paula.i menagera - przedstawił nas Liam - Paul to nasze przyjaciółki Alex i Livia. - wskazał na nas.  
Paul uścisnął z nami ręce.
 - Jakby chłopcy mnie uprzedzili, że tu będziecie, kupił bym dla pięknych pań po róży... a nawet po bukiecie róż... - powiedział poetycko.
Ja, aż się zarumieniłam.
Widziałam, że Alex ukrywa swój uśmieszek, ale marnie jej to wychodziło.
Lekko przesunęłam się w jej stronę... Aby ja za wczasu kopną, jakby chciała zrobić coś głupiego...
 - Och przestań Paul. - upomniał go Niall - to jest nasz kasa nowa... - chłopak poklepał mężczyznę po plecach.
 - Och no nie przesadzajcie... - zaczął Paul - Zayn mogę wiedzieć gdzie się wybierasz?
Podskoczyłam gdy usłyszałam jego srogość w głosie. 
Ale była straszliwie rozbawiona.
 - Chłopcze pozwól do mnie! - zawołał Paul.
Dobiegły mnie przekleństwa Zayna.
Po chwili w kuchni pojawił się Zayn, bez koszulki z kasztanowymi włosami.   
Paul złapał się za serce i szybciej wciągnął powietrze.
 - CO WYŚCIE MU ZROBILI?! - wydarł się mężczyzna.
Wszyscy skulili się.
 - To ALEX! - wszyscy zgodnie pokazaliśmy palcem na dziewczynę.
Przyjaciółka była najpierw zaskoczona, ale później odzyskała swoją rutynę.
 - O nie! - warknęła i pociągła Loczka do siebie - On tez w tym maczał palce! Ja chciałam wszystko naprawić! - broniła się dzielnie Alex.
Harry schował się za Alex. Dość komicznie to wyglądało, bo Alex w porównaniu z nim była maleńka... sięgała mu zaledwie do ramienia.
Maenager potarł palcami skroń. Odsunął sobie krzesło i usiadł ciężko.
 - Ja przy was wyłysieje! - westchnął - w kuchni zostaje panienka, Malik i Styles. Reszta do salonu! Liam zamkniesz za sobą drzwi! - rozkazał.  
Ewakuacja z pomieszczenia poszła sprawnie...
No prawie.
Lou z Niallem zaczęli się ścigać i obaj wylądowali na ścianie...
Ja ostrożnie w asyście Liama wyszłam z kuchni.
Li zamknął drzwi i zaprowadził mnie do sofy.
Usiadłam na niej ociężale.
Rozejrzałam się.
Trójka chłopców nadstawiała uszu przy drzwiach z kuchni. 
 Wydało mi się to dobrym więc podreptałam do nich.
 - Dowiedzieliście się czegoś ciekawego? - szepnęłam na co oni podskoczyli przerażeni.
 - Boże święty! - zaczął Louis - chcesz abym na zawał zszedł?! - krzyknął szeptem.
 - Ciiii - uciszył nas Liam.
Zwiesiłam głowę.
 - Dobrze tato! - odparłam równo z Lou.
Znów ryknęliśmy śmiechem.
Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Paul.
 - Panowie i panie... proszę odsunąć się od drzwi. - powiedział srogo.
Oczywiście baran Lou, wystraszył się i chciał uciec, ale ja stanęłam mu na drodze i wylądowaliśmy na ziemi. 
No nie powiem że NIE bolało!
 - Ja z wami trafie do szpitala! - jęknęłam.

Po 20 min wyszli z kuchni. My nie godni siedzieli na kanapie i oglądaliśmy kreskówki.
Gdy zobaczyłam Alex wyglądała jakby zobaczyła ducha.
Była cała blada i ogólnie wyglądała jakby z grobu wstała...
Nie wiem co się tam stało, ale po minie Alex... nie spodobało jej się to.
 - Livia jedziemy. - powiedziała to głosem jakby zaraz miała wybuchnąć.
Posłusznie wstałam.
Wzięłam torbe z ciuchami... a raczej piżamą, gitarę Alex i laptopa.
Alex wzięła nasze mokre ciuchy torebkę i otworzyła przedemną drzwi. 
 - Cześć wszystkim! I do widzenia! - krzyknęłam
 - Hej... - mruknęła Alex
Chłopcy zaszczycili nas tylko krótkimi pomrukami... pewnie teraz dostaną lanie... - uśmiechnęłam się w duchu. 
Wyszłam na podwórze.
Podeszłam do kabrioletu i wyciągłam kule.
Po czym wpakowałam się do srebrnej Pumy.
Alex siedziała już zapięta i próbowała włożyć kluczyk do stacyjki... ręce się jej tak trzęsły...
W końcu zlitowałam się nad nią i wcisnęłam kluczyk do stacyjki.  
  - Dzięki - mruknęła.
Dość szybko żeśmy odjechały.
Troszkę mną rzucało bo Alex brała gwałtowne zakręty...
Ciekawość mnie zżerała co ją tak wyprowadziło z równowagi... w końcu odważyłam się i zapytałam:
 - Yyyy Alex? - zaczęłam
 - hhyhmm? - mruknęła... była zaabsorwowana jazdą. 
 - Powiesz mi co się stało w kuchni? - przybrałam łagodny ton głosu.
 - Zgwałcili mnie i poćwiartowali... w sumie Zayn'owi się podobało... - fuknęła sarkastycznie.
 - Nie chcesz mówić to nie mów! - fochnęłam się!
Nie musiała być od razu zgryźliwa...
 - No kochanie... - poklepała mnie po ramieniu - jak byś się dowiedziała, że masz coś zrobić zupełnie niezgodne z twoją naturą to zrobiła byś to?  - powiedział.... świdrowała mnie tymi swoimi zielonymi oczami.
Spojrzałam na nią wymownie.
 - Zależy. - odparłam.
 - No  właśnie! - tera Alex wybuchła - CZAISZ to że ten pierdzielony pedał kazał mi CHODZIĆ z tym PIEPRZONYM MALIKIEM?! Bo to dla DOBRA zespołu?! CO MINIE TO KURWA OBCHODZI?!  Rozumiesz to...?
Włączyłam na ful radio.
Akurat leciał jakiś jazgot od Linking Park'a... no tak... zapomniałam, że Alex w każdym radiu ma wgrane swoje składanki...
Na szczęście Fire zagłuszył wybuch Alex.
Gdy w końcu zamknęła swoją jadaczkę, wyłączyłam radio i palnęłam:
 - Co ty ciulasz? 



I rozdział 16 z perspektywy Livi... Mam nadzieje, że się wam spodoba:D  Zrobię ankietę czy wolicie aby było pisane z perspektywy jednej, czy obu:P Oczywiście wasze opinie w komentarzach bardzo mi pomogą :D
Chciałybyśmy wam podziękować za wiele komentarzy pod ostatnim postem... Jak je zobaczyłyśmy to jarałyśmy się bardziej niż Zaynem i Harrym:P <joke> I po prostu dostałyśmy kopa do pisania notki :P
Cholernie wam też dziękujemy za ponad 4700 wejść:P Nawet nie wiecie ile t dla nas znaczy!! ( a pisze to od serca! Nie po to by zamydlić wam oczy! :P). 
Mam nadzieje, że notka wam się spodoba... Chodź na początku jest monotonna i nudna to na końcu bardziej się rozkręca!!

Ps. Nie mam pojęcia jak nazywa się ich menager... na jednych stronkach pisze, że Paul jest ich menagerem i szefem ochrony... na innych, że ni mają osobnego menagera... Dla opowieści postanowiłam, że Paul będzie szefem ochrony i menagerem chłopców:P 
 Kończe was zanudzać :P  
Kochamy was!!!

Zakręcony Duet!!
<3 <3 <3       

czwartek, 3 maja 2012

POWIADOMIIE!! WAŻNE!!

Kilka słów od autorek:
 1) On początku blog miał być pisany na przemian oczami Alex i Livi... Ale obie uznałyśmy, że to tak bezsensu bd pisanie co Livia robiła w szpitalu więc uznałyśmy, że teraz ( jak wyszła ze szpitala ) to dobry moment aby zacząć pisać z jej perspektywy :D
Chciałybyśmy wam tym przekazać charakter i sytuację rodzinną Livi, a także jak postrzega po szczególne osoby. Wyjawię wam, że Livia jest odwrotnością Alex... ale jedne cechy ma po niej:P
 2) Chcemy znać waszą opinię w komentarzach. Czy wolicie abyśmy pisały tylko z perspektywy jednej bohaterki, czy z obu.
 3) Nastąpi kilka zmian w wyglądzie bloga, a przyczyną tego będzie to , że będziemy dodawać nowych bohaterów (:
 4) Fabua nieraz będzie się zmieniać o 180' więc bądźcie na to gotowe! :D

No to z naszej strony to tyle:P
Ps. Następna notka pojawi się z perspektywy Livi!

Kochamy was!!
Zakręcony Duet:P 
   <3 <3 <3        

wtorek, 1 maja 2012

Rozdział 15

 - Harry! Coś ty mi kupił za żel? - wrzasnął Zayn na przyjaciela.
Harry osłonił się Louisem.
 - Ja tylko kupiłem żel. Nie moja wina, że był w rękach Alex... - odparł loczek.
 - Zamknij się, albo udławisz się moją pięścią. - syknęłam.
 - Alex! -zwrócił się do mnie marchewek, a ja mimowolnie się skuliłam - to ty mi to zrobiłaś? To jest ta twoja zemsta?! Boże jesteś nienormalna... powinni cie zamknąć w jakimś zakładzie! - prawie krzyczał mi do ucha.
 - Wcale, że nie! Wystarczyłby tylko kaftan  bezpieczeństwa. - zaprotestowałam.
 - I łańcuch - dopowiedziała Livia.
 - I beton - powiedział Harry.
 - I jakieś jezioro gdzie bym mógł cie utopić! - dokończył Zayn.
Zrobiłam obrażoną minkę.
 - Ale jesteście mili... -fuknęłam
 - Nie pogryźcie się - powiedział Liam krztusząc się ze śmiechu.
 - Nie mam zamiaru go nawet dotknąć - wskazałam na Zayn'a, który bez koszuli prezentował się... całkiem, całkiem. A jego tatuaż, znaku wolności, na sercu seksi wyglądał. 
 - I vice versa. - zmierzył mnie spojrzeniem.
Wstałam od fortepianu i oparłam się o zimną szybę jak najdalej od Zayn'a i jego gniewu.
Chłopak miał minę, jakby zaraz mnie miał zabić.
 -  Nie patrz tak na mnie! - upomniałam go skrywając się za Liam'em... może on mnie przed nim ochroni? W końcu jak tego nie zrobi to Danielle bd na niego wkurzona - W więzieniu jak chcą coś z kogoś wydusić pokazują mu twoje zdjęcie i ofiara błaga o litość! - palnęłam pierwsze lepsze zdanie, które mi się nasunęło.
Wszyscy oprócz Zaya, ryknęli śmiechem.
Ten tylko 123 raz zabił mnie spojrzeniem.
 - Ciesz, się że moja licencja na zabijanie właśnie się skończyła... bo, było by z tobą źle. - wycedził, zdecydowanie za spokojnie, zbliżając się do mnie.
Ja natomiast zaczęłam wycofywać się do szklanych drzwi prowadzących zza dom.
 - A co zabrali ci ją po tym jak zabiłeś muchę? - odparłam i rzuciłam się biegiem do drzwi.
Zayn pobiegł za mną z psychopatycznym krzykiem.
Dopadłam drzwi i zatrzasnęłam je za sobą.
Ale zauważyłam, że chłopak mnie już nie gonił, a leżał na ziemi.
Za to Livia uciekała na jednej nodze.  Musiała podłożyć mu nogę. Chłopcy leżeli poskładani ze śmiechu... a Zayn z ogniem w oczach zaczął ją gonić. Otworzyłam jej drzwi i przed samą twarzą Malika, je zatrzasnęłam.
Chłopak był już cały czerwony z gniewu.
Livia komicznie wyglądała jak skakała jak kangur na jednej nodze.
Obie trzymałyśmy drzwi, a Zayn ciągle na nie napierał. W końcu przestał.
Ale my nadal trzymałyśmy drzwi.
Nagle zrobiło się jakieś zamieszanie i Zayn zniknął. Puściłyśmy drzwi i zaczęłyśmy się śmiać.
 - Widziałaś jego minę? - zapytałam przyjaciółkę
 - Nooo... a jak mu to o licencji powiedziałaś.... boskie... - odparła
 - Ejj weź... jego kolor włosów... daje głowe, że miał być czerwony... nie wiem czemu marchewa wyszła... 
Ledwie trzymałyśmy się na nogach.
 - Widziałaś jak na niego ten Louis patrzył? - zaczęła Livia - jakby mógł to by się na niego rzucił.
 - JA to się zaraz na was rzucę.
Automatycznie na dźwięk głosu Zayna przestałyśmy się śmiać i odwróciłyśmy się sparaliżowane.
Chłopak stał w swojej całej okazałości. Bez koszulki pokazując umięśnioną klatę... ale wszystko psuło jego kolor włosów.
 - Ejj Zayn ale spokojnie. - zaczęłam się powoli od niego oddalać. Próbowałam nie robić żadnych gwałtownych ruchów... za co Livia skakała jak piłeczka do ping-ponga. - nie zrób czegoś czego bd żałował. - mówiłam to spokojnie... ale niebezpiecznie zbliżałam się do basenu.
 - Właśnie Zayn... wiesz... to były żarty - zaczęła Livia - bo wiesz ja nawet nie wiedziałam nic  o twoich włosach... TO BYŁ ALEX POMYSŁ! - wskazała na mnie.
Chłopak zwrócił się w moją stronę. Wyglądał jak jakiś Bóg Zemsty.
 - Dzięki za osłanianie tyłka - warknęłam w stronę Livi - Zayn... spokojnie.... nie rób żadnych gwałtownych ruchów!
 - Ale dlaczego Alex? - powiedział spokojnie stałam już na skraju basenu... zaczęłam powoli zmieniać kierunek - ale ja ci nic nie zrobie... - stał już tylko metr odemnie.
 - Zayn może zgoda? - wyciągnęłam rękę - zapomnijmy o wszystkim co? - powiedziałam błagalnie.
 - Oczywiście Alex, ale zaraz po tym! - popchnął mnie do basenu.
Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam... chodź nie wiem jak. Chwyciłam go za ramię próbując wyłapać "grawitacje", w efekcie czego obaj wpadliśmy z pluskiem do zimnej wody.
Zimno uderzyło we mnie falą. Przez jakiś czas nie wiedziałam gdzie jest góra, a gdzie dół, ale w końcu zaczaiłam.
Wypłynęłam na powierzchnię i zaczęłam się krztusić bo nałykałam się wody z chlorem.
Poczułam obok siebie jakieś ciepłe ciało.
 - Po jakiego chuja mnie chwyciłaś?! - wydarł mi się Zayn do ucha.
 - Kurna nie drzyj mordy Malik! - wrzasłam na niego.
 - Po chuja mnie chwyciłaś?! - powtórzył pytanie.
 - Bo chciałam złapać równowagę! - odparłam.
Miałam małe trudności z utrzymaniem się nad wodą... no w szpilkach to nie było proste... ale Malik podtrzymywał mnie.
Zayn wyglądał komicznie. Jego marchewkowe włosy spływały mu na twarz razem z wodą... i wyglądał wyjątkowo pedalsko... chyba zacznę doceniać kiedy stawia włosy na żelu... o wiele lepiej wygląda!
 - Po co mi pomagasz? - warknęłam, nie lubiłam jak ktoś mi pomaga... czuje się wtedy strasznie bezbronna i nieporadna! Nie nawidze tego uczucia!! 
 - Bo nie chce mieć cię na sumieniu. - odparł.
On też miał problemy z utrzymaniem się nad wodą. No cóż... musiał utrzymać siebie i mnie.
 - Zabije cie za te szpilki! - warknęłam.
Musiałam je zdjąć aby nas nie utopić.
Zanurkowałam i zrzuciłam je...
Boże takie piękne buty!
Wypłynęłam już o własnych siłach.
 - O wiele lepiej - wyszczerzył się bezczelnie do mnie.
 - Udław się wodą!
Podciągnęłam się zgrabnie i usiadłam na brzegu basenu. Podnoszenie ciężkich przedmiotów dało swoje i miałam trochę masy mięśniowej, z których byłam dumna.
Nooo chodziłam też z Livią 2 razy w tygodniu na siłownię... to też coś dało.
Podałam chłopakowi rękę aby pomóc mu wejść.
Ujął ją.
PLUM!
Znów znalazłam się w wodzie.
No ja go chyba ZABIJE!!
25 lat w więzeniu to nie aż tak dużo! Poświęcę się!
 - Zabije cie! - krzyknęłam na niego.
 - Za co? - szczerzył się do mnie bezczelnie. Stał już w bezpiecznej odległości od basenu.
 - Wredny jesteś! - warknęłam - przyznaj się! Jakbyś nie chciał mnie przelecieć to byś mnie utopił! - w przypływie gniewu mówiłam różne bzdury, no i  to jedna z nich... później tego bd żałować.
 - Aż tak to widać? - spojrzał na mnie za swoich sklejonych od tytoniu  rzęs.
 - Zoczony jesteś! - wyskoczyłam z wody.
Stanęłam przed nim cała mokra... zapewne moja biała bluzka teraz strasznie prześwitała... A kij z tym!
 - Sorry... jestem facetem jakbyś nie zauważyła. - odparł wzruszając ramionami.   
 - No jakoś nie miałam okazji zauważyć! - dogryzłam mu.
Usłyszałam trzask i na basen wbiegł Liam, a za nim Harry.
 - Co wyście narobili? - Wskazał na nas blondyn.
Popatrzyłam na nas. Staliśmy w kałuży wody... a do tego trzepałam się z zimna jak Ciłała.
To dziwne... nigdzie nie było Livi...
Rozejrzałam się.
 - To ona w padła do wody! - oskarżył mnie Malik - ja ją tylko chciałem wyciągnąć!
Uniosłam brew:
 - Ta... jasne... ty to byś mnie najchętniej spalił na stosie... - odparłam i wskazałam na niego - on chciał mnie utopić! I to z premedytacją! - rzuciłam oskarżycielsko.
 - Dzieci i ryby głosu nie mają. - odparł
 - No właśnie rybko więc siedź cicho. - odparłam.
 - Co powiedziałaś? Bo jesteś taka mała, że cie nie usłyszałem. - przytknął sobie dłoń do ucha i nachylił się ku mnie.
 - Ej no! Mam 170! - odparłam
 - To chyba w 20 cm szpilkach! - odparł i pokazał mi język.
Boże zachowywał się jak dziecko!
 - Mężczyźni zawsze zasłaniają najpiękniejsze kwiaty! - odparłam.
Słyszałam to kiedyś w reklamie i tak mi to w pamięci zostało.
Chłopaki spojrzeli na mnie zdziwieni.
 - Ja tu ani kwiatu, a co co dopiero piękna nie widzę! - odrzekł Malik
Spiorunowałam go spojrzeniem.
 - Och abyś się ie udławił językiem - odparłam.
Uniósł brew.
 - Twoim? - spojrzał niewinnie - Twoim to zawsze.
Zakryłam dłonią usta. Fuj! Miałam sobie wyparzyć wargi po ostatnim jego pocałunku! Ble!     
 - Znam dobrego psychiatre... nie chcesz numeru? - wymamrotałam.
 - Twojego? zawsze.  - obdarował mnie tryumfalnym uśmieszkiem.
Znów spiorunowałam do spojrzeniem.
Och! szkoda, że mój wzrok nie może zabijać!!
 - Nie bąć taki hej do przodu bo cie z tyłu zabraknie...
 - O Kurwa! - przerwał nam naszą bardzo interesującą rozmowę Harry.
Może to i dobrze? Zaraz by pewnie doszło do rękoczynów.
Harry pokazywał palcem na basen.
A raczej coś co w nim pływało.
 A  tym czym była nie kto inny, ale Livia.
Nie ruszała się a dryfowała na powierzchni wody z twarzą w wodzie.
Mimowolnie krzyknęłam:
 - LIVIA!
Chciałam wskoczyć do wody, ale coś mnie powstrzymało.
To były dwa cosie.
Jednym był Malik, który przytrzymał mnie, a drugim to coś w mojej podświadomości.
 - Trzymaj! - w moją stronę poleciał telefon, który złapałam na klatę... ale to nie ważne.
Później słyszałam tylko PLUM i Harry zniknął pod wodą. Później znów się pojawił i podpływał do Livi.
Zaraz za nim wskoczył Liam.
Wyszarpałam się z obięć Zayn'a i stanęłam na brzegu basenu.
Reszta zespołu... czyli Lou i Niall wbiegli na taras. Oboje coś wpierniczali. Blondyn batonika, a szelek marchewę Obydwoje nie mieli pojęcia co tu się stało. Wyglądali jak barany na rzezi. .
Chłopcy w basenie mieli już Livię i płynęli z nią do brzegu.
Sytuacja została opanowana...
Spojrzałam na telefon.
Był z pewnością od Harry'ego... no przecież mieliśmy takie same.
Niewiele myśląc spuściłam telefon, który najpierw się roztrzaskał, a później wleciał w częściach do wody.
                     Gdy w końcu podali mi Livię. Zobaczyłam, że lekko otwiera oko. Mrugnęła i zamknęła je. Skubaniec! Zupełnie zapomniałam, że umi na długo wstrzymywać powietrze bez problemu!
Cholerka!
Wypuściłam ją z objęć.
Harry nachylił się nad nią:
 - To co robimy? - spytał wlepiając we mnie zielone oczy.
 - Usta, usta? - odparłam z perfidnym uśmieszkiem.
 - No dobra... - odparł.
Widziałam błysk w jego oku.
Zza naszymi plecami Lou parsknął śmiechem.
Styles nachylił się nad Livią, która nadal udawała topielca.
Gdy znajdował się centymetr nad jej ustami, zakryła mu dłonią twarz i szybko się "przebudziła".
 - Dobra! NIC MI NIE JEST! - krzyknęła przerażona, perspektywą " całowania " się ze Stylesem
 - Baranie! - odparłam.

***

Po godzinie siedziałam u nich na sofie w szarej koszulce Liama i czarnych spodenkach Louisa. Bo oczywiście ja muszę mieć za dużą dupę bo ani do spodenek Danielle się nie zmieściłam, ani Eleanor... To już nie moja wina, że one są takie drobniutkie! A spódnica to ZŁO! 
Livia miała mniejszy problem. Miała na sobie beżowe spodenki Eleanor i czarną bluzkę Harrego z jakimś tandetnym zespołem. ( Skubaniec jest taki wysoki, że Harry { niby jest najwyższy} musiał jej pożyczyć bluzkę:P No cóż... 180 na płaskim bucie... no Livia to żyrafa:P )
 - Yhhyy no ok... - Harry zaciekle rozmawiał z Emmą. Miała przyjść naprawić włosy Zayna... bo dziś ludzią się mieli pokazać na próbie... czy czymś. - noo szkoda... noo.. bo to okropnie wygląda... no buziaczki! no papa. 
Siedziałam sobie grzecznie na kanapie obok Livi. A pmiędzy mną a Zaynem znajdował się Lou, Niall i Liam, który panował nad nim, aby się na mnie nie rzucił. 
Tak po prostu działa mój urok osobisty. 
 - No to dupa - powiedział Harry chowając telefon Louisa - on tez chciał mnie rozszarpać, że zniszczyłam mu telefon. - Emma jest w Irlandii... w sumie nie wiem po co... jakiś film czy coś. I nie przyjedzie. Danielle też nie może a Eleanor nie odbiera. ja nie wiem co my zrobimy! - Załamał ręce. 
Też miał problemy z samokontrolą patrząc na mnie... no w końcu umyślnie rozwaliłam mu telefon... ale co tam!
A ja za to mogłam się w każdej chwili zucić na Zayn'a! Uśmiercił moje szpilki! I teraz paradowałam w czarnych converse'ach Liama.
Westchnęłam:
 - Jedźcie kupić jakąś czarną farbę do włosów... spróbuję to naprawić - zasłoniłam się rękami napotykając wzrok Zayn'a - Nie bij! - krzyknęłam i schowałam się za Louisem.
 - Ja ci NIE DAM się dotknąć! - prawie krzyknął i Liam położył mu rękę na ramieniu.
 - Stary opanuj się zaraz to naprawimy. - odparł spokojnie.
 - Grrrrrrr - warknął czarnowłosy.
 - Nie warcz bo ci kaganiec założę! - warknęłam.
Zayn rzucił się na mnie... Liam go trochę późnił.
Ja nie czekałam aż chłopak się uspokoi. Pobiegłam do łazienki, która znajdowała się na piętrze i zamknęłam się.

Nie wiem jak ja długo siedziałam w łazience, skulona w obawie przed Malikiem. Kilkanaście razy rozmyślałam nad wyjściem przez okno... ale przy mojej koordynacji... została by po mnie mokra plama na podjeździe...
W końcu usłyszałam PUK, PUK i aż podskoczyłam.
 - Alex - usłyszałam spokojny głos Liama. - możesz już wyjść. Obezwładniłem go i związałem.
Parsknęłam śmiechem.
 - A kaganiec ma? - zapytałam.
 - Nie.
 - To nie wychodzę! - skwitowałam.
 - Alex... Harry z Niall'em przywieźli farbe do włosów to się uspokoił! Wyłaź albo go tu puszcze! - zagroził.
Przekręciłam klucz i wyszłam ostrożnie.
 - To nie fair! - jęknęłam 
Parsknęłam śmiechem na widok Harrego w czarnych okularach i czarnym garniturze... jeszcze dłonie miał splecione w "pistolet" i rozglądał się po całym holu.
 - Jakoś nie bawi mnie perspektywa, że Harry jest moim gorylem... - mruknęłam na co Liam parsknął śmiechem.
Harry póścił mój komentarz pomimo uszu.
 - Teren czysty możemy ją sprowadzić! - ryknął na cały dok - a jak u cb?
 - Czysto! Delikwent siedzi grzecznie w kuchni! - usłyszałam z dołu krzyk Louisa
 - DOBRA! - loczek ryknął mi do ucha - sprowadzam ją!
 - Jakoś nie sądzę aby to był dobry pomysł... Harry kurwa co ty robisz? - spytałam gdy podniósł mnie z ziemi i szedł po schodach.
 - Sprowadzam cię bezpiecznie na dół. - odparł.
Próbowałam się wyszarpać ale marnie mi to wychodziło.
 - Mam zdrowe nogi i UWIERZ poradzę sobie z zejściem po schodach... więc do cholery mnie puść! - zaprotestowałam.
Na całe szczęście szybko pokonał schody. Oczywiście na ostatnim schodku się wywalił i poleciałam na niego.  
 - Baran. - mruknęłam gramoląc się z niego.
 - Fajtułapa! - Lou zaczął się z niego naśmiewać. Też był ubrany w czarny garnitur i grał role tajniaka... Boże! Prawdziwe wariatkowo!!
 - Ja ci zaraz zrobie fajtułape! - ryknął Harry i zaczął go gonić.
W brew pozorom Lou był szybki... aż nie poznał się bliżej ze ścianą...
 - No i moją ochronę szlag trafił. - westchnęłam


Rozdział 15!! W końcu! Męczyłam się z nim.... ale w końcu jest! Chodź nie wyszedł tak jak oczekiwałam... ;( Troszkę go popsułam... ale cóż...
Strasznie długo na niego czekałyście i mam nadzieje, że było warto!!
Strasznie chcemy wam podziękować za te ponad 4200 wejść!
Te cyferki to niby nic ale dla nas znaczy to bardzo dużo!!

Kochamy was!!
Zakręcony Duet! <3 <3 <3